Słuchajcie, to 'może' to jest dla mnie kluczowe słowo w tym wątku. Bo ja sobie przypomnę jak robiłam swój pierwszy rytuał na nów. Też nie wiedziałam czy wierzę, ale było to 'może'. I to 'może' sprawiło że przygotowałam się starannie, że siedziałam cicho, że naprawdę skupiłam się na tym co robię. Bez tego 'może' pewnie bym to odpuściła po pięciu minutach.
Tylko że James pisał w kontekście chrześcijańskim w dużej mierze i jego 'wola wierzenia' była osadzona w pewnej tradycji. Emilek wziął coś z internetu i spróbował. Nie ma tu żadnej tradycji, żadnej wspólnoty która by to podtrzymywała. Czy ta wola wierzenia działa tak samo w próżni?
Hej, ale czy tu nie pomijamy czegoś praktycznego? Emilek powiedział że był wtedy w trudnym momencie i szukał czegoś. Czy nie jest możliwe że to co poczuł po rytualne to był po prostu efekt tego że zrobił coś dla siebie? Że się zatrzymał? Że przez chwilę nie myślał o problemach tylko skupił się na czymś konkretnym? Bo to jest prawdziwa zmiana, niezależnie od tego co sądzimy o rytuałach.
Ten opis 'innego miejsca' to jest coś co pojawia się w relacjach z bardzo różnych tradycji. W medytacji vipassana mówi się o ekwanimii, w stoicyzmie o apercepcji zdarzeń z dystansu. Nie twierdzę że to samo, ale struktura doświadczenia jest podobna. I ciekawe jest to że to przyszło nie przez lata praktyki, tylko przez jeden wieczór, Emilku. Co ty o tym myślisz, czy ten stan był trwały?
Trwał może tydzień, może trochę dłużej. Potem wróciło normalne myślenie o tej sprawie. Ale ten tydzień był inny. Może to zabrzmi dziwnie, ale czułem jakby ta sytuacja straciła nade mną władzę, tylko na chwilę, ale straciła.
To wcale nie brzmi dziwnie. To jest klasyczny opis tego co psychologowie nazywają defuzją poznawczą, sytuacji w której jesteś w stanie obserwować myśl zamiast być myślą. I właśnie to mnie tu zastanawia, czy rytuał może być rodzajem defuzji nawet bez intencji żeby nią był.
Myślę że to co jest specyficzne to symboliczna konkretność. Medytacja prosi cię żebyś obserwował przepływ myśli. Rytuał prosi cię żebyś zapalił świeczkę, powiedział słowa, ułożył przedmioty. Ta konkretność jest inna niż otwarta uważność. Ona lokuje intencję w materii, w geście, w czasie. I ta lokacja może być właśnie tym co sprawia że efekt ma inną jakość.
Ten ślad materialny o którym mówi Modrzewka to jest coś co mnie od dawna zastanawia. Bo są tradycje, na przykład niektóre rytuały tybetańskie, gdzie celowo niszczy się to co zostało stworzone, mandale z piasku na przykład. I tam właśnie brak śladu jest częścią sensu. Więc może to nie jest tak że ślad podtrzymuje zmianę, ale że zmiana musi zostać jakoś zakotwiczona, i różne tradycje wybierają różne kotwice?
A może nie mechanizm jest inny, tylko po prostu skala. Rytuał z tradycją robi głębszą bruzdę, bo jest zakorzeniony w czymś większym. Rytuał zrobiony z ciekawości robi płytszą. Ale bruzdę robi i tak. Stąd ten tydzień u Emilka, a nie rok.
To byłoby logiczne. Ale to co mnie nurtuje to czy ten tydzień był skutkiem rytuału, czy skutkiem okoliczności w których go robiłem. Bo byłem wtedy naprawdę zmęczony tą sytuacją. Może po prostu byłem gotowy na to żeby cokolwiek dało mi oddech.
A właściwie to co oznaczałoby 'skutek rytuału', gdybyś miał to odróżnić od skutku okoliczności? Pytam szczerze, bo nie wiem czy to rozróżnienie jest w ogóle możliwe do zrobienia po fakcie.
Tylko że tytuł wątku pyta właśnie o przyczynowość. Czy rytuały działają jeśli robimy to z ciekawości. 'Działają' sugeruje że chcemy wiedzieć co sprawcze, nie tylko co się stało. I to nie jest tylko filozoficzne. Bo jeśli nie wiesz co działało, to nie wiesz co powtórzyć.
Właśnie sobie pomyślałem, że przez cały ten wątek zakładamy że Emilek chciał czy nie chciał czegoś osiągnąć. Ale on na początku napisał że szukał czegoś. Co ty właściwie szukałeś? Czy miałeś jakieś konkretne pytanie czy to było bardziej takie ogólne?
Trudno powiedzieć. Byłem w sytuacji zawodowej która mnie przeciążała i chyba szukałem jakiegoś poczucia że mam wpływ. Nie żebym wierzył że rytuał zmieni szefa albo cokolwiek zewnętrznego. Ale może chciałem poczuć że mogę coś zrobić poza czekaniem.
To co opisuje Emilek to jest klasyczna funkcja rytuału jako działania sprawczego w sytuacji gdy realna sprawczość jest ograniczona. Są na to badania w kontekście rytuałów sportowców, chirurgów, pilotów. Ludzie przed trudnymi, nieprzewidywalnymi sytuacjami sięgają po rytuały nie dlatego że wierzą w magię, ale dlatego że rytuał daje poczucie że zrobiło się co można. I to poczucie samo w sobie ma wartość psychologiczną.
I teraz wróćmy do tytułu wątku bo się od niego oddalamy. Rytuał zamknięcia bez wiary, czy działa? Na podstawie tego co tu omawiamy, wydaje się że działa w sensie psychologicznym nawet bez wiary, pod warunkiem że jest jakaś intencja, choćby nieświadoma. Emilek szukał poczucia sprawczości i ją dostał na tydzień. To jest efekt.
Tylko że tu wraca pytanie czy to jest działanie rytuału czy działanie intencji w jakiejkolwiek formie. Czy gdyby Emilek zamiast rytuału po prostu napisał długi list do siebie o tej sytuacji i go spalił, efekt byłby podobny? Bo to też byłoby symboliczne działanie z intencją.
To jest bardzo konkretne pytanie i nie wiem czy ktokolwiek na to odpowie bez badania. Ale intuicja mi mówi że forma ma znaczenie, bo rytuał jest naładowany znaczeniem kulturowym nawet jeśli tego nie czujesz. Sięgasz po coś co niesie za sobą setki lat ludzkiej intencji. List do siebie to tworzysz od zera. To nie jest to samo nawet jeśli mechanizm psychologiczny wygląda podobnie.
To jest dobre pytanie i szczerze nie wiem skąd to co znalazłem w ogóle się wzięło. Nie sprawdzałem. Może to jest coś co ktoś wymyślił rok temu, może jest stare. Nie miałem pojęcia i to chyba też było częścią mojego podejścia, że nie drążyłem. Zrobiłem i tyle. Zastanawiam się teraz czy gdybym wiedział skąd to pochodzi, to cokolwiek by się zmieniło.
ale to 'zrobiłem i tyle' jest chyba kluczowe w tym co opisujesz. Nie wchodziłeś w to z encyklopedią, nie sprawdzałeś czy to autentyczne, nie budowałeś przekonania. Po prostu zrobiłeś. I tu wracam do tego co wcześniej mówiłam o Brooks - ona pokazywała że sama sekwencja czynności, bez żadnego kontekstu kulturowego, już redukuje lęk. Może to oznacza że tradycja jest bonusem, nie warunkiem koniecznym.
Tylko że Brooks badała rytuały w bardzo krótkim oknie - tuż przed zadaniem, kilka minut. Tu mówimy o tygodniu. Nie wiem czy te same mechanizmy obowiązują w dłuższej perspektywie. Czy ktoś wie czy były badania nad dłuższym oknem czasowym?
Chyba jest. W sensie, ta sytuacja zawodowa to była utrata czegoś - wyobrażenia o tym jak to miało wyglądać, trochę poczucia sensu tego co robię. Może dlatego to się jakoś trafiło, bo rytuał traktuje się jak czynność zamknięcia. Nie myślałem o tym w ten sposób kiedy to robiłem, ale teraz jak to mówię to ma sens.
To co teraz mówisz jest ciekawe samo w sobie - że sens pojawia się retrospektywnie. Czy to nie zmienia czegoś w tym całym pytaniu o wiarę? Może rytuał nie potrzebuje wiary na wejściu, ale generuje interpretację po fakcie. I ta interpretacja ma realne znaczenie, bo zmienia sposób w jaki przechowujesz to doświadczenie.
To jest dobra obserwacja ale mam z nią problem. Bo jeśli sens pojawia się retrospektywnie, to znaczy że rytuał jest tylko punktem zaczepu dla czegoś co i tak byś przepracował. I znowu wracamy do pytania które zadawała Marchewka - czy to rytuał zrobił cokolwiek, czy tylko dostarczył formę.
Dokładnie to jest argument za rytuałami w terapii narracyjnej. Nie chodzi o to że rytuał zmienia rzeczywistość zewnętrzną, ale że daje strukturę doświadczeniu wewnętrznemu. I ta struktura jest realna, nie metaforyczna. Mózg potrzebuje wyraźnych granic między fazami żeby je rzeczywiście oddzielić. Rytuał robi tę granicę namacalną.
Zgadzam się z Dadzbogiem w tej kwestii. Sama zauważyłam że mam pewne czynności które wykonuję kiedy jestem w złym miejscu psychicznie i nigdy nie myślałam o tym jak o rytuale. Dopiero jak ktoś mi to powiedział, zobaczyłam to inaczej. Pytanie czy to zmienia coś w działaniu - czy te czynności działały tak samo zanim je nazwałam?
Zaraz, to może przeformułujmy pytanie tytułowe. Może nie chodzi o wiarę albo jej brak, tylko o intencję w dowolnej formie. Emilek miał intencję - szukał poczucia sprawczości. Modrzewka miała intencję - robiła coś żeby poczuć się lepiej, nawet jeśli nie nazywała tego rytuałem. Wiara jako zmienna może być w ogóle nieistotna, ważniejsze jest to czy wchodziłeś w to z jakimś celem.
