Okej ale ten spokój to mógłbyś też mieć siedząc z kubkiem herbaty i patrząc w okno. Pytam serio, nie kpię. Co sprawia że to był rytuał a nie po prostu chwila ciszy?
To wychodzi że prawie wszystko może być rytuałem jeśli tylko tak to nazwiemy? Bo to mi trochę rozmywa samo słowo. Rytuał brzmi jakby miał być czymś więcej niż codzienny nawyk z intencją.
Wracając do pytania Albitki o herbatę i okno, ja rzeczywiście mam taką praktykę rano z kawą i kartami. Nie wiem czy to rytuał czy nawyk, ale jest jedna różnica którą zauważam. Kiedy to robię świadomie, z nastawieniem że 'teraz ten czas jest mój i inny', to mam zupełnie inne odczucia niż kiedy piję tę samą kawę w pośpiechu. Treść jest identyczna, ale coś jest inne.
I to jest dokładnie to o czym pisał Boleslaw wcześniej. Forma fizyczna prowadzi przez kanały, które omijają ten wewnętrzny komentarz. Karta, kamień, świeczka, wszystko to jest czymś do trzymania uwagi kiedy sam umysł jej nie trzyma. I może to jest wystarczający powód żeby tego używać, nawet bez żadnego przekonania o działaniu czegokolwiek poza tym.
A skąd pewność że psychologiczne wyjaśnienie wyczerpuje temat? Mnie ta frustracja Emilka wydaje się szczera i rozumiem ją, ale zauważam że za nią stoi założenie że 'coś naprawdę ezoterycznego' musi być inne niż psychologiczne. Czemu?
Ale Bolesław, to jest trochę unik. Ból nikomu nie obiecuje że zmieni świat zewnętrzny. Rytuały w tradycji ezoterycznej często obiecują właśnie wpływ na zewnętrzną rzeczywistość. I to jest inna kategoria niż 'zmienia moje wewnętrzne stany'.
To jest moment gdzie rozmowa dochodzi do tego co mnie też nie daje spokoju. Mam doświadczenia których nie potrafię wyjaśnić przez mechanizm wewnętrzny. Nie będę ich tu opisywał szczegółowo, bo to długi temat, ale były momenty kiedy coś zewnętrznego się zmieniło w sposób, który był zbyt precyzyjnie zbieżny z intencją żebym mógł to spokojnie odłożyć do szuflady 'zbieżność'. I nie mówię że mam dowód. Mówię że mam pytanie, które zostało.
Ale czekajcie, bo ta historia z pracą ma jeden problem. Gdybyś nie robił tych wizualizacji, to może i tak by zadzwonił? Nie wiemy co by było w innym scenariuszu. Jak w ogóle można to odróżnić od zwykłego przypadku który akurat pasuje do narracji którą sobie ułożyłeś po fakcie?
To w takim razie te doświadczenia są po prostu niezweryfiowalne i koniec. Nie z tego co Dadzbog opisał, ale generalnie. Jak coś jest z definicji niesprawdzalne, to co z tym zrobić? Można je przeżywać, okej, ale nie można wyciągać z nich wniosków że rytuały 'działają'.
No właśnie. Ja nie pytałem 'czy istnieje dowód naukowy'. Pytałem czy to w ogóle ma sens robić jeśli człowiek siedzi i myśli 'no dobra, zobaczymy'. Bo po tym wieczorze z kamieniami i świeczką czułem się spokojnie, ale następny dzień był normalny. Nic się nie zmieniło zewnętrznie. Więc albo liczyłem na coś zewnętrznego i tego nie dostałem, albo liczyłem na spokój i go dostałem. Sam nie wiem na co liczyłem.
I to zdanie 'sam nie wiem na co liczyłem' jest chyba kluczem do całej rozmowy. Bo może problem nie jest w wierze albo jej braku, tylko w tym że intencja była nieokreślona. Nie 'zrobiłem to bez wiary', tylko 'zrobiłem to nie wiedząc po co'. To są dwa różne stany.
Słuchajcie, wchodzę do tej rozmowy od innej strony. W numerologii dużo pracuje się z intencją, ale tam też jest pytanie czy intencja musi być 'pełna wiary' żeby miała sens. Spotkałam się z podejściem że wystarczy jasność, nie trzeba przekonania. Czyli możesz nie wierzyć że to zadziała, ale musisz wiedzieć czego chcesz. Emilek napisał że nie wiedział na co liczył, i to może być bardziej fundamentalny problem niż wiara.
Wracam do tego co Dadzbog powiedział wcześniej, bo mnie to nie odpuszcza. Jeśli ktoś kto ma duże doświadczenie mówi 'miałem coś czego nie umiem wyjaśnić', to jest to ważniejsze niż gdyby to powiedział ktoś kto zrobił jeden rytuał z ciekawości. Nie dlatego że jedna osoba jest lepsza od drugiej, ale dlatego że przy większej liczbie prób trudniej utrzymać wyjaśnienie przez przypadek. Prawda?
To jest bardzo uczciwe przyznanie. I rozumiem ten dylemat. Ale skoro Dadzbog sam to zauważa, to znaczy że obserwuje swoje własne myślenie od zewnątrz, i to już coś zmienia w jakości tej obserwacji, prawda?
Chcę wrócić do Emilka jeszcze raz. Napisałeś że następny dzień był normalny i nic się nie zmieniło zewnętrznie. Ale wspomniałeś wcześniej że przestałeś myśleć o innych rzeczach podczas tego rytuału. Czy to 'zatrzymanie myślenia' gdziekolwiek cię zaprowadziło, czy po prostu urwało się i nic za tym nie było?
Ale czy jeśli jedyny efekt to lepszy sen jednej nocy i spokojny wieczór, to rytuał 'zadziałał'? Emilek pyta czy to działa bez wiary, a jeśli 'działanie' oznacza wieczór bez stresu, to tak, zadziałało. Tylko że to nie brzmi jak coś czego oczekujesz od rytuału.
Dobra ale to znowu wraca do tego samego miejsca. Jeśli rytuał to regulacja stanu wewnętrznego, to różni się od herbaty z ciszą tylko tym że ma więcej symbolicznych rekwizytów. Emilek chyba pytał o coś więcej. I rozumiem że to może być projekcja tego co sam bym chciał, ale mam wrażenie że tytuł tego wątku zakłada pytanie o efekt który wykracza poza mnie samego.
Hydromanta napisał ostatnio że rytuał różni się od herbaty z ciszą tylko rekwizytami. Ale ja się z tym nie zgadzam i chcę to rozwinąć, bo mam wrażenie że to uproszczenie które coś ważnego gubi. Herbata z ciszą nie ma struktury, która byłaby przekazana. Rytuał, nawet zrobiony z czystej ciekawości, wchodzi w jakiś kontekst, ma źródło, ma formę która nie jest przypadkowa. Czy to zmienia coś w efekcie? Nie wiem. Ale zmienia coś w samej praktyce.
Mam pytanie do Dadzboga, bo to co opisujesz jest mi bliskie z własnej obserwacji. Kiedy mówisz 'coś im zaczęło drgać', to masz na myśli coś zewnętrznego co się wydarzyło, czy raczej zmianę w sposobie patrzenia? Bo to jest fundamentalna różnica dla pytania Emilka.
Tylko że to co Dadzbog opisuje to jest coś co działa przy regularnej praktyce. Emilek zrobił jeden wieczór. To nie jest zarzut, po prostu kontekst jest inny. Pytanie 'czy rytuał bez wiary działa' może mieć zupełnie inne odpowiedzi zależnie od tego czy mówimy o jednorazowym eksperymencie czy o czymś powtarzalnym.
To mnie zastanowiło. Bo rzeczywiście, ja to zrobiłem raz, z ciekawości, i nie planuję robić tego regularnie przynajmniej na razie. Więc może pytam o coś innego niż to czym się tu zajmujecie na co dzień. Może moje pytanie brzmi bardziej: czy jeden taki wieczór może cokolwiek znaczyć, czy to jest jak jeden dzień diety.
To porównanie z dietą jest ciekawe, bo sugeruje że rytual działa kumulatywnie. Ale nie wszystkie praktyki działają na tej zasadzie. Niektóre rytuały inicjacyjne mają założenie że jedno zdarzenie może być przełomowe. To nie jest zasada którą wymyśliłem, to jest coś obecnego w bardzo wielu tradycjach, od afrykańskich obrzędów przejścia przez pewne techniki w hinduizmie. Pytanie tylko czy coś takiego może dotyczyć wieczoru ze świeczką i kamieniami.
Dobra ale czy Emilek naprawdę wchodził bez żadnego przygotowania? Wiedział co to świeczka, wiedział mniej więcej co robią kamienie w ezoteryce, wiedział że siada żeby coś zrobić. To jest jakiś poziom kontekstu, nawet jeśli nie był świadomie wybrany.
To jest trochę jak mówić że ktoś nie jest kompletnym ignorantem w gotowaniu bo widział reklamy jedzenia. Kontekst kulturowy i kontekst rytualny to nie to samo.
Słuchajcie, ja dalej stoję przy tym co napisałem wcześniej, ale chcę doprecyzować bo może źle to wyraziłem. Nie mówię że herbata i rytuał są identyczne. Mówię że jeśli jedynym mierzalnym efektem jest spokój wieczoru, to nie wiemy skąd pochodzi ten spokój. Może z symboliki. Może z samego siedzenia w ciszy. Może z oderwania od telefonu.
Wchodzę tu z trochę innej strony. Zastanawiam się nad tym co Emilek napisał kilka postów wyżej, że nie planuje robić tego regularnie przynajmniej na razie. I ta fraza 'przynajmniej na razie' jest dla mnie znacząca. Bo to nie jest ktoś kto zdecydowanie zamknął temat. Może to co pytasz to nie jest pytanie o teorię, tylko o to czy to ma sens kontynuować?
Trochę tak. Ale boję się że jak zacznę robić coś regularnie bez przekonania, to to jest jakiś rodzaj hipokryzji. Jakbym chodził do kościoła nie wierząc. I nie wiem czy chcę to robić mechanicznie.
