Właśnie to mnie nurtuje w tym temacie od dłuższego czasu. Mam w notatkach porównania między różnymi systemami numerologicznymi - chaldejskim i pitagorejskim - i oba działają, ale inaczej, i oba mają swoje środowiska praktyków. Chaldejski jest marketingowo sprzedawany jako 'starszy i przez to lepszy', ale czy naprawdę wiadomo że jest starszy? Część historyków w to wątpi.
To co Martusia opisuje z runami to jest dokładnie ta sama sytuacja co z kartami tarota. Elder Futhark był alfabetem, nie systemem wróżbiarskim. To co robimy gdy 'wróżymy z run' to jest praktyka która ma kilkaset lat, nie tysiąc pięćset. Ale to nie znaczy że nie działa - znaczy tylko że nie należy mieszać historii z efektywnością.
Hej, mam głupie pytanie może, ale słuchając tego wszystkiego - jeśli większość tych starszych systemów to tak naprawdę rekonstrukcje z XIX czy XX wieku, to czym one różnią się od Wicca Gardnera? Bo Gardner też rekonstruował, tyle że wprost.
Zielarz.x zadał pytanie które rozbija cały problem na części. Różnica jest głównie w tym że Gardner był transparentny co do tego że tworzy, podczas gdy część tradycji romantycznego odrodzenia budowała aurę ciągłości której nie było. Ale z perspektywy praktyka - jak pytasz o skuteczność, a nie o historyczną autentyczność - ta różnica może być nieistotna.
Ale chwila - czy ta transparentność Gardnera to naprawdę coś co wiemy pewnie? Bo czytałam że on też twierdził że otrzymał tradycję od Dorothy Clutterbuck i przez długi czas to było traktowane poważnie, zanim historycy to zakwestionowali. Więc może on nie był aż tak transparentny.
I tu dochodzimy do czegoś co chyba każdy kto zajmuje się tymi tematami gdzieś po drodze napotyka - ta granica między mitem założycielskim a historyczną fikcją jest w praktyce bardzo płynna. Większość tradycji ma jakiś mit o własnym pochodzeniu który jest ważniejszy dla jej funkcjonowania niż historyczna prawda.
Ale to znaczy że nie ma żadnej różnicy między starym a nowym? Bo jakoś nie mogę się z tym pogodzić. Mam wrażenie że jak coś ma te mitologiczne korzenie, nawet jeśli są trochę na wyrost, to jednak niesie ze sobą coś co nowe rzeczy nie mają. Nie umiem tego dobrze uargumentować ale tak to czuję.
Wchodzę tu z astrologii bo tam ten problem jest bardzo konkretny. Mamy hellenistyczną astrologię która była prawie zapomniana przez wieki i została odtworzona przez Project Hindsight w latach 90. Czyli mamy system który ma kilka tysięcy lat ale praktycznie był nieużywany przez ponad tysiąc lat, a potem znowu zaczął funkcjonować. Czy to jest stary system czy nowy? Bo historycznie stary, ale praktycznie ma trzydzieści lat ciągłości.
Przepraszam że wskakuję, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. To znaczy że jak ktoś dziś używa systemu run albo tarota, to właściwie używa czegoś co i tak jest w dużej mierze współczesne, nawet jeśli elementy są stare? I ta różnica między starym a nowym jest mniej istotna niż myślimy?
RycerzMieczy dobrze to sprecyzował i chcę dodać jedną rzecz do tej rozmowy - przez kilkanaście postów rozmawiamy głównie o historycznej autentyczności, ale tytułowe pytanie dotyczyło skuteczności. A to są naprawdę dwa różne pytania. Można mieć system historycznie autentyczny który jest nieefektywny w praktyce, i można mieć system który Gardner wymyślił kilkadziesiąt lat temu który działa dla tysięcy ludzi. Czy nie powinniśmy wrócić do pytania co właściwie rozumiemy przez skuteczność rytuału?
Szaman, to ważne rozróżnienie które zrobiłeś - historyczna autentyczność kontra skuteczność. Bo właściwie przez ostatnie kilkadziesiąt postów rozmawialiśmy głównie o tym czy coś jest 'naprawdę stare', a nie o tym czy działa. I to są naprawdę inne pytania. Tylko jak w ogóle podejść do mierzenia skuteczności? Bo tu się robi naprawdę trudno.
Mam wrażenie że część tej dyskusji o autentyczności bierze się właśnie z tego że skuteczność jest tak trudna do weryfikacji. Więc jakby zastępujemy ją wiekiem jako substytutem jakości. Bo wiek przynajmniej można sprawdzić, a skuteczność już nie za bardzo.
Ale zaraz - to w takim razie jak w ogóle ktoś sprawdza czy rytuał działa? Bo jeśli wykonam jakiś rytuał i potem coś się wydarzy, to skąd wiem że to przez rytuał? Pytam serio, bo to mnie od początku zastanawia przy tych tematach.
Zielarz.x dotknął czegoś co jest fundamentalnym problemem w całej tej rozmowie. Ale wrócę na chwilę do tego co Szaman powiedział o skuteczności versus autentyczności - bo mam wrażenie że te dwie rzeczy jednak się trochę przeplatają. Stare systemy, które przetrwały, często wypracowały coś w rodzaju wewnętrznej spójności - symbole, które do siebie pasują, narracje które tworzą zamkniętą całość. I to może mieć znaczenie praktyczne niezależnie od historii.
To jest właśnie to co próbowałam uchwycić wcześniej przy numerologii. Chaldejski system ma swoją wewnętrzną logikę, pitagorejski ma inną, i obie są spójne w obrębie siebie. I mam wrażenie że ta spójność robi coś z praktykiem - że jak pracujesz w jednym systemie długo, to zaczynam rozumieć jego własne reguły i wtedy on faktycznie lepiej działa. Ale to może być po prostu znajomość systemu, nie jego wiek.
RycerzMieczy trafił w coś istotnego z tą wewnętrzną spójnością. Dodam do tego jedną obserwację z własnej praktyki - systemy które przetrwały długo często mają rozbudowaną warstwę interpretacyjną, czyli nie tylko sam zestaw symboli czy działań, ale też bogaty kontekst tego co znaczą i jak się do siebie mają. I ta warstwa buduje się przez pokolenia praktyki. Nowy system tego po prostu jeszcze nie ma, nie z powodu wad konstrukcyjnych, ale z braku czasu.
Tylko że ta 'warstwa interpretacyjna' to jest też coś co się zmienia z czasem, prawda? Jak czytam o runach to mam wrażenie że każde pokolenie praktyków trochę inaczej je czytało. Więc nie ma jednej spójnej wykładni którą dostajemy razem z systemem - raczej wybieramy sobie z różnych warstw.
Przy astrologii hellenistycznej jest podobnie - te teksty które zostały przełożone przez Project Hindsight to nie jest jeden autor ani jedna epoka, to jest kompilacja od Vettiusa Valensa, Ptolemeusza, Firmicusa Maternusa i innych, i oni sami się ze sobą w różnych kwestiach nie zgadzają. Więc ta 'stara astrologia' to też jest coś co współcześni praktycy złożyli w jedną całość z różnych źródeł. Ale czy to dyskredytuje system?
Leokadia72 ma rację i myślę że tu jest ważne przesunięcie w tej dyskusji. Może zamiast pytać 'czy to jest autentycznie stare' powinniśmy pytać 'czy to jest wewnętrznie spójne i czy działa w praktyce'. To byłyby pytania które można jakoś weryfikować przez własne doświadczenie, a pytania o autentyczność historyczną wymagają dostępu do źródeł których większość z nas nie ma.
Słucham tej dyskusji i mam pytanie może trochę z boku - czy ktoś tu ma doświadczenie z dwoma zupełnie różnymi systemami, nowym i starym, stosowanymi w podobnym celu? I mógł porównać efekty? Bo dużo rozmawiamy teoretycznie, ale ciekawi mnie czy ktoś ma konkretny przykład.
A czy ktoś w ogóle sprawdzał te nowsze systemy pod kątem wyników, nie wiem, przez rok regularnej praktyki? Bo mam wrażenie że zazwyczaj jak ktoś nie widzi efektów to porzuca po kilku próbach i mówi że system jest zły, a nie że praktyka wymaga czasu. I to dotyczy i starych i nowych.
Mamunaa i Antek_52 piszą o czymś co w tej dyskusji pojawiło się dopiero teraz - o roli praktykującego, a nie systemu. I to może być ważniejsze niż całe to rozróżnienie na stare i nowe. System jest tylko szkieletem, resztę wnosi człowiek który z nim pracuje. A to przenosi pytanie zupełnie gdzie indziej.
Szaman napisał coś co mnie zatrzymało - że system jest tylko szkieletem, resztę wnosi człowiek. Ale czy to nie przeczy temu co wcześniej mówiłaś Martusia o runach, że ta ciągłość tradycji coś jednak wnosi? Bo jeśli praktykujący jest ważniejszy niż system, to po co w ogóle sięgać po coś starego?
Przepraszam że wracam do mojego wcześniejszego pytania o weryfikację, ale ono mi nie daje spokoju po tym co napisała Mamunaa. Ona mówiła że ciężko oddzielić efekt rytuału od efektu skupienia czy zmiany nastawienia. Ale to chyba znaczy że nie wiemy czy robimy rytuał czy medytację pod inną nazwą, nie?
Erazm65 zadaje dobre pytanie, ale mam wrażenie że ono też zakłada że system wybieramy jak produkt na półce. W praktyce często to nie tak wygląda - trafiasz na coś przez przypadek, przez kogoś kogo spotkałeś, przez książkę którą ktoś ci polecił. I potem weryfikujesz czy to ci odpowiada, a nie czy to ma odpowiednio długą historię. Przynajmniej tak to u mnie wyglądało z kilkoma tradycjami.
Ale właśnie Domicela - mówisz o przypadku i weryfikacji, ale jak długo ta weryfikacja ma trwać? Bo ja rozumiem że praktyka wymaga czasu, sama wcześniej dostałam taką odpowiedź, ale co jeśli po roku czujesz że coś nie działa? Kiedy to jest za krótko a kiedy po prostu system nie jest dla ciebie?
Słucham tej wymiany o weryfikacji i mam konkretne pytanie do Mamunaa albo do Domiceli - czy kiedykolwiek zrezygnowałyście z jakiegoś systemu właśnie dlatego że poczułyście że nie pasuje? I jak to się objawiało, ta niezgodność? Bo mnie interesuje jak to wygląda od środka, nie teoretycznie.
