Domicela wspomniała o tych kolorystycznych przypisaniach czakr i to jest dobry przykład czegoś co jest stosunkowo niedawnym wynalazkiem, bo te konkretne kolory i kryształy to bardziej XX wiek niż starożytna tradycja. Ale nikt nie sprawdza tych rzeczy, bo brzmią starożytnie. I to jest chyba centralny problem tej rozmowy - mamy systemy które wyglądają na stare a są nowe, i systemy które są stare ale zostały przebudowane. Skąd w ogóle wiedzieć co jest czym?
Wracając trochę do tego co napisał RycerzMieczy o systemach które wyglądają na stare a są nowe - w astrologii mamy dokładnie ten sam problem. Ludzie traktują horoskop słoneczny jako coś starożytnego, a to jest w zasadzie wymysł XX wieku, konkretnie artykuł w Sunday Express z 1930 roku. Cała masa osób myśli że czyta 'starożytną astrologię' a czyta coś co ma dziewięćdziesiąt parę lat.
Filomena_67 i Fluorytka.1 dotykają czegoś co jest chyba kluczowe dla całego tematu wątku - ta sama nazwa może oznaczać bardzo różne rzeczy w różnych epokach. I to nie jest argument ani za starym ani za nowym, to jest argument za tym żeby wiedzieć co się w ogóle robi. Niezależnie od wieku systemu. Zastanawiam się tylko czy to jest w ogóle osiągalne dla kogoś kto nie ma czasu na pogłębione studia, bo większość ludzi po prostu chce praktykować, nie pisać pracy magisterskiej.
Szaman napisał coś o czym myślę że jest niedopowiedziane w całej tej dyskusji. Większość rozmów o autentyczności systemów jest prowadzona przez ludzi którzy mają czas i zasoby żeby to badać. Ale co z resztą? Czy brak dogłębnej wiedzy historycznej dyskwalifikuje kogoś z praktyki? Bo jeśli tak, to siłą rzeczy dostęp do 'prawdziwych' tradycji jest bardzo elitarny.
To co pisze Mimoza63 jest ważne. Bo ja jestem właśnie tym typem osoby co nie ma czasu na akademię a jest zainteresowany tematem. I słuchając tej dyskusji zaczynam się zastanawiać czy w ogóle mam szansę praktykować coś sensownie bez lat nauki. Albo inaczej - czy jest jakiś skrót który nie jest jednocześnie drogą na skróty, jeśli rozumiecie co mam na myśli.
Zielarz.x, nie musisz być historykiem żeby praktykować sensownie. Naprawdę. Ale jest jedna rzecz która moim zdaniem oddziela praktykę od wróżenia z fusów - to czy wiesz co robisz i po co. Niekoniecznie skąd pochodzi, ale dlaczego akurat to, dlaczego w tej kolejności, co chcesz osiągnąć. To można wiedzieć bez żadnej akademii.
Ale Mamunaa, to brzmi trochę jak 'wystarczy intencja' a nie wiem czy to prawda. Bo ja miałam intencję przez długi czas i nic z tego nie wynikało. Może brak wiedzy jednak ma znaczenie?
Zielarz.x zadaje dobre pytanie ale ono zakłada że wiedza i praktyka są rozdzielne. W większości tradycji których znam to jest to samo - uczysz się przez robienie, nie przez czytanie o robieniu. Mistrz pokazuje, ty powtarzasz, po czasie rozumiesz dlaczego. Problem jest kiedy nie masz mistrza i masz tylko książki.
Martusia58 dotknęła czegoś co mnie zastanawia od jakiegoś czasu. Astrologia hellenistyczna jest przykładem systemu który był właściwie martwy przez kilka wieków i został odtworzony z tekstów - Vettius Valens, Dorotheus, Ptolemeusz. I ta odtworzona wersja działa, ludzie ją praktykują i mówią że jest precyzyjniejsza niż XX-wieczne podejście. Więc przekaz niekoniecznie musi być ciągły.
Nie wiedziałam o tym projekcie. To znaczy słyszałam nazwę Hindsight ale nie wiedziałam że to był tak zorganizowany wysiłek. Czy to oznacza że ta hellenistyczna astrologia którą teraz można spotkać w kursach i książkach to jest w jakimś sensie nowy system oparty na starych tekstach, a nie ciągła tradycja?
To co opisuje Filomena_67 jest dokładnie tym co znalazłam przy runach. Część materiałów jest rekonstrukcją i to jest powiedziane wprost, a część udaje coś czym nie jest. Ale mam pytanie do Martusia58 - skoro runy są twoją specjalizacją, to jak odróżniasz w praktyce która warstwa jest 'stara' a która dobudowana?
No i właśnie. Mamy przykład gdzie wiedza historyczna jest po prostu konieczna - nie akademicko ale żeby nie wejść w coś o czym nie masz pojęcia. Wcześniej mówiłem że kółko się zamyka, ale może właśnie to jest wyjście z tego kółka: uczysz się tyle historii ile potrzeba żeby rozumieć co trzymasz w rękach.
Zielarz.x trafił w to co chciałam powiedzieć a nie umiałam jasno sformułować. Nie chodzi o to żebyś wiedział wszystko, chodzi o to żebyś wiedział co jest istotne w kontekście tego z czym pracujesz. Reszta może przyjść z czasem albo wcale nie przyjść i to jest ok.
Dobra, ale wracając do samego tematu wątku, bo trochę odpłynęliśmy - czy ta dyskusja nie pokazuje że pytanie 'czy starsze jest skuteczniejsze' jest źle postawione? Bo to nie wiek decyduje, tylko to czy system jest spójny, czy wiesz co robisz i czy masz dostęp do czegoś więcej niż do uproszczonej wersji.
Antek_52 dobrze to ujmuje. Od początku tego wątku wracamy do tego samego - wiek sam w sobie nic nie znaczy. Znaczy coś kiedy jest powiązany z ciągłością przekazu, albo kiedy mamy rekonstrukcję wykonaną rzetelnie. A wiek bez żadnego z tych dwóch elementów to tylko marketing.
I tu kończę pewien swój wątek myślowy który mi chodził po głowie przez całą dyskusję. Może zamiast pytać czy stare jest lepsze od nowego, powinniśmy pytać - czy ten konkretny system ma jakiś mechanizm weryfikacji wewnętrznej? Czy da się w jego ramach sprawdzić czy coś działa, czy nie działa? Bo to jest pytanie które można postawić i staremu i nowemu systemowi i ono jest bardziej uczciwe niż liczenie lat.
Mimoza63 zadała chyba najlepsze pytanie w tym wątku. Mechanizm weryfikacji wewnętrznej - to jest coś czego szukam przy każdym systemie. W numerologii jest to dość proste, bo albo coś się zgadza matematycznie albo nie. Ale jak to działa przy rytuałach? Bo tam 'wynik' jest trudniejszy do zmierzenia.
Mamunaa mówi o czymś co jest w zasadzie standardem w systemach zachodniomagicznych od co najmniej XIX wieku. Dziennik magiczny - liber. To nie jest opcja, to jest część rytuału. I tu widzę różnicę między starszymi systemami a nowszymi - te nowsze często pomijają ten element jako zbyt 'naukowy' albo 'niemagiczny'. A to jest właśnie mechanizm który pozwala zobaczyć czy coś działa czy tylko myślisz że działa.
Przy runach jest podobnie - istnieje coś co nazywa się wyciąganie jednej runy dziennie i robienie z tego zapisu. Część ludzi traktuje to jako ćwiczenie z intuicją, ale pierwotnie chodziło właśnie o budowanie bazy danych własnych obserwacji. Żebyś po roku wiedział jak dana runa objawia się w twoim życiu, a nie tylko co mówi podręcznik.
To co mówi Fluorytka.1 jest moim zdaniem kluczowe dla całej dyskusji o tym czy starsze systemy są skuteczniejsze. Bo może nie chodzi o wiek systemu, tylko o to że starsze podejścia miały tę pętlę zwrotną - robisz, zapisujesz, analizujesz, modyfikujesz. A nowsze często oferują tylko wykonanie bez analizy.
Pytanie Mimozy jest celne ale zakłada że potrzebujesz kogoś z zewnątrz do walidacji. W systemach z którymi pracuję - czakry, bioenergoterapia - jest punkt gdzie musisz nauczyć się rozróżniać między własną projekcją a obserwacją. I to się przychodzi z czasem, ale nie przychodzi samo. Potrzebujesz choć jednej osoby która była tam przed tobą i może powiedzieć 'nie, to co opisujesz to brzmi jak twój strach, nie jak energia'.
To jest pytanie które w tej dyskusji pojawia się po raz trzeci albo czwarty i za każdym razem pod inną postacią. Jak odróżnić dobry system od złego, dobrego nauczyciela od złego, trafną rekonstrukcję od fałszywki. I może odpowiedź na wszystkie te pytania jest ta sama - czas i weryfikacja. Szybko nie da się tego sprawdzić, to jest podstawowy problem.
No właśnie i tu mam problem z tą rozmową bo dochodzimy do wniosku że wszystko wymaga lat i mistrza i dziennika i historii. A co jeśli ktoś chce po prostu spróbować czegoś i zobaczyć co się stanie? Czy to jest od razu złe?
I chyba właśnie dlatego to pytanie z tytułu wątku jest tak trudne. Bo żeby powiedzieć czy coś jest skuteczniejsze, musisz mieć metodę oceny skuteczności. A tej metody nie można zbudować w tydzień. Stare systemy może nie są skuteczniejsze same w sobie, ale mają dłużej wypracowane kryteria oceny.
Zielarz.x trafił w coś co w astrologii hellenistycznej jest chyba najbardziej widoczne. Tam techniki takie jak lot planety, rządy sektorów, czy fazy planet względem Słońca to nie są osobne triki - to są elementy jednej struktury interpretacyjnej. Kiedy używasz jednej techniki bez reszty, wynik jest niekompletny. I to samo chyba dotyczy rytuałów.
To co mówi RycerzMieczy bardzo pasuje do moich doświadczeń z runami. Kupuję starszy komentarz i jest tam cały kontekst - mitologia, warianty inskrypcji, powiązania z innymi systemami. Kupuję nowy poradnik i jest 'odczuj energię kamienia'. Nie mówię że jedno jest złe, ale to są dwie różne rzeczy.
To pytanie Fluorytki.1 mnie zatrzymało. Bo jeśli głębia narastała przez wieki użytkowników, to w zasadzie każdy system może z czasem stać się głębszy - jeśli ma wystarczająco dużą wspólnotę która go praktykuje i zapisuje. Czyli może chodzi o ciągłość praktyki społeczności, a nie o wiek samego rytuału?
