No ale to jest właśnie ta różnica o której mówiłem wcześniej a mi zarzucano że upraszczam. Intencja w rytuale jest kluczowa. Bez niej to jest tylko medytacja z kolorem. I dlatego nie mozna traktować rytuału jak techniki relaksacyjnej.
To rozróżnienie między superstycją a rytuałem też jest mniej oczywiste niż się wydaje. Część antropologów - np. Bronisław Malinowski - opisywał właśnie to, że rytuał jest odpowiedzią na niepewność i lęk. Rybacy z Wysp Trobrianda robili rytuały przy połowach dalekomorskich, ale nie przy połowach lagunowych - bo te były przewidywalne. Więc może ta 'superstycja sportowca' jest bliżej rdzenia rytualności niż chcemy przyznać?
Czekajcie - jeśli rytuał jest odpowiedzią na niepewność i lęk to wraca pytanie z tytułu. To znaczy że z definicji jest reaktywny, nie prewencyjny? Malinowski tak to widział?
I właśnie tu wracamy do sedna - bo te dwie funkcje mogą być w jednym rytuale jednocześnie. Codzienna praktyka jest prewencyjna w sensie że utrzymuje jakiś wewnętrzny porządek, ale każdorazowe jej wykonanie jest też reakcją na konkretny dzień, konkretny stan. Nie ma czystych kategorii.
To ciekawe co mówi Jaromir bo przez całą tę dyskusję próbowaliśmy rozdzielić prewencję od reakcji jakby to były dwie szuflady. A może to po prostu spektrum i każdy rytuał gdzieś na nim leży, zależnie od kontekstu i osoby?
Mam pytanie może trochę z boku - czy wy w ogóle czujecie różnicę w trakcie, czy dopiero po czasie? Bo ja jak próbowałam robić jakiekolwiek regularne praktyki to w trakcie nic szczególnego, a potem jak przerywałam to czułam że czegoś brakuje. Jak z kawą.
Dobra ale to jest argument za nawykiem, nie za rytuałem specyficznie. Kawa też działa tak samo - brakuje jej jak nie ma. Co sprawia że regularna praktyka rytualna ma być czymś innym niż zwykły nawyk który daje poczucie stabilności?
Myślę że symbolika jest tym co oddziela rytuał od nawyku, ale nie jako dekoracja - jako struktura znaczenia. Nawyk jest neutralny znaczeniowo. Rytuał jest osadzony w jakimś większym kontekście - kosmologicznym, wspólnotowym, osobistym. I to osadzenie zmienia jak przetwarzasz doświadczenie, nie tylko czy je masz.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam jedno pytanie które mnie nurtuje od początku. Wszyscy mówią o rytuale jakby był zawsze czymś celowym, zaplanowanym. A co z rzeczami które stają się rytuałem bez świadomej decyzji - jakieś gesty, zwyczaje które z czasem nabierają wagi? Czy to też liczy?
A wracając do tego co powiedział Jasnowidz96 - to mnie akurat bardzo zastanawia. Bo jak coś staje się rytuałem bez twojej decyzji, to kto tak naprawdę go ustanowił? Ty, czy jakaś część ciebie której nie słyszysz na co dzień? Pytam serio, bo sama mam takie rzeczy które robię automatycznie i dopiero jak ktoś mi zwróci uwagę, to widzę że to jest jakiś wzorzec.
No ale jak możesz mówić o rytuale który nie jest świadomy? To jest sprzeczność sama w sobie. Rytuał z definicji jest czymś intecjonalnym, celowym. Inaczej to jest po prostu nawyk albo odruch.
Ale to rozróżnienie na wspólnotowe i indywidualne jest chyba mniej ważne niż myślimy. Jak robisz coś sam, ale w oparciu o jakąś tradycję, symbol, porządek który przyszedł z zewnątrz - to czy to jest indywidualne? Ja mogę sam zapalić świeczkę na Imbolc bez żadnej grupy, ale ten rytuał niesie ze sobą całą strukturę zbiorową.
Czekajcie - czy pora dnia gra tu jakąś rolę? Bo o tym miała być część tej dyskusji i jakoś nam uciekło. Rappaport, Whitehouse, Malinowski - to wszystko fajne, ale ja chciałem się zapytać praktycznie: czy rytuał zrobiony o trzeciej w nocy działa inaczej niż ten sam o siódmej rano?
Dokładnie, i podobnie jest w wielu tradycjach słowiańskich - świt i zmierzch to momenty przejścia. Nie chodzi tylko o symbolikę, chodzi o to że te pory dnia mają inne właściwości energetyczne, inne działanie na układ nerwowy, rytmy biologiczne. Może to jest ten most między ezoterycznym a fizycznym wyjaśnieniem?
Z perspektywy astrologii tradycyjnej pora doby jest kluczowa nie dlatego że tak postanowiono, ale dlatego że planety mają tak zwane godziny planetarne. Każda godzina jest przypisana innemu władcy i ma inne właściwości. To nie jest dekoracja, to jest część całego systemu. Rytuał zrobiony w godzinie Marsa ma inne działanie niż ten sam rytuał zrobiony w godzinie Wenus, nawet jeśli zewnętrznie wygląda identycznie.
No dobra, ale to brzmi jak coś co wymaga kalkulatora i astronoma. Ja normalnie budzę się o siódmej, mam pół godziny i muszę jechać do pracy. Czy to znaczy że moje praktyki są z góry gorsze bo nie siedzę i nie liczę godzin planetarnych? Trochę to zniechęca.
To co mówi Konstancja jest sensowne, ale zastanawiam się nad czymś innym. Wszyscy zakładamy że wiemy kiedy robimy rytuał, a kiedy nie. A co jeśli część z nas robi coś rytualnego codziennie rano, np. sposób w jaki parzy kawę, układ kubka na stole, spojrzenie przez okno w określoną stronę, i nigdy tego tak nie nazwie, bo to jest 'tylko kawa'?
Granica jest, ale nie leży tam gdzie intuicyjnie myślimy. Lawson i McCauley proponowali żeby patrzeć na to czy w działaniu jest wbudowane odniesienie do agensa nadnaturalnego albo transcendentnego - niekoniecznie boga, może to być tradycja, przodkowie, symbol. Jak parzysz kawę myśląc tylko o kawie, to nawyk. Jak w tym parzeciu jest jakaś warstwa znaczenia która wykracza poza samą kawę, to zaczyna to być rytuał. Ale ta warstwa może być cicha, nieuświadomiona.
Okay ale wracam do pytania o porę dnia, bo mam konkretny problem - próbowałem pracować z runami wieczorami i coś nie grało, a potem ktoś mi powiedział żebym próbował rano. I rzeczywiście coś się zmieniło. Nie wiem co, ale się zmieniło. Jak to tłumaczycie? Runy nie są w systemie godzin planetarnych, przynajmniej nie oryginalnie.
No dobra, Jaromir, powiem konkretnie. Wieczorami miałem problem z koncentracją przy układaniu run, ale to nie był zwykły brak skupienia - raczej takie wrażenie że interpretacje się rozmazują, jakbym nie wiedział skąd biorę skojarzenia. Rano było inaczej, głowa bardziej czysta, każde ciągnięcie miało jakiś jeden wyraźny trop zamiast kilku naraz. Nie wiem czy to chronobiologia, nawyk, czy coś innego - po prostu tak było.
No właśnie, i tu jest sedno - jeśli to tylko efekt twojej kondycji o danej porze, to pora dnia nie ma znaczenia dla rytuału samego w sobie, tylko dla ciebie jako wykonawcy. To zupełnie inna sprawa. Rytuał pozostaje taki sam, zmienia się jego operator, że tak powiem.
Nie jestem pewna czy to takie proste. W pracy z czakrami na przykład stan ciała i stan praktyki są tak powiązane, że nie da się sensownie mówić o 'skuteczności' w oderwaniu od momentu. Prana inaczej przepływa rano, inaczej wieczorem - i to nie jest metafora, to jest opisywane w ajurwedzie całkiem precyzyjnie przez kapha, pitta i vata i ich dominację w rytmie doby. Rytuał ajurwedyjski zrobiony w złej porze nie jest 'mniej skuteczny' - jest po prostu niezgodny z tym co chcesz osiągnąć.
Czyli w sumie każda pora dnia nadaje się do czegoś innego, a nie ma jednej najlepszej? Dobrze rozumiem? Bo jak słucham tej rozmowy to mam wrażenie że im więcej wiem tym mniej wiem co robić praktycznie.
To nie jest celowo skomplikowane, Gencjano. Różne systemy po prostu mają różne modele. Nie musisz używać wszystkich naraz. Ktoś kto pracuje w tradycji wedyjskiej kieruje się sandhya, ktoś w tradycji hermetycznej godzinami planetarnymi, ktoś inny słucha ciała. Te systemy nie kłócą się ze sobą, bo nie mówią o tym samym wymiarze rzeczywistości.
Ale jest jedno pytanie które przez całą tę rozmowę omijamy. Wróćmy do tego co jest w tytule. Czy rytuał prewencyjny - robiony regularnie, niezależnie od pory, jako codzienna praktyka - różni się fundamentalnie od rytuału interwencyjnego, robionego wtedy kiedy coś już się dzieje i trzeba reagować? Bo wydaje mi się że pora dnia może mieć inne znaczenie w jednym i w drugim przypadku.
to jest dobra ramka. Jak to widzisz w praktyce? Bo mnie wydaje się że rytuały regularne, prewencyjne, budują coś w czasie - i wtedy regularność pory ma sens, bo tworzy biologiczny i symboliczny anchor. Ale gdy coś się dzieje i trzeba działać, czekanie na odpowiednią godzinę planetarną może być po prostu niemożliwe.
W Picatrix, jednym ze średniowiecznych traktatów astrologiczno-magicznych, jest wyraźna hierarchia - rytuały planetarne wymagają bardzo precyzyjnego czasu, włącznie z ascendentem i pozycją Księżyca. Ale jednocześnie tamże jest napisane że przy pilnej potrzebie można działać z mniejszą precyzją, akceptując że wynik będzie słabszy albo wolniejszy. Nie ma zakazu, jest gradacja skuteczności. To daje odpowiedź na twoje pytanie, Modest - można, ale ze świadomością kompromisu.
