Zaklęcie na drzwiach domu - to mnie zatrzymało. Czy takie coś działa cały czas pasywnie czy trzeba je 'odnawiać'? Pytam serio bo nie wiem jak to sobie wyobrażać.
Wracając do tego co Rasphul napisał o 'zaklęciu na drzwiach' - to już chyba jest rytuał 'przeciwko' ale zbudowany przez pozytywną intencję ochronną, nie? 'Niech tu będzie bezpiecznie' zamiast 'precz złe duchy'. I jeśli tak, to właściwie potwierdzamy to co Klimcia_S powiedziała wcześniej - różnica jest w definicji, nie w kierunku.
Tak, ale bym dodała jedno zastrzeżenie. Ta zmiana sformułowania nie jest kosmetyczna - naprawdę zmienia co przyciągasz uwagą. 'Precz złe duchy' skupia cię na istnieniu zagrożenia. 'Niech tu będzie bezpiecznie' skupia cię na pożądanym stanie. I to nie jest tylko psychologia - jeśli wierzysz że intencja kształtuje cokolwiek poza tobą, to na czym skupiasz uwagę ma realny skutek. Stąd ta dyskusja o formie nigdy nie jest tylko estetyczna.
Izoldka69 to jest bardzo precyzyjnie powiedziane. Mogłabys rozwinąć - czy to znaczy że rytuał odpychający zbudowany negatywnie może w efekcie wzmacniać to od czego chcesz uciec? Bo to by bylo troche paradoksalne ale jednoczesnie logiczne.
I tu jest chyba najgłębsza odpowiedź na pytanie z tytułu tego wątku. Rytuały 'przeciw' nie działają 'inaczej' w sensie technicznym - ale działają inaczej na ciebie, na twoją uwagę, na to gdzie kierujesz skupienie przez czas przed, w trakcie i po. I to może być ważniejsze niż jakakolwiek różnica w samej mechanice. Czy ktoś ma inne zdanie?
Rasphul, ale to co napisałeś na końcu trochę mi miesza - że różnica jest w tym gdzie kierujesz uwagę, nie w samej technice. To znaczy że każdy rytuał 'przeciw' da się przepisać na 'dla' i efekt będzie taki sam? Bo jeśli tak, to po co w ogóle istnieje ta pierwsza kategoria.
Mam podobne pytanie co Klimcia_S właściwie. Bo jeśli 'precz' zamieniam na 'niech tu będzie bezpiecznie' i działa tak samo, to co z rytuałami gdzie naprawdę chcę coś zakończyć, odciąć, nie zaprosić nowego - tylko zakończyć? Nie zawsze mam substytut pozytywny.
Ale czy to nie jest wtedy ryzyko wpadnięcia w pętlę o której Izoldka pisała wcześniej - skupiasz się na tym co chcesz zakończyć i paradoksalnie to podtrzymujesz? Jak z tym się pracuje, żeby tego uniknąć?
Czyli mówimy że rytuały 'przeciw' wymagają silniejszego domknięcia niż 'dla'? Bo te drugie mogą być otwarte, czekać - a te pierwsze muszą mieć wyraźny koniec?
Blanka, tak to widzę. I to jest chyba strukturalna różnica o której rozmawiamy od początku. 'Dla' może żyć w czasie, rozwijać się. 'Przeciw' albo 'odcięcie' musi mieć moment zakończenia wbudowany w samą strukturę, bo inaczej staje się czymś co aktywnie angażuje uwagę bez żadnego efektu końcowego.
A co jeśli ten moment zamknięcia się nie udał? Tzn. robiłam coś z intencją zakończenia, ale potem i tak wracałam myślami. Czy to znaczy że rytuał 'nie zadziałał', czy że zadziałał ale ja nie puściłam swojej strony?
Ok ale to brzmi jakby skuteczność rytuału zależała wyłącznie od ciebie i twojej głowy. W takim razie po co rytuał, nie wystarczy po prostu postanowienie?
Ale wielu ludzi faktycznie zakłada to co ponadnaturalne i też im działa 🙂 Więc czy to jest argument za Mimozą czy przeciwko? Moze nie ma jednej odpowiedzi tutaj.
Wracając do sedna - mam wrażenie że ta rozmowa cały czas krąży wokół jednego pytania którego wprost nikt nie zadał: czy rytuał 'przeciw' wymaga innego stanu emocjonalnego podczas wykonywania niż rytuał 'dla'? Bo 'dla' robię z nadzieją, 'przeciw' robię z... czym? Determinacją? Chłodnym odcięciem?
To ciekawe bo wydawało by sie że emocja jest 'paliwem' do rytuału - a tu mówisz że dla odcinajacych lepiej jest być chłodnym. Czy ktoś miał inaczej?
Ja nie robiłem rytuałów odcinających w pełnym sensie, ale mam podobne obserwacje z medytacją - przy pracy z czymś co chcesz puścić, emocja w środku procesu często przedłuża zamiast kończyć. Lepiej działa neutralna obserwacja i świadome zamknięcie.
To mi tłumaczy dużo. Bo robiłam coś z bardzo silnym ładunkiem emocjonalnym i potem miałam wrażenie że nic się nie zamknęło. Myślałam że coś zrobiłam źle technicznie, ale może po prostu emocja trzymała to otwarte.
Nyja, i to jest chyba jedno z tych doświadczeń które najtrudniej opisać zanim się przez nie przejdzie. Rytuał odcinający z silną emocją działa bardziej jak wyrażanie bólu niż jak zakończenie. I wyrażanie bólu jest też ważne - ale to jest co innego. Może być wstępem do rytuału, ale nie samym rytuałem.
Okej ale ta cała rozmowa o chłodnym stanie podczas rytuału odcinającego - to jest sprzeczne z tym co czytałem w różnych miejscach. Wszędzie się mówi że emocja to paliwo, że bez zaangażowania nic nie działa. A tu nagle okazuje się że za dużo emocji to problem? To nie ma sensu.
Ale jak odróżnić jedno od drugiego zanim się zrobi rytuał? Bo to brzmi jakbyś wiedziała po fakcie. Czy jest jakiś sygnał wcześniej, że nie jesteś gotowa do domknięcia?
To jest dokładnie to co miałam. Myślałam że robię zamknięcie, a tak naprawdę robiłam głośne powiedzenie na głos tego co czułam - i to też coś dało, ale nie to czego szukałam. Teraz rozumiem że te dwie rzeczy to inny rodzaj pracy.
Nyja to dobrze że to rozróżniłaś, bo chyba wiele osób myli te dwa tryby. Mam pytanie do całej grupy - czy rytuał 'wyrażania' i rytuał 'zamknięcia' wymagają innych elementów fizycznych? Tzn czy świeczka pali się tak samo, czy np spalenie czegoś ma inne znaczenie w zależności od intencji?
Blanka, myślę że przedmioty mogą być te same, ale logika działania jest inna. Spalenie w kontekście wyrażania to coś w rodzaju ofiary - dajesz czemuś formę i przekazujesz. W kontekście zamknięcia to bardziej zniszczenie jako finał, punkt nieodwracalności. Nie ma już do czego wracać fizycznie i to fizyczne ma wspierać mentalne. Dla mnie kluczowe jest co mówisz lub myślisz podczas działania, nie sam przedmiot.
Rasphul, a co jeśli ktoś nie mówi nic podczas rytuału - pracuje w ciszy? Czy wtedy ta różnica zanika, bo nie ma słów które by ją określały?
Dobra obserwacja. Cicha praca ma tę samą strukturę, tylko że intencja musi być wyraźniej sprecyzowana przed, nie w trakcie. Słowa w rytuałach często służą temu żeby nie zgubić wątku - jeśli pracujesz bez nich, musisz mieć bardzo klarowny obraz co robisz zanim zaczniesz. Milczące domknięcie jest możliwe, ale wymaga że wiesz precyzyjnie przed wejściem w to co chcesz osiągnąć.
Przy tym co Rasphul mówi o precyzji intencji - jest taka koncepcja w antropologii rytuału, Turner nazywał to 'liminalnością'. W tej fazie, już po wejściu w rytuał ale przed zamknięciem, normalny porządek jest zawieszony i właśnie dlatego jest możliwa zmiana. Problem z niejasną intencją jest taki że ta faza się przeciąga, zostaje otwarta. I to może być mechanizm dlaczego emocjonalne rytuały odcinające nie domykają - jesteś w liminalności, ale nie ma sygnału żeby z niej wyjść.
Mnie bardziej ciekawi coś innego - czy te rytuały odcinające mają jakis charakterystyczny czas? Tzn czy jest logika w robieniu ich np. w fazie ubywajacego ksiezyca, albo to bez znaczenia?
