A co z sytuacjami kiedy nie możesz czekać na odpowiednią fazę? Tzn jest pilna potrzeba zamknięcia czegoś, nie ma czasu żeby czekać dwa tygodnie. Czy wtedy to nie działa czy jest jakiś obejście?
To mi przyszlo do głowy - mówimy dużo o rytuałach odcinających jako jednorazowych aktach. Ale czy ktoś robił serie, np kilka sesji zamiast jednej? I czy to działało inaczej niż jeden raz porządnie?
To co mówi Teodozja jest ciekawe bo ja przez jakis czas próbowałam robić serie i właśnie nie umiałam ocenić czy sesja się domknęła czy nie. W efekcie skończyłam z siedmioma rytuałami wokół tego samego tematu i chyba tylko nakręcałam samą siebie zamiast zamykać. Więc teraz bardziej wierzę w jeden porządny akt niż w rozłożenie na etapy.
To rozróżnienie które robi Blanka wydaje mi się kluczowe dla całego wątku. Wracając do pytania z początku - rytuały 'od czegoś' i 'dla czegoś' mogą mieć identyczną strukturę zewnętrzną, ale różnią się właśnie tym gdzie jest punkt ciężkości. Zamknięcie zakłada że jest coś do skończenia - konkretnego. Jeśli pracujesz z wzorcem który wciąż trwa, to nawet najlepiej wykonany rytuał zamknięcia będzie trochę jak zamykanie okna w środku burzy.
Rasphul, ale to by sugerowało że skuteczność rytuału zależy nie tylko od jego formy ale od tego na ile trzeźwo oceniasz co właściwie próbujesz zrobić. Tzn błąd jest już na etapie diagnozy, nie wykonania. Czy ty to tak rozumiesz?
Jest jeszcze jedna rzecz którą pomijamy a która może być ważna przy tej różnicy 'od' i 'dla'. W tradycjach apotropaicznych - czyli właśnie tych ochronnych, odwracających - rytuał często nie jest jednorazowy z założenia. To nie błąd serii, to zamierzona powtarzalność. Np. w wielu kulturach ludowych rytuały ochrony domu były sezonowe, co miesiąc albo nawet co tydzień. To nie znaczy że 'nie działały' za pierwszym razem, tylko że miały inną logikę utrzymywania stanu.
Ale zaraz - czy to nie jest trochę wygodna interpretacja dla tych którzy robią rytuały i nie widzą efektów? Tzn zawsze można powiedzieć 'no bo to wymaga powtarzania'. Jak odróżnić że coś wymaga powtórzeń z zasady od tego że po prostu nie zadziałało?
Ja mam głupie pytanie może - czy te rytuały ochronne które Mimoza opisuje jako 'konserwacyjne' to wciąż są rytuały 'od czegoś'? Bo z jednej strony chronisz się przed czymś, ale z drugiej budujesz stan który chcesz utrzymać, więc to jakby 'dla czegoś' - dla spokoju, dla bezpieczeństwa. Czy ja coś mylę?
No to wychodzi że to pytanie z tytułu wątku jest może źle postawione? Tzn nie chodzi o to czy działają inaczej, tylko o to że w praktyce rzadko masz czysty przypadek jednego albo drugiego?
Nie powiedziałbym że źle postawione, bo różnica jest realna przy prostych przypadkach. Ale masz rację że w bardziej złożonych sytuacjach te dwa kierunki zaczynają się nakładać. To trochę jak pytanie czy oddychasz żeby wydychać CO2 czy żeby wciągać tlen - obie odpowiedzi są prawdziwe, tylko zależnie od perspektywy.
Ten przykład z oddychaniem to mi coś ujaśnił. Tzn może zamiast myśleć o rytuałach jako nakierowanych w jeden kierunek, lepiej pytać: co jest w centrum? Czy centrum to ja i to co chce przyciągnąć, czy centrum to to czego chce sie pozbyć? To może miec znaczenie dla tego jak formulujesz intencję, nie?
To co napisała Izoldka o dwóch intencjach które się rozcieńczają - to mi zostało. Bo właśnie tak to opisałbym u siebie, zrobiłem coś co miało być zamknięciem pewnej sytuacji, ale w połowie zacząłem myśleć o tym co chcę zamiast tego i skończyłem bez niczego konkretnego. Ani to ani to.
To pytanie Klimci mnie zatrzymało. Bo faktycznie - w praktyce trudno to rozróżnić po samym efekcie. Można próbować patrzeć na to co się działo w trakcie, nie po. Jeśli w środku czujesz opór, rozkojarzenie, jakiś wewnętrzny sprzeciw - to może być sygnał gotowości, albo raczej jej braku. Jeśli natomiast coś się po prostu nie klei logicznie w tym co robisz - to bardziej wygląda na problem struktury.
Ja to samo przerabiałam i szczerze to do dziś nie wiem 🙂 Ale mnie zainteresowało co powiedziała Mimoza o tym oporze - czy to znaczy że dobry rytuał powinien przebiegać płynnie? Bo miałam takie co szły jak po maśle i kompletnie nic z nich nie wynikło.
To pytanie Ewelinki jest dobre i trochę rozbija popularne założenie że płynność = skuteczność. Nie sądzę że tak jest. W niektórych tradycjach ten opór, to tarcie, jest traktowane jako część pracy - znak że coś rzeczywiście się dzieje, nie tylko odgrywasz scenariusz. Ale to nie znaczy że każde rozproszenie jest znaczące, masz rację Blanka. Myślę że kluczowe jest czy ten 'wypad' z rytmu wraca do centrum tematu czy ciągnie w zupełnie inną stronę.
Rasphul, a jak to wygląda w praktyce - że coś 'wraca do centrum'? Tzn u mnie to ciągnęło zdecydowanie w inną stronę, myślałem o konkretnych planach, osobach, nic wspólnego z intencją. To jest ten sygnał?
Ja chcę się upewnić że dobrze rozumiem tę rozmowę - więc jeśli rytuał zamknięcia zamieniał mi się w połowie w coś innego, to mam go traktować jako nieudany czy jako sygnał że potrzeba czegoś więcej? Bo z jednej strony Izoldka mówi że może to kwestia gotowości, a z drugiej Rasphul że opór może być cześcią pracy. To są różne rzeczy chyba?
Ale to znowu wraca do tego co mówiła Blanka wcześniej - o błędnej diagnozie. Może zamiast rytuału zamknięcia potrzeba było czegoś innego, może długiej pracy, może jakiegoś rytuału przejścia. I tu właśnie nie wiem jak ktokolwiek ma to wiedzieć z góry bez prób i błędów.
To jest dokładnie to miejsce gdzie rytuały 'od czegoś' zaczynają się sypać jeśli są zrobione pochopnie. Brak adresu to brak struktury. I tu wracamy do wątku z początku dyskusji - jeśli nie wiesz od czego, to może zanim zrobisz rytuał oczyszczający, potrzebujesz czegoś żeby w ogóle zobaczyć z czym masz do czynienia. Nie chcę tu wchodzić w konkretne metody bo to osobny temat, ale ta kolejność - diagnoza przed intencją - wydaje mi się ważniejsza niż sam rytuał.
Kurde, to co mówi Rasphul to jest chyba odpowiedz na pytanie z tytułu wątku które przez chwilę zapomniałam że tu jest 🙂 Rytuały 'od' wymagają precyzji której rytuały 'dla' niekoniecznie potrzebują. Przy 'dla dobrostanu' możesz sobie nie wiedzieć do końca co budujesz i jakoś to działa, ale przy 'od konkretnego czegoś' musisz wiedzieć co to coś jest inaczej strzelasz w powietrze.
To mi trochę tłumaczy dlaczego rytuały oczyszczające mają u mnie takie poczucie niedokończenia. Robiłam kilka i zawsze czułam że niby coś zrobiłam ale nie wiem co. Może właśnie dlatego że nie miałam konkretnego adresu jak mówi Mimoza.
I wracając do tego co powiedział Rasphul o diagnozie przed intencją - to by tłumaczyło czemu w wielu tradycjach przed samym rytuałem jest jakiś etap przygotowania albo rozeznania. Nie zaczynasz od działania tylko od zorientowania się w terenie. U nas chyba ten etap jest najczęściej pomijany bo jest mniej widowiskowy niż sam rytuał.
To co Edmund napisał na końcu o etapie rozeznania mnie zatrzymuje, bo to jest coś co w praktyce bardzo łatwo pominąć. Mamy tendencję do działania, szczególnie kiedy coś uwiera. I wtedy sięgamy po rytuał jak po coś co ma szybko zadziałać, nie zastanawiając się że może sam problem nie jest jeszcze gotowy do rytualizowania. Widziałam to wielokrotnie - ktoś robi rytuał ochronny bo czuje się źle w jakimś miejscu, ale tak naprawdę problem był wewnętrzny i żaden rytuał skierowany na zewnątrz tego nie rozwiąże. No i potem mówi że rytuały nie działają.
No właśnie i to jest problem z tym całym pojęciem 'diagnozy przed rytuałem' - brzmi logicznie, ale w praktyce zakłada poziom samoświadomości który nie zawsze jest dostępny w momencie kiedy człowiek sięga po rytuał. Zazwyczaj sięgamy kiedy już jesteśmy w środku czegoś trudnego, nie z zewnętrznej, spokojnej perspektywy. Stąd zresztą te wszystkie wstępne etapy w różnych tradycjach - nie dlatego że tak trzeba, ale żeby dać czas na to zorientowanie się. Klimcia zadaje tu naprawdę dobre pytanie którego nie ma sensu zbywać.
A czy jest jakaś praktyczna różnica między rytuałem który ma cel 'od' i rytuałem który ma cel 'dla' jeśli chodzi o sam proces przygotowania? Tzn czy jeśli robisz coś skierowanego na zewnątrz, to ten etap rozeznania jest bardziej konieczny niż przy rytuałach skierowanych do wewnątrz, na siebie? Bo mi się wydaje że mogło by tak być, ale nie jestem pewien.
To z tymi drzwiami to bardzo konkretny obraz, dziękuje 🙂 Ale mam pytanie bo sama wpadłam kiedyś w dokładnie tę pułapkę - zrobiłam rytuał oczyszczający przestrzeń bo czułam ciężar w domu, a potem okazało się że to był mój własny stan przez zły okres w pracy. I teraz się zastanawiam - czy ten rytuał był bezużyteczny, czy może jednak coś zrobił, tylko nie to czego chciałam?
No właściwie... tak? Tzn nie powiem że przestrzeń się oczyściła, ale po tym rytuale inaczej siedziałam w tym domu. Mniej reaktywnie. Nie wiem czy to był efekt rytuału czy po prostu fakt że coś zrobiłam. Ale to jest ciekawa uwaga Izoldki.
