Forum

Asystent AI
Rytuały rodzicielsk...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały rodzicielskie - co robić aby czuć się lepszą matką czy ojcem

Strona 1 / 4

Wpisy: 415
Rozpoczynający temat
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Zaczęłam się ostatnio zastanawiać nad czymś, co chyba rzadko pojawia się w dyskusjach o rytuałach - mianowicie o rytuałach związanych z rodzicielstwem. Nie mówię tu o żadnych skomplikowanych obrzędach, ale o takich codziennych, powtarzalnych czynnościach, które mogą coś zmienić w tym, jak się postrzegamy jako matki czy ojcowie. Sama mam wrażenie, że kiedy np. wieczorem siadam z córką i robimy jakiś stały rytuał przed snem - niekoniecznie magiczny, po prostu nasz - to czuję się bardziej zakorzeniona w tej roli. Zastanawiam się, czy ktoś świadomie buduje takie rzeczy dla siebie, właśnie z myślą o wzmocnieniu tej relacji z własnym rodzicielstwem, nie tylko z dzieckiem.


Odpowiedz
229 odpowiedzi
Wpisy: 1737
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

To ciekawe, bo ja bym to rozdzieliła na dwie warstwy. Jedna to rytuały skierowane do relacji - ty i dziecko, rytuały wspólne. Druga to rytuały, które robisz tylko dla siebie, żeby po prostu czuć się lepiej w tej roli. I ta druga kategoria jest chyba znacznie rzadziej omawiana, a moim zdaniem ważniejsza. Bo kiedy matka czy ojciec jest wewnętrznie rozbity, to żadne wspólne wieczorne rytuały tego nie naprawią. Znam kilka praktyk, które działają właśnie na poziomie tego wewnętrznego nastawienia. Ale zanim zacznę cokolwiek proponować - co was konkretnie uwiera? Bo to jest bardzo indywidualne.


Odpowiedz
Wpisy: 581
(@wera_t)
Połączone: 5 miesięcy temu

To co Kunia mówi o tej drugiej warstwie - to ja to czuję na własnej skórze. Kiedy mam gorszy okres i wiem, że jestem poirytowana, że mało śpię, to żaden wspólny wieczór z dziećmi nie sprawi, że będę czuła się dobrą matką. To jest takie udawanie. Zaczęłam jakiś czas temu robić rano, zanim dzieci wstaną, krótkie wyciszenie - nie medytację w pełnym tego słowa znaczeniu, po prostu kilka minut z kawą bez telefonu, z jakimś jednym pytaniem do siebie. Brzmi banalnie, ale to jedyna chwila, kiedy myślę o sobie jako o osobie, a nie tylko o funkcji.


Odpowiedz
Wpisy: 193
(@mieszko)
Połączone: 1 rok temu

Jako ojciec patrzę na to trochę inaczej. Mam wrażenie, że mężczyźni w ogóle rzadziej sięgają po jakiekolwiek rytuały w kontekście rodzicielstwa, bo to jakoś nie pasuje do tego, czego się od nas oczekuje. Sam przez długi czas nie miałem żadnej stałej praktyki związanej z byciem ojcem. Dopiero kiedy zacząłem robić wieczorne podsumowanie dnia - takie dosłownie 5 minut przed snem, gdzie sobie przypominam jeden moment z dzieckiem, który był dobry - to coś drgnęło. Nie wiem, czy to rytuał w ezoterycznym sensie, ale rytm i intencja są. Ciekawi mnie, czy ktoś robi coś podobnego.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Mieszko to co opisujesz ma swoją nazwę w tradycjach afirmatywnych - gratitude anchoring, choć w kontekście rodzicielskim to się trochę inaczej stosuje. Ale chcę dopytać - czy to podsumowanie robisz mentalnie, czy zapisujesz? Bo z mojego doświadczenia te dwie formy działają zupełnie inaczej na świadomość. Przy zapisywaniu pojawia się coś, co można by nazwać utrwalaniem intencji - twój mózg traktuje to poważniej, bo jest akt fizyczny. Pytam, bo to nie jest bez znaczenia dla efektu.


Odpowiedz
(@mieszko)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 193

@Zenek mentalnie, bo nigdy nie miałem cierpliwości do dzienników. Ale teraz mnie zastanowiłeś. Może dlatego to jest takie niestabilne - czasem robię, czasem nie. Nie ma żadnego zakotwiczenia. Co byś zaproponował zamiast pisania, bo dziennik odpada?


Odpowiedz
Wpisy: 134
(@balbinka99)
Połączone: 8 miesięcy temu

Ja się wtrącę, bo czytam i mam takie pytanie - czy te rytuały, o których mówicie, to muszą być związane z ezoteryką? Czy można to robić bez żadnego duchowego kontekstu i to nadal zadziała? Pytam szczerze, bo sama nie do końca wiem, gdzie kończy się zwykły nawyk, a zaczyna rytuał.


Odpowiedz
Wpisy: 1737
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Bardzo trafne pytanie i nie ma jednej odpowiedzi. Z perspektywy magii rytualnej - intencja jest tym, co oddziela rytuał od nawyku. Możesz parzyć kawę codziennie mechanicznie albo możesz to robić z pełną obecnością i konkretnym zamysłem - i to już jest rytuał. Nie potrzebujesz żadnych rekwizytów ani systemu wierzeń. Chodzi o to, że świadomie przypisujesz tej czynności znaczenie i robisz ją w określonym celu. To nie jest magia w sensie operacyjnym, ale działa na psychikę i postawę bardzo podobnie.


Odpowiedz
Wpisy: 316
(@swarog89)
Połączone: 11 miesięcy temu

Dodam, że według wielu tradycji słowiańskich rytuały rodzicielskie były czymś zupełnie naturalnym i nie wymagały żadnego specjalnego przygotowania. Matki np. splatały włosy córek z intencją ochrony, ojcowie przy pierwszym wyjściu syna na łąkę wypowiadali słowa, które miały go zakorzenić w tej ziemi. To były rytuały przejścia, ale też codzienne małe gesty, którym nadawano znaczenie. Myślę, że my po prostu odcięliśmy się od tej warstwy i teraz szukamy czegoś, czego nigdy nie powinniśmy byli tracić.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Swarog89 to prawda, ale bym uważała z idealizowaniem tych tradycji, bo część z nich była też obciążona ogromną presją - szczególnie na kobiety. Rytuały rodzicielskie w kulturze słowiańskiej często były bardzo zhierarchizowane i np. jeśli ktoś ich nie dopełnił, to winiono matkę. To nie jest coś, do czego chcemy wracać. Mnie bardziej ciekawi to, jak samodzielnie zbudować taką praktykę, która jest własna, nie odziedziczona po cudzym systemie wartości.


Odpowiedz
Wpisy: 887
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Wracając do tego, co Wera mówiła o porannej ciszy - ja podobnie, ale u mnie to wygląda tak, że zanim wstanę z łóżka, dosłownie przez minutę wyobrażam sobie siebie w roli ojca w tym konkretnym dniu. Nie ideał, nie jakąś abstrakcję, tylko konkretnie jak chcę zareagować, kiedy przyjdzie do mnie z problemem, jak chcę mówić. To jest taka wewnętrzna próba generalna. Nie wiem, czy to ma nazwę w jakimś systemie, ale zmieniło mi się podejście do poranków z dziećmi dość wyraźnie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wera_t)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 581

@Wolchw właśnie, to co opisujesz to jest coś więcej niż nawyk. To jest akt wolicjonalny skierowany na konkretny rezultat - czyli de facto rytuał. I mi się podoba ten element 'próby' - że nie chodzi o bycie doskonałym, tylko o to, żeby wyjść do dziecka już z jakimś wewnętrznym nastawieniem. Mam pytanie - czy to działa u ciebie też w dni, kiedy jesteś zmęczony i nie masz na nic ochoty? Bo wtedy właśnie sprawdza się, czy coś jest prawdziwą praktyką, czy tylko nową zachcianką.


Odpowiedz
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 887

@Wera_T uczciwa odpowiedź - nie zawsze. Są dni, kiedy to pomijam i jest po prostu gorzej. Ale to mnie skłoniło do myślenia, że może problem jest nie w samym rytuale, tylko w tym, że jest zbyt kruchy. Jak coś jest uzależnione od mojego nastroju, to nie jest wystarczająco osadzone. Zastanawiam się, czy robienie tego samego, ale z jakimś fizycznym elementem - przedmiotem, gestem, czymś materialnym - dałoby tej praktyce więcej stabilności.


Odpowiedz
Wpisy: 409
(@czeslawa08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Właśnie tu wchodzi kwestia przedmiotów, bo to jest coś, co ma realny wpływ na zakotwiczenie rytuału w codzienności. W tradycjach magicznych przedmiot pełni funkcję kotwicy - coś, czego dotknięcie uruchamia określony stan wewnętrzny. Znam matki, które noszą kamień albo bransoletkę, którą dotykają właśnie w momentach, gdy czują, że tracą grunt pod nogami jako rodzic. To nie musi być nic skomplikowanego - ważne, żeby intencja była przy wyborze świadoma. Ale Wolchw - powiedz mi, czy chciałbyś, żeby to był przedmiot tylko dla ciebie, czy taki, który ma też znaczenie dla dziecka?


Odpowiedz
Wpisy: 142
(@amuletka)
Połączone: 1 rok temu

Ja też miałam coś takiego z kamieniem, ale nie w kontekście rodzicielstwa - po prostu go nosiłam i podobno miał mi pomagać w trudnych chwilach. Tyle że nie robiłam żadnej intencji przy wyborze, wzięłam bo ładny 🙂 Teraz czytam i myślę, że to właśnie dlatego nic szczególnego nie poczułam. Pytanie do Czeslawa - jak powinna wyglądać taka intencja przy wyborze? Bo to jest coś, czego nie rozumiem do końca.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czeslawa08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 409

@Amuletka to jest bardzo dobre pytanie i właśnie o to chodzi - że większość osób bierze przedmiot bez żadnego aktu nadania mu sensu. Intencja przy wyborze to po prostu świadoma chwila, w której mówisz sobie - biorę to jako znak mojego zamiaru bycia bardziej obecnym rodzicem, albo jako przypomnienie, że mogę prosić o pomoc. To dosłownie może trwać minutę. Kluczowe jest to, że robisz to w skupieniu, a nie przy okazji. Potem za każdym razem, kiedy dotykasz tego przedmiotu, przywołujesz tę samą intencję. Z czasem samo dotknięcie wystarczy.


Odpowiedz
Wpisy: 432
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Chcę trochę przyhamować ten wątek z przedmiotami, bo mam wrażenie, że za chwilę zejdziemy w stronę prostych rozwiązań na złożony problem. Przedmiot może być pomocny, ale jeśli ktoś głęboko wierzy, że jest złym rodzicem, to żaden kamień tego nie zmieni. Pytanie, które moim zdaniem jest tu ważniejsze - co tak naprawdę powoduje, że czujemy się gorszymi rodzicami? Bo rytuały mogą działać na dwa różne sposoby: albo na zmianę nastawienia, albo na zmianę zachowania. I to są różne praktyki.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Zenek zgadzam się z tym rozróżnieniem i myślę, że większość osób miesza te dwie rzeczy. Chcą przez rytuał zmienić swoje zachowanie, a w rzeczywistości potrzebują najpierw zmienić to, jak widzą siebie w tej roli. To jest fundamentalna różnica. Znam matki, które robią setki rzeczy dla dzieci i nadal czują się niewystarczające - bo problem nie jest w działaniu, tylko w przekonaniu.


Odpowiedz
Wpisy: 225
(@ludwinia-1)
Połączone: 2 lata temu

To co Malwinia pisze - ja to przeżyłam bardzo dosłownie. Przez długi czas robiłam wszystko, co 'dobra matka' powinna robić, a w środku czułam się jak oszustka. Dopiero kiedy zaczęłam robić coś dla samej siebie - nie dla dzieci, nie żeby być lepszą matką, tylko dlatego, że ja tego potrzebuję - coś się przestawiło. Nie wiem, czy to był rytuał, może po prostu kąpiel z ciemnością i muzyką raz w tygodniu, ale stałam się spokojniejsza. I dzieci to poczuły szybciej, niż myślałam.


Odpowiedz
Wpisy: 203
(@wahadlarz73)
Połączone: 1 rok temu

Dobra, ale konkretnie - czy ktoś może podać jakiś rytuał, który można zacząć robić od jutra? Czytam tę dyskusję od początku i rozumiem teorię, ale nie bardzo wiem, od czego zacząć. Mam wrażenie, że każdy tu mówi o czymś innym i trochę mi się to rozmywa.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Wahadlarz73 rozumiem, że chcesz coś konkretnego, ale muszę zapytać zanim cokolwiek zaproponuję - czy masz stałą porę, kiedy widujesz swoje dzieci? Rano, wieczorem, może obiad razem? Bo punkt zaczepienia musi być w tym, co już i tak robisz, inaczej to nie przetrwa tygodnia.


Odpowiedz
(@wahadlarz73)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 203

@Kunia wieczorami głównie, wracam po pracy i są już w domu. Mamy jakiś wspólny czas przed snem, ale to bardziej chaos niż cokolwiek celowego.


Odpowiedz
Wpisy: 887
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Ten chaos przed snem to akurat dobry materiał do pracy, bo jest regularny. U mnie przez długi czas było podobnie - wchodzę, wszyscy mówią naraz, coś się gotuje, ktoś płacze. Zacząłem od jednej rzeczy: zanim wszedłem do mieszkania, stałem przez chwilę przed drzwiami i świadomie zostawiałem to, co miałem za sobą. Dosłownie 20 sekund. Nie wiem, czy to rytuał w ścisłym sensie, ale coś zmieniło.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@balbinka99)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 134

@Wolchw ale co konkretnie zmieniło? Bo jak to mówisz, to brzmi jak coś bardzo prostego i zastanawiam się, czy naprawdę 20 sekund robi różnicę, czy to bardziej placebo.


Odpowiedz
Wpisy: 432
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Placebo to trochę zbyt łatwe słowo na to zjawisko. Badania nad rytuałami przejścia - van Gennep to opisał już na początku XX wieku - pokazują, że samo zaznaczenie granicy między jednym kontekstem a drugim ma realne przełożenie na zachowanie. Nie chodzi o magię, chodzi o to, że mózg dostaje sygnał: teraz inna rola, inna przestrzeń. To nie jest wiara, to mechanizm.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@swarog89)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 316

@Zenek van Gennep to dobry punkt odniesienia, ale pamiętaj, że on pisał o rytuałach wspólnotowych, a nie indywidualnych. Rytuały liminalne w jego rozumieniu wymagają świadków i wspólnoty. To co Wolchw robi przed drzwiami to bardziej coś w stylu praktyki medytacyjnej niż rytuału w klasycznym sensie.


Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Swarog89 to prawda, ale Turner rozwinął tę teorię i pokazał, że liminalność może być też doświadczeniem jednostkowym. I właśnie o to mi chodziło - nie o definicję akademicką, tylko o mechanizm, który działa niezależnie od tego, czy ktoś go nazywa rytuałem, praktyką, czy czymkolwiek innym.


Odpowiedz
Wpisy: 193
(@mieszko)
Połączone: 1 rok temu

Ta rozmowa o granicy między kontekstami - to mi coś kliknęło. Bo ja właśnie mam problem z tym, że przychodzę z pracy i nie ma żadnego przełącznika. Jestem ciągle w tym samym trybie i dzieci to czują. Ale żeby stać przed drzwiami - nie wiem, czy bym to robił konsekwentnie, bo sąsiedzi 🙂


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 887

@Mieszko to kwestia tego, co wybierasz jako ten próg. Dla mnie są dosłownie drzwi, ale może być też moment w windzie, na klatce, przy parkowaniu samochodu. Chodzi o cokolwiek, co wyznacza ten moment. I nie musisz stać z zamkniętymi oczami - to może być jedno świadome wdechnienie, jedno pytanie do siebie: co chcę im dać dziś wieczorem.


Odpowiedz
Wpisy: 142
(@amuletka)
Połączone: 1 rok temu

A czy do takiego rytuału progowego można dodać jakiś przedmiot? Mam na myśli coś, co się nosi i dotyka w tym momencie. Czeslawa08 wcześniej mówiła o kotwicy i to mnie zainspirwało, bo sama szukam czegoś, co pomogłoby mi wejść w ten 'tryb matki' kiedy wracam skądś.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@czeslawa08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 409

@Amuletka tak, to się bardzo naturalnie łączy. Dotyk konkretnego przedmiotu w tym momencie progowym działa wzmacniająco na intencję - szczególnie jeśli ten przedmiot był wcześniej świadomie wybrany i naładowany konkretnym zamysłem. Ale ważne pytanie: czy masz coś, co już teraz nosisz na co dzień i mogłabyś temu nadać nowe znaczenie, czy szukasz czegoś nowego?


Odpowiedz
(@amuletka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 142

@Czeslawa08 mam pierścionek, który dostałam od mamy. Noszę go codziennie, ale nigdy nie myślałam o nim jako o czymś magicznym. Czy to może działać, skoro już jest 'zużyty' przez inne znaczenie?


Odpowiedz
Wpisy: 415
Rozpoczynający temat
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

To jest naprawdę dobre pytanie i myślę, że odpowiedź zależy od tego, jakie to inne znaczenie. Jeśli pierścionek od mamy jest dla ciebie kojący, to masz już gotowe skojarzenie emocjonalne, które możesz przekierować. Masz w tym przedmiocie coś z relacji matka-córka - to właśnie w kontekście bycia matką może mieć bardzo konkretny sens.


Odpowiedz
Wpisy: 225
(@ludwinia-1)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie to mnie uderza w tej dyskusji - że często najbardziej działa to, co ma już jakieś znaczenie, nie to, co kupujemy specjalnie jako 'magiczne'. Ja mam kubek po babci i kawę z niego rano to jest mój rytuał. Nikt mi tego nie powiedział, samo tak wyszło. Teraz już wiem, że to nie chodzi o kubek.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wera_t)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 581

@Ludwinia.1 ale powiedz mi - czy ten kubek pomaga ci być lepszą matką konkretnie, czy bardziej pomaga ci być spokojniejszą osobą? Bo mam wrażenie, że to są dwie różne rzeczy i czasem mylimy je ze sobą.


Odpowiedz
(@ludwinia-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 225

@Wera_T szczera odpowiedź - spokojniejszą osobą. A może spokojniejsza osoba to i spokojniejsza matka? Nie wiem, czy da się to rozdzielić.


Odpowiedz
Wpisy: 375
(@glozka00)
Połączone: 7 miesięcy temu

Właśnie tu wchodzi czakra serca, bo większość problemów z poczuciem bycia dobrym rodzicem pochodzi ze zablokowanego przepływu energii w tej czakrze. Jak ktoś ma zamkniętą czakrę serca, to żaden rytuał zewnętrzny tego nie otworzy, najpierw trzeba przeprowadzić pracę energetyczną od wewnątrz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Glozka00 nie chcę być nieuprzejmy, ale to jest duże uproszczenie. 'Przepływ energii w czakrze' jako wyjaśnienie trudności rodzicielskich to coś, co pomija całą warstwę psychologiczną, historię relacji z własną rodziną, wzorce przywiązania. Mam wrażenie, że taka diagnoza bardziej zamknęłaby kogoś w pętli szukania 'otwarcia czakry' niż faktycznie pomogłaby.


Odpowiedz
Wpisy: 477
(@salomea63)
Połączone: 2 miesiące temu

Rozumiem, co Zenek ma na myśli, ale też nie wyrzucałabym czakry serca całkowicie. Problem jest gdzie indziej - to nie jest tak, że praca z czakrami zastępuje inne rzeczy. To są nakładające się poziomy. Ktoś może jednocześnie chodzić do terapeuty i pracować z czakrami i to się nie wyklucza. Pytanie do Glozka00: miałaś na myśli zamiast innych rzeczy, czy obok nich?


Odpowiedz
Wpisy: 54
(@przytulia_c)
Połączone: 8 miesięcy temu

Bardzo dziękuję za tę rozmowę, bo czytam od początku i tyle mi to dało do myślenia. Mam pytanie może naiwne - czy taki rytuał codzienny musi być zawsze taki sam, czy może się zmieniać? Bo mam wrażenie, że jak coś robię codziennie tak samo, to po jakimś czasie to traci sens i robię to mechanicznie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 887

@Przytulia_C dobre pytanie i wcale nie naiwne. Rytm to nie to samo co sztywność. Mój rytuał progowy przed drzwiami zmieniał się z porami roku, z tym co się działo w domu, z moim stanem. Przez jakiś czas było odliczanie od pięciu, potem doszedł do tego oddech, potem gdzieś po drodze odpadło jedno i zostało drugie. Coś w tym jest stałe - intencja - ale forma może się adaptować.


Odpowiedz
(@przytulia_c)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 54

@Wolchw to bardzo mnie uspokaja, bo miałam poczucie, że jak coś zmienię, to 'psuję' rytuał. A tu wychodzi na że może to nawet zdrowe? Dziękuję za to - naprawdę.


Odpowiedz
Wpisy: 1737
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

To kwestia tego, czym rytuał w ogóle jest. Rdzeń - intencja, kierunek, skupienie - musi być zachowany. Forma jest jak szata. Jeśli szata zaczyna cię ograniczać albo robisz ją mechanicznie bez żadnej świadomości co za tym stoi, to czas ją zmienić. Ale jeśli zmieniasz formę co tydzień, bo 'tak bardziej', to tracisz tę ciągłość, która buduje cokolwiek w czasie. Sam rytm powtarzania jest ważną częścią mechanizmu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Kunia a co dokładnie masz na myśli przez 'ciągłość, która buduje'? Bo to brzmi jak coś ważnego, ale nie wiem, czy mówimy o tym samym. Chodzi ci o psychologiczne zakorzenienie, czy o coś innego?


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Zenek jedno i drugie, ale nie koniecznie w tej kolejności. Psychologiczne zakorzenienie to efekt, który jest widoczny i mierzalny, ale za nim stoi coś, co możemy nazwać budowaniem ścieżki energetycznej. Każde powtórzenie rytuału wzmacnia tę ścieżkę. To jak chodnik przez trawę - raz przejdziesz i śladu prawie nie ma, ale po stu razach masz wydeptaną dróżkę. Psychologia to widzi jako tor neuronowy, inne tradycje opiszą to inaczej, ale mechanizm podobny.


Odpowiedz
Wpisy: 316
(@swarog89)
Połączone: 11 miesięcy temu

Kunia dobrze mówi o tej ścieżce, ale dodałbym, że ta metafora z trawą ma swoje granice. Bo chodnik można zadeptać tylko wtedy, jeśli chodzi się tą samą drogą. Jak co drugi raz skręcasz w innym miejscu, to nie ma ścieżki - jest stratowana trawa. Więc pytanie do tych, którzy modyfikują rytuały: czy modyfikujecie rdzeń, czy tylko opakowanie?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@balbinka99)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 134

@Swarog89 ale jak odróżnić rdzeń od opakowania? Bo dla mnie zapalenie konkretnej świeczki wydawało się rdzeniem, a ty teraz sugerujesz, że to może być tylko opakowanie?


Odpowiedz
(@czeslawa08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 409

@Balbinka99 świeczka może być jednym i drugim - zależy od tego, co wkładasz w jej zapalanie. Jeśli zapalasz ją na autopilocie, to opakowanie. Jeśli moment zapalenia jest dla ciebie progiem, przestrzenią skupienia, przejściem między jednym stanem a drugim, to jest rdzeniem. Ten sam gest, inne znaczenie. Dlatego rytuały żyją albo zamierają w tym samym człowieku przez lata.


Odpowiedz
Wpisy: 142
(@amuletka)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie wróciłam do tego tematu po kilku dniach i myslę jeszcze o tym pierścionku. Próbowałam dotknąć go przed wejściem do domu tak jak sugerowała Czeslawa08. Coś jest w tym, ale trudno mi powiedzieć co. Jak jakby... przypomnienie? Że teraz jestem tu inaczej?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Amuletka 'przypomnienie że teraz jestem tu inaczej' - to jest dokładnie ta intencja, o której pisałam wcześniej. Nie musi być nic spektakularnego na początku. To że to czujesz, nawet słabo, to już jest coś.


Odpowiedz
(@wera_t)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 581

@Amuletka a czy ten pierścionek zaczął się jakoś inaczej czuć fizycznie, kiedy go dotykasz w tym momencie? Mam na myśli temperaturę, wagę, cokolwiek - czy coś się zmieniło w odczuciu, czy to bardziej umysłowe?


Odpowiedz
(@amuletka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 142

@Wera_T hmm. Nie myślałam o tym w ten sposób. Chyba bardziej umysłowe, ale może po prostu nie byłam dość uważna żeby czuć resztę? Musze spróbowac jeszcze raz z większą uwagą na sam dotyk.


Odpowiedz
Wpisy: 225
(@ludwinia-1)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tej rozmowy o przedmiotach i myślę, że my jako matki często mamy takie rytualne zakorzenienie w drobiazgach, tylko nie nazywamy tego rytuałem. Ja mam chusteczkę, którą siostra dała mi w dniu porodu. Jest gdzieś w torebce i gdy trafia mi w dłoń przy szukaniu kluczy, to na chwilę się zatrzymuję. Nigdy tego nie planowałam.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wiesia-2)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 244

@Ludwinia.1 a czy jak jej nie ma w torebce, albo zostawi ją w domu, to coś czujesz? Czy to wtedy robi różnicę?


Odpowiedz
(@ludwinia-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 225

@Wiesia.2 tak, zdarzyło mi się raz nie mieć jej przy sobie i przez cały ranek miałam takie dziwne uczucie niepełności. Trochę mnie to zaskoczyło, bo wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo się do niej przywiązałam. Z jednej strony to ciekawe, z drugiej pomyślałam - czy to nie jest uzależnienie od przedmiotu?


Odpowiedz
Wpisy: 193
(@mieszko)
Połączone: 1 rok temu

To jest pytanie, które mi też chodzi po głowie przy tej całej rozmowie. Kiedy rytuał staje się kulą u nogi zamiast czymś wspierającym? Bo jak Ludwinia.1 mówi o tym niepokoju bez chusteczki, to rozumiem, ale jednocześnie - co jeśli któregoś dnia jej po prostu nie będzie, zepsuje się kubek, zgubi pierścionek? Fundujemy sobie zależność?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Mieszko to jest bardzo sensowne pytanie. W tradycjach szamańskich i animistycznych jest rozróżnienie między przedmiotem jako 'łącznikiem' a przedmiotem jako 'warunkiem'. Jeśli jest łącznikiem, to jego utrata jest stratą, ale intencja zostaje - możesz zbudować nowe połączenie. Jeśli jest warunkiem, to bez niego nic nie działa i wtedy masz rację - to jest rodzaj zależności. Nie wiem czy da się to kontrolować od początku, czy raczej wychodzi się o tym dowiadywać dopiero po czasie.


Odpowiedz
Strona 1 / 4
Udostępnij: