Czyli mówisz że dla kogoś kto pracuje eklektycznie forma jest zawsze tylko symbolem? Nie może być czymś więcej?
Nawyk energetyczny - to mi się podoba bo jest jakiś konkretny. Ale wracając do tego co było wcześniej w wątku, do samego tytułu właściwie - czy ta różnica między rytuałem 'dla' i 'przeciwko' ma znaczenie właśnie na poziomie tej formy? Czy te dwie rzeczy inaczej układają się w ciało, inaczej wchodzą w nawyk?
Dobra, ale ja mam praktyczne pytanie. Jak długo trzeba robić rytuały odpychające zanim ten efekt domyślnego napięcia w ogóle zaczyna być problemem? Bo rozumiem teorię, ale czy mówimy o miesiącach, latach, dziesiątkach rytuałów?
Magus50, nie ma jednej liczby i każdy kto ci ją poda zmyśla. To zależy od intensywności, od tego czy praca zamykająca jest jedyną czy jedną z wielu, i od samego człowieka. Są osoby które z natury są bardziej 'kontraktywne' i dla nich ryzyko jest szybsze. Są takie które mają naturalnie ekspansywną postawę i mogą dłużej pracować obronnie bez tego efektu.
To co Izoldka opisuje o tym równoważeniu mnie nie dziwi - w numerologii cyklicznej jest podobna logika. Pewne okresy z natury sprzyjają zamknięciom i trzeba je jakoś 'odkleić' czymś otwierającym żeby nie zasiedzieć się za długo w tej energii. Ciekawe że to wychodzi niezależnie z różnych tradycji.
Wracam do tego co mówiłaś Izoldka o robieniu czegoś otwierającego po rytuale obronnym - to coś konkretnego czy naprawdę dowolnego? Bo zastanawiam się czy np. samo wyjście na spacer albo gotowanie mogłoby spełniać taką rolę, czy to musi być kolejny rytuał.
Ta kwestia obecności mnie trochę kręci w kółko bo pojawia się wszędzie w tej rozmowie. Przy inicjowaniu rytuału - obecność. Przy kończeniu - obecność. Przy tym co robisz po - znowu obecność. Czyli właściwie cały rytuał to jest ćwiczenie obecności a nie jakiś specyficzny układ działań?
I to chyba odpowiada na to pierwotne pytanie z tytułu wątku - dlaczego rytuały 'przeciwko' są trudniejsze. Bo wymagają tej samej obecności co rytuały 'dla', ale jednocześnie uruchamiają więcej zakłócaczy - lęk, napięcie, silną emocję. Trudniej utrzymać obecność gdy masz coś mocno odpychającego w sobie.
Klimcia_S trafnie to stawia. W abhiczara problem nie jest sama negatywność emocji - te tradycje nie zakładają że kapłan musi być obojętny. Problem jest gdy emocja staje się celem samym w sobie, gdy rytuał przestaje być działaniem a staje się wyładowaniem. I to samo może się zdarzyć przy rytuałach 'dla' - gdy pożądanie rezultatu jest tak silne że zagłusza samą pracę.
Edmund, to jest właśnie miejsce gdzie ta dychotomia zaczyna się rozsypywać. 'Dla' i 'przeciwko' to nie są dwa różne rodzaje magii - to dwa różne punkty wyjścia emocjonalnego. I z praktycznego punktu widzenia punkt wyjścia ma znaczenie głównie dlatego że kształtuje rodzaj napięcia z jakim wchodzisz w pracę. Nie samo napięcie jest problemem, ale to co z nim robisz. Jeśli emocja cię prowadzi zamiast ty ją - to sygnał że wypadłeś z centrum. Niezależnie czy to desperacja przy 'dla' czy gniew przy 'przeciwko'.
Ale czy wypadnięcie z centrum to coś co da się wychwycić w trakcie rytuału? Mam na myśli - czy jest jakiś moment kiedy możesz się zatrzymać i cofnąć do właściwego stanu, czy jeśli to się zdarzyło to już lepiej zakończyć i zaczać od nowa?
A czy to wypadnięcie z centrum nie jest po prostu... nieuchronne przy pewnym rodzaju rytualnej pracy? Tzn. jeśli rytuał dotyczy czegoś co cię naprawdę boli, co jest żywe i emocjonalne, to próba zachowania pełnej równowagi brzmi trochę jak próba spokojnego oddychania podczas wypadku. Nie kwestionuję że to jest ideał, tylko zastanawiam się czy to jest w ogóle osiągalne.
Świadek w rytuale - to ciekawy aspekt który w ogóle nie pojawił się wcześniej w tym wątku. Czy świadek zmienia coś fundamentalnie w dynamice? Mam na myśli nie tylko aspekt bezpieczeństwa, ale czy sama obecność kogoś drugiego wpływa na to jak pracujesz emocjonalnie?
Nyja95, spokój i rozumienie kontekstu to minimum. Ktoś kto sam praktykuje ma dodatkowe 'narzędzia' - hm, zamiast tego słowa: ma dodatkowe zasoby, żeby trzymać przestrzeń aktywnie. Ale widziałem dobre pary gdzie świadek był zupełnie świecki, natomiast był naprawdę obecny, spokojny i nie wchodził w to co się dzieje własną interpretacją. To może wystarczyć, szczególnie do prac mniej intensywnych.
Wracam do tej kwestii świadka bo mnie coś zaintrygowało - w niektórych tradycjach runicznych jest coś w rodzaju 'galdr' gdzie słowo wypowiadane na głos i usłyszane przez inną osobę ma inną moc niż szeptane w ciszy. Nie wiem czy to wprost o świadku, ale ta idea że 'bycie słyszanym' przez kogokolwiek coś zmienia - to się pojawia w różnych miejscach. Ciekawe czy coś z tym jest w kontekście rytuałów odpychających.
Ale to znowu się robi o 'dla' a nie o 'przeciwko'. Czy rytuały odpychające w ogóle mają adresata? Bo jak wyobrażam sobie 'odpychanie' to mam wrażenie że jest bardziej bezkierunkowe - chcesz żeby coś odeszło, ale niekoniecznie dokądś konkretnego.
To jest bardzo dobre pytanie i nie ma tu jednej odpowiedzi bo różne systemy rozwiązują to różnie. W klasycznej banishing magic adresat jest - wypowiadasz konkretne imię lub klasę bytów i określasz gdzie mają iść. W pracy z patem czy wzmocnieniami ochronnymi często nie ma adresata, bo nie wiesz co odcinasz. A właśnie ta różnica może wpływać na to jak taki rytuał działa. Kiedy nie ma adresata, intencja jest bardziej rozmyta - odsuwam 'cokolwiek to jest'. Kiedy jest adresat, jest ostrzejsza.
Hej, trochę odleciałem od wątku bo nie rozumiem jednego - co to jest 'pat' w tym kontekście? Słyszałem kilka razy ale nikt nie wyjaśnił.
Definicja przez negację to stary problem w filozofii języka i wygląda że magiczne praktyki też na to cierpią. W Atharwawedzie niektóre mantryczne formuły ochronne są jednak zbudowane pozytywnie mimo że cel jest obronny - 'niech mnie otacza X' zamiast 'precz Y'. Może właśnie dlatego tamte systemy mają tak szczegółowe konstrukty słowne, żeby obejść ten problem.
Czyli sprowadzając to do pytania z tytułu - może ta różnica między 'dla' i 'przeciwko' jest tak naprawdę różnicą między pozytywną a negatywną definicją intencji, a nie między przyciąganiem i odpychaniem jako takimi? I w takim razie rytuał odpychający zbudowany pozytywnie powinien działać podobnie do przyciągającego?
Klimcia_S podsumowała to lepiej niż ja byłem w stanie przez kilkanaście postów. Tak, wydaje mi się że to jest sedno. Nie chodzi o kierunek energii, tylko o to jak definiujesz intencję - pozytywnie czy przez negację. Rytuał odpychający zbudowany pozytywnie działa inaczej niż ten sam cel opisany jako 'precz'. I to chyba odpowiada na pytanie z tytułu, tylko nie w sposób który był oczekiwany na początku.
Ale zaraz - jeśli to jest tylko kwestia języka intencji, to czy fizyczna forma rytuału w ogóle ma znaczenie? Tzn. czy biała świeca z pozytywną intencją ochronną i czarna świeca z intencją 'odpychania' działają tak samo jeśli przełożę obie na pozytywne sformułowanie?
Czekaj, bo nie rozumiem jednego. Jeśli to co opisałaś to efekt własnego oczekiwania a nie świecy, to wychodzi że forma działa bo w nią wierzysz, nie dlatego że coś robi sama z siebie. W takim razie wracamy do intencji jako sedna. Forma jest... nie wiem, rusztowaniem dla intencji?
To pytanie było zadawane od wieków i jest naprawdę nierozstrzygalne bez przyjęcia pewnych założeń filozoficznych wcześniej. William James pisał o tym w 'The Varieties of Religious Experience' - że efekt rytuału jest realny niezależnie od tego skąd pochodzi, bo zmiana psychiczna jest zmianą realną. Ale to nie odpowiada czy forma działa 'sama'. Zostawiam to bez odpowiedzi bo nie mam jednej.
Sorki że się wtrącam ale Klimcia_S sformułowała to tak że chyba wreszcie rozumiem o co chodzi w tym wątku. 'Rusztowanie dla intencji' to dobre określenie. Moje pytanie jest wtedy takie - co jeśli ktoś nie ma żadnego systemu, żadnych skojarzeń ze świecami ani runami? Czy intencja bez rusztowania cokolwiek robi?
Mam wrażenie że gdzieś zgubilismy wątek dotyczący tego czy 'przeciw' i 'dla' mają różną strukturę czasową. To było chyba wcześniej wspomniane. Bo jeśli rytuał 'dla' jest otwarty i długotrwały, a 'przeciw' powinien się zamknąć - to czy ta różnica w domknięciu/otwartości nie jest ważniejsza niż pozytywność/negatywność intencji?
Blanka, to jest dobre wciągnięcie z powrotem do początku. I tak, myślę że struktury czasowe są inne. 'Dla' często działa jak zaproszenie które zostawiasz otwarte. 'Przeciw' albo 'odpychanie' ma naturalny punkt zamknięcia - albo coś odeszło albo nie. Ale im dłużej myślę o tym wątku tym bardziej mi się wydaje że te dwie kategorie nie są rozłączne. Możesz robić rytuał 'dla ochrony' który jest domknięty i jednorazowy, i rytuał 'przeciw intruzom' który jest długotrwały jak zaklęcie na drzwiach domu.
