Słuchajcie, mam wrażenie że ta rozmowa bardzo odpłynęła od pierwotnego pytania. Rasphul zapytał czy rytuały 'przeciwko' działają inaczej niż 'dla'. I przez ostatnie kilkanaście postów rozmawiamy o żałobie i przyjmowaniu straty. To jest odpowiedź na pytanie?
Magus50, to jest dokładnie odpowiedź na pytanie, tylko nie podana jako definicja. Rytuał 'dla' działa na zasadzie przyciągania i otwierania. Rytuał 'przeciwko' działa na zasadzie zamykania i tworzenia pustki. I ta pustka wymaga czegoś więcej niż tylko woli - wymaga gotowości na stratę. To jest różnica mechanizmu, nie tylko intencji.
Żeby jeszcze bardziej to ugruntować - w kabale mówimy o dwóch kierunkach przepływu na drzewie sefir. Jeden w górę, ekspansywny, drugi w dół, kontraktywny. Binah jako zrozumienie przez ograniczenie, Chokmah jako spontaniczne dawanie. Rytuały 'dla' operują na logice Chokmah, 'przeciwko' na logice Binah. I to nie jest hierarchia - jedno bez drugiego nie ma sensu na drzewie.
Ja zaczęłam od 'dla' i przez długi czas nie rozumiałam dlaczego część rzeczy nie wchodzi. Dopiero jak zrobiłam pierwszy świadomy rytuał zamknięcia czegoś, zobaczyłam jaka jest różnica. Więc może chronologicznie 'dla' jest prostsze na start, ale 'przeciwko' jest tym co odblokuje to pierwsze.
No właśnie, i tu wychodzi że prostota rytuału nie ogranicza jego skuteczności. Często jest odwrotnie - im prostszy, tym trudniej uciec od sedna. Przy rozbudowanych rytuałach z dużą ilością elementów można się schować za procedurą. Przy spaleniu kartki nie ma gdzie uciec.
To jest ciekawe co Blanka mówi o chowaniu się za procedurą. Ja jak robiłam bardziej rozbudowane rzeczy to rzeczywiście skupiałam się na tym żeby nie pomylić kolejności, zamiast być przy tym co robię. Może to był problem a nie pomocna struktura.
No dobra, Izoldka69 ma rację że to zależy od osoby, ale czy nie jest tak że po prostu część ludzi używa struktury jako wymówki żeby nie wejść głębiej? Mówię z własnego doświadczenia - robiłem pewne rzeczy przez długi czas 'procedurowo' i dopiero ktoś mi powiedział wprost że to wygląda jak recytowanie przepisu kulinarnego. Trochę bolało ale miał rację.
To jest ciekawe co Edmund.x i Magus50 opisują, bo wychodzi że struktura może być pomocna albo blokująca zależnie od momentu. Ale wracając do głównego tematu - czy ta różnica między 'dla' i 'przeciwko' przekłada się też na to jakich elementów się używa? Tzn. czy do rytuału zamknięcia dobieramy inne rzeczy niż do otwierającego?
Izoldka69 dotknęła czegoś ważnego z tymi kierunkami. Ja bym dodał że symbolika jest wtórna wobec intencji - dobierasz ją żeby wzmocnić kierunek, który już masz w sobie. Jeśli ktoś czuje pełnię jako czas kończenia, to pełnia jest właściwym momentem. Symbolika ma wspierać, nie zastępować.
To co Rasphul mówi o intencji jako prymarnej sprawia że zastanawiam się jak to wygląda kiedy intencja jest niejednoznaczna. Np. chcę zakończyć pewien etap, ale część mnie jeszcze nie jest gotowa. Czy rytuał zamknięcia w takiej sytuacji cokolwiek zrobi, czy raczej nic się nie wydarzy?
To co Blanka opisuje o tej ciszy - znam to. Stoisz i wiesz. Nie wiem jak to wytłumaczyć inaczej. Natomiast mam pytanie do bardziej doświadczonych - czy jest jakaś praktyka żeby się do rytuału zamknięcia przygotować w sensie emocjonalnym? Nie mówię o oczyszczaniu przestrzeni ani tym podobnych, bardziej o tym wewnętrznym przygotowaniu.
To co Mimoza opisuje przypomina mi trochę technikę z pracy z czakrami gdzie zanim coś czyścisz, najpierw identyfikujesz skąd pochodzi blokada. Żeby nie sprzątać symptomu zamiast źródła. Czy w rytuałach zamknięcia też jest to rozróżnienie - symptom kontra źródło?
Edmund.x pyta o coś co moim zdaniem jest jedną z kluczowych trudności przy rytuałach 'przeciwko'. Łatwo jest robić rytuał przeciwko objawowi - przeciwko tej konkretnej osobie, tej sytuacji, temu uczuciu. Znacznie trudniej dotrzeć do tego co naprawdę leży pod spodem i zrobić rytuał który tam działa. I myślę że to jest jeden z powodów dlaczego te rytuały czasem nie trzymają długo - usuwasz warstwę ale nie rdzeń.
Rasphul mówi że rytuały nie trzymają długo kiedy działamy na symptom a nie źródło. To jakoś tłumaczy dlaczego miałem poczucie że pewne rzeczy wracają mimo że robiłem coś żeby je zakończyć. Ale skąd wiadomo że dotarłeś do rdzenia a nie znowu do kolejnej warstwy?
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam wrażenie że mówicie o rytuałach 'przeciwko' jakby to zawsze była jakaś głęboka praca z psychiką. A czy nie ma po prostu prostszych przypadków, np. ktoś chce odpędzić pecha albo zdjąć coś co uważa że zostało na niego skierowane? To chyba inne działanie niż to co tu opisujecie?
Sura zadaje dobre pytanie i to naprawdę coś innego. Jak ktoś pracuje z czymś zewnętrznym, co zostało skierowane lub uważa że przylgnęło - to mechanizm jest inny. Tam nie chodzi o wewnętrzne domknięcie tylko o fizyczne w sensie energetycznym odcięcie lub odpychanie. I te rytuały wyglądają inaczej, mają inną strukturę, inne elementy. Dlatego na początku to rozróżnienie między zewnętrznym a wewnętrznym które Izoldka69 mówiła jest tak istotne.
Rasphul, rozumiem to rozróżnienie między zewnętrznym a wewnętrznym, ale mam pytanie - jeśli ktoś uważa że coś na niego rzucono, a tak naprawdę to jego własna psychika generuje ten problem, to czy rytuał odpychający mimo wszystko zadziała? Czy nie zadziała bo przyczyna jest gdzie indziej?
Sura pyta o coś na co nie ma prostej odpowiedzi. Moim zdaniem może zadziałać częściowo - bo rytuał odpychający w tej sytuacji daje przekonanie że problem jest zewnętrzny i skończony, co samo w sobie może psychice dać ulgę. Ale jeśli źródło jest wewnętrzne, to wróci. Tyle że w zmienionej formie.
Czyli w praktyce - jak ktoś po takim rytuale poczuje ulgę, to jeszcze nie wiadomo czy problem był zewnętrzny i faktycznie odszedł, czy po prostu psychika się uspokoiła na chwilę?
To mnie uderza bo wychodzi że rytuały 'przeciwko' mają wbudowaną niejednoznaczność - możesz nie wiedzieć czy zadziałały na właściwym poziomie dopóki nie minie jakiś czas. I co, po prostu czekasz?
Zastanawiam się czy ta obserwacja po rytuale nie jest sama w sobie jakimś rodzajem pracy. Bo jeśli siedzisz i patrzysz czy problem wraca - to już jesteś na niego uważny inaczej niż wcześniej. Czy to nie zmienia samego problemu?
Edmund.x dotknął czegoś co mnie od dawna zastanawia w tym temacie. Ta zmiana nastawienia po rytuale - ona jest realna niezależnie od tego co uważasz na temat mechanizmów magicznych. I to tłumaczy trochę czemu rytuały 'dla' i 'przeciwko' są tak różne w odczuciu - bo inaczej ustawiają tę obserwację. Jeden nakierowuje wzrok w przód, drugi każe sprawdzać czy tamto już odeszło.
O właśnie, to jest coś o czym nie myślałam. Że same te dwa tryby inaczej ustawiają uwagę po rytuale. Bo jeśli robię coś 'dla' - to potem jakoś naturalnie patrzę czy to nadchodzi. A jeśli robię coś 'przeciwko' - to patrzę za siebie czy nie wraca. I to są zupełnie inne stany.
Ale poczekajcie - czy to nie oznacza że rytuał 'dla' jest łatwiejszy w utrzymaniu? Mam na myśli że jak kierujesz się w stronę czegoś, to możesz podtrzymywać to nastawienie. A jak jesteś w trybie 'sprawdzam czy tamto wróciło' - to jesteś niejako stale w kontakcie z tym czego chciałaś się pozbyć.
A co jeśli ktoś robi rytuał 'dla' ale z lęku, że jeśli tego nie zrobi to coś złego się stanie? Bo mi się zdaje że intencja 'dla' przy złym nastawieniu może działać tak samo jak 'przeciwko'.
Magus50 - bardzo dobre pytanie i myślę że tu jest ukryty problem wielu rytuałów które nie dają efektu. Możesz mieć formę 'dla' ale jeśli silnik napędowy to lęk, to energetycznie jest to bliżej 'przeciwko'. Bo uwaga jest na tym czego się boisz, nie na tym czego chcesz.
Czyli de facto o tym czy rytuał jest 'dla' czy 'przeciwko' decyduje nie forma ani słowa ale to co siedzi pod spodem jako motywacja? To trochę zmienia postrzeganie całej tej kategoryzacji.
