Mam inne pytanie do Karrota - jak długo planujecie tę pracę? Czy to jednorazowy rytuał, czy coś rozłożonego na czas? Bo te wszystkie kwestie - synchronizacja, zamknięcie, wspólna intencja - mają inny ciężar jeśli mówisz o jednym wieczorze, a inny jeśli mówisz o pracy rozłożonej na tygodnie.
Podejście etapowe ma dużo sensu i nie tylko ze względów technicznych. Przy pracy z kimś kogo nie widzisz fizycznie, najpierw musisz się nauczyć czytać tę osobę przez to medium. Jak ona reaguje głosem, gdzie są pauzy, kiedy jest naprawdę skupiona a kiedy tylko potakuje. To wymaga czasu.
Dobra, ale wróćmy na chwilę do tej strefy czasowej, bo to nie jest tylko kwestia zmęczenia. Dziewięć godzin różnicy to znaczy, że wasze doby są przesunięte o niemal połowę cyklu. To ma wpływ nie tylko na to kto jest świeży, ale też na to w jakim rytmie energetycznym jest każda z was w danym momencie. To jest coś co bym wzięła pod uwagę przy planowaniu terminu, zanim w ogóle zacznę myśleć o strukturze rytuału.
No dobra, to może zacznę od odpowiedzi na to pytanie Kianitki, bo ono zostało trochę bez odpowiedzi. Czy da się to przeskoczyć? Szczerze - nie wiem. Ale myślę, że to zależy od tego, czy strefy czasowe to problem energetyczny, czy tylko logistyczny. Jeśli to drugie, to wystarczy się umówić na kompromis. Jeśli pierwsze, to rzeczywiście nie ma dobrego okna i trzeba to zaakceptować albo zmienić podejście do samego rytuału.
To nie jest tylko kwestia logistyki, ale też nie jest tak, że dziewięć godzin różnicy automatycznie cokolwiek blokuje. Ludy tradycyjne robiły pracę rytualną z odległymi miejscami bez synchronizacji w czasie rzeczywistym - mam na myśli np. praktyki afrykańskie gdzie osoba prowadząca rytuał działała intencjonalnie na rzecz kogoś kto był fizycznie gdzie indziej i nie wiedział nawet o konkretnej godzinie. Więc pytanie jest głębsze: czy synchronizacja przez telefon to w ogóle ten model pracy, czy to coś zupełnie innego?
To jest ciekawy kierunek, ale trzeba uważać żeby nie zbudować z tego uzasadnienia post factum. Czyli: mamy problem z synchronizacją, więc wymyślamy filozofię dlaczego brak synchronizacji jest ok. Karrot, jak to widzisz ty? Czy masz poczucie że ta asymetria czasowa to coś do obejścia, czy może coś co można wykorzystać celowo?
Ta kwestia ról mnie interesuje, bo przy pracy z czakrami i bioenergią też się pojawia coś podobnego - jedna osoba wysyła, druga przyjmuje, i to nie jest gorsze od wspólnego działania, tylko inne. Ale wymaga to jasnego ustalenia kto jest kto i dlaczego. Tytus, czy ty to kiedyś stosowałeś przy pracy z kimś zdalnie?
Zapisuję to jako osobny wariant w notatkach. Ale mam pytanie praktyczne: jeśli mamy role - inicjator i domykający - to jak wygląda komunikacja między tymi etapami? Telefonujecie cały czas, czy jest przerwa i potem drugi etap?
Ja bym się bała tej przerwy, szczerze. Otwarta przestrzeń bez żadnego z was aktywnie jej pilnujących przez kilka godzin to coś co mnie osobiście nie przekonuje. Chyba że ktoś ma konkretne doświadczenie że to działa?
To jest dobre rozróżnienie. Zawieszenie a zamknięcie to nie to samo. Przy pracy wieloetapowej można to zaplanować jako serię oddzielnych, skończonych działań które razem tworzą całość - ale wtedy każde musi mieć własne wejście i wyjście. Inaczej to jest jedna niezakończona praca z przerwami, co brzmi niekomfortowo.
To co Kianitka opisuje - seria skończonych działań - to jest podejście które ma głębokie korzenie w tradycji. Pracę rytualną rozkłada się na etapy celowo, np. związane z fazami księżyca albo dniami tygodnia. Każdy etap jest kompletny sam w sobie. Przy dziewięciu godzinach różnicy to nawet mogłoby być logiczne - jeden robi swój etap, drugi swój, i one się składają w całość, tylko nie jednocześnie.
ale wtedy to juz nie jest 'razem przez telefon' tylko każde oddzielnie ale z jedną intencją, nie? to troche inna odpowiedź na pytanie karrota bo on chyba pyta o coś co robia jednoczesnie
Tosieczka ma rację, myślałem o czymś jednoczesnym. Ale im dłużej to czyta tym bardziej myślę, że może moje pierwotne założenie - że musi być jednocześnie - jest właśnie tym co komplikuje całą sprawę. Może nie musi?
To jest w sumie kluczowa zmiana w myśleniu o tym całym temacie. Jeśli 'telefonicznie razem' nie oznacza koniecznie 'o tej samej godzinie aktywnie', tylko 'w kontakcie i z uzgodnionym celem', to dużo tych technicznych problemów ze strefami, zmęczeniem i synchronizacją po prostu odpada. Zostaje pytanie o intencję i komunikację, które są do rozwiązania.
Ale to też zmienia sens pytania które Karrot postawił na początku wątku. Bo jeśli niejednoczesne, to telefon nie jest medium synchronizacji tylko komunikacji wokół pracy. I to jest uczciwe podejście, tylko trzeba się z tym świadomie zgodzić zamiast wchodzić w to z założeniem że to jest to samo co bycie razem w pokoju.
Właściwie to jedno z bardziej konkretnych rozwiązań jakie wyszły z tej dyskusji. Karrot, daj znać jak się z tym czujesz - bo to spora zmiana w stosunku do tego co opisywałeś na początku. Czy to nadal jest to co chciałeś zrobić, czy to już inny pomysł?
Dobra, to chyba muszę porozmawiać z Agnieszką o tym co tutaj wyszło. Bo zaczęliśmy od pytania 'czy możemy zrobić rytuał przez telefon' a skończyliśmy na 'co tak naprawdę rozumiemy przez razem i jednocześnie'. To jest w sumie dobre pytanie samo w sobie, niezależnie od telefonu i odległości.
Karrot ale jak ta agnieszka zareaguje jak jej powiesz że może nie być jednoczesnie? bo mi sie wydaje że dla wielu ludzi 'razem' znaczy właśnie 'w tej samej chwili' i to może byc dla niej duze rozczarowanie
Tosieczka dotknęła czegoś ważnego. To nie jest tylko kwestia logistyki tylko oczekiwań. Jeśli oboje wyobrażali sobie że siedzą każde u siebie i razem coś tworzą w tym samym momencie - i to było dla nich wartością samą w sobie - to 'etapowe' podejście jest inną rzeczą. Może równie dobrą, ale inną.
Zatrzymałbym się przy tym co Ezoteryk napisał. Przy pracy rytualnej intencja i poczucie autentyczności są spójne z tym co robisz zewnętrznie. Jeśli ktoś robi rytuał i ma w głowie 'to nie jest to co chciałem', to ta szczelina jest realna. Nie dramatyzuję - ale warto to wziąć pod uwagę zanim się zacznie.
No właśnie, i tu wracamy do punktu wyjścia. Karrot pytał czy to w ogóle możliwe. I myślę że odpowiedź jest: tak, możliwe, ale pod warunkiem że oboje to tak samo rozumieją i oboje tak samo chcą. A czy tak jest - tego my tutaj nie wiemy.
Mam wrażenie że w tej dyskusji ciągle krążymy wokół jednego założenia które nikt wprost nie podważył: że telefon jest tu kluczową zmienną. A co jeśli większość tych trudności - synchronizacja, role, poczucie 'razem' - pojawiłaby się też gdyby oboje byli w tym samym kraju tylko w różnych miastach? Odległość przez telefon to nie to samo co różnica stref i kilkanaście godzin różnicy.
To co Tytus opisuje - różnica stanu fizycznego - to jest chyba najbardziej niedoceniony problem w tej całej dyskusji. Możemy mieć idealną intencję, idealny rytuał, idealną komunikację, ale jeśli jedna osoba zaczyna to zasypiając a druga jest w środku aktywnego dnia - to jest jednak inny rodzaj obecności po każdej stronie.
Karrot, ale to chyba da się obejść wybierając jej weekend? Wtedy wieczór nie jest po pracy tylko po odpoczynku. To nie rozwiązuje strefy, ale przynajmniej wyrównuje stan energetyczny obu stron.
hej, śledzę tą rozmowę od początku i mam takie głupie pytanie - a co z tym telefonem podczas samego rytuału? tzn czy mówicie o tym że telefon jest włączony cały czas i jesteście w kontakcie głosowym, czy tylko że jesteście zsynchronizowani i telefon był do ustalenia planu?
Rzeczywiście - to jest rozwidlenie którego nie rozstrzygnęliśmy. Telefon jako medium obecności przez cały czas to jedno. Telefon jako kanał komunikacji przed i po to drugie. Oba są zasadne ale wymagają innego podejścia do samego rytuału. Karrot, co ty miałeś na myśli na początku?
Myślałem o tym żebyśmy byli w kontakcie głosowym przez cały czas. Tzn słyszymy się wzajemnie, może nie rozmawiamy aktywnie, ale ta linia jest otwarta. Coś jak wspólna obecność przez słuchawkę. Czy to ma sens czy to zbyt dziwne?
