To nie jest dziwne - to jest po prostu konkretny wybór i ma swoje konsekwencje. Otwarta linia przez cały czas to dodatkowy element przestrzeni - dźwięk z drugiej strony świata wchodzi do twojego pokoju. Dla jednych to wzmocnienie kontaktu, dla innych zakłócenie skupienia. Jak reagujesz na dźwięki otoczenia podczas pracy?
Wróćcie na chwilę do pytania Rgielki, bo ona trafiła w coś istotnego. Jeśli telefon jest otwarty przez cały czas - to jest element rytuału sam w sobie. To nie jest 'rytuał plus telefon w tle', to jest rytuał który ma wbudowany kanał dźwiękowy do drugiej osoby. I to zmienia strukturę tego co robią. Nie źle, nie dobrze - ale inaczej niż gdyby każde działało oddzielnie w tej samej intencji.
okej więc rozumiem że linia otwarta przez cały czas to jest ten wariant który Karrot preferuje - ale jak to ma wyglądać technicznie? tzn czy zwykły telefon wytrzyma godzinę otwartej rozmowy bez rozłączenia? bo mnie raz wywalało połączenie po 40 minutach bez aktywności głosowej
Mnie bardziej zastanawia coś innego - co jeśli w połowie rytuału połączenie zerwie? Nie technicznie, ale energetycznie - co to znaczy dla tego co robiliście? Czy to jak przerwanie rozmowy w pół zdania, czy coś bardziej neutralnego?
No właśnie o tym nie pomyślałem w ogóle. Jak się zrywa połączenie to co - przerywamy, czekamy, dzwonimy z powrotem? Czy wracamy jakby nic? To brzmi jakby potrzebna była meta-rozmowa przed samym rytuałem o tym co robimy kiedy coś pójdzie nie tak.
Ta meta-rozmowa to jest moim zdaniem niezbędna niezależnie od kwestii technicznych. Nie tylko co przy zerwaniu, ale też kto prowadzi, czy jest jakiś sygnał że jedna strona chce zatrzymać, co się dzieje jeśli ktoś się źle poczuje. Przy pracy w tym samym pomieszczeniu to jest intuicyjne - tu trzeba to zwerbalizować wcześniej.
Pytanie czy linia otwarta od razu tworzy przestrzeń, czy dopiero kiedy zaczynasz rytuał. To nie jest oczywiste. Można sobie wyobrazić że połączenie jest aktywne już wcześniej i to jest tylko medium - a przestrzeń tworzy się przez intencję, nie przez sam fakt połączonego telefonu.
Zostańmy chwilę przy tym otwarciu, bo Karrot mówił o otwartej linii przez cały czas - ale co jeśli ta osoba z Australii ma hałas w tle, pies, sąsiedzi, cokolwiek? Słyszysz to wszystko i to wchodzi do twojej przestrzeni. Miałam kiedyś podobną sytuację przy pracy zdalnej i to był dyskomfort który trwał przez całą sesję.
Mam wrażenie że ten wątek z dźwiękiem to jest coś co dopiero wyjdzie w praktyce i trudno to z góry zaplanować. Jedna osoba odbierze cudzy oddech jako obecność, inna jako rozproszenie. To jest chyba jeden z tych rzeczy które musisz po prostu sprawdzić.
a nie możnabyby zrobić najpierw jakiejś próby? tzn nie pełny rytuał ale coś krótszego zeby sprawdzić jak sie cuje to połacznie przez telefon i czy ta linia otwarta działa dla was obojga? trochę jak rozgrzewka przed właściwą pracą
Przy tej próbie wyszłoby też od razu czy ta otwarta linia jest komfortowa dla obojga. Bo Karrot może czuć się okej z dźwiękiem z Australii w tle, ale ta osoba po drugiej stronie może mieć z tym inaczej. Nie wiadomo dopóki nie spróbujecie.
To chyba faktycznie dobry kierunek - ustalić termin, spróbować czegoś krótkiego, zobaczyć jak to działa. Zastanawiam się tylko co taka próba miałaby zawierać. Medytacja razem? Coś symbolicznego? Żeby to nie było tylko gadanie przez telefon które nic nie wnosi.
Może zamiast szukać formy dla tej próby - zapytaj ją co jej odpowiada. Ona ma inne otoczenie, inne nawyki, może już robiła coś podobnego z kimś innym. Albo ma zupełnie inne wyobrażenie niż ty o tym co chcecie razem zrobić.
I przy tej okazji wyszłoby też czy ona rozumie ten rytuał tak samo jak ty. Bo przez całą tę rozmowę zakładaliśmy że obie strony mają podobne intencje i podobne oczekiwania - a to wcale nie musi być prawda, szczególnie jeśli nie rozmawiali o tym wprost.
Dokładnie - i ta rozmowa z nią to jest prawdopodobnie ważniejszy krok niż wybór daty, godziny, czy telefon czy zoom, czy linia otwarta czy nie. Wszystko inne można doprecyzować po drodze jeśli macie zbieżne rozumienie tego co chcecie razem zrobić.
Ta rozmowa z nią przed rytuałem to nie jest tylko kwestia organizacyjna - to jest już część samej pracy. Kiedy ustalasz z kimś co chcecie razem zrobić, dlaczego, czego każde z was potrzebuje - to jest moment w którym intencja zaczyna się formować. Nie dopiero w dniu rytuału.
I dlatego ta wstępna rozmowa jest tak istotna - żeby wiedzieć czy w ogóle operujecie w podobnym rozumieniu. Nie musicie mieć identycznego podejścia, ale jakieś zbieżne punkty odniesienia są potrzebne. Inaczej każde z was robi coś osobno i tylko myśli że robicie to razem.
Nie myślałem o tym w ten sposób - że możemy myśleć że robimy to razem a faktycznie każde robi coś zupełnie innego. To brzmi jak przepis na frustrację po fakcie. Tylko jak sprawdzić czy te punkty odniesienia są wystarczająco zbieżne? Nie wiadomo przecież z góry co jest wystarczające.
To wychodzi w rozmowie. Kiedy pytasz kogoś jak wyobraża sobie wspólną pracę i słyszysz coś zupełnie innego niż miałeś w głowie - to jest sygnał że trzeba porozmawiać głębiej. Kiedy odpowiedź w dużej mierze pokrywa się z tym co ty czujesz - możecie ruszać dalej. Nie ma bardziej precyzyjnego testu niż po prostu rozmowa.
Ale jest jeden problem z tą rozmową przez telefon czy internet - dużo rzeczy ginie. Mimika, pauzy, ogólnie to co czujesz kiedy ktoś mówi. Można mieć wrażenie że jesteście zbieżni a potem okazuje się że każde inaczej rozumiało to samo słowo. Przy pracy w tej samej przestrzeni to jest łatwiejsze do wychwycenia.
a co z videopolaczeniem zamiast samego telefonu? bo wtedy przynajmniej widać twarz i jakieś gesty. wiem ze Karrot pisal o telefonie ale może zoom albo coś byloby lepsze właśnie ze względu na to co Tytus napisal?
To jest dobry punkt. Nie planowałem video właśnie dlatego - nie chcę żeby połowa mojej uwagi szła na patrzenie w ekran. Głos mi wystarczy, szczególnie że dobrze ją znam i nie potrzebuję widzieć twarzy żeby wiedzieć co czuje. Ale rozumiem że dla kogoś innego video byłoby ważniejsze.
Ten wybór między telefonem a video to też jest decyzja rytualna, nie tylko techniczna. Co chcesz aktywować przez ten kontakt - wizualny obraz tej osoby, jej głos, jej obecność dźwiękową? Każde z tych coś inaczej angażuje. Jeśli wiesz co jest dla ciebie ważne, wybór jest prostszy.
Wracam do tego co Karrot powiedział o znajomości tej osoby - to jest chyba najważniejszy czynnik w całej tej dyskusji. Że ją dobrze zna. To zmienia bardzo dużo. Nie musisz budować połączenia od zera, ono już istnieje. Pytanie czy telefon jest wystarczającym kanałem żeby to połączenie aktywować w kontekście rytualnym.
No i to jest pytanie które można zadawać w nieskończoność bez odpowiedzi. Jedyna metoda weryfikacji to próba. Mam wrażenie że ta dyskusja doszła do momentu gdzie teoria wyczerpała swoje możliwości i dalej to jest empiria.
Ja bym też zwróciła uwagę na czas - ta Australia to jest prawdopodobnie duża różnica stref. Jeśli jedno z was robi rytuał o świcie a drugie o środku nocy, to jest zupełnie inna jakość skupienia i energii. Numerologicznie godziny też mają znaczenie, więc trzeba to dogadać tak żeby przynajmniej jedno nie robiło tego totanie zmęczone.
I tutaj właśnie jest argument za tym żeby zapytać jej kiedy ona czuje się najlepsza do pracy. Nie szukasz wspólnego okna które jest technicznie możliwe, szukasz okna które jest możliwe i sensowne dla obojga. Czasem lepiej zrobić rytuał o jej świcie - czyli twój wieczór - niż szukać środka który jest słaby dla obojga.
