Forum

Asystent AI
Rytuały rodzinne - ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały rodzinne - jak je wprowadzić bez naciskania na bliskich

Strona 1 / 3

Wpisy: 1805
Rozpoczynający temat
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Zastanawiam się, czy ktoś jeszcze ma ten problem, że chce wprowadzić jakiś rytualny wymiar do życia rodzinnego, ale od razu napotyka na opór albo po prostu dziwne spojrzenia. U mnie to wyglądało tak, że próbowałam zaproponować coś prostego przy posiłkach - chwila ciszy, może kilka słów wdzięczności przed jedzeniem - i natychmiast usłyszałam 'a co to jest, sekta?'. Śmieszne, bo to co zaproponowałam istnieje w zasadzie w każdej tradycji na świecie, od japońskich domowych ołtarzyków przez skandynawskie blót po zwykłe katolickie 'przed posiłkiem'. Pytanie nie jest więc 'czy robić', tylko 'jak zacząć', żeby nikt nie poczuł, że jest wciągany w coś wbrew sobie. Mam wrażenie, że kluczowe jest zakotwiczenie rytuału w czymś, co już istnieje - jakimś zwyczaju, który rodzina już ma. Nie wiem, może ktoś miał inne podejście i to zadziałało?


Odpowiedz
127 odpowiedzi
Wpisy: 262
(@awenturynka00)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ten przykład z posiłkami jest dobry, bo rzeczywiście jest najmniej inwazyjny. Ale chcę powiedzieć coś, co może być niepopularne - jeśli ktoś w rodzinie jest naprawdę sceptyczny albo wręcz wrogi takim rzeczom, to żaden rytuał 'przemycony' pod przykrywką tradycji długo nie przetrwa. W pewnym momencie ktoś powie 'hej, to jest coś ezoterycznego' i poczuje się oszukany, że nie był o tym informowany od początku. Sama przez to przechodziłam. Zaczęłam od zapalania świecy podczas wspólnych wieczorów, potem mama zapytała po co to, powiedziałam że lubię świece, i jakoś przeszło, ale gdy któregoś razu powiedziałam wprost, że dla mnie to ma głębsze znaczenie, to przez chwilę była cisza i pytanie 'od kiedy ty w to wierzysz'. I to było w sumie lepsze niż gdyby nie wiedziała miesiącami.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@swiatowid91)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 456

@Awenturynka00 To co opisujesz to klasyczny problem granicy między rytuałem osobistym a rytuałem wspólnotowym. W antropologii funkcjonuje podział na rytuały agregacji i separacji - te pierwsze mają włączać, te drugie wyznaczają indywidualną drogę. Kiedy ktoś próbuje wciągnąć innych w swój rytuał separacji, czyli coś co jest jego własną ścieżką, to rodzina często to czuje instynktownie nawet bez słów. Dlatego według mnie sensowniejsza droga jest od drugiej strony - nie 'jak przemycić mój rytuał', tylko 'jakie rytuały rodzina już ma i jak ja mogę im nadać głębszy wymiar dla siebie'. To nie jest to samo, co ukrywanie intencji. Ty wiesz, co czujesz zapalając tę świecę, i nikt ci tego nie odbierze.


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Swiatowid91 Okay, ale to podejście zakłada, że rodzina w ogóle ma jakieś rytuały. A co jeśli nie ma? Mam na myśli dosłownie - moja rodzina nie ma żadnych stałych zwyczajów, poza może sylwestrem i świętami. I to też zwyczaje bardzo powierzchowne, nikt nie przywiązuje do nich żadnej wagi. W takim środowisku nie ma się do czego 'przyczepić'. I właśnie dlatego zawsze miałam wrażenie, że ja jestem tą osobą, która próbuje coś tworzyć od zera, i to jest dużo trudniejsze niż modyfikowanie czegoś co już istnieje.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Czeremcha Akurat to jest ciekawy punkt, bo moim zdaniem nawet powierzchowne zwyczaje są wystarczającym punktem wyjścia. Sylwester to doskonały przykład - jest w nim naturalnie wbudowane podsumowanie roku, życzenia, jakiś rodzaj intencji na przyszłość. Wystarczy to trochę zintensyfikować. Na przykład zamiast tylko 'czego sobie życzycie w nowym roku', zaproponować żeby każdy napisał trzy rzeczy na kartce i spalić je lub zakopać. Dla ciebie to może być rytuał ognia i uwalniania, dla twojej rodziny to 'fajny noworoczny zwyczaj'. I obie te rzeczy są prawdą jednocześnie. Nie widzę w tym nic nieuczciwego, bo nikomu nic nie sugerujesz o energiach ani o magii - dajesz im tylko formę.


Odpowiedz
Wpisy: 505
(@brygidka71)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tego i zastanawiam się, czy problem nie leży gdzieś indziej. Wiele osób, które pytają o 'jak wprowadzić rytuały bez naciskania', de facto pytają o dwie różne rzeczy naraz. Jedno to potrzeba samego rytuału w życiu rodzinnym - struktury, wspólności, zatrzymania się. To jest potrzeba całkowicie świecka i psychologowie o tym piszą, szczególnie w kontekście dzieci. Drugie to potrzeba, żeby ta forma miała sens właśnie w kategoriach ezoterycznych czy duchowych - żeby to był naprawdę rytuał w głębszym sensie, nie tylko zabawa. I te dwie potrzeby czasem są pogodzone, a czasem są w konflikcie. Bo jeśli robisz rytuał, a reszta rodziny traktuje go jak ciekawą grę, to czy to w ogóle działa tak jak chcesz?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wala83)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 101

@Brygidka71 O, to bardzo dobre pytanie i sama się nad tym zastanawiam. Mam wrażenie, że skuteczność rytuału - przynajmniej z mojego doświadczenia - nie zależy od tego czy wszyscy uczestnicy rozumieją go w ten sam sposób. Moja córka ma osiem lat i uczestniczy w różnych rzeczach ze mną. Dla niej to zabawa z mamą i świecami, dla mnie coś zupełnie innego. I jakoś te chwile mają dla mnie pełne znaczenie mimo różnicy intencji. Ale może to dlatego, że ona jest dzieckiem i nie wnosi aktywnego sceptycyzmu - po prostu jest obecna. Z dorosłymi jest inaczej, bo dorosły sceptyk aktywnie wyciąga energię, no może nie energię dosłownie, ale na pewno atmosferę.


Odpowiedz
Wpisy: 739
(@kamilka65)
Połączone: 4 miesiące temu

To co pisze Wala83 o dzieciach to ważny wątek. Jak ktoś zaczyna budować rytuały od dziecka, to ta osoba dorastając nie będzie się pytać 'co to za sekta' - bo to po prostu będzie naturalny element jej życia. Problem pojawia się gdy chcemy coś wprowadzić do rodziny, gdzie dorośli mają już ustalone poglądy. To jest chyba osobne pytanie - jak rozmawiać z kimś dorosłym w rodzinie, kto otwarcie mówi 'to bzdury', a jak rozmawiać z kimś, kto po prostu nigdy się tym nie zajmował i nie ma zdania?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@swiatowid91)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 456

@Kamilka65 To jest bardzo sensowne rozróżnienie. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że 'nie mam zdania' to dużo łatwiejszy punkt wyjścia niż aktywna niechęć. Ale też 'nie mam zdania' potrafi przerodzić się w 'uważam to za głupotę' gdy tylko coś pójdzie nie tak albo gdy ta osoba skonfrontuje się z tym u kolegów czy w internecie. Znam kilka przypadków, gdzie ktoś spokojnie uczestniczył w domowych rytuałach przez miesiące, a potem przyszedł z pracy i powiedział 'czytałem że to jakieś pogaństwo'. I nagle wszystko się sypało. Więc nie sądzę żeby pasywna akceptacja była stabilną podstawą - prędzej czy później temat i tak wypłynie na powierzchnię.


Odpowiedz
Wpisy: 77
(@felicja)
Połączone: 1 rok temu

Mam może głupie pytanie, ale co konkretnie rozumiecie przez rytuał rodzinny w kontekście tej rozmowy? Bo ja czytam i widzę przykłady ze świecami, noworoczne zapisywanie, posiłki - i zastanawiam się, czy mówicie o czymś, co ma sens duchowy i jest powiązane z jakąś tradycją czy ścieżką, czy po prostu o budowaniu stałych zwyczajów w domu. Bo to chyba nie jest to samo i może dlatego rozmowa idzie kilka torami jednocześnie.


Odpowiedz
Wpisy: 1805
Rozpoczynający temat
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Felicja dobrze to wyłapała. Myślę, że odpowiedź brzmi: jedno i drugie, zależnie od intencji osoby. I to jest właśnie ten paradoks - rytuał może wyglądać identycznie dla zewnętrznego obserwatora, a mieć zupełnie inny wymiar. Zapalenie świecy przy kolacji może być po prostu dekoracją. Może być gestem skupienia się. Może być połączeniem z jakimś żywiołem. Może być dedykacją bokom świata, jeśli ktoś tak to czuje. To nie zmienia wymagań zewnętrznych wobec rodziny - wszyscy po prostu siedzą przy świecy. Ale dla jednej osoby to ma zupełnie inną głębię. I ja nie widzę powodu, żeby z tego powodu kogokolwiek wtajemniczać, jeśli nie jest się na to gotowym.


Odpowiedz
Wpisy: 186
(@benedyk82)
Połączone: 8 miesięcy temu

No właśnie, ale z drugiej strony - jeśli robisz coś tylko po to, żeby 'wyglądało jak zwyczaj' a de facto jest to rytuał magiczny, to rodzina tak naprawdę uczestniczy w czymś bez swojej zgody. Nie wiem, może to brzmi ostro, ale mam z tym problem. Jeśli wierzysz, że rytuał działa i ma jakiś wpływ, to znaczy że wpływa też na osoby, które w nim uczestniczą, prawda? A one o tym nie wiedzą. Trochę mi to nie gra etycznie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@awenturynka00)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 262

@Benedyk82 Okay, ale tą samą logiką można powiedzieć, że matka, która modli się za dzieci bez ich wiedzy, manipuluje nimi. Albo że babcia, która 'daje żeby nie zapeszać' po cichu, robi coś etycznie problematycznego. Rytuały, intencje i modlitwy za innych istnieją w praktycznie każdej kulturze i tradycji i jakoś nikt nie stawia tego w kategoriach zgody uczestników. To że ty nie wierzysz, że to działa, nie zmienia faktu, że ogromna część ludzkości przez tysiące lat traktowała to zupełnie naturalnie. Nie mówię, że każde podejście jest dobre - są rytuały, gdzie faktycznie wpływ na innych byłby intencjonalny i tam rozumiem wątpliwości. Ale zapalenie świecy z intencją wdzięczności za zdrowie rodziny? Serio?


Odpowiedz
(@benedyk82)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 186

@Awenturynka00 Nie, zaraz, to nie jest ta sama sytuacja. Modlitwa to co innego niż rytuał, który fizycznie odbywa się w obecności innych i wymaga ich uczestnictwa - siedzenia przy stole, trzymania czegoś w ręku, wypowiadania słów. Jeśli ktoś modli się sam za kogoś, to jest jego prywatna sprawa. Ale jeśli ktoś prosi rodzinę żeby 'napisali życzenia na kartce i spalili je razem', to to jest już czynne uczestnictwo. Różnica jest moim zdaniem istotna.


Odpowiedz
Wpisy: 498
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

No i tu właśnie jest ta granica, o której mówi Benedyk82, i muszę powiedzieć, że go rozumiem nawet jeśli sama nie wiem co o tym myślę. Bo z jednej strony rozumiem argument Awenturynki, a z drugiej - chyba bym też miała lekki dyskomfort gdybym się dowiedziała, że to co myślałam że jest 'zabawą noworoczną' było tak naprawdę rytuałem z pełnym zestawem intencji. Nie wiem. Może zależy od relacji. W bliskich relacjach bardziej to czuć.


Odpowiedz
Wpisy: 505
(@brygidka71)
Połączone: 1 rok temu

Myślę, że ta dyskusja o etyce jest ważna, ale trochę odpływamy od praktycznego wymiaru tematu. Bo pytanie brzmi 'jak wprowadzić bez naciskania', a my rozmawiamy o tym, czy w ogóle można. Może warto by zapytać - co sprawia, że ktoś w ogóle chce wprowadzić to do środowiska rodzinnego, a nie tylko praktykować samodzielnie? Bo jeśli ktoś chce rytuały 'dla siebie', to nie potrzebuje do tego rodziny. Jeśli chce czegoś wspólnego, to czego konkretnie szuka? Tej wspólności jako takiej, czy chce żeby bliscy też mieli dostęp do czegoś, co jemu pomaga?


Odpowiedz
Wpisy: 73
(@wezuwianit)
Połączone: 12 miesięcy temu

O, ale to jest naprawdę świetne pytanie Brygidki, bo ja właśnie nad tym siedzę. Chyba chcę i jednego i drugiego - chcę żebyśmy jako rodzina mieli jakiś wspólny moment w tygodniu, który będzie 'nasz', i jednocześnie chcę, żeby ten moment miał dla mnie głębszy sens. Nie wiem czy to możliwe bez kompromisu z żadnej strony. Mąż jest bardzo sceptyczny i nie przepada za niczym, co pachnie 'czymś'. Ale jednocześnie sam mówi, że brakuje mu jakiegoś wspólnego rytuału, tylko wyobraża to sobie jako tradycje sportowe albo kulinarne. Więc może punkt styku jest właśnie tam - coś wspólnego, co dla mnie ma dodatkowe znaczenie, a on to akceptuje?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kamilka65)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 739

@Wezuwianit A zapytałaś go wprost jak to widzi? Bo czasem okazuje się, że 'sceptyk' nie ma aż tak twardej pozycji jak się wydaje, tylko reaguje na konkretne słowa - 'rytuał', 'magia', 'energia' - a nie na samą formę. Tzn. ten sam człowiek, który mówi 'nie wierzę w takie rzeczy', zupełnie spokojnie zapala świeczkę w urodziny i śpiewa życzenia, albo trzy razy puka w drewno, albo nie rozkłada parasola w domu. Rytuały są wszędzie, tylko mają różne etykietki.


Odpowiedz
(@swiatowid91)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 456

@Kamilka65 Bardzo trafna obserwacja. Badacze przesądów ludowych zwracają uwagę, że w społeczeństwach, które uważają się za świeckie i racjonalne, rytualne zachowania nie zniknęły - tylko zmieniły opakowanie. Sporty drużynowe pełne są rytuałów przedmeczowych, jedzenie to ogromna przestrzeń rytuałów (nie tylko religijnych), a pogrzeby i wesela to w praktyce czyste rytuały agregacyjne. Ktoś, kto uważa że 'nie robi rytuałów', najprawdopodobniej po prostu nie rozpoznaje ich jako takich. I to można wykorzystać jako pomost - nie 'chcę żebyś uczestniczył w moim rytuale', ale 'pamiętasz jak zawsze robimy X razem? chciałabym żebyśmy robili to bardziej świadomie'.


Odpowiedz
Wpisy: 234
(@anielka71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Czytam tę rozmowę i trochę się gubię, ale jeden wątek mi bardzo siedzi w głowie - to co napisała Shangie na początku, o zakotwiczeniu rytuału w czymś co już istnieje. Bo u nas w domu jest jedna rzecz, którą robimy regularnie od lat - mama zawsze zaparza herbatę wieczorem i siadamy przy niej. Nigdy o tym nie rozmawiamy, po prostu to robimy. I zastanawiałam się, czy to jest właśnie ten rodzaj naturalnego rytuału, z którym można coś zrobić, czy on już sam w sobie jest wystarczający? Bo może te herbaty nie wymagają żadnego 'ulepszania'?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Anielka71 Szczerze? Może rzeczywiście nie wymagają. I to jest chyba najbardziej uczciwa odpowiedź, którą można dać w tym temacie. Nie każdy zwyczaj musi być świadomie naładowany znaczeniem, żeby spełniał swoje zadanie. Te herbaty wieczorami to jest rytualny czas spotkania, który już działa - jest regularny, jest wspólny, jest niepisany. To że nie macie nad nim żadnej intencji na głos, nie znaczy że jej nie ma. I może właśnie w tym jest wartość - żebyście ją poczuły, a nie żebyście ją opisywały. Nie wszystko wymaga nazwy.


Odpowiedz
Wpisy: 73
(@wezuwianit)
Połączone: 12 miesięcy temu

Ale właśnie to, co napisała Shangie o herbacie i Anielka o swojej mamie - to mnie trochę zmienia podejście do tego całego tematu. Ja przez ostatnie miesiące szukałam jakiegoś 'gotowego' rytuału rodzinnego, który mogłabym zaproponować, a może po prostu siedzę przy czymś, co już istnieje i tego nie widzę. Mamy z mężem taki zwyczaj, że w niedzielę rano zawsze robimy wspólne śniadanie - on smaży jajka, ja kroję, to trwa ze dwadzieścia minut i za każdym razem jest podobnie. Nigdy nie myślałam o tym jak o rytuale, ale czy to nie jest właśnie to?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kamilka65)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 739

@Wezuwianit Moim zdaniem tak. I to jest chyba najlepszy dowód na to, że rytuał nie musi mieć żadnej etykietki, żeby działać. Ale mam do ciebie pytanie - co byś zrobiła z tym niedzielnym śniadaniem? Zostawiłabyś je takim jakim jest, czy chciałabyś jakoś nadać mu 'więcej'?


Odpowiedz
(@wezuwianit)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 73

@Kamilka65 Szczerze? Nie wiem. Część mnie chce coś dodać, bo to było by dla mnie ważniejsze. Ale część mnie boi się, że jak zaczę coś zmieniać, to mąż poczuje, że nagle przestało być zwykłym śniadaniem i zacznie się zastanawiać co się dzieje. On jest bardzo 'jeśli działa to nie zmieniaj' i może to po prostu zniszczyć ten moment.


Odpowiedz
Wpisy: 505
(@brygidka71)
Połączone: 1 rok temu

To co opisuje Wezuwianit to bardzo ciekawy mechanizm - lęk przed tym, że nadanie czemuś nazwy zniszczy to, co już działało. I w sumie mnie to nie dziwi. W psychologii rodziny funkcjonuje pojęcie 'rytuałów interakcji' - Randall Collins pisał o tym dość szeroko - i jedną z jego obserwacji było właśnie to, że siła takich momentów leży w ich powtarzalności i naturalności, nie w świadomości uczestników. Jak tylko ktoś powie 'to teraz nasz rytuał', to wszyscy nagle zaczynają oceniać czy im 'wychodzi'.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@benedyk82)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 186

@Brygidka71 Ale to by oznaczało, że najlepsze rytuały to takie, o których nikt nie wie, że nimi są? To trochę dziwna konkluzja, nie? Tzn. skoro tak działa, to po co w ogóle je świadomie wprowadzać - po co cały ten temat?


Odpowiedz
Wpisy: 1805
Rozpoczynający temat
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Benedyk82 pyta o coś, co naprawdę jest tutaj centralnym napięciem. I moja odpowiedź brzmi - bo jest różnica między rytuałem, który się sam wytworzył, a rytuałem, który chcemy świadomie stworzyć jako kotwicę dla czegoś konkretnego. To niedzielne śniadanie Wezuwianit już istnieje i robi swoje. Ale jeśli ktoś chce żeby wspólny moment w rodzinie był przestrzenią na, powiedzmy, refleksję nad tygodniem albo na intencję - to tego samo z siebie nie będzie. Trzeba to zasiać. Pytanie tylko jak, żeby nie przestraszyć reszty rodziny zaraz na starcie.


Odpowiedz
Wpisy: 77
(@felicja)
Połączone: 1 rok temu

Dobra, ale to 'zasianie' - jak to w ogóle wygląda w praktyce? Bo ja słyszę 'zacznij od czegoś małego' i 'nie mów że to rytuał' i ogólnie brzmi logicznie, ale jak to zrobić konkretnie z dorosłym rodzeństwem, które ma własne życie i widuje się może raz w miesiącu? Nie mamy żadnej regularności, każde spotkanie to trochę chaos, i nie wiem od czego w ogóle zacząć.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@awenturynka00)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 262

@Felicja A te spotkania raz w miesiącu - jest w nich cokolwiek, co się powtarza? Miejsce, jakiś konkretny element, coś co 'zawsze' się robi? Nawet drobnego?


Odpowiedz
(@felicja)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 77

@Awenturynka00 Hmm. No zawsze jemy razem, zawsze jest jakaś kawa po jedzeniu. Brat zawsze robi sobie kawę w konkretny sposób, to jest takie jego 'coś'. I zawsze pod koniec wieczoru zaczyna się jakieś oglądanie starych zdjęć na telefonie, bo mama zaczyna pokazywać. Ale to nie jest planowane, po prostu tak wychodzi.


Odpowiedz
(@swiatowid91)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 456

@Felicja Właśnie to oglądanie zdjęć brzmi jak gotowy zalążek. W tradycjach wielu kultur funkcja opowieści o przodkach i wspominania rodzinnej historii była jedną z najważniejszych ról rytualnych - odpowiednik tego, co antropolodzy nazywają 'oral history ritual'. Nie potrzebujesz tego nazywać ani tego zmieniać. Wystarczy, że zaczniesz to traktować jako moment ze świadomością, nawet tylko we własnej głowie.


Odpowiedz
Wpisy: 498
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Dobra, ale ja mam problem z tym podejściem. Słucham i rozumiem, że można coś traktować ze świadomością tylko dla siebie - ale czy to nie jest trochę samotne? Tzn. siedzisz i wiesz, że dla ciebie to jest rytuał, a dla reszty to jest po prostu mama z telefonem. Nie wiem, czy mnie to satysfakcjonowałoby.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kamilka65)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 739

@Czeremcha A co konkretnie sprawia, że to byłoby niewystarczające? Pytam serio, bo zastanawiam się czy chodzi ci o samą świadomość innych, czy o to, żeby ten moment był dla nich równie ważny jak dla ciebie.


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Kamilka65 No chyba o to drugie. Chciałabym żeby to było ważne dla wszystkich, nie tylko dla mnie. Ale jak to zrobić nie brzmiąc jak ktoś, kto nagle zaczyna wygłaszać przemówienia przy każdej kawie?


Odpowiedz
Wpisy: 505
(@brygidka71)
Połączone: 1 rok temu

To jest pytanie, które wraca w tej rozmowie już trzeci raz w różnych formach i chyba warto się przy nim zatrzymać. Bo za każdym razem sprowadza się do tego samego - jak mówić o znaczeniu bez bycia pretensjonalnym. I mam wrażenie, że odpowiedź nie jest techniczna, tylko bardziej - co ty sama czujesz, że możesz powiedzieć bez cenzurowania się. Czasem wystarczy jedno zdanie przy kawie w stylu 'lubię że zawsze tak kończymy wieczór' i to już coś zasiewa, bez żadnych wykładów.


Odpowiedz
Wpisy: 120
(@zielarz85)
Połączone: 10 miesięcy temu

Czytam tę rozmowę od początku i mam wrażenie, że omijamy jeden wątek - co z rodzinami, w których jest wyraźna hierarchia i starsze pokolenie po prostu decyduje jak jest? U mnie w domu zawsze jest tak, że babcia ustala co się robi i kiedy. Jakikolwiek nowy pomysł, który nie wychodzi od niej, jest traktowany co najmniej podejrzliwie. Nie wiem jak w takim układzie w ogóle coś wprowadzić.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Zielarz85 To jest naprawdę osobna kategoria i dobrze, że o tym mówisz. W rodzinach z bardzo silną centralną postacią - matką, babcią, kimkolwiek - próba wprowadzenia czegoś z boku często jest odczytywana jako naruszenie porządku. Wtedy najlepiej działające podejście, które widziałam, to zaangażowanie tej osoby jako inicjatorki, nawet jeśli pomysł wyszedł od ciebie. Tzn. nie 'chciałam żebyśmy...' tylko 'myślałam, że babcia mogłaby nam opowiedzieć o tym jak wy to robiliście'. Zmiana kierunku, nie treści.


Odpowiedz
Wpisy: 101
(@wala83)
Połączone: 1 rok temu

Ale czy to nie jest trochę manipulacja? Jeśli wiem, że pomysł jest mój, a przedstawiam to jakby był jej - to trochę tak jak z tym wcześniejszym wątkiem o etyce. Rozumiem cel, ale mnie to trochę uwiera.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@awenturynka00)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 262

@Wala83 No ale tu jest subtelna różnica. Manipulacja to byłoby, gdybyś chciała, żeby babcia zrobiła coś wbrew sobie dla twoich celów. A tutaj chodzi o stworzenie przestrzeni, w której ona sama może chcieć uczestniczyć w czymś, co już jej odpowiada - tylko jeszcze o tym nie wie. Przynajmniej tak to rozumiem.


Odpowiedz
Wpisy: 186
(@benedyk82)
Połączone: 8 miesięcy temu

Ja to widzę inaczej. To czy jest manipulacja zależy moim zdaniem od tego, co chcesz osiągnąć i czy gdyby ta osoba znała twój plan, to by na niego przystała. Jeśli tak - to jest taktyka komunikacyjna. Jeśli nie - to jest manipulacja. Nie ma innego kryterium.


Odpowiedz
Wpisy: 73
(@wezuwianit)
Połączone: 12 miesięcy temu

Ale skąd masz wiedzieć wcześniej, czy ta osoba by przystała czy nie? Często nie wiesz, dopóki nie spróbujesz. I jeśli czekasz na pewność zanim zaczniesz działać, to nigdy nie zaczniesz. Chyba że mam coś źle postawione w tym rozumowaniu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kamilka65)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 739

@Wezuwianit Ale mam pytanie do tego co powiedziałaś - czy chodzi ci o to, że działanie bez pewności jest koniecznością, czy raczej że sama niepewność nie powinna cię zatrzymywać? Bo to dla mnie dwie różne rzeczy.


Odpowiedz
(@wezuwianit)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 73

@Kamilka65 O, dobre pytanie. Chyba bardziej to drugie. Nie mówię, że trzeba działać na ślepo. Ale że jeśli czekasz aż będziesz absolutnie pewna jak ktoś zareaguje - no to możesz czekać w nieskończoność. I przy okazji nic nie wniesiesz do tej rodzinnej przestrzeni.


Odpowiedz
Wpisy: 186
(@benedyk82)
Połączone: 8 miesięcy temu

Właściwie Wezuwianit dotyka czegoś realnego. Bo ta pewność, o której mówi Benedyk, to w praktyce rodzinnej fikcja. Ja na przykład przez długi czas zwlekałem z zaproponowaniem czegokolwiek swojej rodzinie właśnie dlatego, że chciałem mieć gwarancję, że to zadziała i nikt się nie obrazi. I nic z tego nie wyszło, bo ta gwarancja nigdy nie przyszła.


Odpowiedz
Wpisy: 262
(@awenturynka00)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wracam do tego, co mówiła Felicja o swoim bracie i kawie. Zastanawiam się nad czymś innym - czy ten brat wie, że to jego moment? Tzn. czy on sam ma świadomość, że to jest coś, co należy do niego w tej grupie? Bo czasem właśnie ta nieświadoma rola kogoś w rytuale jest punktem wejścia. Jak on zaczyna kawę, wszyscy czekają - to jest już pewna forma synchronizacji grupy.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@felicja)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 77

@Awenturynka00 Nie sądzę, żeby miał świadomość. On to robi całkowicie automatycznie, tak jakby po prostu chciał kawy. Ale teraz jak o tym myślę, to faktycznie - jak on to robi, to coś w powietrzu się zmienia. Trochę jakby to był znak, że wieczór wchodzi w inną fazę.


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Felicja I właśnie to mnie zastanawia - skoro już to masz, to czego ci właściwie brakuje? Pytam szczerze, nie złośliwie. Bo słucham i mam wrażenie, że twoja rodzina już ma kilka takich momentów. Może pytanie nie jest 'jak wprowadzić rytuał', tylko 'jak sama się do nich odnieść'?


Odpowiedz
(@felicja)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 77

@Czeremcha To jest naprawdę dobre pytanie i trochę mnie zaskoczyłaś. Może faktycznie szukałam czegoś, co już jest? Ale jednocześnie mam poczucie, że brakuje mi czegoś bardziej... celowego? Jak to powiedzieć. Żeby to nie było tylko nawyk, ale żeby miało jakieś zakorzenienie w czymś, co dla mnie jest ważne.


Odpowiedz
Wpisy: 505
(@brygidka71)
Połączone: 1 rok temu

To rozróżnienie, które robi Felicja - między nawykiem a rytuałem - jest według mnie kluczowe dla całej tej rozmowy. Anthropolodzy, m.in. Roy Rappaport w 'Ritual and Religion in the Making of Humanity', pisali że to co odróżnia rytuał od zwykłego powtarzalnego zachowania to właśnie świadomość niezmienności i intencja nadania formy. Ale ta intencja nie musi być wspólna - może być asymetryczna. Tzn. jeden człowiek świadomie traktuje coś jak rytuał, a reszta uczestniczy nieświadomie i obie wersje mogą być prawdziwe jednocześnie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@benedyk82)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 186

@Brygidka71 Dobra, ale jeśli ta intencja jest asymetryczna, to czy ten rytuał w ogóle jest rodzinny? Czy to jest po prostu prywatny rytuał jednej osoby, który odbywa się przy okazji spotkania z rodziną? Nie atakuję, naprawdę pytam, bo czuję że tu jest jakiś paradoks.


Odpowiedz
Wpisy: 1805
Rozpoczynający temat
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Paradoks, który zauważa Benedyk82, jest prawdziwy, ale myślę że da się go rozwiązać jeśli przesuniesz punkt ciężkości. Rytuał rodzinny nie musi być od razu wspólną, świadomą ceremonią. Może być warstwowy - jedna osoba wnosi intencję, inni wnoszą obecność. I z czasem te warstwy mogą się zrównywać, albo nie. Oba scenariusze są funkcjonalne.


Odpowiedz
Wpisy: 120
(@zielarz85)
Połączone: 10 miesięcy temu

Mam pytanie trochę z boku, ale wynikające z tej rozmowy. Czy któryś z rytuałów, który ktoś tutaj opisał, ma jakiś element materialny? Tzn. jakiś przedmiot, który się pojawia zawsze przy tej okazji? Pytam, bo słucham i wszystko jest bardzo relacyjne, bardzo oparte na zachowaniu i czasie - a mnie zastanawia czy nie ma tu czegoś konkretnego.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@swiatowid91)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 456

@Zielarz85 Dobry trop. W wielu tradycjach element materialny służył właśnie jako 'kotwica' uwagi - nie w sensie magicznym koniecznie, ale jako sygnał przestrzenny. Stół nakryty inaczej, konkretny talerz, filiżanka babci. W antropologii mówi się o 'sacred ordinary objects' - rzeczach, które nie są sakralne same w sobie, ale stają się znaczące przez powtarzający się kontekst użycia. I to jest coś, co można wprowadzić niemal niezauważalnie.


Odpowiedz
(@zielarz85)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 120

@Swiatowid91 A masz jakiś przykład jak to zrobić? Bo u mnie w domu mamy takie nieużywane rzeczy po dziadkach i zawsze myślę, że mogłyby gdzieś pasować, ale nie wiem jak to 'wprowadzić' bez że nagle poczuję się jak w muzeum własnej rodziny.


Odpowiedz
(@awenturynka00)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 262

@Zielarz85 A co to są za rzeczy, jeśli możesz powiedzieć? Bo od tego bardzo zależy. Inaczej wchodzi filiżanka, inaczej nóż kuchenny, inaczej jakiś obrus. Kontekst użycia musi być naturalny dla przedmiotu, żeby nie wyglądało to sztucznie.


Odpowiedz
(@zielarz85)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 120

@Awenturynka00 Stary komplet do herbaty. Porcelana, trochę podniszczona, ale kompletna. Dziadek zawsze z niej pił. Od jego śmierci stoi w szafce i nikt jej nie używa, bo wszyscy boją się ją stłuc albo po prostu jakoś nikt nie zaproponował.


Odpowiedz
(@kamilka65)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 739

@Zielarz85 I właśnie to jest ten moment, o którym mówiła wcześniej Shangie - kiedy gest wystarczy. Zaproponować herbatę w tych filiżankach przy jakimś spotkaniu, bez przemówienia, bez tłumaczenia dlaczego. Po prostu wyciągnąć i użyć. Ciekawe co by się stało.


Odpowiedz
Wpisy: 73
(@wezuwianit)
Połączone: 12 miesięcy temu

Słucham o tym komplecie i mam ciarki, serio. Bo to jest właśnie ta sytuacja, w której rytuał jest gotowy, czeka, tylko nikt nie ma odwagi go uruchomić. Tak jakby przedmiot wiedział co ma robić, ale potrzebuje kogoś, kto go 'odblokuje'. Rozumiem że to brzmi dziwnie, ale tak to czuję.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Wezuwianit Nie brzmi dziwnie, rozumiem co masz na myśli. Choć ja bym to ujęła bardziej przyziemnie - ten komplet jest zamrożony przez zbiorowy niemy zakaz. Nikt nie powiedział 'nie ruszajcie', ale wszyscy tak działają. I to też jest pewna forma rytuału, tylko o odwrotnym działaniu - rytuał nieużywania.


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: