No i do tego dochodzi kwestia księżyca i faz - jeśli to dla was w ogóle coś znaczy. Bo jak już ustalasz termin, to warto żeby te warunki się spięły w jedno, a nie wybierać datę tylko pod logistykę. Chociaż rozumiem że przy tak dużej różnicy stref to jest dodatkowa komplikacja której wolałoby się nie mieć.
Ta kwestia faz księżyca przy planowaniu terminu to nie jest tylko logistyczna nadbudówka. Przy dużej różnicy stref czasowych masz sytuację gdzie technicznie jesteście w tej samej dobie, ale faktycznie księżyc jest w innym miejscu nad każdym z was. Jak wy to liczycie kiedy pracujecie z kimś z innej półkuli? Bo to mnie zawsze zastanawiało - czy bierzesz swoją lokalizację, jej, czy szukasz jakiegoś wspólnego środka?
Szczerze to nie mam na to gotowej odpowiedzi. Chyba oba te poziomy są dla mnie obecne - i symbol, i coś więcej. Bardziej praktyczne pytanie jest takie - Petronelka wspomniała że godziny numerologicznie mają znaczenie, a Zorka że fazy księżyca. Ale jeśli szukam jednej godziny która jest okej dla obu stref i jednocześnie spełnia te warunki to czy w ogóle znajdę taki termin? To brzmi jakby mogło nigdy nie wychodzić.
Karrot, nie chodzi o to żeby wszystko grało idealnie, bo wtedy naprawdę nigdy nie ma dobrego momentu. Chodziło mi bardziej o swiadomość tych warstw, nie o spełnianie wszystkich na raz. Jeśli musisz wybrać - zmęczenie kontra faza księżyca - to zdecydowanie idź za energią fizyczną. Księżyc zawsze wróci do tej samej fazy, zmęczony rytuał zostaje zmęczony.
I może właśnie ten kompromis jest częścią tej pracy? Nie mówię że to łatwe, ale kiedy dwie osoby z różnych miejsc na Ziemi decydują się na wspólną intencję - sam fakt że oboje coś oddajecie, że oboje się dostosowujecie, może być formą zobowiązania. Słyszałam o tradycjach gdzie celowo nie wybierało się najwygodniejszego czasu właśnie po to, żeby ta praca kosztowała coś realnego.
Zgadzam się z Mandragorką co do tego że wysiłek ma znaczenie, ale bym uważała z tym wątkiem. Bo jest różnica między świadomym oddaniem czegoś z siebie a kompromisem który po prostu wynika z logistyki. Wstawanie o czwartej bo tradycja wymaga czuwania - to jedno. Wstawanie o czwartej bo inaczej nie zgra się okno czasowe - to drugie. Intencja za tym jest inna i myślę że to wpływa na jakość tej pracy.
Słuchajcie, trochę zagubiłem się w tym wątku o godzinach i wróćmy może do sedna bo mnie ciekawi jedna rzecz której nie było omawiane - co z samym momentem zakończenia? Jak wy kończycie rytuał robiony przez telefon? Bo można zacząć razem, ale potem przez te opóźnienia, złe połączenie - jeden kończy wcześniej, drugi nie wie czy tamten skończył. To nie jest błahostka.
Przy pracy na odległość z kimś, z kim robiłem coś podobnie kilka lat temu, ustaliliśmy że kończymy konkretną frazą - każde z nas wypowiadało ją kiedy czuło że jest gotowe, a potem była cisza przez minutę zanim się rozłączyliśmy. Nie chodziło o to żeby powiedzieć to jednocześnie co do sekundy, ale o to żeby ta fraza była świadomym zamknięciem dla każdego z osobna. To działało lepiej niż próba zsynchronizowania końca do co do chwili.
Ta cisza przed rozłączeniem to jest trochę jak zamknięcie kręgu. Wiele tradycji ma moment w którym formalnie kończy się przestrzeń którą otworzyłeś. Przez telefon ta minuta ciszy może pełnić dokładnie tę funkcję - to nie jest tylko pauza, to jest powrót. I zgadzam się że musi być ustalona wcześniej, bo inaczej ta pauza będzie tylko technicznyrm zawieszeniem.
Karrot, z tego całego wątku wyłania mi się lista rzeczy do ustalenia z tą osobą zanim cokolwiek zaczniesz i jest jej naprawdę sporo - godzina, intencja, meta-struktura, język otwarcia, sygnał końca, ta cisza. Czy ty w ogóle miałeś z nią rozmowę o tym jak ona to sobie wyobraża? Bo brzmi jakbyś dużo planował sam.
No dobra, Petronelka ma rację. Trochę naiwnie zakładałem że wystarczy że oboje chcemy i że to jakoś zadziała samo z siebie. Ale jak patrzę na to co tu zostało powiedziane przez ostatnie kilkanaście postów, to jest tego naprawdę sporo do omówienia zanim w ogóle zaczniemy. Mam do niej napisać i właściwie nie wiem od czego zacząć tę rozmowę.
Karrot, to zacznij od intencji. Nie od logistyki, nie od godziny ani fazy księżyca - od tego czego oboje chcecie z tego rytuału. Jeśli wasza intencja jest wspólna i jasna, reszta to tylko opakowanie. Jeśli intencja jest rozmyta albo różna u każdego z was, to nawet idealnie zaplanowany rytuał będzie szedł w dwie strony jednocześnie.
Dodam do tego co powiedziała Krokusik_53 - z mojego doświadczenia różnica w rozumieniu intencji przy pracy z kimś na odległość wychodzi szybciej na wierzch niż przy pracy na żywo. Przez telefon nie masz mowy ciała, nie masz tych drobnych gestów które pokazują że ktoś rozumie inaczej. Słyszysz tylko głos i to co mówi wprost. Więc ta rozmowa wstępna jest tym bardziej potrzebna.
Właśnie - przez telefon dużo rzeczy które normalnie by przeszły niezauważone, wychodzą. I nie wiem czy to wada czy zaleta. Może to jest rodzaj filtru. Jeśli wasza intencja nie jest dość spójna żeby ją wyrazić słowami, to telefon to pokaże.
Mam pytanie do Karrota - kim jest ta osoba dla ciebie? Znaczy nie chodzi mi o żadne kategorie tylko o to czy jest to ktoś z kim pracujesz duchowo od jakiegoś czasu, czy to jest pierwsza taka wspólna praca? Bo to zmienia trochę co powinniście ustalać.
to jest bardzo ciekawy punkt startowy. Znani sobie, ale nieznani sobie rytualnie. To trochę jak granie z kimś pierwszego wspólnego koncertu - możecie rozmawiać o muzyce godzinami i nadal zaskoczyć się nawzajem kiedy staniecie razem z instrumentami. Myślę że to jest dobry powód żeby nie przeskakiwać rozmowy wstępnej.
Wracając jeszcze do kwestii zamknięcia o której wcześniej pisałem - Karrot, masz już jakiś pomysł jak to chcesz zamknąć? Bo Swiatowid91 mówił o ciszy i frazie końcowej, Lunaria58 wspominała o zamknięciu kręgu. Wiesz czy ta twoja znajoma ma jakieś własne nawyki jeśli chodzi o kończenie pracy?
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam wrażenie że dyskusja dotyczy głównie technikaliów - godziny, fazy, intencja, zamknięcie. Ale nikt nie zapytał o coś podstawowego. Karrot, co ma być treścią tego rytuału? Bo metoda to jedno, ale co wy właściwie chcecie razem zrobić? Czy to jest rytuał z jakąś konkretną tradycją w tle, czy budujecie coś własnego?
to jest ważna informacja. Jeśli nie ma gotowego schematu, to macie większą swobodę ale też całą odpowiedzialność za nadanie temu struktury. Telefon przy rytuałach eklektycznych może być wyzwaniem dlatego że nie ma wspólnego języka który sam w sobie niesie znaczenie. Musicie go wypracować. Pytam dalej - czy ta osoba wie że to będzie coś eklektycznego? Czy może ona ma jakieś swoje tradycje z których czerpie?
Karrot, to co mówi Kianitka82 jest ważne, bo mieszanie tradycji przez telefon to jest poziom trudności wyżej. Nie mówię że niemożliwe, ale każde z was może mieć inne rozumienie tego samego symbolu czy gestu. Jeśli ona pali świeczkę i ty palisz świeczkę, ale dla niej to jest coś z jednego systemu a dla ciebie z innego, to ta sama czynność niesie inne znaczenie. Czy brałeś to pod uwagę?
Tu się trochę nie zgodzę z tym że to jest koniecznie problem. Pracowałem z ludźmi z różnych tradycji i właśnie ta różnorodność czasem wnosiła coś czego żadne z nas nie miało osobno. Kluczem nie jest żeby wszystko znaczyło to samo dla obojga, ale żeby oboje wiedzieli co to znaczy dla siebie nawzajem. Transparentność przed rytuałem może być ważniejsza niż spójność symboli.
dobra, to zmienia obraz sytuacji. Jeśli oboje macie takie własne punkty oparcia - nawet nieformalne - to telefon jest do ogarnięcia. Moje zastrzeżenie było do sytuacji gdy ktoś dopiero szuka swojego miejsca i chce przy okazji robić rytuały z kimś na drugiej półkuli. To jest przepis na chaos. Ale jeśli ty wiesz co robisz i ona wie co robi, tylko robiliście to osobno, to jest zupełnie inna rozmowa. Powiedz mi jedno - ustaliłeś już z nią w ogóle skąd każde z was pochodzi jeśli chodzi o tę praktykę?
Zaciekawił mnie ten wątek z korzeniami. Bo teraz mam pytanie do Karrota ale i do reszty dyskusji - czy przy pracy zdalnej bardziej się liczy to żebyście mieli podobne punkty wyjścia, czy raczej to żebyście byli w stanie jasno wytłumaczyć sobie nawzajem te różnice? Bo słuchałem co mówiła wcześniej Mandragorka o tym że telefon wyciąga na wierzch niespójności - i zastanawiam się czy to nie jest argument za tym żeby przed rytuałem po prostu otwarcie powiedzieć 'mój symbol ognia znaczy to i to' bez zakładania że ta osoba rozumie to samo co ty.
