ta trzecia opcja którą Almandynka opisuje jest dla mnie najbardziej prawdziwa w kontekście rodziny. Bo z rodziną nie ma wyraźnej granicy między zwykłym byciem razem a czymś co zaczyna mieć inny ciężar. To przechodzi jedno w drugie bez ogłoszenia.
i myślę, że to jest właśnie jedna z największych różnic między rytuałem robionym z rodziną a robionym z grupą osób, które się nie znają. Z obcymi jest wyraźna granica wejścia i wyjścia, bo bez tej granicy nie macie wspólnego kontekstu. Z rodziną ta granica może być płynna, bo wspólny kontekst macie cały czas. I to jest jednocześnie atut i komplikacja.
Simma, a czy ta płynna granica sprawia, że trudniej się potem od rytuału oderwać? Pytam, bo u mnie po tym co robiłyśmy z siostrą miałam takie wrażenie, że to nie miało końca, że jeszcze przez kilka dni coś się tliło. Nie wiem czy to było dobre czy złe.
to tlenie przez kilka dni po rytuale z bliską osobą to zjawisko, które znam dobrze. I zgadzam się z Aurellą, że niekoniecznie jest złe. Ale mam pytanie, czy to tlenie miało jakiś konkretny kierunek, czy raczej było takie rozproszone, bez wyraźnego sensu?
to rozproszenie może być związane właśnie z tym, o czym mówiłam wcześniej, że granica między wejściem a wyjściem z rytuału z rodziną jest płynna. Jeśli nie ma wyraźnego zamknięcia, to energia nie ma gdzie się skończyć. Nie mówię, że to źle, ale warto wiedzieć, że to się zdarza i ma przyczynę.
Simma, a jak w takim razie robisz zamknięcie w rytuałach, które prowadzisz z bliskimi? Bo mam wrażenie, że to jest jeden z tych elementów, o których się rzadko mówi przy rozmowach o rytuałach rodzinnych. Mówi się o intencji, o słowach, o gestach, ale o zamknięciu mało.
to co Simma opisuje z fizycznym sygnałem zamknięcia, to bardzo dużo zmienia. Ciało rozumie konkrety lepiej niż abstrakcje. Zresztą widzę to też przy pracy z przedmiotami, kiedy ktoś trzyma kamień przez cały rytuał i potem po prostu odkłada go bez żadnego gestu zakończenia, to jakby zostawia otwarte drzwi.
ale czy to znaczy, że bez fizycznego zamknięcia rytuał jest niedokończony? Czy może się zakończyć sam z siebie po jakimś czasie?
dezorientujące to dobrze powiedziane, bo właśnie tak to czułam po jednym rytuałe. Nie wiedziałam czy to sie skończyło czy nie. Czy to znaczy że powinnam jakoś to zamknąć teraz wstecz, czy to już bez sensu?
a wracając do tematu słów, bo trochę mi to umknęło w tej dyskusji o zamknięciach. Czy słowa przy zamknięciu rytuału mają inny charakter niż słowa przy otwieraniu? Bo mam wrażenie, że to mogą być dwie różne funkcje tego samego języka.
Kadula, a jeśli rytuał robisz z kimś bliskim i każda z was mówi inne słowa na zamknięcie, bo każda czuje coś innego, to czy to może działać? Czy zamknięcie musi być wspólne?
a czy słowa muszą być wypowiedziane głośno, żeby zamykały? Bo ja często kończę coś w myślach i dla mnie to działa tak samo jak powiedziane na głos. Ale może to kwestia tego, ile osób uczestniczy.
to jest właściwie klucz do całej rozmowy o rytuałach z rodziną. Że to, co jest wewnętrzne i prywatne, nie staje się automatycznie wspólne tylko dlatego, że fizycznie jesteście w tym samym miejscu. Żeby coś było naprawdę razem, musi być jakieś zewnętrzne wyrażenie.
tak, i to jest chyba moment, gdzie słowa spoza codziennego języka mają szczególne znaczenie właśnie w rytuałach grupowych. Jeśli wszyscy wypowiadacie te same słowa, których na co dzień nie używacie, to samo ich wypowiedzenie razem jest aktem bycia razem. Nie możesz tego zrobić po cichu każdy osobno, bo te słowa nie mają sensu bez wspólnoty.
Simma, to znaczy, że te inne słowa są właściwie spoiwem? Że ich obcość sprawia, że łączą bardziej niż zwykłe słowa?
to jest teza, którą warto rozwinąć, ale ostrożnie. Bo te słowa mogą być spoiwem, ale tylko jeśli wszyscy mają do nich podobne nastawienie. Jeśli jedna osoba z grupy traktuje je jako bełkot, to właśnie ta osoba wypadnie z tej wspólnoty zamiast do niej wejść. I wtedy te słowa nie tylko nie łączą, ale mogą wręcz pogłębiać rozdźwięk.
ale właśnie to mnie zastanawia, bo jak jedna osoba z rodziny traktuje te słowa jak bełkot, to co wtedy? Czy reszta może to jakoś wyrównać swoją intencją, czy ta jedna sceptyczna osoba psuje całe zamknięcie?
powiem szczerze, że mam mieszane odczucia co do sceptycznych uczestników. Bo z jednej strony widziałam, jak ktoś przyszedł kompletnie niewierzący, a po jakimś czasie coś w nim drgnęło właśnie przez bycie w grupie. Z drugiej widziałam, jak jedna osoba swoim komentarzem w połowie rytuału rozsypała całą atmosferę i nikt już nie wrócił do poprzedniego skupienia. Więc to nie jest kwestia wiary tylko, ale też postawy.
Simma, a co to znaczy, że coś w nim drgnęło? Masz na myśli że zaczął inaczej traktować rytuał, czy że coś poczuł fizycznie, czy raczej zmieniło się jego zachowanie po?
efekt grupy jako element rytuału to jest coś, o czym rzadko się mówi wprost. Większość rozmów skupia się na tym, co się robi, jakie słowa, jakie gesty, jakie przedmioty. A tymczasem sama dynamika grupowa działa niezależnie od tych wszystkich elementów. I być może to jest właśnie to, co sprawia, że rytuał z rodziną jest czymś innym niż to samo robione solo.
a ja chcę wrócić do tych słów spoza codziennego języka, bo mam wrażenie, że w kontekście rodziny to działa podwójnie. Po pierwsze, wspólne wypowiedzenie czegoś obcego buduje tę wspólnotę, o której mówiła Simma. Ale po drugie, te słowa mogą być czymś, co rodzina przekazuje dalej. Moja babcia mówiła pewne rzeczy przy określonych momentach roku i dopiero po latach zrozumiałam, że to były słowa rytualne, tylko nikt mi tego nie powiedział wprost.
Kadula, a skąd ta różnica? Dlaczego tłumaczenie zmienia jakość przekazu? Mam na myśli, czy to jest kwestia tego, że intelektualne rozumienie odciąga od odczuwania, czy jest jeszcze coś innego?
to co Kadula mówi o kontekście mi się łączy z tym, co wcześniej pisałam o zamknięciu. Może dlatego słowa na zamknięcie mają inny charakter niż na otwarcie, bo ich kontekst jest inny. Przy otwieraniu jest jeszcze przestrzeń przed, przy zamykaniu jest już wszystko co się wydarzyło w środku.
ale czy to znaczy, że słowa na zamknięcie powinny być inne niż te na otwarcie, nie tylko inne w treści, ale w samej formie? Spokojniejsze, wolniejsze, czy coś jeszcze?
w tradycjach, które znam, zamknięcie bywa bardziej oddechowe. Mniej wezwań, więcej podsumowania. Przy otwieraniu często jest narastanie napięcia, przy zamknięciu jest rozprężenie. I ta forma wpływa na ciało, nie tylko na umysł. Ale to nie jest zasada bez wyjątków.
a co z rytuałami, które robisz z rodziną i każda osoba jest na innym etapie? Mam siostrę, ktora jest bardzo sceptyczna, mamę ktora wierzy ale nieco inaczej niż ja, i tatę który po prostu siedzi bo mama go prosi. Czy takie rytuały mają w ogóle sens, skoro każdy jest w innym miejscu?
to jest właściwie najbardziej realistyczny opis rodzinnego rytuału, jaki tutaj padł. Bo idea że wszyscy są tak samo zaangażowani i tak samo zsynchronizowani to jest trochę fikcja. W prawdziwych rodzinach zawsze ktoś siedzi bo ktoś go poprosił. I mimo to te rytuały mają sens, bo robisz coś razem, a samo to coś znaczy.
