Simma, to zdanie o kontroli mnie uderza. Bo kiedy robimy coś sami, to wszystko co wychodzi jest nasze i wiemy skąd pochodzi. Kiedy jest rodzina, to przestrzeń jest wspólna i każdy coś do niej wnosi, nie zawsze wiadomo co. To musi zmieniać całe doświadczenie.
To co Aurella opisuje jako communitas tłumaczy mi też dlaczego rytuały rodzinne przy grobach są tak inne niż te same działania wykonane w domu. Jest miejsce, jest skupienie, jest wspólny kierunek patrzenia. Granice między tym co moje a tym co nasze naprawdę tam robią się inne. I wracając do wątku słów z wcześniej, czy to też zmienia jak działają słowa wypowiadane w tym stanie? Jeśli granice ego są rozrzedzone, to słowo które wymawia jedna osoba jest jakby wymawiane przez coś większego niż ona?
