Warstwy to dobre słowo. Bo u mnie to przerwa w rytuale potrafi działać jednocześnie na kilku poziomach - jest ten mentalny niedosyt, ale jest też coś co czuję bardziej fizycznie, jakby napięcie które nie zostało rozładowane. To drugie nie wygląda jak efekt Zeigarnik, to wygląda bardziej jak przerywanie czegoś co miało swój biologiczny rytm.
Mnie się wydaje że to ma związek z tym co rytuał robi z intencją. Medytacja to bardziej stan, a rytuał to działanie skierowane ku czemuś - masz cel, kierunek, jakiś punkt dojścia. I jeśli przerywasz w środku, ta intencja gdzieś wisi. Nie wiem jak to inaczej opisać.
Właśnie to czuję za każdym razem. Zrobiłam kiedyś rytuał bez zamkniecia bo się spieszyłam i przez cały dzień miałam takie dziwne rozproszenie. Jakby część mnie ciągle tam była. I to nie był stres z powodu pośpiechu bo na resztę dnia byłam spokojna.
To co opisujecie z tym zamknięciem bez powtarzania całości - ja też tak robiłam i zastanawiam się od dawna czy to jest w ogóle poprawna praktyka. Bo czy zamykasz coś co zostało otwarte, czy tylko robisz sobie psychologiczny reset? Różnica dla mnie ma znaczenie.
A czy to musi być albo-albo? Może jedno i drugie jest prawdą jednocześnie. Rytuał operuje na kilku planach, więc zamknięcie może rzeczywiście coś domykać energetycznie, a przy okazji też resetować stan skupienia. Nie widzę sprzeczności.
Słuchajcie, może zamiast pytać 'co tu działa' warto zadać inne pytanie - czy efekt zamknięcia jest powtarzalny. Znaczy - jeśli wiele osób niezależnie od siebie robi skrócone zamknięcie po przerwaniu i niezależnie od siebie opisuje podobną ulgę, to jest to jakiś sygnał. Nie dowód, ale sygnał.
Trochę słucham tej rozmowy i mam pytanie z innej strony - co jeśli przerwa nie jest przez kogoś zewnętrznego tylko przez nas samych? Znaczy świadoma decyzja żeby przerwać w środku bo coś nie gra. Czy wtedy też macie to uczucie zawieszonego działania?
To jest inne doświadczenie. Kiedy sama przerywam, bo czuję że coś jest nie tak, to jest bardziej jak... świadome cofnięcie się. Nie przyjemne, ale nie zostawia tego samego rodzaju resztek co przerwa z zewnątrz. Przynajmniej u mnie.
Ale jak rozpoznajesz w trakcie że coś 'nie gra' i warto przerwać? Bo to też mnie zastanawia - czy to jest intuicja, czy są jakieś konkretne sygnały?
To co Runolog opisuje z ignorowaniem sygnałów mimo że coś nie gra - ja to rozpoznaję. Jest taka pokusa żeby 'dokończyć co się zaczęło' tylko dlatego że się zaczęło. Jakby przerwanie z własnej woli było porażką.
Ale wróćmy na chwilę do tego co był głównym tematem - do przerwania przez kogoś z zewnątrz. Bo to jest inny rodzaj sytuacji niż świadoma rezygnacja. Ktoś wchodzi, przeszkadza, rytuał się urywa bez twojej zgody. I co wtedy? Czy można w ogóle wrócić do tego samego miejsca?
To co opisujesz z 'mini-zamknięciem' między sekcjami - to mnie zastanawia. Niektóre tradycje pracy rytualnej zresztą tak to strukturyzują, że rytuał ma wyraźne fazy i między nimi są naturalne punkty pauzy. Wtedy przerwa nie jest błędem tylko wbudowanym elementem. Ale to wymaga wcześniejszego zaplanowania, nie improwizacji w panice po tym jak ktoś otworzył drzwi.
A skąd wiadomo jakie tradycje tak to robią? Pytam serio, bo słyszałam o tym że niektóre rytuały mają etapy, ale nigdy nie widziałam żeby ktoś to opisał konkretnie.
To co Runolog mówi o segmentach przypomina mi coś z pracy ze snami świadomymi - tam też jest pojęcie 'punktów zakotwiczenia' w którymś momencie procesu, do których można wracać jeśli coś się urywa. Nie wiem czy analogia jest stuprocentowa, ale samo myślenie o rytuale jako o czymś co ma naturalne przerwy zamiast jako o monolicie który musisz przejść bez oddechu - wydaje mi się zdrowsze.
To ciekawe bo przy przerwaniu z zewnątrz chyba najgorsze jest właśnie to że nie masz żadnego punktu odniesienia do którego wracasz - bo go nie zaplanowałaś. Improwizujesz w połowie czegoś co miało być spójne. I nie wiem czy to jest problem struktury rytuału czy raczej problem tego że nikt nas nie uczy planowania przerw z góry.
Nikt nas nie uczy bo w większości źródeł rytuał jest opisywany jako coś co się po prostu robi bez zakłóceń. Idealne warunki, idealne skupienie, żadnych dzieci ani kotów. A potem rzeczywistość wygląda inaczej i zostajemy bez żadnego planu B.
I tu wracamy do początku - bo właśnie o to chodzi w tym temacie. Nie o to czy rytuał 'działa' czy nie. Tylko co robisz kiedy zostaje przerwany przez coś na co nie miałaś wpływu. I widzę że po tej całej rozmowie każda z nas ma jakiś sposób, ale żaden z tych sposobów nie przyszedł z instrukcji. Wszystkie wypracowałyśmy je przez próby i błędy. Co mi mówi że może takie informacje po prostu nie są dobrze udokumentowane.
To co Onyksowa napisała na końcu - że każda ma jakiś sposób, ale żaden nie jest skodyfikowany - to jest chyba właśnie sedno. W tradycji ustnej takie rzeczy się przekazywało jeden na jeden. Jak ktoś cię uczył rytuału, to uczył też co robić gdy coś pójdzie nie tak. A my teraz wymieniamy się na forum, bo inaczej tej wiedzy w ogóle nie dostaniemy.
To że coś może 'wisieć' po urwanym rytuale - to słyszałam już od kilku osób w różnych kontekstach. Ale nikt nie mówi co dokładnie to znaczy. Czy to jest kwestia psychologiczna, że masz poczucie niezamkniętości, czy chodzi o coś więcej?
Ale to jest ważne pytanie czy da się rozdzielić - bo od odpowiedzi na nie zależy co powinnnaś z tym zrobić. Jeśli to czysto psychologiczne, to wystarczy jakiś rytuał zamknięcia dla siebie. Jeśli chodzi o coś zewnętrznego, to może potrzeba czegoś innego. Czy ktoś w ogóle próbował to rozgraniczyć u siebie?
Nie jestem pewna czy to rozgraniczenie jest w ogóle możliwe do zrobienia uczciwie, bo jesteśmy zbyt blisko własnych doświadczeń żeby być obiektywna. Ale praktycznie - to co mówi Mamunaa ma sens. Efekt jest podobny i reakcja też może być podobna. Mini-zamknięcie, cokolwiek to dla ciebie oznacza, działa na obie warstwy jednocześnie.
A jak wygląda takie mini-zamknięcie w praktyce? Bo już kilka razy padło to słowo w tej rozmowie i każda chyba rozumie to inaczej.
W świadomym śnieniu jest podobna zasada - żeby zakończyć doświadczenie, potrzebujesz zarówno intencji jak i jakiegoś fizycznego sygnału dla ciała. Samo postanowienie bez kotwicy fizycznej często się nie 'klei'. Więc ta kombinacja którą opisuje Mamunaa jest spójna z tym co się zna z innych obszarów.
No dobra ale wracam do sedna - bo tu głównie mówimy o świadomym zamykaniu, czyli coś co robimy z wyboru. A pierwotne pytanie było o przerwanie przez kogoś z zewnątrz, bez twojej zgody i bez przygotowania. I tam tej chwili na mini-zamknięcie możesz w ogóle nie mieć. Ktoś wchodzi, coś mówi, przestrzeń się sypie i zanim cokolwiek zareagujesz, minęło kilka minut.
Tylko że przy zwykłym przerwanym zadaniu wiesz co musisz zrobić żeby zamknąć - wracasz do niego i kończysz. Przy rytualne nie zawsze możesz wrócić do tego samego miejsca. Więc co daje umysłowi sygnał że można odpuścić?
Bertramka zadała najlepsze pytanie w tym wątku od dawna. Co daje umysłowi sygnał że można odpuścić, skoro nie możesz wrócić do tego samego momentu? Myślę że właśnie tu leży problem z przerwanym rytuałem - nie ma naturalnego miejsca na rozdzielczość. Przy świadomym śnieniu uczą że jeśli sen się urywa zanim dojdziesz do końca, to intencja zostaje zawieszona, nie skasowana. I że najgorsze co możesz zrobić to natychmiast próbować wrócić, bo wchodzisz w stan częściowej gotowości zamiast pełnej. Ciekawi mnie czy przy rytuałach magicznych jest podobnie.
A może to zależy od tego na jakim etapie zostałeś przerwany? Bo intuicyjnie czuję że przerwanie na samym początku to jednak coś innego niż przerwanie gdy jesteś już głęboko w tym co robisz. Na początku może łatwiej po prostu zacząć raz jeszcze, bo jeszcze nie wszedłeś w stan skupienia na tyle żeby to coś kosztowało. Ale jak jesteś w środku...
