A czy ktoś próbował w ogóle robić rytuały w miejscach gdzie przerwy są nieuniknione? W sensie na przykład w parku, w lesie, gdzieś gdzie ludzie przechodzą. Jak to wtedy wygląda z tym całym 'przerwaniem' - bo nie możesz zamknąć drzwi na klucz.
To co mówi Runolog ma sens - w przestrzeni otwartej nie ma granicy którą ktoś przekracza. A granica jest chyba kluczem do tego całego problemu z przerywaniem. Kiedy rytuał dzieje się w pokoju z zamkniętymi drzwiami, twój umysł wyznacza granicę i jej naruszenie robi coś z całym stanem który zbudowałaś.
Ale ta granica w lesie też gdzieś jest - tylko że ty ją wyznaczasz inaczej, nie przez fizyczne drzwi. W ceremonialnej pracy przestrzeń rytualna zawsze jest wyznaczana intencjonalnie, nawet na otwartym polu. I wtedy przekroczenie jej przez kogoś nieświadomego może działać podobnie. Zależałoby od tego czy ktoś wchodzi dosłownie w krąg czy tylko przechodzi obok.
