Forum

Asystent AI
Rytuały przed ważny...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały przed ważnymi decyzjami - jak się do nich przygotować

Strona 1 / 3

Wpisy: 232
Rozpoczynający temat
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

Zastanawiam się ostatnio, czy w ogóle da się oddzielić rytuał od decyzji, czy to tylko taki psychologiczny kostium. Mam na myśli konkretne sytuacje - zmiana pracy, przeprowadzka, zerwanie albo zaczęcie czegoś nowego. Czy ktoś z was robi coś przed taką chwilą? Nie chodzi mi o wróżenie z kart ani proszenie o znak, tylko o jakiś własny rytuał, który pomaga wejść w stan gotowości. Sama zaczęłam pewien schemat kilka lat temu i teraz nie wyobrażam sobie bez niego podejmowania ważnych decyzji - ale nigdy nie rozmawiałam z nikim, kto miałby podobne podejście.


Odpowiedz
155 odpowiedzi
Wpisy: 748
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

To zależy co rozumiesz przez rytuał, bo to słowo jest używane bardzo szeroko i często nie wiadomo, o czym ktoś mówi. Dla mnie rytuał przed decyzją to coś, co ma konkretną strukturę i intencję - nie robię czegoś 'dla nastroju'. Mam swój sposób pracy z przestrzenią i z ciałem, który stosuje niezależnie od tego, co mam przed sobą. Czy to znaczy, że decyzja wychodzi lepsza? Nie wiem. Ale wychodzi moja. Powiedz mi więcej o tym schemacie, który opisujesz - bo mnie zastanawia, jak to wygląda w praktyce, nie w teorii.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 232

@Seba86 Powiem Ci jak to wygląda u mnie, bo faktycznie to może być nieco specyficzne. Najpierw jest kilka dni przed - nie wiem, jak to inaczej nazwać - takie rozmiękczanie. Celowo nie rozmawiam o decyzji z nikomu, nie szukam potwierdzenia, nie piszę na forum. Potem w nocy, albo późno wieczorem, palę konkretną żywicę, którą zostawiam tylko na takie chwile, i piszę ręcznie dwa teksty: jeden o tym, co tracę, jeśli zdecyduję, i drugi o tym, co tracę, jeśli nie zdecyduję. Nie co zyskuję, tylko co tracę. To mi daje zupełnie inny obraz sytuacji niż cokolwiek innego.


Odpowiedz
Wpisy: 663
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Podpisuję się pod tym, co napisał Seba. Przez długi czas myślałam, że rytuał przed decyzją to taka trochę dziecinna potrzeba pewności, że ktoś lub coś mi 'zatwierdzi' wybór. Ale to nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby nie wchodzić w decyzję z głową pełną szumów. Ja na przykład przez parę godzin nie rozmawiam z nikim, nie czytam nic, nie włączam nic. Siedzę z tym, co mam podjąć. To brzmi jak medytacja i może jest, ale nie jakaś formalna - po prostu cisza. I w tej ciszy dopiero zaczynam właściwy rytuał.


Odpowiedz
Wpisy: 597
(@celestyn)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ten sposób z pisaniem strat zamiast zysków to coś, czego nie spodziewałem się przeczytać tutaj. Znam to podejście z innej strony - w tradycji stoickiej jest coś podobnego, premeditatio malorum, czyli wcześniejsze wyobrażenie sobie tego, co może pójść źle. Efekt jest podobny do tego, co opisujesz. Pytanie, czy dla Ciebie ważne jest właśnie to fizyczne pisanie, czy treść? Czy myślisz, że efekt byłby taki sam, gdybyś robiła to w głowie, bez kartki?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 232

@Celestyn Zdecydowanie fizyczne pisanie. Próbowałam kiedyś w głowie i to w ogóle nie działa tak samo. Coś się dzieje, kiedy ręka idzie po kartce, jakby myśl nabierała kształtu dopiero w tym ruchu. Nie wiem czy to jakaś magia, czy czysta fizjologia, ale efekt jest wyraźnie inny. Poza tym papier można potem zniszczyć - i to też jest część rytuału. Spalenie albo rozdarcie jest jakimś zamknięciem.


Odpowiedz
Wpisy: 787
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Kwestia pisania ręcznego pojawia się w wielu tradycjach i nie jest to przypadek. Ale mnie tu bardziej zastanawia coś innego - te dwie warstwy, o których piszesz: kilka dni przygotowania i potem sam rytuał. Kiedy właściwie zaczyna się ten rytuał? Przy żywicy, czy już wtedy, kiedy świadomie odcinasz rozmowy z innymi? Bo jeśli to drugie, to ta 'cisza' jest już samym rytuałem, a nie tylko wstępem do niego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Igorek93 Dokładnie to chciałem powiedzieć, ale nie wiedziałem jak. Granica między przygotowaniem a rytuałem jest umowna i myślę, że to dobrze, że nie jest ostra. Bo jeśli rytuał to tylko ta godzina z żywicą i kartką, to reszta to przypadek. A jeśli kilka dni budowania tego skupienia to też część rytuału, to nagle wszystko staje się spójne. U mnie jest podobnie - zanim zapalę cokolwiek, mija kilka dni w pewnym trybie. I te dni są dla mnie ważniejsze niż sam wieczór.


Odpowiedz
Wpisy: 116
(@zlocien)
Połączone: 1 rok temu

Czytam to i trochę mi się miesza, bo ja o rytuałach zawsze myślałam jako o czymś bardziej zewnętrznym - świeczki, kamienie, określone gesty. A tu wychodzi, że rytuał to może być po prostu sposób, w jaki się przestawiasz. Chyba muszę przemyśleć to co rozumiem przez to słowo. Ale to co opisała Ametystka z pisaniem strat - to jest coś, co chciałabym spróbować zupełnie poza kontekstem ezoterycznym, zwykłe przed jakimś wyborem. Nie wiem czy to ma sens w oderwaniu od reszty?


Odpowiedz
Wpisy: 193
(@gruszanka54)
Połączone: 12 miesięcy temu

O rany, przeczytałam wszystko od początku i naprawdę nie spodziewałam się takiej rozmowy w tym wątku - myślałam, że będzie prosto o tym co robić krok po kroku, a tu takie głębsze rzeczy. Mnie nurtuje jedno pytanie do Ludwini: piszesz, że siedzisz w ciszy zanim zaczniesz właściwy rytuał. Czy ta cisza jest spontaniczna, czy też masz na nią wyznaczony czas? Bo zastanawiam się, czy wystarczy że 'czuję się gotowa' czy powinnam trzymać się jakiegoś czasu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Gruszanka54 Nie ma wyznaczonego czasu i nie powinno być. To nie jest harmonogram, tylko słuchanie. Jak jeszcze gdzieś w środku jest hałas, to żadna ilość minut siedzenia go nie wyciszy. Można siedzieć godzinę i dalej być pełną cudzych głosów, albo dwadzieścia minut i być naprawdę w tym. Rozróżniasz te dwa stany? Bo jeśli nie, to właśnie od tego bym zaczęła - nie od rytuału, tylko od nauki słuchania siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 581
(@antek)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wchodzę do rozmowy, bo pojawia się tu coś ważnego, o czym jeszcze nikt nie powiedział wprost. Mówimy o przygotowaniu ciała i umysłu, o ciszy, o pisaniu. Ale jest jeszcze kwestia czasu - i mówię tu o dosłownym czasie, nie o metaforze. Astrologia tranzytowa daje konkretne okna, kiedy decyzje podjęte mają inne zakorzenienie niż te podjęte w pośpiechu pod złym niebem. Nie chodzi o fatalizm, chodzi o to, że rytm zewnętrzny i wewnętrzny mogą się nakładać albo grać przeciwko sobie. Czy ktoś bierze to pod uwagę przy przygotowaniu?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@oliwka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 122

@Antek Ale to nie jest tak, że zawsze możemy czekać na 'dobre niebo'. Życie nie pyta o tranzyt Saturna, jak szef mówi że decyzja ma być do piątku. Jak to wtedy?


Odpowiedz
(@antek)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 581

@Oliwka To jest sensowny zarzut i słyszę go często. Ale zauważ, że pytasz o sytuację, gdzie ktoś inny narzuca ci termin - i tu jest ten właśnie problem, nie astrologia. Jeśli termin decyzji jest zewnętrzny, to rytuał pełni inną funkcję: nie pomaga wybrać czas, tylko pomaga być gotowym w czasie, który masz. To inna praca, ale nie mniej ważna. Poza tym - naprawdę większość ważnych decyzji życiowych ma jakieś okno kilku dni, tygodnia. Rzadko kiedy nie ma żadnej przestrzeni.


Odpowiedz
Wpisy: 214
(@leopold78)
Połączone: 6 miesięcy temu

Patrzę na tę rozmowę z boku i muszę zapytać szczerze - czy ktoś z was naprawdę uważa, że rytuał zmienia jakość decyzji, czy raczej zmienia stan człowieka podejmującego decyzję? Bo to są dwie różne rzeczy. Pierwsze brzmi jak magia, drugie jak psychologia. I nie mówię, że to złe - stan człowieka ma ogromne znaczenie. Ale chciałbym wiedzieć, co wy sami o tym sądzicie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@celestyn)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 597

@Leopold78 To rozróżnienie, które stawiasz, jest ważne, ale zakłada, że obie opcje są od siebie niezależne. A co jeśli nie są? Zmiana stanu człowieka to nie jest tylko psychologia w sensie mechanistycznym - to jest zmiana w tym, jak jesteś obecny, jak słyszysz siebie, co widzisz. Czy to nie jest też zmiana w tym, co dociera do decyzji? Nie twierdzę, że świeczka zmienia rzeczywistość. Twierdzę, że człowiek w pełnej gotowości podejmuje decyzję inną jakościowo niż człowiek w pośpiechu i panice.


Odpowiedz
Wpisy: 216
(@nebularia)
Połączone: 2 lata temu

A ja mam takie pytanie, które może być głupie, ale nie da mi spokoju: jak długo przed decyzją robicie te przygotowania? Bo słyszę o kilku dniach, ale co jeśli ktoś dopiero uczy się tego rytmu i nie wie, czy te dwa dni to za mało, trzy to w sam raz, a pięć to za dużo i człowiek się po prostu nakręca zamiast wycisza?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 232

@Nebularia Szczerze? Przez pierwsze lata robiłam wszystko za późno albo za wcześnie i musiałam się tego po prostu uczyć na błędach. Nie ma jednej odpowiedzi. Dla mnie sygnałem, że jestem gotowa, jest moment kiedy temat przestaje mnie 'nakręcać' - kiedy mogę o nim myśleć spokojnie, bez przyspieszenia. Dopóki jest drżenie i napięcie, jestem za wcześnie. Kiedy jest spokój z otwartością, jestem gotowa. Nie wiem czy to komuś pomoże, bo to bardzo subiektywne kryterium, ale jedyne, które mi działa.


Odpowiedz
Wpisy: 509
(@erazm79)
Połączone: 4 miesiące temu

Czytam i zastanawiam się, czy nie mamy tu do czynienia z pewnym błędem myślowym. Zakładamy, że dobre przygotowanie prowadzi do lepszej decyzji. Ale co z decyzjami, które muszą być impulsywne? Są sytuacje, gdzie za dużo myślenia i przygotowania to właśnie przeszkoda. Nie mówię o panice, mówię o takim rodzaju intuicji, który działa tylko wtedy, kiedy nie dajesz mu czasu na racjonalizację. Czy wasza praca z rytuałem nie wycisza czasem właśnie tej warstwy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Erazm79 Myślę, że mylisz dwa rodzaje impulsywności. Jest impulsywność z niepokoju, ze strachu, z cudzego ciśnienia - i jest impulsywność z głębokiej jasności, kiedy po prostu wiesz i nie trzeba nic więcej. Rytuał nie wycisza tej drugiej. Wręcz przeciwnie - on ją oczyszcza z tej pierwszej. Przynajmniej u mnie tak to działa. Nie mam pewności, że tak samo działa u wszystkich, ale pytanie czy rytuał 'wycisza intuicję' wydaje mi się oparte na mylnym założeniu.


Odpowiedz
Wpisy: 337
(@almandynka-2)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wchodzę trochę z innej strony, bo czytam tę rozmowę i brakuje mi jednej rzeczy. Mówicie dużo o przygotowaniu wewnętrznym, ale prawie nic o tym, co konkretnie ma rytuał zrobić z decyzją - czyli o jego intencji. W tradycjach nordyckich przed ważną decyzją nie chodziło o uspokojenie się, tylko o zadanie pytania - dosłownie, komuś lub czemuś, co jest poza tobą. Losy, runy w konkretnym kontekście wróżebnym, nie dekoracyjnym. Pytanie było skierowane na zewnątrz, nie do środka. To jest inne podejście i ciekawi mnie, czy ktoś tu pracuje w ten sposób.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@celestyn)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 597

@Almandynka.2 To z tymi nordyckimi tradycjami jest ciekawe - mówisz, że nie chodzili po odpowiedź, tylko po pytanie. Ale jak to wyglądało w praktyce? Siedzieli przed decyzją i formułowali pytania, które zadadzą... komu? Sobie? Runami pytali coś zewnętrznego?


Odpowiedz
(@almandynka-2)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 337

@Celestyn Obie opcje jednocześnie i to jest sedno. Praktyki runiczne przed ważnymi sprawami - na przykład rytm związany z Odinem i ofiarą wiedzy - zakładały, że pytający i pytany to nie są dwa osobne byty. Rzucenie run przed ważną decyzją to nie było 'co mam zrobić', tylko 'co jeszcze nie widzę'. To subtelna różnica, ale zmienia wszystko. Nie szukasz odpowiedzi z zewnątrz, tylko wyciągasz to, co już gdzieś w tobie siedzi.


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Almandynka.2 I tu mam pytanie, bo to jest coś, o czym myślę od jakiegoś czasu. Czy ten podział na 'zewnętrzne' i 'wewnętrzne' w kontekście rytuału ma w ogóle sens? Bo kiedy ktoś pali żywicę i zadaje pytanie runami, to nie wiem czy sięga do siebie, czy do czegoś poza sobą - i nie wiem czy to rozróżnienie jest potrzebne do tego, żeby rytuał działał.


Odpowiedz
Wpisy: 748
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mam wrażenie, że ta rozmowa o intencji jest ważna, ale zaczyna się trochę kręcić wokół filozofii zamiast tego, co praktyczne. Co konkretnie zmienia świadoma intencja przed decyzją? Bo słyszę 'zadaj pytanie zamiast szukać odpowiedzi' i mi to nie mówi nic, dopóki ktoś nie pokaże jak to przekłada się na to, co robisz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@almandynka-2)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 337

@Seba86 Dobrze, konkrety. W momencie gdy formułujesz pytanie zamiast intencji, twój rytuał staje się inny fizycznie. Zamiast siedzieć i wizualizować wynik, siedzisz z otwartością na to, czego nie wiesz. To zmienia co zauważasz, co słyszysz w ciszy, co ci przychodzi do głowy. Nie to jest magiczne - to jest po prostu inna pozycja poznawcza.


Odpowiedz
Wpisy: 116
(@zlocien)
Połączone: 1 rok temu

Ale zaraz, bo chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Mówisz, że intencja rytuału powinna być pytaniem, nie życzeniem? Bo ja dotąd zawsze wchodziłam w afirmacje z konkretnym wynikiem w głowie - 'chcę żeby ta decyzja przyniosła mi X'. I teraz zastanawiam się czy to może być właśnie ten moment, kiedy blokuję sobie widok na coś szerszego.


Odpowiedz
Wpisy: 232
Rozpoczynający temat
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

Rozumiem co czujesz, bo sama przez to przechodziłam. Ale chcę dodać jedno - to nie jest tak, że afirmacja z wynikiem jest z gruntu zła. Różnica jest chyba w tym, na jakim etapie. Kiedy jestem na początku, przed decyzją, to pytanie otwiera. Ale kiedy decyzja jest już podjęta - wtedy jasna intencja, nawet z oczekiwanym wynikiem, może mieć sens. Przynajmniej u mnie tak to działa.


Odpowiedz
Wpisy: 193
(@gruszanka54)
Połączone: 12 miesięcy temu

To jest coś, co mi bardzo pomogło zrozumieć! Ale mam pytanie, bo nie wiem czy dobrze łapię - skąd wiesz, że decyzja jest 'już podjęta'? Czy to jest ten moment, o którym pisałaś wcześniej, kiedy temat przestaje nakręcać?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 232

@Gruszanka54 Dokładnie ten moment. Kiedy przestaję wracać do tego samego w kółko i nie szukam już nowych argumentów za ani przeciw - to jest sygnał, że decyzja jest gdzieś podjęta, tylko jeszcze nie ogłoszona. Rytuał po tym etapie to już nie jest szukanie, tylko potwierdzenie i zamknięcie.


Odpowiedz
Wpisy: 214
(@leopold78)
Połączone: 6 miesięcy temu

Słuchajcie, to jest ciekawe co mówi Ametystka, ale mam tu pewien zarzut. Mówisz o momencie kiedy przestajesz szukać - ale czy to nie może być zwykłe zmęczenie tematem? Mózg się przyzwyczaja, przestaje reagować z niepokojem i my to odczytujemy jako 'gotowość'. Jak odróżnić jedno od drugiego?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Leopold78 Pytasz o coś, na co naprawdę nie ma jednej odpowiedzi, bo zależy od człowieka. Ale jest jedna różnica, którą ja zawsze sprawdzam: zmęczenie tematem sprawia, że nie chcesz o nim myśleć. Gotowość sprawia, że możesz o nim myśleć spokojnie, bez odpychania. To nie to samo uczucie, choć z zewnątrz może wyglądać podobnie.


Odpowiedz
(@erazm79)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 509

@Ludwinia53 Okej, ale to brzmi jak coś, co można sobie wmówić. Jeśli bardzo chcę podjąć konkretną decyzję, to mogę interpretować własne 'zmęczenie' jako 'spokój'. Mam wrażenie, że tu jest ryzyko samooszustwa, i nie wiem jak rytuał przed tym chroni.


Odpowiedz
(@celestyn)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 597

@Erazm79 I właśnie dlatego część tradycji zakładała, że rytuał robi się nie po to, żeby potwierdzić co już wiesz, ale żeby się zderzyć z czymś, co może powiedzieć inaczej. Klasyczna wyrocznia nie potwierdzała - ona komplikowała. Pytający wychodził z odpowiedzią, której nie rozumiał, i musiał z tym siedzieć. To nie był system, który dawał zielone światło.


Odpowiedz
Wpisy: 216
(@nebularia)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie do Celestyna i Almandynki - bo wy oboje mówicie o tradycjach, w których rytuał przed decyzją był czymś poważnym i wymagającym. Ale co z osobami, które nie są zakorzenione w żadnej konkretnej tradycji? Czy da się skonstruować rytuał, który 'działa' bez tego tła? Czy to jest po prostu imitacja bez substancji?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@almandynka-2)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 337

@Nebularia To jest jedno z lepszych pytań w tym wątku. Krótko: tak, da się, ale wymaga więcej pracy własnej. Tradycja daje ci gotowy język symboliczny - wiesz co dana forma znaczy, bo ma za sobą warstwy sensu zbiorowego. Bez tradycji musisz ten język zbudować samodzielnie i musi on być spójny. Nie możesz dziś zapalić świeczki i powiedzieć 'to symbol odwagi', a za tydzień powiedzieć że symbolizuje coś innego. Spójność jest tu kluczowa.


Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Almandynka.2 Spójność to jedno, ale chcę dodać coś z własnego doświadczenia - czasem właśnie brak gotowego języka jest zaletą. Kiedy budujesz rytuał od zera, masz do niego stosunek osobisty, który jest głębszy niż do odziedziczonego formularza. Rytuał może być szczery albo może być cytowaniem. Oba mogą działać, ale z innych powodów.


Odpowiedz
Wpisy: 787
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Zatrzymuję się tu, bo to co mówi Seba jest ważne. Ale od razu się pytam: jak wiesz, że twój własnoręcznie zbudowany rytuał jest szczery, a nie jest po prostu wygodny? Szczerość i wygoda mogą wyglądać podobnie od środka.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Igorek93 Dobry zarzut. Sprawdzam to w ten sposób - jeśli rytuał, który sobie zbuduję, jest zawsze komfortowy i zawsze mówi mi to, co chcę usłyszeć, to coś jest nie tak. Rytuał, który działa przed decyzją, powinien mieć w sobie moment niewygodny. Jakiś element, który otwiera na możliwość, że się mylę.


Odpowiedz
Wpisy: 206
(@storczyk61)
Połączone: 1 rok temu

Czytam to od początku i widzę, że większość z was opisuje rytuał jako coś bardzo wewnętrznego - cisza, pisanie, pytania do siebie. A gdzie w tym jest ta część, która jest bardziej zewnętrzna, symboliczna? Bo mam wrażenie, że to gdzieś znika z rozmowy i nie wiem czy celowo.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Storczyk61 Nie znika, po prostu wychodzi na to, że bez tej wewnętrznej gotowości, zewnętrzna forma jest pusta. Ale masz rację, że warto o tym mówić. Świeczka, kamień, zapach, konkretne miejsce - to wszystko tworzy barierę między 'normalnym myśleniem' a 'myśleniem rytuałowym'. Zmiana otoczenia fizycznego zmienia to, jak pracuje głowa. Dlatego te elementy mają znaczenie, tylko nie same w sobie.


Odpowiedz
(@erazm79)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 509

@Storczyk61 Dokładnie to samo zauważyłem. Jakby ta zewnętrzna warstwa była trochę wstydliwa w tym wątku, chociaż to ona jest często tym, co w ogóle sprawia, że siadasz i coś robisz. Bez świeczki, bez konkretnego miejsca, bez jakiegoś gestu - ja przynajmniej nie potrafię przestawić się mentalnie. Samo siedzenie i myślenie to dla mnie nie jest rytuał.


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Storczyk61 Mam podobne odczucie. I wiem skąd to pochodzi - przez ostatnie lata w kręgach, które znam, bardzo mocno poszło w stronę 'intencja jest wszystkim, forma jest drugorzędna'. I to jest po części prawda, ale forma robi coś innego niż intencja. Ona wywołuje stan przed intencją. Tzn. nie jesteś gotowy na rytuał, a potem wchodzisz w formę - raczej wchodzisz w formę, żeby się stać gotowym.


Odpowiedz
(@storczyk61)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 206

@Igorek93 I tu mi się coś klika. Bo ja zawsze myślałam, że muszę być już 'w odpowiednim stanie' zanim zacznę cokolwiek robić. I przez to często nie zaczynałam wcale, bo ten stan jakoś nie przychodził sam. A ty mówisz, że forma go wywołuje? To trochę odwraca kolejność, którą zakładałam.


Odpowiedz
Wpisy: 663
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

To jest jedna z ważniejszych rzeczy, jeśli chodzi o rytuał przed decyzją - kolejność jest odwrócona w stosunku do tego, czego intuicyjnie się spodziewamy. Nie czekasz na gotowość, tylko robisz coś, co tę gotowość buduje. Dlatego tak dużo tradycji kładło nacisk na konkretne działania fizyczne: obmycie, zmiana ubrania, zapalenie czegoś. To nie była dekoracja.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@celestyn)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 597

@Ludwinia53 Zgadzam się, ale z jednym zastrzeżeniem. Jeśli ktoś robi te działania mechanicznie, bez żadnego zaangażowania - to są wtedy tylko gesty. Forma sama w sobie nie wystarczy. Pytanie co jest tym momentem przejścia między 'machinalnym zapalaniem świeczki' a 'robieniem czegoś, co naprawdę przestawia tryb'.


Odpowiedz
(@almandynka-2)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 337

@Celestyn To jest naprawdę dobre pytanie i nie mam na nie pewnej odpowiedzi. Ale z tego co obserwuję u siebie i z tego co czytałam - ten moment przejścia często ma związek z uwagą. Nie z nastrojem, nie z poczuciem 'wchodzę teraz w coś świętego', ale z prostym skierowaniem uwagi na to, co robię. Kiedy jestem skupiona na zapalaniu świeczki i tylko na tym, już to coś zmienia.


Odpowiedz
Wpisy: 116
(@zlocien)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tego i mam pytanie może banalne, ale naprawdę nie wiem. Czy to oznacza, że uważność sama w sobie jest rytuałem? Bo jak tak to ująć, to nie potrzebuję ani świeczki, ani kamienia - wystarczy że skupię się na jednej rzeczy przez chwilę. Trochę to upraszcza, albo może właśnie komplikuje, bo uważność to nie jest łatwa sprawa.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Zlocien Uważność to jest warunek konieczny, ale nie wystarczający. Rytuał przed decyzją ma jeszcze jeden element, którego sama uważność nie daje - granicę. Czyli wyraźny początek i wyraźny koniec. To 'wyjście' z rytuału jest tak samo ważne jak wejście, bo bez niego nie wiesz kiedy skończyłeś i zacząłeś żyć tą decyzją zamiast ją rozważać.


Odpowiedz
(@gruszanka54)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 193

@Seba86 O tym nie myślałam wcześniej. Jak to wyjście z rytuału wygląda u ciebie konkretnie? Bo mam wrażenie, że u mnie często nie ma żadnego wyraźnego zamknięcia - po prostu przestaję siedzieć i idę robić coś innego. I może właśnie dlatego często wracam potem do tych samych rozważań.


Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Gruszanka54 Dokładnie to jest problem. U mnie zamknięcie jest fizyczne i celowe - coś gaszę, coś odkładam, mówię na głos zdanie zamykające albo robię jakiś gest. To nie musi być długie ani skomplikowane. Ale musi być świadome. Jak wstajesz z krzesła bez żadnego sygnału dla siebie, to twój umysł nie dostaje informacji że 'to się skończyło'.


Odpowiedz
Wpisy: 214
(@leopold78)
Połączone: 6 miesięcy temu

Zatrzymuję się na tym co mówi Seba, bo to jest coś, czego nie spodziewałem się usłyszeć. Że zamknięcie rytuału jest ważniejsze niż jego zawartość. Ale teraz jak myślę o tym jak działają choćby sądy albo ważne spotkania - one też mają wyraźne momenty zamknięcia. Nie wychodzisz z sali, dopóki coś formalnie się nie kończy. Może to ten sam mechanizm, tylko bez ezoterycznego kontekstu.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Leopold78 Tak, i to jest coś, co psychologia rytuału potwierdza od dłuższego czasu. Arnold van Gennep pisał o tym jeszcze na początku XX wieku - rytuały przejścia mają trzy fazy i ta trzecia, reintegracja, jest często najbardziej pomijana. A to ona zamyka transformację. Bez niej zostajesz zawieszony między stanami.


Odpowiedz
(@nebularia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 216

@Igorek93 Poczekaj, van Gennep pisał o rytuałach społecznych - inicjacjach, ślubach, pogrzebach. Czy naprawdę da się to bezpośrednio przełożyć na coś tak prywatnego jak rytuał przed osobistą decyzją? Tam jest cały kontekst wspólnoty, która cię 'przyjmuje z powrotem'. Jak to działa, gdy robisz coś sam?


Odpowiedz
(@celestyn)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 597

@Nebularia Bardzo trafne zastrzeżenie. Ale Turner, który rozwijał koncepcje van Gennepa, pisał o tym że ta 'wspólnota' może być symboliczna albo wewnętrzna. Czyli nie potrzebujesz grupy, żeby przejść przez fazę liminalną - ale potrzebujesz czegoś, co pełni funkcję tej granicy. Może to być przedmiot, miejsce, pora dnia. Coś zewnętrznego wobec twojego umysłu.


Odpowiedz
Wpisy: 232
Rozpoczynający temat
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

To co mówi Celestyn zgadza się z czymś, co sama czuję od dawna, ale nigdy tak nie nazwałam. Przed ważną decyzją zawsze gdzieś szukałam jakiegoś zewnętrznego punktu - miejsca, rzeczy, rytuału właśnie. I teraz myślę, że to nie była słabość ani uzależnienie od 'magii'. To było szukanie tej granicy, o której on mówi. Czegoś, co mi powie że teraz naprawdę weszłam w inny tryb.


Odpowiedz
Wpisy: 388
(@tamarka89)
Połączone: 2 miesiące temu

Mam takie poczucie, że w tej rozmowie zakłada się, że każdy wie kiedy stoi przed ważną decyzją. Ale czy to jest takie oczywiste? Niektóre z moich decyzji, które okazały się kluczowe, w momencie podejmowania wydawały mi się małe. I odwrotnie - wydawało mi się, że decyduję o czymś wielkim, a potem okazało się, że to nie miało znaczenia. Rytuał przed decyzją zakłada, że wiesz co jest ważne. A ja często nie wiem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@almandynka-2)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 337

@Tamarka89 I to jest naprawdę ważny wątek, bo chyba nikt wcześniej tego nie powiedział wprost. Jedna z funkcji rytuału może być właśnie ta - nie potwierdzenie wagi decyzji, którą już znasz, ale ujawnienie wagi decyzji, o której nie wiedziałaś. Jeśli siadasz z czymś co wydaje ci się małe i w trakcie czujesz że nie możesz tego puścić łatwo - to ci coś mówi o tym, czym to naprawdę jest.


Odpowiedz
Wpisy: 509
(@erazm79)
Połączone: 4 miesiące temu

Ale to znowu wraca do problemu, który podniosłem wcześniej. Jeśli rytuał 'ujawnia wagę', to skąd wiesz, że nie nakłada jej? Że nie zrobiłeś z czegoś zwykłego czegoś wielkiego, bo sam nadałeś temu ceremonię? Rytuał może wywoływać poczucie wagi, które nie istniało zanim.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Erazm79 Możliwe. I nie twierdzę, że tak się nie zdarza. Ale zastanów się - jeśli coś wydawało ci się nieważne, a po rytuale czujesz, że jednak jest ważne - i ta ocena się potwierdza w życiu, to czy naprawdę rytuał 'nałożył' wagę, czy ją wydobył? Nie wiem jak to rozróżnić z góry. Ale wiem, że bywałam w sytuacjach, gdzie ignorowałam własne odczucia i żałowałam. Rytuał mi nie dał tamtej decyzji, ale dał mi chwilę, żeby ją usłyszeć.


Odpowiedz
Wpisy: 206
(@storczyk61)
Połączone: 1 rok temu

To mnie zatrzymuje przy zupełnie innym pytaniu. Czy ktoś z was miał tak, że rytuał przed decyzją powiedział jedno, a wy zrobiliście drugie? I co z tego wyszło? Bo rozmawiamy bardzo teoretycznie o tym co rytuał 'mówi' i jak go słuchać, ale ciekawi mnie jak to wygląda gdy go zignorujesz.


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: