Kunisia, to co napisałaś na końcu - o koszcie każdej opcji - jest chyba sednem tego tematu. Ale mnie zastanawia jedno: czy ty wiesz skąd się wziął ten obowiązek? Bo czasem jest tak że forma rytuału jest dobra, ale powód dla którego go zaczęłaś już dawno przestał istnieć i właśnie to tworzy to napięcie.
To co mówi Rydwanka o przyczynie jest ważne. Bo ja miałam kiedyś rytuał który zaczęłam w bardzo konkretnej sytuacji życiowej i kiedy ta sytuacja się rozwiązała, rytuał jakoś... nie dostał informacji że może już odpocząć. I dalej go robiłam z inercji, bez żadnego kotwiczenia w czymś aktualnym.
a co gdyby nie szukać tego momentu? Pytam serio - może próba zlokalizowania 'kiedy to się zepsuło' jest częścią pułapki, bo zakłada że był jakiś błąd do naprawienia, a nie naturalny koniec pewnej fazy.
A czy wy w ogóle macie jakiś sposób żeby 'testować' czy rytuał ma sens w danym momencie? Bo jak słucham tej rozmowy to mam wrażenie że każdy odkrywa post factum że coś przestało działać. Nie wiem czy da się to wychwycić wcześniej.
Ten wątek o świadomym wyborze - to jest coś czego mi brakowało przez długi czas. Zawsze zakładałam że rytuał musi być odczuwany pełniej żeby był 'prawdziwy'. A może czasem wystarczy że jest i że wiem po co. Chociaż sama nie wiem czy to mi zawsze wychodziło w praktyce.
Szalwia, to pytanie o żywą odpowiedź kontra wyuczoną - to jest bardzo dobre i w numerologii i w pracy z runami spotykam to zjawisko dość często. Ludzie potrafią recytować znaczenie symbolu zanim jeszcze w ogóle go zobaczą. Pytanie które ja sobie wtedy zadaję: czy ta odpowiedź coś we mnie poruszyła teraz, czy tylko ją znam?
To co Alinka i Henia piszą to jest coś z czym się mierzę teraz. Nie wiem czy to jest zmęczenie czy coś głębszego. I może to jest właśnie odpowiedź na pytanie które zadałam na początku - że nie zawsze da się to rozstrzygnąć od razu i może nie o to chodzi żeby rozstrzygnąć.
Kunisia, ale jeśli nie da się rozstrzygnąć - to co robisz w międzyczasie? Bo to jest praktyczne pytanie, nie filozoficzne. Czy robisz rytuał dalej, czekasz, zawieszasz? I czy ta decyzja sama w sobie coś mówi?
To pytanie Gerwazego jest kluczowe i myślę że odpowiedź bardzo zależy od tego co dany rytuał miał robić. Jeśli był związany z konkretnym cyklem - księżycowym, sezonowym - to przerwa może mieć sens. Ale jeśli był codzienny i towarzyszył jakiejś regularności życiowej, to wypadnięcie z niego może zostawić lukę której nie widać od razu.
Ta rozmowa mnie zastanawia nad jeszcze jedną rzeczą - czy jest jakaś różnica między porzuceniem rytuału a przekształceniem go? Bo Pogoda pisze że wróciła inaczej, ale czy to był nadal ten sam rytuał czy już coś nowego? I czy to ma znaczenie?
Igorek, to pytanie o porzucenie kontra przekształcenie jest chyba ważniejsze niż się wydaje. Bo w runach mam to samo - Hagalaz nie jest tą samą runą co Isa, nawet jeśli obie oznaczają zatrzymanie. Forma się zmienia, ale coś zostaje. Pytanie czy Pogoda wróciła do tego samego zamiaru, czy do czegoś zupełnie innego - bo to by dużo mówiło o tym czy to był reset czy nowy rozdział.
A czy to znaczy że potrzebujemy kogoś drugiego żeby w ogóle ocenić czy robimy rytuał z przekonania czy z przyzwyczajenia? Bo to trochę smutna konkluzja - że sami siebie nie możemy sprawdzić.
Czaromira zadaje dobre pytanie i mam na nie bardzo nierozstrzygającą odpowiedź - nie wiem czy jest złoty środek. Ja nauczyłam się patrzeć na to przez pryzmat energii przed samym rytuałem, nie po. Jeśli przez trzy kolejne sesje muszę się zmuszać żeby w ogóle zacząć - nie żeby się skupić, bo to normalne - ale żeby w ogóle usiąść do tego, to biorę to jako sygnał. Nie decyzję, ale sygnał do przyjrzenia się.
Henia, to rozróżnienie między sygnałem a decyzją bardzo mi pasuje do tego co próbowałam powiedzieć na początku tego wątku. Że uczucie obowiązku nie musi od razu oznaczać że coś jest złe - może być właśnie takim sygnałem który wymaga zbadania, nie natychmiastowej reakcji. Chociaż łatwiej to powiedzieć niż poczuć w środku.
a jak ty to badasz? Bo mam wrażenie że każdy tu mówi 'zbadaj', 'przyjrzyj się', ale nikt nie mówi konkretnie jak. Siedzisz i rozmyślasz? Piszesz? Zmieniasz coś w samym rytuale żeby zobaczyć co się stanie?
to ciekawe bo w pracy z runami mam podobną metodę - ale ja nie prowadzę notatek po, tylko przed. Pytam siebie czego się spodziewam i dlaczego chcę teraz to robić. A potem po czasie patrzę czy te odpowiedzi brzmiały żywo czy mechanicznie. Różnica między 'chcę się uspokoić' a 'powinienem to zrobić' jest często widoczna w samym języku który stosuję.
To pytanie o spontaniczność mnie zatrzymuje. Bo właściwie - czy rytuał może być spontaniczny? Z definicji ma jakąś formę, kolejność, powtarzalność. Spontaniczny impuls w ramach rytuału to jedno, ale spontaniczny rytuał to prawie oksymoron. Chyba że ktoś ma inne zdanie.
To rozróżnienie między spontanicznym wywołaniem a ustaloną formą - to faktycznie coś wyjaśnia. Bo mam czasem sytuację że robię rytuał nie dlatego że mam go w kalendarzu, tylko dlatego że coś się dzieje i czuję że potrzebuję jakiegoś gestu. I wtedy czuję go zupełnie inaczej niż gdy robię go regularnie. Czy to znaczy że regularne jest mniej wartościowe?
Selena, ale wracając do początku tego wątku - jeśli mamy rytuał który miał być tym regularnym, rytmicznym, a zaczyna być czuty jako obowiązek - to może właśnie ten sygnał mówi że ta konkretna forma nie nadaje się do regularności? Że lepiej zostawić ją na te spontaniczne momenty?
Czaromira, to pytanie o revisitowanie intencji trafia w sedno. Ja to robiłam - i to dosłownie. Miałam rytuał z runami który zaczęłam z bardzo konkretnego powodu, po jakimś czasie ten powód przestał istnieć, a ja nadal robiłam to samo. Jakbym inercją ciągnęła coś co już nie miało adresata. Dopiero jak zapisałam na nowo 'po co to teraz robię' - okazało się że nie mam odpowiedzi. I to był moment decyzji.
To zamknięcie rozdziału to dobra metafora. Ale skąd wiedziałaś że to zamknięcie a nie porzucenie? Bo ja mam tendencję do mylenia tych dwóch rzeczy i potem żałuję.
Właśnie to pytanie Czaromiry mnie dotyczy bezpośrednio. Mam teraz sytuację że rytuał który robiłam od dłuższego czasu zaczął się czuć jak obowiązek, zatrzymałam go na próbę, i... nic. Żadnej tęsknoty, żadnego poczucia że czegoś brakuje. Nie wiem czy to dobry znak czy znak że byłam po prostu znieczulona.
Kunisia, to znieczulenie to istotna rzecz. Bo ono może oznaczać że rytuał przestał działać, ale może też oznaczać że działał tak długo i skutecznie że teraz ten efekt jest wbudowany - i dlatego nie czujesz różnicy. Jak ktoś bierze suplementy przez rok i po odstawieniu przez miesiąc czuje się tak samo - to nie znaczy że nie działały.
Wchodzę z boku, bo ta rozmowa poszła w ciekawą stronę. Mam pytanie do wszystkich - czy wy w ogóle zakładacie że rytuał powinien coś robić przez cały czas trwania? Bo może są rytuały które mają sens przez określony czas, robią swoje, i tyle. Tak jak pewne planetarne tranzyty mają okno - po którym praca i tak nie ma tego samego przełożenia.
A czy ktoś tu rozróżnia między rytuałem który przestaje działać a rytuałem który zaczyna drażnić? Bo to chyba dwie różne rzeczy. Można robić coś co technicznie działa, ale samo wykonywanie jest już tak przytłaczające że chyba lepiej poszukać innej formy.
To co Pogoda.1 opisuje - że jeden element zmienia całe odczucie - to jakoś do mnie nie pasuje intuicyjnie. Rozumiałabym to gdybyś zmieniła wszystko, ale samą porę? To nie sprawia że to już inny rytuał?
Wracając do pytania Czaromiry o rozróżnienie między zamknięciem a porzuceniem - mam wrażenie że klucz jest w tym czy decyzja przychodzi z czegoś czy ucieka od czegoś. Jak zatrzymuję rytuał bo wypełnił swój cel, to inne niż jak zatrzymuję bo jest mi trudno albo bo straciłam cierpliwość. Intencja za decyzją jest chyba tak samo ważna jak intencja za samym rytuałem.
