To co Henia pisze jest mi bliskie. Ja też robiłam takie restarty bez przemyślenia i za każdym razem lądowałam w tym samym miejscu po kilku tygodniach. Teraz myślę że może chodzi o to żeby wiedzieć do czego się wraca, nie tylko czy się wraca.
To błędne koło które Czaromira opisuje - mnie przyszło do głowy pojęcie 'extinction burst' z behawioryzmu. Zanim nawyk zniknie, często gwałtownie się nasila. Możliwe że te 'powroty z ochotą' to nie są sygnały że praktyka znowu żyje, tylko właśnie taki szczyt przed wygaśnięciem. Oczywiście nie wiem czy to pasuje do każdego przypadku, ale warto to mieć z tyłu głowy.
Słucham tej dyskusji o powrotach i błędnych kołach i mam wrażenie że wszyscy patrzą na rytuał jak na relację z konkretną czynnością. A może to jest relacja z czymś przez tę czynność? Jeśli tak, to pytanie nie jest 'czy wracać do rytuału' tylko 'co zmieniło się w relacji z tym do czego rytuał jest kierowany'. Forma może być ta sama, ale jeśli to drugie się zmieniło, to wszystko się zmienia.
Selena, to jest ciekawe ujęcie i trochę mnie uderza, bo przez cały ten czas myślałam o tym co robię, a nie o tym do czego to kieruję. Może dlatego zmiana formy nie pomogła - zmieniłam opakowanie, ale nie sprawdziłam czy adresat jest ten sam co był.
Ten wątek o tym co dzieje się poza rytuałem jest dla mnie nowy. Zawsze oceniałam czy rytuał działa po tym co czuję w trakcie. Ale teraz jak o tym myślę, to te momenty 'a, to jest powiązane' zdarzały mi się głównie wtedy gdy praktyka żyła. I ostatnio ich nie ma. To może być coś.
Alinka zadała pytanie które mnie też interesuje, ale chcę je trochę odwrócić. Może niekoniecznie trzeba filtrować. Jeśli rytuał jest żywy, to te skojarzenia mogą być tak gęste i specyficzne że po prostu wiesz. Jak jest mechanicznie, to łączenie kropek idzie normalnym torem, nic się nie wyróżnia. Nie wiem czy to dobra odpowiedź, ale tak to u mnie wygląda.
Dobra, wracając do punktu wyjścia bo trochę odpłynęliśmy - Kunisia pytała na początku o to co zrobić gdy rytuał czujesz jako obowiązek. I po tej całej rozmowie mam wrażenie że nie ma jednej odpowiedzi, ale jest jedno pytanie które chyba każdy musi sobie postawić zanim cokolwiek zmieni: czy to jest obowiązek wobec siebie czy wobec wyobrażenia o sobie jako kogoś kto robi rytuały. Bo to są dwie bardzo różne sytuacje.
Pogoda.1 świetnie to podsumowała, ale mam wrażenie że to pytanie 'do czego mnie to kieruje' jest łatwiejsze do zadania niż do odpowiedzenia. Bo jak siedzę i próbuję to rozgryźć, to albo wypadam w racjonalizację, albo w sentyment. Żadne z tego nie jest chyba uczciwe.
To co Selena opisuje - ta różnica między 'myślę o rytualne' a 'patrzę na siebie i rytuał jest jednym z elementów' - to mnie trafia. Bo jak próbowałam oceniać rytuał bezpośrednio, to zawsze coś obronnie wskakiwało. Albo go broniłam albo potępiałam, żadna z tych perspektyw nie była neutralna.
Henia, ten mechanizm obronny który opisujesz ma zresztą swoją nazwę w psychologii - 'ego-syntonic attachment'. Kiedy praktyka staje się częścią tożsamości, jej ocena jest automatycznie odbierana jako ocena siebie. Dlatego tak trudno spojrzeć z dystansem. To nie jest kwestia słabości ani braku dyscypliny, tylko tego że coś naprawdę się wrosło.
To co Gerwazy mówi o tożsamości - uderza mnie to, bo przez jakiś czas rzeczywiście myślałam że jak rytuał nie działa to ja nie działam. Nie że praktyka wymaga rewizji, tylko że to moja wina. I dopiero z zewnątrz, przypadkiem w rozmowie z kimś kto nie jest w tym środowisku, zobaczyłam że to absurd. Osoba spoza w ogóle się nie zastanowiła nad tym tak - zapytała po prostu 'ale po co to robisz?' i nie umiałam odpowiedzieć.
Kunisia, to pytanie 'po co to robisz' od kogoś spoza jest dla mnie bardzo charakterystyczne. Sama miałam podobnie i ta chwila gdy nie masz odpowiedzi jest nieprzyjemna, ale chyba ważna? Chociaż mnie to wtedy bardziej zdenerwowało niż pomogło, szczerze mówiąc.
Czekajcie, bo się trochę gubię. Zaczęłyśmy od rytuału jako obowiązku, a teraz rozmawiamy o tożsamości i ego. Czy to nie jest właśnie ta pułapka nadmiernej analizy o której mówiłam wcześniej? W pewnym momencie analiza sama staje się ucieczką od decyzji.
Wracając do tego co Kunisia mówiła o pytaniu od osoby spoza - to zjawisko jest zresztą opisywane w kontekście grup praktykujących jako 'insider blindness'. Zbyt mocne zaangażowanie w kontekst sprawia że pewne pytania stają się niewidzialne od środka. Zewnętrzne spojrzenie, nawet naiwne, może trafić dokładnie w to co jest zablokowane.
To co Rydwanka pisze o blokowaniu pytań - ja to czuję. U mnie to wyglądało tak że pewne pytania w ogóle się nie pojawiały, bo jakoś 'oczywiste było' że je pomijam. I właśnie te oczywistości były najgrubszym problemem.
Henia, i tu jest sedno - rytuał jako obowiązek często zaczyna się dokładnie od momentu gdy coś staje się 'oczywiste'. Kiedy przestajesz pytać po co, kiedy, jak - a po prostu wykonujesz, bo tak wypada, bo tak zawsze było, bo tyle czasu w to włożyłaś. Ta oczywistość jest chyba pierwszym sygnałem że coś się zamknęło.
Gerwazy, to bardzo trafne. U mnie ta oczywistość miała jeszcze jedną warstwę - czułam że jak zacznę pytać, to coś się posypie. Jakby pytania były zagrożeniem dla całej konstrukcji. I może właśnie o to chodzi - jeśli praktyka nie wytrzymuje pytań, to może to właśnie jest ta informacja której szukałam przez cały czas.
Kunisia dotknęła czegoś ważnego na samym końcu - praktyka która nie wytrzymuje pytań. To nie jest zarzut wobec konkretnej tradycji czy formy rytuału, to jest raczej marker relacji którą z nią mamy. Żywa praktyka zwykle daje jakieś odpowiedzi albo przynajmniej inaczej stawia pytania. Kiedy pytanie tylko wywołuje lęk - to jest coś do sprawdzenia, nie do zignorowania.
To co Celestyn napisał o żywej praktyce - że daje odpowiedzi albo przynajmniej otwiera kolejne pytania - zastanawiam się czy to nie jest zbyt optymistyczne założenie. Bo znam sytuacje, i sama przez to przechodziłam, gdzie rytuał nie dawał żadnych odpowiedzi i to nie znaczyło że coś z nim nie tak. Po prostu był cichy. Czy to też jest sygnał?
To 'może tym razem' to jest zdanie które bardzo dobrze rozumiem. I teraz myślę że to jest taki wewnętrzny alarm - jak zaczynam tak myśleć, to zwykle oznacza że jestem już po drugiej stronie, że coś przestało działać a ja nie chcę tego jeszcze nazwać.
Ten wątek z cierpliwością kontra tkwieniem - jest tu coś co nazywa się w niektórych tradycjach 'sucha modlitwa', głównie w kontekście mistyki chrześcijańskiej, ale zasada jest szeroka. Chodzi o okresy gdy praktyka nie daje żadnego odczuwalnego odzewu i właśnie wtedy ma największą wartość formatywną. Ale to działa tylko jeśli wchodzisz w to świadomie, nie z bezsilności.
Wracam tu bo ten wątek z intencją mnie zajmuje. Jak mówię 'rytuał bez oczekiwania znaku' - to brzmi pięknie, ale w praktyce... jak ty Rydwanka albo ktokolwiek inny właściwie to robiłaś? Bo u mnie to brzmi jak 'nie myśl o różowym słoniu'.
Kunisia, dokładnie to samo mam. I nie znalazłam dobrego wyjścia poza tym żeby po prostu skrócić rytuał do minimum w takich momentach. Mniej miejsca na oczekiwanie. Ale to trochę jak obcinanie rośliny zamiast nawadniania.
Słuchajcie, mam pytanie może trochę z boku - czy wy w ogóle rozróżniacie rytuał który stał się obowiązkiem od rytuału który jest po prostu rutyną? Bo mi się wydaje że rutyna nie musi być zła, to ona daje stabilność. Obowiązek to co innego.
Czaromira, to co mówisz o rutynie - ja bym to jeszcze inaczej podzieliła. Rutyna może być wejściem w rytuał, takim mechanicznym progiem, który właśnie pozwala nie myśleć za dużo i po prostu zacząć. Obowiązek to kiedy całość jest tym progiem i nigdy za nim nie ma nic więcej.
Ten wątek o rutynie i wejściu w rytuał - jest tu jeszcze jeden wymiar. Van Gennep pisał o rytuałach przejścia jako strukturze: oddzielenie, liminalnośc, włączenie. Jeśli rutyna jest oddzieleniem - wyjściem z codzienności - to obowiązek może być sygnałem że ta liminalna przestrzeń po prostu przestała istnieć. Rytuał trwa, ale już nic się w nim nie dzieje.
Igorek ma rację że to otwarte. I chyba o to mi chodziło na początku - nie tyle o diagnozę, bo tę już mniej więcej miałam, ale o to co z tym robić. Bo zostać i czekać, odejść, zmienić formę - każda z tych opcji ma jakiś koszt i żadna nie wydaje się oczywista.
