a ta trójka na dziesięć - rozpoznajesz co było inne akurat w tych razach? Coś z zewnątrz, coś z nastroju, pora dnia, cokolwiek?
To jest właśnie ta sprawa z którą Libet się trochę zmagał, chociaż z innej strony - świadomość rejestruje działanie z opóźnieniem, a jak zaczynasz monitorować własne stany w trakcie, wchodzisz w pętlę obserwatora. W badaniach nad flow Csikszentmihalyi to opisuje jako moment kiedy meta-świadomość zabija stan właśnie dlatego że go zauważa. Mogłaś być po prostu za bardzo wewnątrz swojej głowy.
To co mówi Mistral trochę tłumaczy mój problem z tym rytuałem z książki. Cały czas myślałam: czy robię to tak jak trzeba, czy słowa brzmią dobrze po polsku, czy kierunki się zgadzają. I może właśnie to zabijało każdy raz od nowa, zamiast dać temu po prostu być.
Ale jak ktoś tworzy rytuał od zera i też zna każdy krok na pamięć, to chyba też może zacząć myśleć o efektach zamiast o samym działaniu, nie? To znaczy że problem nie jest w tym skąd pochodzi rytuał.
a nie moze tak byc ze po prostu rytualy maja swoj cykl zycia jak wszystko? ze cos dziala przez rok dwa i tyle, a potem trzeba nowego? bo moze my sie za bardzo przywiazujemy do jednej metody
Ja myślę że rytuał może się wyczerpać nie dlatego że jest zły, tylko dlatego że cel już nie jest aktualny. Robiłam kiedyś coś przez wiele miesięcy pod konkretną intencją i w pewnym momencie poczułam że to się zamknęło. Nie z nudą, bardziej z takim... pełnią. Wtedy skończyłam i nie wróciłam. To było inne niż ta nuda o której mówi Filomena.
A skąd w ogóle mamy wiedzieć że rytuał 'zadziałał', bo to też nie jest jasne. Jak mierzyć pełnię albo zamknięcie? To brzmi dla mnie jak interpretacja po fakcie - coś się dobrze skończyło, to mówimy że rytuał się wykonał. Coś poszło nie tak, to nuda albo brak skupienia.
Czyli co, solo-praktyk jest skazany na błądzenie? Bo trochę tak to brzmi i nie wiem co z tym zrobić.
Dobra, to mam konkretne pytanie do Gnostyka - dziennik praktyki to rozumiem, ale co tam właściwie zapisujesz? Bo ja próbowałam i skończyło się na tym że pisałam 'zrobiłam, było okej' albo 'zrobiłam, nudno' i po miesiącu te notatki nic mi nie mówiły.
Ja też próbowałam dziennika i rzuciłam po jakimś czasie, bo czułam że piszę dla samego pisania. Ale teraz jak czytam co Gnostyk mówi o wzorcach - może faktycznie problem był w tym że szukałam potwierdzenia czy działa, a nie obserwacji co się w ogóle zmienia. To są dwie różne rzeczy.
o, to ciekawe rozróżnienie. Bo jak szukasz potwierdzenia, to interpretujesz pod tezę. A jak obserwujesz, to zbierasz dane. Ja mam podobnie z tarotem - jak ciągnam kartę z pytaniem 'czy to co robię ma sens', to zawsze znajdę jakiś sens, bo tak działa interpretacja. To trochę ten sam błąd.
Ale hej, to trochę kłóci się z tym co wcześniej mówiliście. Jeśli subiektywne odczucia są danymi, to dlaczego teraz mówimy że interpretacja pod tezę jest błędem? Skoro ktoś czuje że rytuał działa, to może właśnie to jest ta 'dana'?
troche mnie gubiecie z tym Popperem ale rozumiem o co chodzi generalnie. mam pytanie - jak ktos robi rytualy bardzo dlugo i one juz nie daja tego czucia, to czy to nie jest znak ze trzeba zmienic intencje a nie sam rytuał? moze cel sie wypalil a nie metoda
Ale skąd wiedzieć że intencja się wyczerpała? To brzmi jakby rytuał miał datę ważności wpisaną w intencję, a ja nigdy nie słyszałam żeby ktoś tak to formułował. Jak to rozpoznać zanim zacznie się po prostu nudzić?
To co opisuje Zlata ma odpowiednik w psychologii celu - jest taki termin 'mental simulation fatigue', który opisuje wyczerpanie się efektu wizualizacji celu przez zbyt częste powtarzanie. Nolan i Webb pisali o tym w kontekście goal pursuit. Ale nie jestem pewien czy to tłumaczy cały mechanizm, bo rytuał to nie tylko wizualizacja. Co jeszcze odpada kiedy intencja się wyczerpuje?
Mój ma element wizualizacji, tak. I faktycznie ten obraz znam na pamięć jak wiersz z podstawówki - gładko, szybko, bez żadnego zaangażowania. Może tu jest pies pogrzebany.
A co jeśli zmienić tylko ten element i zostawić resztę? Żeby nie robić rewolucji w całym rytuale, ale odświeżyć właśnie tę część która się zużyła.
Niekoniecznie. Można wizualizować ten sam stan końcowy z innej perspektywy, z innym poziomem szczegółu albo z innym punktem wejścia do obrazu. To nie zmienia celu, tylko toruje nową drogę do niego. Sportowcy robią to regularnie kiedy mentalna rutyna zaczyna tracić na ostrości.
Czyli de facto nie wiadomo co dokładnie robi wizualizacja w rytuale, zależy od ramy w której się pracuje. I może właśnie dlatego tak trudno stwierdzić czy nuda pochodzi ze zużycia tej ramy, czy ze zużycia konkretnego obrazu, czy z czegoś zupełnie innego.
moze warto by sie zastanowic nad tym: jak dluga przerwa od rytualu mialaby sens? bo caly czas mowimy o zmienianiu, odswiezaniu, ale czy po prostu odejsc na jakis czas i sprawdzic czy wroci chetka - tego nikt nie proponowal
no i czemu nikt tego nie powiedzial wczesniej? bo ja pamietam ze jak robilem pewne rzeczy bardzo regularnie przez dlugi czas, to w koncu przestalem, troche z lenistwa troche z braku czasu - i po jakims czasie sam z siebie wrocil mi na to apetyt. moze cialo czy umysl sam wie kiedy potrzebuje przerwy?
to jest sensowna obserwacja, ale trochę za mało danych żeby wyciągać z tego wniosek ogólny. bo możliwe też że wrócił ci apetyt bo minął jakiś naturalny cykl - coś się domknęło, pojawiła się nowa okoliczność, i stary rytuał znowu miał sens. niekoniecznie przerwa była przyczyną, mogło być zbieżne w czasie.
Myślę że Lechita coś czuje, bo ja miałam raz sytuację gdzie rzuciłam pewną praktykę dość impulsywnie - po prostu przestałam, bez żadnego planu. I kiedy po dłuższym czasie wróciłam, to faktycznie było inaczej. Chociaż nie wiem czy to była przerwa która coś naprawiła, czy po prostu ja się zmieniłam w międzyczasie i wróciłam do tego z innego miejsca.
W tradycjach rytualnych jest pojęcie 'temenos' - czasoprzestrzeni oddzielonej od codzienności, w której działa rytuał. Jeśli codzienność wchłonie rytuał za bardzo, ten temenos zanika. Przerwa może go odtworzyć przez sam fakt oddzielenia. Ale to nie znaczy że każda przerwa działa - chodzi o to żeby po powrocie znowu był próg, granica między 'przed' i 'po'. Czy ktoś miał poczucie że ten próg po przerwie faktycznie wrócił?
Ale może nie ma nic złego w cyklach? Tj. że rytuał ma sezon, potem jest cisza, potem wraca. Wiele rzeczy w przyrodzie tak działa - nie cały czas kwitnie. Nie wiem, może to trochę naiwne podejście, ale jakoś wydaje mi się naturalniejsze niż ciągłe optymalizowanie praktyki żeby nigdy nie straciła świeżości.
Ale to rodzi pytanie - skąd wiesz że to 'sezon' się skończył, a nie że po prostu masz gorszy okres? Bo mi się zdarzyło rzucić praktykę którą teraz żałuję że rzuciłam, bo myślałam że 'czas minął', a okazało się że po prostu miałam wtedy dużo na głowie i straciłam kontakt.
To jest chyba jeden z tych problemów, na które nie ma odpowiedzi z zewnątrz. Bo ja też nie potrafiłabym powiedzieć po czym to poznać. U mnie nuda w rytuale wyglądała inaczej niż brak energii przez przemęczenie - ale to wyczucie przyszło z doświadczeniem, nie z żadnej reguły.
