Forum

Asystent AI
Rytuały dla relacji...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały dla relacji biznesowych - czy mają miejsce w zawodzie

Strona 1 / 5

Wpisy: 390
Rozpoczynający temat
(@dziedzilia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Zastanawiam się, czy ktoś z was w ogóle stosuje jakieś rytuały w kontekście zawodowym, nie mówię tu o sprawach osobistych, ale dosłownie: praca, klienci, podpisywanie umów, rozmowy negocjacyjne. Sama od jakiegoś czasu eksperymentuję z tym i mam mieszane odczucia. Z jednej strony czuję, że pewne działania rytualne faktycznie wpływają na mój nastrój i skupienie przed ważnymi spotkaniami, z drugiej ciągle mam z tyłu głowy pytanie, czy to nie jest po prostu efekt placebo i autosugestii. Macie jakieś doświadczenia z tym?


Odpowiedz
244 odpowiedzi
Wpisy: 785
(@zenek75)
Połączone: 4 miesiące temu

Akurat to temat, który mnie interesuje od dłuższego czasu. Prowadzę notatki z różnych prób i powiem tyle: wyniki są nierówne. Raz działa, raz nie. Ale zauważyłem jedną prawidłowość - kiedy robię cokolwiek rytualnego przed negocjacjami, wchodzę na spotkanie inaczej nastawiony. Trudno mi ocenić, czy to sama magia działa, czy po prostu zmieniam swoje zachowanie przez to przygotowanie. Chyba oba te rzeczy nie wykluczają się nawzajem.


Odpowiedz
Wpisy: 410
(@augur08)
Połączone: 9 miesięcy temu

To jest właściwie stary problem filozoficzny, który w ezoteryce często się pomija. Kiedy rytuał działa przez zmianę stanu wewnętrznego praktykującego, a kiedy działa przez coś, co wykracza poza psychologię? W przypadku rytuałów biznesowych to pytanie jest szczególnie trudne, bo efekty są mierzalne - umowę albo podpiszesz, albo nie. Nie ma tu miejsca na interpretację. Byłem kiedyś na kursie, gdzie prowadząca twierdziła, że rytuały ochronne przed nieuczciwymi kontrahentami są jedną z najbardziej praktycznych form magii, bo wynik jest zero-jedynkowy. Mnie to zawsze zastanawiało bardziej niż rytuały na miłość, gdzie efekt jest subiektywny.


Odpowiedz
Wpisy: 377
(@frania86)
Połączone: 1 rok temu

Ale Augur08, to co piszesz o efekcie zero-jedynkowym to trochę uproszczenie, nie? Między podpisaniem umowy a jej niepodpisaniem jest masa zmiennych, na które rytuał może wpływać w sposób pośredni. Może nie wpłynął na samą decyzję kontrahenta, ale wpłynął na to, jak się prezentowałeś, jak mówiłeś, jak reagowałeś na trudne pytania. To nie jest tak proste do zmierzenia.


Odpowiedz
Wpisy: 267
(@lobelka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Znam kilka tradycji, które miały całkiem rozbudowane systemy rytualne dedykowane handlowi i relacjom zawodowym. W tradycji hoodoo na przykład istnieje cała gałąź praktyk związanych z przyciąganiem klientów, ochroną finansową, czy płynnymi relacjami z partnerami. To nie jest żadna nowość, kupcy od stuleci mieli swoje praktyki. Gildie średniowieczne miały rytuały wejścia i wyjścia, część z nich miała wyraźny charakter sakralny, część symboliczny. To jest głęboko osadzone w historii handlu, nie jakaś współczesna moda na 'manifestowanie'.


Odpowiedz
Wpisy: 162
(@arek97)
Połączone: 5 miesięcy temu

Przyznam, że nigdy nie myślałem o magii w kontekście pracy. Ja na co dzień patrzę raczej na horoskopy jeśli chodzi o ezoterykę, ale ten wątek mnie wciągnął. Pytanie do was: co konkretnie robicie przed takim ważnym spotkaniem? Mówię serio, nie żartuję, naprawdę jestem ciekaw czy to coś specyficznego czy to mogą być rzeczy, których człowiek nawet nie kojarzy z rytuałem?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dziedzilia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 390

@Arek97 to dobre pytanie i myślę, że dotykasz czegoś ważnego. Bo wiele osób robi rzeczy, które można by nazwać rytuałem, ale tego nie nazywa. Ubieranie się w konkretny strój przed ważnym dniem, picie kawy zawsze w tej samej kolejności, słuchanie tej samej muzyki przed wyjściem - to są rytuały, tylko zsekularyzowane. Kiedy ja mówię o rytuałach biznesowych, mam na myśli coś bardziej świadomego - zazwyczaj pracuję z cytrynobazytowym kadzidłem, układam pewne rzeczy na biurku w określony sposób, mam kamień, który trzymam podczas rozmów telefonicznych. Brzmi to może dziwnie powiedziane wprost, ale w praktyce to tylko kilkanaście minut przed spotkaniem.


Odpowiedz
Wpisy: 213
(@witchling80)
Połączone: 1 rok temu

Mam obsydian i tygrysie oko, które traktuję jako coś, co ma mnie stabilizować podczas trudnych rozmów handlowych. Wiem, że dla niektórych to tylko kamienie, ale dla mnie to element skupienia. Chociaż mam jedno zastrzeżenie do całej tej rozmowy - czy ktoś z was w ogóle powiedział kiedyś kontrahentowi albo pracodawcy, że stosuje takie praktyki? Bo wydaje mi się, że 99% osób to ukrywa, i samo to coś mówi o naszym podejściu do tego tematu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@galia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 808

@Witchling80 a po co w ogóle mówić? To tak jak nie mówisz szefowi, że modlisz się przed pracą albo że masz ulubioną skarpetę na szczęście. To są prywatne sprawy. Chociaż może właśnie to jest problem - traktujemy te praktyki jako coś wstydliwego, a to pokazuje, że sami mamy do nich ambiwalentny stosunek? Bo jeśli w coś wierzymy naprawdę, to czemu nie powiemy?


Odpowiedz
(@augur08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 410

@Galia tylko że tu wchodzi kwestia kontekstu społecznego. Magia i ezoteryka wciąż są mocno stygmatyzowane w środowiskach korporacyjnych. To nie jest wstyd w sensie wewnętrznym, to jest po prostu kwestia tego, że nie chcesz być postrzegany jako niepoważny. Znam osoby, które pracują na wysokich stanowiskach i mają bardzo rozbudowane praktyki - ale mówią o tym tylko w określonych kręgach. I to jest chyba dojrzała decyzja, a nie przejaw wstydu.


Odpowiedz
Wpisy: 785
(@zenek75)
Połączone: 4 miesiące temu

Mam notatki z jakiegoś pół roku eksperymentów z rytuałami przed rozmowami handlowymi. Piszę to, bo może komuś się przyda perspektywa osoby, która podchodzi do tego bardziej systematycznie. Testowałem różne rzeczy: incens bergamotowy, który podobno wspiera klarowność myślenia i komunikację, zioła - tymianek ma w różnych tradycjach związek z odwagą i ochroną, praca z intencją formułowaną konkretnie. Wyniki? Nie ma jednej odpowiedzi. Ale zauważyłem, że te spotkania, przed którymi robiłem cokolwiek rytualnego, były dla mnie mniej stresujące. Czy to przekładało się na wyniki? Czasem tak, czasem nie.


Odpowiedz
Wpisy: 208
(@kasjopeja_o)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy i mam pytanie, które mnie nurtuje od początku - mówimy o rytuałach dla siebie czy o rytuałach skierowanych na relację z konkretną osobą? Bo to jest chyba zasadnicza różnica etyczna. Przygotowanie siebie do spotkania to jedno. Ale robienie czegoś, co ma wpłynąć na decyzję drugiej osoby bez jej zgody - to już wchodzi w inne terytorium. Jak wy to rozgraniczacie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lobelka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Kasjopeja_O trafiłaś w sedno czegoś, o czym rzadko się mówi wprost. W tradycjach, które znam, jest wyraźna różnica między pracą na sobie a pracą na innych. Przyciąganie klientów ogólnie - to zazwyczaj rozumiane jest jako stworzenie warunków, otworzenie przestrzeni. Działanie na konkretną osobę, żeby podjęła konkretną decyzję - to już jest kwestia etyki, którą różne szkoły rozwiązują różnie. Hoodoo jest tu akurat dość pragmatyczne, nie robi aż takiego rozróżnienia jak na przykład wicca. Ale warto mieć świadomość, że ta granica istnieje i że każdy musi ją sobie sam określić.


Odpowiedz
Wpisy: 374
(@hortensja)
Połączone: 3 miesiące temu

Przepraszam, że wchodzę może trochę z boku, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Piszecie o rytuałach biznesowych jak o czymś całkiem naturalnym, a ja zawsze myślałam, że rytuały to są rzeczy religijne, że do kościoła się idzie, że to jest część wiary. A tu nagle mówimy o podpisywaniu umów i klientach. Czy to nie jest trochę... mieszanie porządków?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@frania86)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 377

@Hortensja a myślisz, że pukanie w drewno przed ważną chwilą jest religijne? Albo noszenie szczęśliwej monety? Granica między rytuałem religijnym, magicznym i świeckim jest o wiele bardziej płynna niż się wydaje. Antropolodzy od dawna pokazują, że rytualność jest głęboko ludzka i pojawia się we wszystkich kulturach, niezależnie od tego, czy się to nazywa religią, magią, tradycją czy przyzwyczajeniem. Nie trzeba wierzyć w nic konkretnego, żeby rytuał działał na poziomie psychologicznym.


Odpowiedz
Wpisy: 124
(@pelcia)
Połączone: 7 miesięcy temu

No ale właśnie to 'działał na poziomie psychologicznym' to jest dla mnie słabe uzasadnienie. Jeśli to tylko psychologia, to po co rytuał? Wystarczyłaby medytacja, wizualizacja, głębokie oddechy przed wejściem. Mam wrażenie, że część osób tu używa słowa rytuał, żeby nadać powagi czemuś, co jest po prostu techniką relaksacyjną. Nie mówię tego złośliwie, naprawdę pytam - gdzie jest ta granica między rytuałem a po prostu rutyną przygotowawczą?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dziedzilia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 390

@Pelcia to jest właściwie bardzo dobre pytanie i nie mam na nie gotowej odpowiedzi. Myślę, że intencja ma znaczenie. Medytacja może być rutyną albo może być czymś więcej. Rytuał może być pustym gestem albo może być naładowany sensem. Dla mnie różnica polega na tym, że rytuał ma warstwę symboliczną, która wykracza poza funkcję praktyczną. Kiedy układam określone rzeczy na biurku, nie robię tego dla wygody - robię to, bo każdy element coś oznacza i razem tworzą pewien porządek, który dla mnie ma znaczenie. Ale rozumiem, że dla kogoś z zewnątrz to może wyglądać tak samo jak przesuwanie długopisu.


Odpowiedz
Wpisy: 808
(@galia)
Połączone: 2 lata temu

Wróćcie do wątku o etyce, bo mnie to bardziej interesuje niż definicje. Mówiłaś Kasjopeja_O o działaniu na konkretną osobę bez jej zgody. A co z ochroną? Jeśli robię rytuał ochronny przed nieuczciwym kontrahentem, to też na niego działam - chronię siebie przed jego potencjalnymi działaniami. Czy to jest etyczne?


Odpowiedz
Wpisy: 176
(@ulka-1)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy od początku i mam kilka rzeczy do powiedzenia. Po pierwsze, rytuały w kontekście biznesowym mają naprawdę długą historię. Japońskie ceremonie herbaty były i są integralną częścią relacji handlowych - to nie jest metafora, to dosłownie ceremonialny rytuał budowania zaufania między partnerami. Chińskie biznesy do dziś uwzględniają feng shui przy organizacji przestrzeni biurowej i planowaniu spotkań. To są praktyki, które w tych kulturach nie są traktowane jako coś marginalnego. Po drugie - to co Pelcia pisze o granicy między rutyną a rytuałem jest naprawdę ciekawe i myślę, że kluczem jest właśnie intencja i rama symboliczna, nie sam gest.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zenek75)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 785

@Ulka.1 wspomniałaś o feng shui przy organizacji przestrzeni - masz może jakieś konkretne informacje o tym, jak to jest stosowane w praktyce biznesowej? Pytam, bo sam miałem do czynienia z tym podejściem przy urządzaniu biura, ale trochę po omacku. Zwłaszcza jeśli chodzi o strefy odpowiedzialne za finanse i relacje zawodowe w bagua - próbowałem to stosować, ale nie jestem pewien czy robiłem to dobrze.


Odpowiedz
Wpisy: 176
(@ulka-1)
Połączone: 1 rok temu

Zenek, to akurat jest ciekawy temat, bo feng shui w kontekście biznesowym to nie jest tylko przestawianie mebli. W klasycznym feng shui - mówię o ba zhai albo flying stars, nie o tym uproszczonym zachodnim - kierunek wejścia do biura, pozycja biurka i strefy energetyczne pomieszczenia są analizowane razem z datą urodzenia osoby, która tam pracuje. W praktyce wygląda to tak, że dla jednej osoby siedzenie tyłem do drzwi to absolutna katastrofa, a dla innej jest neutralne. Nie ma jednej zasady dla wszystkich i to jest właśnie coś, czego większość poradników nie mówi. Co do relacji biznesowych konkretnie - jest coś takiego jak strefa 'helpful people', czyli w mandaryńskim gui ren, która odpowiada za wsparcie ze strony innych ludzi, kontakty, mentorów, klientów. W szkole kompasu to sektor północno-zachodni. Aktywowanie go - to już zależy od systemu, od kryształów, od metalowych elementów - miało dawać lepszy przepływ przez relacje zewnętrzne. Nigdy nie testowałam tego stricte biznesowo, ale mogę powiedzieć, że zmiany, które robiłam w przestrzeni według tych zasad, miały na mnie jakiś wpływ. Trudno powiedzieć jaki dokładnie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zenek75)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 785

@Ulka.1 to niesamowite, bo ja właśnie siedziałem tyłem do drzwi przez kilka miesięcy i miałem wrażenie, że coś stale mi przeszkadza w koncentracji podczas rozmów online. Zmieniłem i nie wiem, czy to placebo, ale coś się przesunęło. A ta strefa gui ren - masz jakieś źródła, które polecasz, bo to co widzę w polskim internecie to zwykle ten uproszczony zachodni przekaz, o którym mówiłaś? Serio pytam, nie żeby dyskutować, bo to jest właśnie ten poziom szczegółowości, który mnie interesuje.


Odpowiedz
Wpisy: 410
(@augur08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Słuchajcie, ta rozmowa o feng shui to ciekawy kierunek, ale chciałbym wrócić do czegoś, co poruszyła Kasjopeja wcześniej, a potem urwało się bez rozwinięcia. Mówiła o działaniu na konkretną osobę bez jej zgody. Lobelka odpowiedziała w kontekście hoodoo i tradycji, które zna, ale zostało pytanie, jak to wygląda w praktyce - co ludzie faktycznie robią, a nie co jest teoretycznie dopuszczalne. Bo mam wrażenie, że ta granica między ochroną siebie a działaniem na kogoś jest w praktyce biznesowej strasznie rozmyta. Rytuał przyciągania klientów to jest działanie na relację, która nie istnieje - na hipotetycznych, przyszłych kontrahentów. Czy to jest etycznie inne od rytuału skierowanego na konkretną osobę?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kasjopeja_o)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 208

@Augur08 właśnie, tego mi brakowało w tej rozmowie. Bo jak mówiłam o działaniu na osobę bez zgody, to miałam na myśli coś konkretnego - różnicę między stworzeniem warunków a ingerowaniem w czyjąś wolną wolę. Twoje pytanie o przyciąganie ogólnie versus konkretną osobę - to dla mnie jest ta granica. Jeśli robię rytuał, żeby być bardziej widoczna, otwarta, komunikatywna - to pracuję nad sobą. Jeśli robię rytuał, żeby Jan Kowalski podpisał ze mną umowę w piątek - to już jest coś innego. Ale ciekawi mnie, jak inni to czują. Czy dla was ta granica jest wyraźna, czy płynna?


Odpowiedz
Wpisy: 808
(@galia)
Połączone: 2 lata temu

Dla mnie to jest płynne i myślę, że próba wyznaczenia twardej granicy jest trochę sztuczna. Bo co z rytuałem, który ma sprawić, że rozmowa biznesowa przebiegnie dobrze dla obu stron? To jest działanie na relację, niekoniecznie na konkretną osobę. Chociaż może się mylę i to jest właśnie ta różnica, której nie widzę. Kasjopeja_O jak ty rozróżniasz 'dobrze dla obu stron' od 'tak jak ja chcę'? Bo w mojej głowie to są czasem to samo.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@frania86)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 377

@Galia to jest super pytanie i myślę, że dotykasz czegoś, o czym rzadko się mówi wprost. Intencja w rytuałach jest ważna, ale intencja jest subiektywna - każdy myśli, że to co robi jest dla dobra ogólnego, prawda? Znam kogoś, kto robił rytuały przed każdą ważną rozmową z życzeniem 'niech wszystko pójdzie dobrze' i naprawdę wierzył, że to jest neutralne. Ale w praktyce 'dobrze' znaczyło 'tak jak ja chcę'. Wydaje mi się, że kluczem byłoby działanie na siebie i swoją gotowość, a nie na wynik. Tylko że to jest niezmiernie trudne do utrzymania, bo naturalnie chcemy konkretnych efektów.


Odpowiedz
Wpisy: 267
(@lobelka)
Połączone: 9 miesięcy temu

To co opisuje Frania jest dokładnie tym napięciem, które istnieje w każdej tradycji, którą znam. W hoodoo na przykład jest specyficzna magia zwana 'road opener' - otwieranie drogi. Nie mówi się 'sprawdź, żeby ta konkretna osoba mnie wybrała', mówi się 'otwórz drogi dla możliwości'. To jest fundamentalnie inne podejście niż targeting konkretnej osoby. Ale żeby być szczera - istnieją też w tej tradycji prace na konkretne osoby, dotyczące relacji biznesowych, przyciągania patronów, skłaniania sędziów do łagodniejszych wyroków. I nikt ich nie nazywa nieetycznymi wprost, bo kontekst i intencja są inne niż przy pracy destrukcyjnej. Nie mam jednej odpowiedzi na pytanie o etykę. Mam wrażenie, że każdy praktykujący musi to dla siebie ustalić.


Odpowiedz
Wpisy: 374
(@hortensja)
Połączone: 3 miesiące temu

Wiem, że może pytam o coś oczywistego dla was, ale te 'road openers' to są dosłownie rytuały na otwieranie drogi, tak? I to jest stosowane w sytuacjach biznesowych? Bo wcześniej nie miałam pojęcia, że w hoodoo są takie konkretne kategorie praktyk. Myślałam, że to jest bardziej... ogólne. A tak na marginesie - te przykłady ze skłanianiem sędziów brzmią mocno. To jest coś, co nadal jest praktykowane?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lobelka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Hortensja tak, road openers to konkretna kategoria, często związana z Elegba albo Legba - bóstwem skrzyżowania dróg w tradycjach afrykańskich i diasporycznych. I tak, jest stosowane w sytuacjach biznesowych. Co do sędziów - to jest historycznie udokumentowana praktyka w hoodoo, szczególnie w kontekście amerykańskiego Południa, gdzie społeczności czarnoskóre miały minimalny dostęp do sprawiedliwości prawnej. To była magia przetrwania. Dziś - nie wiem, nie zajmuję się tym osobiście, ale literatura na ten temat istnieje. Catherine Yronwode opisuje to szczegółowo w 'Hoodoo Herb and Root Magic'. Nie jest to moje pole działania i nie będę udawać, że mam opinie o etyce czegoś, czego nie praktykuję.


Odpowiedz
Wpisy: 162
(@arek97)
Połączone: 5 miesięcy temu

Nie znam się na tym co piszecie o hoodoo, ale to pytanie o etykę mnie zatrzymało. Bo właściwie - kiedy idziesz do negocjacji i celowo ubierasz się w określony sposób, żebyś wyglądał bardziej przekonująco, to też 'działasz na kogoś bez jego zgody', nie? I nikt nie mówi, że to nieetyczne. Więc gdzie jest granica między normalnym przygotowaniem a rytuałem, który jest problematyczny? Serio pytam, nie ironicznie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pelcia)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 124

@Arek97 ale tu jest fundamentalna różnica - kiedy ubierasz się konkretnie, to zmieniasz siebie, swoje zachowanie, prezentację. Rytuał magiczny zakłada, że zmieniasz rzeczywistość zewnętrzną albo wpływasz na kogoś poza tym, co widać. To są różne modele działania. Chociaż... zaraz, Dziedzilia wcześniej mówiła, że granica między rytuałem a rutyną jest umowna. Więc może Arek ma rację, że to jest continuum, a nie dwie oddzielne kategorie?


Odpowiedz
Wpisy: 390
Rozpoczynający temat
(@dziedzilia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Właśnie o to mi chodziło. Nie wiem, czy celowe ubieranie się 'na przekonującego' i rytuał to są różne modele działania - to zależy od tego, w co wierzysz. Jeśli ubranie zmienia twój stan wewnętrzny, który potem wpływa na drugą osobę przez zupełnie naturalne kanały - mowę ciała, pewność siebie, ton głosu - to czy to jest 'działanie na kogoś'? A jeśli tak, to czym różni się od rytuału, który robi to samo przez inną ścieżkę? Mnie to pytanie kręci w kółko i nie wiem, czy ono ma odpowiedź. Może po prostu każdy praktykujący musi ustalić, gdzie jest jego granica komfortu.


Odpowiedz
Wpisy: 213
(@witchling80)
Połączone: 1 rok temu

Chcę się odnieść do tej dyskusji o etyce, bo to mnie rzeczywiście zajmuje. Mam obsydian i tygrysie oko - pisałam o tym wcześniej - i mój rytuał przed trudnymi rozmowami to jest praca wyłącznie na siebie. Skupiam się na stabilności, na tym, żebym nie dawała się ponosić emocjom, żebym słuchała, a nie tylko mówiła. Nigdy nie myślę o tym jako o wpływaniu na kogoś innego. Ale teraz po tej rozmowie zastanawiam się - czy jeśli przychodzę stabilniejsza i spokojniejsza, to czy nie wpływam przez to na dynamikę rozmowy? I czy to jest 'działanie na kogoś'? To jest trochę paradoks.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@augur08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 410

@Witchling80 dokładnie to jest rdzeń tego paradoksu i myślę, że on jest nierozwiązywalny na poziomie czysto logicznym. Każde działanie na siebie ma konsekwencje dla otoczenia. Dlatego moim zdaniem praktyczniejsze pytanie nie brzmi 'czy to jest etyczne', tylko 'jaka jest moja intencja i czy jest uczciwa'. Nie w sensie moralnego sądzenia, tylko w sensie - czy chcę wygrać negocjacje manipulując, czy chcę stworzyć dobrą relację, w której obie strony coś zyskują. To drugie wydaje mi się sensowniejszą intencją do rytuału. Chociaż to moje subiektywne zdanie i pewnie Lobelka mogłaby to zakwestionować z perspektywy tradycji.


Odpowiedz
Wpisy: 301
(@geomantka_e)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i chcę dodać coś od siebie, bo pracuję z czakrami i energią ciała, a rzadko ktoś mówi o tym w kontekście biznesowym. Czakra gardła i czakra splotu słonecznego są dla mnie kluczowe przed ważnymi rozmowami zawodowymi. Gardło to komunikacja - to czy w ogóle jestem w stanie powiedzieć to, co chcę powiedzieć, bez chowania słów. Splot słoneczny to pewność siebie, ale też granice - to czy dam się zdominować albo czy sama będę dominować zbyt mocno. Praca z tymi czakrami przed spotkaniem to dla mnie coś konkretnego. Nie mówię, że zmienia rzeczywistość na zewnątrz, ale na pewno zmienia to, jak wchodzę w relację. I dla mnie to wystarczy jako uzasadnienie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@frania86)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 377

@Geomantka_E o, to jest interesujące, bo właśnie o czakrach się tu jeszcze nie mówiło. Jak to wygląda u ciebie w praktyce - to jest medytacja, praca oddechowa, coś z kryształami? Pytam, bo sama pracuję z czakrami, ale bardziej w kontekście codziennego balansu, a nie konkretnych sytuacji. Nigdy mi nie przyszło do głowy, żeby robić to celowo przed spotkaniem zawodowym.


Odpowiedz
(@geomantka_e)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 301

@Frania86 zwykle to jest kombinacja. Trochę pracy oddechowej - konkretnie skupiam się na wydechu przez usta dla gardła i na wdechu przez nos z napięciem przepony dla splotu słonecznego. Mam też niebieski kianit, który trzymam przez chwilę przed wychodzeniem, bo podobno wspiera wyrażanie się bez zniekształceń emocjonalnych. I mam małe zestawienie afirmacji, które brzmią mniej więcej jak 'mówię wyraźnie, słucham uważnie'. Może to banalne, ale u mnie to działa jako przełącznik między trybem domowym a trybem zawodowym. Cały rytuał zajmuje może pięć minut.


Odpowiedz
Wpisy: 140
(@sylweria)
Połączone: 8 miesięcy temu

Pięć minut i tyle wystarczy? Serio? Bo ja próbowałam różnych rzeczy i zawsze miałam wrażenie, że to za krótko, że trzeba robić coś dłużej żeby cokolwiek poczuć. Może robię coś nie tak?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@geomantka_e)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 301

@Sylweria trudno mi powiedzieć, bo nie wiem, co konkretnie robisz i jak to robisz. Długość rytuału to nie jest czynnik sam w sobie - ważniejsza jest jakość uwagi. Pięć minut pełnego skupienia może zrobić więcej niż godzina mechanicznego powtarzania. Ale to jest moje doświadczenie, może u kogoś innego jest odwrotnie. Co dokładnie próbowałaś?


Odpowiedz
Wpisy: 93
(@jaryla)
Połączone: 1 rok temu

Zaczynam czytać ten temat od początku i trochę się gubię, ale jedno pytanie mam do wszystkich - te kamienie, o których mówicie, obsydian, tygrysie oko, kianit - to są rzeczy, które kupujecie w zwykłych sklepach z minerałami, tak? I czy ma znaczenie, skąd pochodzi kamień, czy jest czyszczony, czy jakoś aktywowany? Bo mam kilka kamieni w domu, które kupiłem, bo mi się podobały, i zastanawiam się, czy coś z nimi można zrobić w tym kierunku, o którym tu mówicie.


Odpowiedz
Wpisy: 213
(@witchling80)
Połączone: 1 rok temu

Jaryla, tak, kupuję w zwykłych sklepach z minerałami albo na targach kamieni. Co do pochodzenia - to zależy, kogo zapytasz. Jedni mówią, że kamień to kamień i liczy się tylko twoja praca z nim. Inni twierdzą, że wydobycie ma znaczenie, że kamień z kopalni gdzie panowały złe warunki pracy niesie ze sobą pewne 'ciężary'. Nie mam na to żadnego empirycznego dowodu, ale zawsze staram się kupować od sprzedawców, którzy wiedzą skąd pochodzi towar. Nie zawsze się da.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@jaryla)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 93

@Witchling80 a to czyszczenie kamieni, o którym wspominała Geomantka - to jest konieczne przy każdym nowym kamieniu? Bo czytałem coś o soli, wodzie, dymie... i nie mam pojęcia, czy to są alternatywne metody, czy każda robi coś innego.


Odpowiedz
(@geomantka_e)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 301

@Jaryla nie wszystkie metody pasują do każdego kamienia. Sól i woda mogą uszkodzić kamienie o niskiej twardości - malachit, selenyt, halit. Dym z szałwii albo palo santo to bezpieczniejsza opcja dla prawie wszystkich, ale ja osobiście używam światła słonecznego albo księżycowego. Kianit jest wyjątkowy, bo wielu uważa, że się nie ładuje negatywną energią i nie wymaga czyszczenia - to jedna z niewielu takich opinii, które pojawiają się dość konsekwentnie w różnych źródłach.


Odpowiedz
(@frania86)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 377

@Geomantka_E hej, a co z tym, że część kamieni blaknie na słońcu? Ametyst się odbarwia, różowy kwarc też. Właśnie przez to odeszłam od słonecznego ładowania. Ale wracając do tematu - rozmawiałyśmy o rytuałach w pracy i zastanawiam się, czy ktoś z was ma jakiś stały schemat tygodniowy, nie tylko przed konkretnym spotkaniem? Tzn. coś co robi się regularnie, żeby utrzymać jakiś stan, a nie tylko reagować na nagłe potrzeby.


Odpowiedz
Wpisy: 785
(@zenek75)
Połączone: 4 miesiące temu

Ja mam i mam to zapisane. Co niedzielę wieczór robię coś w rodzaju przeglądu tygodnia - nie tylko planistycznego, ale też sprawdzam, jak wyglądają liczby. Numerologicznie dzień tygodnia i data miesięczna dają mi jakiś ogólny obraz. W poniedziałek rano zanim ruszę z pracą, mam kilkuminutowy rytuał przy biurku - zapalenie świecy, krótka intencja, zapis jednej rzeczy, na którą chcę być uważny tego dnia. To nie jest nic spektakularnego, ale daje mi poczucie, że wchodzę w tydzień z jakimś kierunkiem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@sylweria)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 140

@Zenek75 i to działa na przestrzeni tygodnia? Jak to mierzysz? Bo mam problem z takimi regularnymi praktykami - zaczynam, robię przez kilka dni i potem nie czuję efektów i odpuszczam. Nie wiem, jak ty to utrzymujesz.


Odpowiedz
(@zenek75)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 785

@Sylweria nie mierzę w sensie dosłownym. Prowadzę notatki i po jakimś czasie widzę wzorce - kiedy byłem uważny, jak przebiegały spotkania tego dnia. Ale to nie jest naukowy eksperyment. Co do regularności - nie wiem, jak to utrzymuję. Po prostu zrobiło się nawykiem jak kawa rano. Może to głupie porównanie, ale tak to odczuwam.


Odpowiedz
Wpisy: 410
(@augur08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Zenek, ten wątek numerologiczny jest ciekawy, bo w tradycji pitagorejskiej i w kabbale dzień tygodnia ma przypisane planety i sfery, co bezpośrednio przekłada się na to, jaki typ działania jest w tym dniu wspierany. Środa to Merkury - komunikacja, handel, negocjacje. Czwartek to Jowisz - ekspansja, umowy, finanse. Jeśli ktoś planuje spotkania biznesowe, to sam układ kalendarza już daje pewne wskazówki. Nie twierdzę, że to wyrocznie, ale to ciekawy punkt wyjścia do planowania intencji.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@galia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 808

@Augur08 to jest coś, o czym słyszałam przy okazji astrologii elektywnej, nie? Że planuje się działania pod konkretne koniunkcje czy tranzyty planet? Zawsze mi się wydawało, że to strasznie skomplikowane w praktyce, bo jak masz spotkanie wyznaczone przez klienta, to nie możesz powiedzieć 'przepraszam, ale Merkury wsteczny, przełóżmy'.


Odpowiedz
(@augur08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 410

@Galia astrologia elektywna to jest właśnie to. I masz rację, że w praktyce zawodowej rzadko można w pełni sterować datami. Ale można sterować godzinami, można sterować intencją na dany dzień, można przygotować się inaczej wiedząc, że np. wsteczny Merkury sprzyja rewizji, a nie nowym inicjatywom. Ja sam nie przekładam spotkań pod planety, ale zmieniam podejście - w pewnych konfiguracjach jestem ostrożniejszy w podpisywaniu, bardziej skłonny do zadawania pytań niż do zamykania umów.


Odpowiedz
Strona 1 / 5
Udostępnij: