Forum

Asystent AI
Rytuały oparte na t...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały oparte na tańcu i ruchu - czy każdy może je robić

Strona 1 / 6

Wpisy: 392
 Hela
Rozpoczynający temat
(@hela)
Połączone: 9 miesięcy temu

Zastanawiam się od jakiegoś czasu czy rytuały oparte na ruchu i tańcu są czymś, do czego trzeba mieć jakieś predyspozycje, czy to naprawdę każdy może robić bez przygotowania. Chodzi mi o takie rzeczy jak taniec transowy, rytmiczne kołysanie podczas ceremonii, krążenie sufi albo po prostu świadomy ruch jako część rytuału oczyszczającego. Bo z jednej strony słyszę, że ciało jest najlepszym przewodnikiem i nie ma tu żadnych barier. Z drugiej strony widziałam opisy stanów dysocjacyjnych u ludzi, którzy weszli w trans taneczny bez żadnego przygotowania i nie za bardzo wiedzieli co z sobą potem zrobić. Więc pytanie o dostępność tych rytuałów jest dla mnie pytaniem też o bezpieczeństwo, nie tylko o to czy ktoś umie tańczyć.


Odpowiedz
268 odpowiedzi
Wpisy: 360
(@izoldka69)
Połączone: 1 rok temu

To jest dobry wątek, bo faktycznie to dwa różne pytania sklejone w jedno. Czy każdy może fizycznie uczestniczyć w rytuale opartym na ruchu - tak, w zasadzie tak, bo ruch to bardzo szerokie pojęcie i nie musi oznaczać tańca scenicznego ani akrobatyki. Ale czy każdy powinien wchodzić w głębszy trans taneczny bez żadnego oparcia - to już nie jest oczywiste. Tradycje, które pracują z tańcem jako sposobem przekraczania progu, na przykład Zar w Etiopii i Sudanie albo rytuały Candomblé, zawsze zakładają obecność kogoś doświadczonego, kto pilnuje przestrzeni i może wyciągnąć człowieka, jeśli zajdzie potrzeba. To nie jest kwestia elitarności, tylko po prostu struktury. Bez niej rytuał staje się czymś innym.


Odpowiedz
Wpisy: 170
(@dorotka73)
Połączone: 1 rok temu

Ale czy mówisz o rytuale w sensie ceremonialnym, z kimś prowadzącym, czy też o indywidualnej praktyce w domu? Bo mi się wydaje, że to jednak dwa różne światy i nie można ich wrzucać do jednego worka. Ja na przykład mam w swojej rutynie coś, co chyba można nazwać rytuałem ruchowym - rano kilka minut bardzo wolnego, świadomego ruchu przy otwartym oknie, z intencją. Nie trans, nie ceremonia, ale ma swoją strukturę i działa na mnie bardzo konkretnie. Nikt mnie tego nie uczył w sensie formalnym. Więc gdzie jest granica między rytuałem a po prostu świadomą rutyną?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Hela
(@hela)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 392

@Dorotka73 właśnie to mnie interesuje, bo też robię coś podobnego i też zastanawiam się czy to 'liczy się' jako rytuał w pełnym sensie. Mój problem z definiowaniem polega na tym, że jak zaczynam to opisywać innym, to brzmi to albo jak trening, albo jak medytacja, a dla mnie jest czymś innym. Ma inną jakość uwagi, inne poczucie w ciele po. Ale z drugiej strony - jak porównuję to z opisami ceremonialnych tańców transowych, to mam wrażenie, że to zupełnie inne zjawisko i może nie powinam używać tego samego słowa.


Odpowiedz
Wpisy: 989
(@kornelia-x)
Połączone: 5 miesięcy temu

Byłam kiedyś na warsztacie 5Rhythms, który wymyśliła Gabrielle Roth, i to było jedno z bardziej nieoczekiwanych doświadczeń jakie miałam. Nie spodziewałam się niczego szczególnego, myślałam że to po prostu ruchomy warsztat wellbeingowy. A tymczasem gdzieś w połowie sesji coś się zmieniło w sali i kilka osób zaczęło płakać, jedna kobieta zaczęła się śmiać w sposób, który nie wyglądał jak śmiech z radości. Prowadząca zatrzymała muzykę i powiedziała wprost, że jeśli ktoś czuje się wytrącony, to powinien usiąść i po prostu oddychać. I to był moment kiedy pomyślałam, że tak, to jednak nie jest zwykłe fitness. Ale jednocześnie nie było żadnych warunków wejścia na ten warsztat. Każdy mógł przyjść.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@walentynka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 122

@Kornelia.x i co, ta prowadząca mówiła później dlaczego tak się stało? Bo to co opisujesz brzmi jak coś, co może się wydarzyć bez ostrzeżenia i zastanawiam się czy to jest uznawane za coś normalnego w tej metodzie, czy raczej wyjątek.


Odpowiedz
(@kornelia-x)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 989

@Walentynka mówiła że to jest dość typowe, że ciało przy rytmicznym ruchu zaczyna wypuszczać rzeczy, które trzymało zamknięte. Używała terminu 'somatic release', co brzmi bardzo terapeutycznie, ale w kontekście tego wieczoru nabierało zupełnie innego wymiaru. Nie wiem czy to był rytuał w sensie ścisłym, czy terapia ruchem, czy coś pomiędzy. Ale wiem, że ludzie wychodzili z tej sali inaczej niż wchodzili.


Odpowiedz
Wpisy: 234
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Mi sie wydaje ze roznica miedzy rytuałem a terapia ruchem jest troche jak roznica miedzy modlitwa a rozmawianiem z psychologiem - oba moga dac podobny efekt, ale zrodlo jest inne i intencja jest inna. W rytuale jest jakis wymiar przekraczajacy siebie samego, jakas przestrzen ktora sie zaprasza albo do ktorej sie wchodzi. W terapii mamy do czynienia z psychika i ciałem ale nie ma tego 'trzeciego'. Choc pewnie sa osoby ktore by sie ze mna nie zgodziły 🙂


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@izoldka69)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 360

@Saturnella.2 nie tyle bym się nie zgodziła, co chciałabym doprecyzować. To rozróżnienie między rytuałem a terapią ruchem jest od lat przedmiotem sporów nawet w środowiskach akademickich zajmujących się antropologią tańca. Joan Cass w swojej pracy o tańcu w różnych kulturach pisała, że w wielu tradycjach nie ma w ogóle słowa, które oddzielałoby te dwa wymiary. Ruchy uzdrawiające i ruchy ceremonijne były tą samą czynnością, wykonywały tę samą pracę. To podział zachodni sprawił, że zaczęliśmy to rozdzielać. Więc może twój 'trzeci wymiar' nie jest wymagany żeby coś było rytuałem - może wystarczy intencja i forma?


Odpowiedz
Wpisy: 164
(@telepatka80)
Połączone: 1 rok temu

Wchodzę w to bo akurat przeczytałam o Biodance i zastanawiam się czy to w ogóle wpisuje się w ten wątek. Rolando Toro stworzył to na bazie biologii i filozofii ale ludzie opisują efekty w kategoriach, które brzmią bardzo... duchowo? Piszą o poczuciu jedności, o stracie granicy między sobą a innymi w sali. Czy to jest rytualne czy nie? Piszę bo nie wiem i chętnie usłyszę co wy o tym myślicie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dorotka73)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 170

@Telepatka80 Biodanza to ciekawy przypadek bo Toro świadomie unikał języka ezoterycznego, chciał żeby to miało oparcie w biologii i psychologii. Ale jednocześnie sam opisywał że celem jest 'vivencia' - żywe doświadczenie, które integruje emocje, ruch i kontakt z innymi. To brzmi jak definicja rytuału inicjacyjnego, tylko bez religijnego opakowania. Myślę że pytanie nie jest 'czy to rytuał' tylko 'czy ludziom potrzebna jest etykietka żeby traktować to poważnie'.


Odpowiedz
Wpisy: 190
(@marylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Trochę z boku, bo nie pracuję z ruchem jakoś szczególnie, ale mam pytanie które mnie tu przyciągnęło - czy ktoś miał doświadczenie z tańcem w kontekście pracy z przodkami albo z konkretnymi energiami? Bo czytałam o rytuałach Voodoo i Candomblé gdzie taniec jest sposobem na 'zaproszenie' orishy albo loa. I wtedy pytanie o to czy każdy może to robić nabiera zupełnie innego wymiaru, prawda? Tam nie chodzi o to czy ktoś umie tańczyć, tylko o to czy jest gotowy na to co może przyjść.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Hela
(@hela)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 392

@Marylka to jest bardzo ważne rozróżnienie i myślę, że tu właśnie leży ta granica o której pisałam na początku. Ruch jako medytacja, ruch jako oczyszczenie, ruch jako ekspresja - to jest coś, co każdy może włączyć do swojej praktyki w zasadzie bez ograniczeń. Ale ruch jako zaproszenie, jako brama, jako komunikacja z konkretnymi bytami albo energiami - to już jest coś innego i tam faktycznie potrzeba albo tradycji albo kogoś kto tę przestrzeń pilnuje.


Odpowiedz
Wpisy: 95
(@agatka71)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy i mam pytanie trochę praktyczne - jak wy w ogóle zaczynacie taki rytuał ruchowy? Znaczy, jest jakieś wejście, jakaś forma otwarcia? Bo wyobrażam sobie że wstaję i zaczynam się poruszać i to brzmi... nie wiem, trochę bez sensu bez jakiegoś początku.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 234

@Agatka71 to bardzo dobre pytanie bo wejscie to jest moim zdaniem najwazniejsza czesc. Moja nauczycielka zawsze mowila ze rytuał zaczyna sie zanim wejdziesz w przestrzen - jak przygotowujesz ciało, jak zmienisz odech, jak stajesz boso na podłodze i czujesz ze jestes tutaj a nie gdzies w głowie. Dla mnie wejsciem jest kilka glebokicih oddechow i jedna prosta intencja powiedziana na głos albo w myslach. Proste ale naprawde zmienia jakos tego co potem sie dzieje.


Odpowiedz
Wpisy: 55
(@jagienka72)
Połączone: 8 miesięcy temu

Właśnie ta kwestia otwarcia i zamknięcia wydaje mi się bardzo niedoceniana. Gdzieś czytałam że w tradycjach szamańskich ruch bez zamknięcia jest uważany za coś w rodzaju otwartego okna - wpuszczasz powietrze ale nie wiesz co jeszcze wlatuje. Nie wiem na ile to jest metafora a na ile dosłowność, ale coś w tym podejściu sprawia że traktuję takie rzeczy ostrożniej.


Odpowiedz
Wpisy: 360
(@izoldka69)
Połączone: 1 rok temu

Ta metafora z otwartym oknem jest obrazowa ale mam wątpliwość czy nie przekazuje fałszywego poczucia zagrożenia osobom, które dopiero zaczynają. Przez lata mówiono ludziom, że praca z ruchem i ciałem jest 'niebezpieczna bez prowadzącego' i efekt był taki, że ludzie albo w ogóle nie próbowali, albo szukali pierwszego lepszego 'nauczyciela' który oferował warsztaty za niemałe pieniądze. Mam dużo szacunku dla ostrożności, ale nie każdy ruch rytualny to otwieranie bram. Ciało jest naprawdę zdolne do regulacji i jeśli ktoś zaczyna od prostego, świadomego ruchu, a nie od głębokiego transu, to ryzyko jest naprawdę małe.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kornelia-x)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 989

@Izoldka69 zgadzam się z tym w połowie. Masz rację że straszenie jest kontrproduktywne i wiele osób rezygnuje z czegoś co mogłoby im naprawdę pomóc. Ale jednocześnie te rzeczy, które opisywałam wcześniej z warsztatu 5Rhythms - ta kobieta śmiejąca się w sposób który nie był śmiechem - to jednak coś, na co warto być przygotowaną. Nie przez strach, ale przez świadomość że ciało może zaskoczyć. Różnica między 'bądź gotowa na niespodzianki' a 'to jest niebezpieczne' jest dla mnie istotna.


Odpowiedz
Wpisy: 193
(@gruszanka54)
Połączone: 12 miesięcy temu

Bardzo wiele tu wyczytuję i chciałam zapytać - czy ktoś z was pracuje z ruchem sezonowo, na przykład inaczej przy przesileniach albo nowiu? Bo wydaje mi się że w wielu tradycjach rytualny taniec był mocno osadzony w cyklu, nie był czymś codziennym. Ciekawi mnie czy wy też to czujecie, że jest czas bardziej sprzyjający takiej pracy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@heliosa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 345

@Gruszanka54 obserwuję to u siebie od jakiegoś czasu i mam w notatkach porównanie kilkunastu sesji z różnych pór roku. Zimą ruch jest u mnie wolniejszy, bardziej wewnętrzny, trudniej mi wejść w coś dynamicznego i nie odczuwam potrzeby żeby to forsować. Wiosną jest jakiś naturalny impuls, latem mogę pracować z ruchem dłużej i intensywniej. Nie wiem czy to jest rytm kosmiczny czy po prostu fizjologia i temperatura, ale regularność tego jest dla mnie wystarczającym argumentem żeby to brać pod uwagę przy planowaniu takich praktyk.


Odpowiedz
Wpisy: 392
 Hela
Rozpoczynający temat
(@hela)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wracając do pytania z początku wątku - myślę że po tej dyskusji mam trochę jaśniej. Rytuały oparte na ruchu i tańcu są dostępne dla każdego w takim sensie, że ciało każdego człowieka jest zdolne do rytmicznego ruchu z intencją. Ale 'każdy może' nie oznacza 'każdy bez żadnego przygotowania i bez żadnej struktury'. Pytanie chyba powinno brzmieć: do jakiej formy rytualnego ruchu jestem gotowa teraz i czego mi do tego potrzeba. I to jest pytanie, na które nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich.


Odpowiedz
Wpisy: 95
(@agatka71)
Połączone: 1 rok temu

i właśnie tutaj mam pytanie bo trochę gubię się w tym co napisałaś - jak rozróżnić moment kiedy 'każdy może' staje się 'ale nie teraz' albo 'ale nie w ten sposób'? Czy to jest coś co ciało samo sygnalizuje, czy raczej coś co trzeba wiedzieć z zewnątrz?


Odpowiedz
Wpisy: 193
(@gruszanka54)
Połączone: 12 miesięcy temu

Dziękuję za tę syntezę, naprawdę dużo mi to poukładało. Mam jeszcze takie małe pytanko z trochę innej strony - czy te rytuały ruchowe działają inaczej kiedy się je robi samemu niż w grupie? Bo czytałam o tych tradycjach grupowych, Candomblé, szamanizm, i tam ruch wydaje się być zawsze wspólny. A solo to jest coś zupełnie innego?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@heliosa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 345

@Gruszanka54 mam wrażenie że to są jakościowo inne doświadczenia, nie lepsze ani gorsze, ale inne. Sama praktykuję głównie solo i to co zyskuję to bardzo duża precyzja obserwacji siebie - nie ma nic co mnie rozproszy, nie ma grupy której rytm muszę brać pod uwagę. Ale byłam też na kilku sesjach grupowych i tam jest coś czego solo po prostu nie ma - jakiś efekt zbiorowego pola, gdzie ruch jednej osoby wciąga ciało drugiej.


Odpowiedz
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 234

@Heliosa powiem ci ze dokladnie to samo mi sie przydarzylo na jednym spotkaniu gdzie byłysmy bodajze cztery osoby i zaczełysmy od kompletnie róznych ruchów a po jakims czasie bez zadnego umowienia zaczełysmy poruszac sie w podobnym rytmie. Nikt nie prowadził, nikt nie mówił co robic. Nie wiem jak to wytlumaczyc ale to był jeden z tych momentów kiedy coś jest oczywiste dla ciała a umysł nie ma do tego dostepu.


Odpowiedz
Wpisy: 360
(@izoldka69)
Połączone: 1 rok temu

To co opisujecie z synchronizacją grupową ma zresztą konkretne badania za sobą - entrain­ment, czyli synchronizacja rytmów biologicznych między organizmami, jest zjawiskiem opisanym w neuronaukach. Badania Sebastiana Kirschnera i Michaela Tomasello pokazały że dzieci które wykonują synchroniczne działania ruchowe z inną osobą wykazują potem wyższy poziom zachowań prospo­łecznych. To tłumaczy też czemu grupowy taniec rytualny w tylu tradycjach na świecie pełnił funkcję spajania wspólnoty. Nie było to tylko symboliczne - to dosłownie zmieniało relacje między ciałami.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kornelia-x)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 989

@Izoldka69 a czy masz jakieś zdanie na temat tego czy ta synchronizacja grupowa jest warunkiem do czegoś głębszego w kontekście rytualnym, czy raczej efektem ubocznym? Bo jak o tym czytam to mam wrażenie że często jest traktowana jako dowód że rytuał 'zadziałał', a nie jako część mechanizmu.


Odpowiedz
Wpisy: 122
(@walentynka)
Połączone: 1 rok temu

Trochę się kręcę wokół tej kwestii cały czas - czy jak ktoś nie czuje ciała, dosłownie, mam na myśli dysocjację albo trudności z odczuwaniem sensacji fizycznych, to czy rytuał ruchowy jest dla niego w ogóle możliwy? Bo z jednej strony mówi się że ruch ma pomagać wrócić do ciała, z drugiej żeby robić rytuał trzeba być obecnym.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dorotka73)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 170

@Walentynka to jest naprawdę ważne pytanie. Spotkałam się z bardzo różnymi stanowiskami na ten temat. Część osób pracujących z traumą i ciałem mówi że delikatny rytmiczny ruch może być właśnie wejściem do odczuwania dla kogoś kto jest odcięty - powolny krok, kołysanie, cokolwiek co daje neutralny punkt odniesienia. Ale inne podejście mówi że bez minimalnego zakorzenienia w ciele każda praca ruchowa może nasilać dezorientację zamiast jej przeciwdziałać. Peter Levine pisał o tym przy okazji Somatic Experiencing - że ciało ma własne tempo i nie można go przyspieszyć intencją.


Odpowiedz
Wpisy: 164
(@telepatka80)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy i mam pytanie może naiwne ale - co to znaczy że rytuał 'zadziałał'? Bo mam wrażenie że każda z was używa tego słowa inaczej. Dla jednej to synchronizacja, dla innej coś wewnętrznego, dla jeszcze innej jakaś zmiana po fakcie. Skąd w ogóle wiadomo że coś się wydarzyło w rytuałowym sensie, a nie po prostu że miałyśmy miły wieczór z tańcem?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Hela
(@hela)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 392

@Telepatka80 i tu chyba siedzi sedno tego całego wątku, bo odpowiedź na to pytanie zmienia kompletnie to jak rozumiemy 'każdy może'. Jeśli kryterium jest subiektywne odczucie że coś się wydarzyło, to jest ono bardzo różne dla różnych ludzi. Jeśli kryterium jest jakiś obiektywny efekt - zmiana nastroju, coś co się potem ułożyło inaczej - to też nie jest mierzalne. Ja dla siebie przyjęłam że rytuał zadziałał gdy coś czego nie planowałam ujawnia się w trakcie albo tuż po - jakiś obraz, emocja, decyzja której nie przewidziałam.


Odpowiedz
Wpisy: 55
(@jagienka72)
Połączone: 8 miesięcy temu

Ta rozmowa idzie w kierunku który mnie bardzo zastanawia od dłuższego czasu. Gdzieś czytałam że w tradycji tańca derwiszów - wirujących sufich - efektem nie jest żaden konkretny stan ale raczej 'usunięcie przeszkody'. Nie wchodzisz w rytuał żeby coś poczuć, tylko żeby coś przestało stać na drodze. I to zmienia całkowicie pytanie o to czy zadziałał.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@izoldka69)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 360

@Jagienka72 to bardzo celna obserwacja. Sama sema, czyli wirowanie derwiszów, rzeczywiście nie jest zorientowana na konkretny stan emocjonalny - w sufi­zmie Mevlevich chodzi o fana, zaniesienie albo rozwiązanie się ego, ale to nie jest coś co się 'osiąga', to coś co się pozwala żeby nastąpiło. Stąd też wirowanie jest tak długie i tak monotonne - nie chodzi o ekstatyczny szczyt, tylko o to żeby struktury kontroli po prostu się zmęczyły. To zupełnie inna logika niż większość zachodnich podejść do ruchu rytualnego.


Odpowiedz
Wpisy: 95
(@agatka71)
Połączone: 1 rok temu

Okej ale to mnie zastanawia praktycznie - jak długo wirować żeby to cokolwiek znaczyło? Pytam serio, bo te rzeczy zawsze opisywane są bardzo poetycko, ale rzadko ktoś mówi że na przykład derwiszowie wirowali przez dwie godziny albo pół godziny. Czy jest jakieś minimum?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@heliosa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 345

@Agatka71 z tego co wiem ceremonia sema trwa tradycyjnie około godziny, ale samo wirowanie w środkowej części to jakieś 30-45 minut. Przy czym to nie jest coś co się bierze i robi samodzielnie bez przygotowania - poprzedza to wieloletnia praca z oddechem i postawą. Więc to pytanie o minimum jest trochę jak pytanie ile minut biegu wystarczy żeby zaliczyć maraton.


Odpowiedz
Wpisy: 234
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Mam wrażenie ze gdzies gubimy to o czym mowila Hela - że rytuały ruchowe sa dla kazdego ale nie kazdy musi robić to samo. Derwiszowe wirowanie jest na jednym koncu spektrum. Na drugim koncu jest po prostu swiadome kilka kroków w okreslonym kierunku z okreslona intencja. I jedno i drugie mozna nazwac rytuałem ruchowym. Nie rozumiem czemu mieszamy poziom trudnosci z dostepnoscia.


Odpowiedz
Wpisy: 989
(@kornelia-x)
Połączone: 5 miesięcy temu

No właśnie, i to jest chyba najuczciwsza odpowiedź na pytanie z tytułu wątku. Każdy może - tak. Ale 'robić rytuał ruchowy' to nie jest jedna czynność, to jest przestrzeń od mrugnięcia z intencją do wieloletnich praktyk wirowania. I może problemem jest to że jak ludzie słyszą 'rytuał' to od razu myślą o tym ekstremalnym końcu tej skali.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@marylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 190

@Kornelia.x masz rację i chyba o to mi chodziło kiedy pytałam wcześniej o te tradycje gdzie taniec jest zaproszeniem konkretnych energii. Bo tam granica jest wyraźna - nie dlatego że jest 'niebezpiecznie', ale dlatego że to wymaga kontekstu kulturowego który po prostu albo się ma albo nie. To jest inny rodzaj niedostępności niż trudność fizyczna.


Odpowiedz
Wpisy: 122
(@walentynka)
Połączone: 1 rok temu

Wracając do tego co powiedziała Dorotka o ludziach z trudnością odczuwania ciała - zastanawiam się czy takie osoby nie miałyby paradoksalnie łatwiej z czymś bardziej strukturalnym, gdzie jest jasna sekwencja ruchów, niż z improwizacją. Wydaje mi się że jak nie czujesz ciała to swobodny ruch jest bardziej dezorientujący niż coś gdzie wiesz co robić w danym momencie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dorotka73)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 170

@Walentynka to jest intuicja która ma oparcie - w pracy z traumą faktycznie często poleca się sekwencje zamiast improwizacji właśnie dlatego żeby ciało miało kotwicę. Ale znam też osoby które powiedzą dokładnie odwrotnie, że struktury je blokują i dopiero kiedy nie ma żadnego wzorca do śledzenia ciało zaczyna mówić. Podejrzewam że to zależy od konkretnej osoby i konkretnego mechanizmu odcięcia.


Odpowiedz
Wpisy: 193
(@gruszanka54)
Połączone: 12 miesięcy temu

Przepraszam że znowu dopytam, bo ta rozmowa jest naprawdę gęsta i chłonę każde słowo - czy ktoś z was próbował połączyć rytualny ruch z czymś zewnętrznym jak na przykład konkretna muzyka, kamienie, świece? Zastanawiam się czy te rzeczy zmieniają jakość ruchu czy raczej są dodatkiem który nie ma większego znaczenia dla samego doświadczenia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@leokadia76)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 383

@Gruszanka54 pracuję z przedmiotami od dłuższego czasu i u mnie muzyka zmienia kompletnie charakter ruchu, ale kamienie to jest ciekawszy temat. Miałam kilka sesji gdzie trzymałam coś w dłoniach podczas ruchu i to dawało bardzo konkretny punkt skupienia, jakby ciało wiedziało że jest zakotwiczone i mogło sobie pozwolić na więcej. Nie wiem czy to jest 'właściwość' kamienia czy po prostu psychosomatyka, ale efekt był realny.


Odpowiedz
Wpisy: 383
(@leokadia76)
Połączone: 7 miesięcy temu

Przy okazji kamieni - miałam też sesje gdzie położyłam kilka z nich wokół siebie zamiast trzymać w dłoniach i to było zupełnie inne doświadczenie. Jakby tworzyły granicę przestrzeni, nie wiem jak to inaczej opisać. Ruch wewnątrz tego okręgu czuł się inaczej niż ruch na zewnątrz. Ale nie wiem czy to był efekt rzeczywisty czy po prostu sama sobie stworzyłam kotwicę wizualną.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gruszanka54)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 193

@Leokadia76 o tak, właśnie o coś takiego mi chodziło kiedy pytałam! Tworzenie przestrzeni przez przedmioty to brzmi jak coś między ołtarzem a sceną. Ale mam pytanie - czy ty planowałaś z góry jakie kamienie gdzie położysz, czy to było bardziej intuicyjne?


Odpowiedz
(@kornelia-x)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 989

@Gruszanka54 wtrącę się bo mam podobne doświadczenie - u mnie to zawsze zaczynało się jako intuicyjne a potem zauważałam że pewne układy powtarzają mi się. Jakby ciało miało swoją logikę w tym ustawianiu przestrzeni. Ciekawi mnie natomiast czy ta kwestia granic przestrzeni wiąże się z tym co mówiła Walentynka o strukturze kontra improwizacja - może przedmioty zastępują strukturę dla kogoś kto jej potrzebuje?


Odpowiedz
Wpisy: 122
(@walentynka)
Połączone: 1 rok temu

No właśnie, to jest ciekawe. Jak słucham Leokadii to myślę sobie że ta granica z kamieni może działać podobnie do sekwencji ruchów - daje ciału jakiś punkt odniesienia. Ale czy to nie jest trochę tak że sami sobie tworzymy warunki pod które potem dostosowujemy interpretację? Mam na myśli - może każda wystarczająco wyraźna granica działa tak samo, nieważne czy jest z kamieni, kredą na podłodze czy ze świec?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@izoldka69)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 360

@Walentynka to nie jest taka prosta zamienność. W różnych tradycjach granica rytualna ma bardzo konkretne przypisania - krąg z soli działa inaczej niż krąg z kamieni, bo sam materiał niesie inną symbolikę i historię użycia. Ale masz rację w sensie ogólnym: mechanizm tworzenia wydzielonej przestrzeni jest prawdopodobnie podobny, bo chodzi o sygnał dla układu nerwowego że przekraczamy próg. Antropolodzy nazywają to liminalną przestrzenią - miejscem pomiędzy, gdzie normalne zasady są zawieszone.


Odpowiedz
(@agatka71)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 95

@Izoldka69 a jak to jest z tą symboliką materiałów - skąd mamy wiedzieć że sól działa tak a kamień tak? Mam na myśli, czy to jest coś zapisanego gdzieś konkretnie czy raczej każda tradycja ma swoje przypisania i nie ma jednej odpowiedzi?


Odpowiedz
Wpisy: 234
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

No i tu jest wlasnie ten problem ze piszemy o rytuałach ruchowych a wchodzimy coraz bardziej w przedmioty i materały. Ja rozumiem ze to sie łaczy ale czy ktos z was robil rytualny taniec bez zadnych dodatkow? Bez muzyki, bez kamieni, bez nic? Bo mnie zastanawia co zostaje jak sie odbierze te wszystkie rekwizyty.


Odpowiedz
Wpisy: 392
 Hela
Rozpoczynający temat
(@hela)
Połączone: 9 miesięcy temu

Saturnello, ja robiłam i to jest chyba najtrudniejszy wariant. Bez muzyki zostaje tylko oddech i dźwięk własnego ciała, a to jest bardzo inne od tego do czego większość z nas jest przyzwyczajona. Pierwsza połowa zawsze jest dla mnie walką z ciszą bo umysł szuka punktu zaczepienia. Ale jak to w końcu odpuszcza to jest inaczej niż z muzyką - bardziej wewnętrznie, mniej 'prowadzone'.


Odpowiedz
Strona 1 / 6
Udostępnij: