No i właśnie - Gnostyk mówi że nie da się wymyślić, można tylko sprawdzać. Ale jak sprawdzać? Bo jak siedzę z tym co jest i jest nudno, to nie wiem czy 'sprawdzam' czy po prostu marnuję czas. To nie jest retoryczne pytanie, naprawdę nie wiem.
Rozumiem frustrację, ale chcę doprecyzować co miałem na myśli. Klimak nie mówi że rozeznanie jest bezznakowe - pisze że znakiem jest zmiana smaku modlitwy, nie jej formy. Czyli nie 'co robię' ale 'jak to odbieram'. Jeśli nuda jest płaska i martwa - to sygnał zewnętrzny, prawdopodobnie coś wymaga zmiany. Jeśli nuda ma jakiś ciężar, gęstość - to może być hesychia. To subtelne, ale dla mnie działa.
Gnostyk, ale właśnie - 'gęstość nudy' kontra 'płaska nuda'. Czy ty naprawdę to czujesz jako wyraźną różnicę? Bo ja próbuję to sobie wyobrazić i nie jestem pewna czy nie projektuję po prostu tego co chcę poczuć. Jak nie masz ochoty na rytuał, to łatwo powiedzieć że to 'gęsta hesychia' zamiast po prostu lenistwo.
właśnie o to mi też chodzi, ale inaczej. To ryzyko autooszukiwania się jest realne, ale nie unieważnia samego rozróżnienia. Ja używam prostego testu - jeśli po rytuale czuję się tak samo lub gorzej niż przed, to nuda była martwa. Jeśli jest jakaś zmiana, nawet mała, to coś się wydarzyło. Niedoskonałe kryterium, ale coś.
Ja mam pytanie troche z boku. Czy ktos z was probowal po prostu przerwy? Nie zmiany elementow, nie nowej interpretacji, tylko dosłownie - tydzien, dwa bez rytualu? Bo ja to robilam kiedys i ku mojemu zdziwieniu wrociłam z jakims nowym apetytem. Nie wiem czy to 'hesychia' czy po prostu psychologia, ale zadzialalo.
Przerwa to coś czego nie da się ocenić bez kontekstu tranzytu moim zdaniem. Są okresy kiedy zatrzymanie jest naturalną odpowiedzią na to co robi niebo, i wtedy przerwa jest właściwa. Ale wchodzić w przerwę kiedy coś naprawdę wymaga pracy to inna sprawa. Saturn w trygonie z Ascendentem to zły moment na odpoczynek od praktyki.
nie ślepa, ale mniej precyzyjna. Są inne sygnały - coś się wyraźnie zmienia w życiu albo wszystko stoi jak zamurowane. Astrologia to jeden ze sposobów odczytu, nie jedyny. Ale przyznam że sam bez wykresu bym się gubił.
Mam wrażenie że ta rozmowa cały czas oscyluje między dwoma biegunami - 'zmień coś konkretnego' i 'zostań z tym co jest'. I każdy argument za jednym można odwrócić na korzyść drugiego. Może to świadczy o tym że odpowiedź jest naprawdę indywidualna i nikt z zewnątrz nie powie ci co robić?
Właściwie Wahadelka ma rację i chcę to rozwinąć. Przez ostatnie miesiące obserwuję siebie i widzę że kiedy mówię sobie 'poczekam bo to indywidualne', zazwyczaj nic się nie zmienia. A kiedy robię coś konkretnego - nawet jeśli to była zła decyzja - przynajmniej mam nowy materiał do pracy. Błąd jest lepszy niż stanie w miejscu.
Muszę tu wejść z zastrzeżeniem. W ascetyce chrześcijańskiej jest pojęcie acedii - i to jest dokładnie to co opisuje Mantra. Akedzia to nie lenistwo i nie nuda w popularnym sensie. To duchowe zobojętnienie połączone z niepokojem. I jej lekarstwo według ojców NIE jest aktywność, tylko wytrwałość na miejscu. Evagrios z Pontu pisał o tym wyraźnie - uciekanie od acedii przez zmianę aktywności utrwala ją, nie leczy.
No właśnie to jest chyba glowny problem tej rozmowy - im wiecej czytam tym mniej wiem co ze soba zrobic wieczorem. Nie zarzut, po prostu obserwacja. Akedia, hesychia, Saturn w dwunastym - dobra, ale co robie JUTRO?
Wracam do tego co Gnostyk powiedział o acedii bo to mnie nie opuszcza. Jeśli aktywność jej nie leczy, to co leczy? Bo 'wytrwałość na miejscu' przy nudnym rytuale brzmi jak tortura, a nie leczenie. Jak wytrwałość wygląda w praktyce, kiedy naprawdę nie masz na nic ochoty?
Filomena_67 pytasz co leczy acedię i jak wytrwałość wygląda w praktyce - to jest serce całej rozmowy i dobrze że do tego wracasz. Ojcowie pustyni mówili o czymś co nazywali 'hypomone' - ale to nie jest wytrwałość przez zaciśnięcie zębów. To raczej pozostanie w zasięgu. Abba Mojżesz w 'Apoftegmatach' radził zostać w celi i robić małe rzeczy - nie dlatego że to coś zmieni od razu, ale dlatego że wyjście jest gorsze. I tu jest kluczowe rozróżnienie którego my w tej rozmowie stale omijamy: acedia kusi żebyś wyszła z rytmu całkowicie, przekonując że 'i tak nic z tego nie wychodzi'. Wytrwałość to nie robienie tego samego z pełnym zaangażowaniem - to dosłownie fizyczne pozostanie w miejscu i wykonanie gestu, nawet mniejszego niż zwykle. Zapalenie jednej świecy zamiast pełnego rytuału to nie porażka, to jest właśnie ta odpowiedź.
