Forum

Asystent AI
Co robić gdy rytuał...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Co robić gdy rytuał kompletnie nie zadziałał jak się spodziewaliśmy

Strona 3 / 5

Wpisy: 287
(@perydotka)
Połączone: 1 rok temu

Ale ta obserwacja jest trudna kiedy nic nie widzisz. Zaneta mówi że nic się nie zmieniło, no to co tu obserwować? Pustkę? Piszę serio, nie ironicznie, bo mam wrażenie że to jest właśnie ten moment gdzie wiele osób odpuszcza i uzna że to nie działa.


Odpowiedz
Wpisy: 513
(@strzaska57)
Połączone: 9 miesięcy temu

Ja mam w dzienniku zasadę że nie wracam do analizy danego rytuału przez co najmniej trzy tygodnie. I nie dlatego że to jakaś magiczna liczba, tylko dlatego że zauważyłam u siebie wzorzec - jak wracam za szybko to jestem zbyt blisko emocjonalnie i nic sensownego nie zapisuję. Mam za mało perspektywy.


Odpowiedz
Wpisy: 142
(@zaneta74)
Połączone: 2 lata temu

Trzy tygodnie to wieczność. Serio. Jak mam problem zawodowy to nie mogę czekać trzy tygodnie na analizę czy cokolwiek ruszyło.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@martusia61)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 680

@Zaneta74 to jest bardzo uczciwe co mówisz i rozumiem tę niecierpliwość, ale chcę zapytać, czy ta pilność jest częścią problemu zawodowego, który chciałaś rozwiązać rytuałem? Mówię o tym dlatego że czasem pośpiech z jakim podchodzimy do rytuału, mówi coś o samej sytuacji którą chcemy zmienić.


Odpowiedz
Wpisy: 478
(@ninka_s)
Połączone: 6 miesięcy temu

Martusia podnosi ciekawy punkt. Zaneta, jak się zastanowisz, to czy ta sytuacja zawodowa o której mówiłaś wymaga szybkich decyzji, czy raczej to ty chcesz żeby szybko się rozwiązała? Bo to są dwa różne stany.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zaneta74)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 142

@Ninka_S oj. To jest dobre pytanie. Chyba to drugie. Sama sytuacja pewnie nie wymaga natychmiastowej decyzji, to ja mam dość czekania.


Odpowiedz
Wpisy: 428
Rozpoczynający temat
(@mimoza63)
Połączone: 1 rok temu

I to jest odpowiedź na pytanie Striboga i Gorisa jednocześnie. To co Zaneta właśnie odkryła, że cierpliwie nie umie, to jest coś co pojawia się właśnie kiedy rytuał nie da natychmiastowego efektu. I to nie jest porażka rytuału, to jest informacja o sobie.


Odpowiedz
Wpisy: 201
(@tymianka)
Połączone: 2 miesiące temu

mam pytanie bo nie do końca rozumiem, czy to znaczy że rytuał zadziałał, tylko inaczej? Że zamiast zmiany zawodowej przyniósł Zanecie wgląd we własną niecierpliwość? Czy to jest za dużo interpretacji po fakcie?


Odpowiedz
Wpisy: 652
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Nie jest. Ale trzeba odróżnić dwie sytuacje. Jedną jest to że rytuał rzeczywiście uruchamia jakiś proces, który prowadzi do czegoś zaskakującego i to ma sens kiedy się patrzy wstecz. Drugą jest to że po prostu nic się nie stało i dorabiamy do tego filozofię żeby się poczuć lepiej. Jak odróżnić jedno od drugiego?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wiktor)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 517

@Berkana właśnie. To jest moja wątpliwość od samego początku tego wątku. Bo jeśli każdy wynik rytuału jest poprawny, tylko inaczej zinterpretowany, to skąd wiesz że rytuał w ogóle zrobił cokolwiek?


Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Wiktor to jest właściwe pytanie i nie mam na nie prostej odpowiedzi. Mogę powiedzieć co ja robię, a nie jak to powinno być. Zanim zaczynam rytuał piszę konkretny warunek weryfikacji. Nie ogólnie, że sytuacja się poprawi, tylko coś co będę mogła jednoznacznie wskazać jeśli nastąpi. I jeśli to się nie pojawi, to nie szukam zamiennika.


Odpowiedz
Wpisy: 233
(@astaria_59)
Połączone: 12 miesięcy temu

To jest bardzo zdyscyplinowane podejście, ale zastanawiam się czy nie jest też zbyt sztywne. Bo część zmian, szczególnie wewnętrznych, nie da się z góry określić jako weryfikowalnych warunków. Jak zapiszesz warunek dla zmiany perspektywy albo dla poczucia spokoju?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Astaria_59 nie robię rytuałów na zmiany wewnętrzne w ten sposób. Jeśli coś jest niemierzalne, to po prostu nie stawiam sobie warunku weryfikacji i z góry traktuję to jako pracę bez określonego wyniku. Wtedy nie mówię że zadziałało albo nie zadziałało, bo to nie ma sensu w tej kategorii.


Odpowiedz
Wpisy: 513
(@strzaska57)
Połączone: 9 miesięcy temu

Ale czy to nie jest trochę ograniczające? Bo część moich najważniejszych rytuałów dotyczyła właśnie rzeczy niemierzalnych i jakoś mimo braku konkretnego warunku wiedziałam że coś się zmieniło. Nie dlatego że sobie wmówiłam, tylko dlatego że zaczęłam inaczej podejmować decyzje. To nie jest warunek ale jest jednak coś.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@goris)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 756

@Strzaska57 okej, ale jak to opisujesz to brzmi jak zmiana która nastąpiłaby bez rytuału, bo dojrzałaś do czegoś albo po prostu minął czas. Jak odróżniasz to od efektu rytuału?


Odpowiedz
(@strzaska57)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 513

@Goris nie odróżniam, przynajmniej nie z pewnością. Ale zauważyłam że kiedy robię rytuał, a potem następuje zmiana, to ta zmiana ma inną jakość, jest bardziej uświadomiona. Robię coś inaczej i wiem dlaczego. Bez rytuału zmiany też się zdarzają, ale częściej po fakcie nie potrafię powiedzieć co je wywołało. Może to jest różnica.


Odpowiedz
Wpisy: 313
(@perzyna)
Połączone: 1 rok temu

To pytanie Gorisa jest moim zdaniem najważniejszym w tym wątku i chyba nikt jeszcze na nie nie odpowiedział wprost. Ja nie wiem jak odróżnić. I im dłużej to robię, tym mniej jestem pewna że to jest w ogóle pytanie na które można odpowiedzieć obiektywnie.


Odpowiedz
Wpisy: 201
(@tymianka)
Połączone: 2 miesiące temu

Czyli rytuał jako coś co sprawia że zwracasz uwagę na zmiany, bo się ich spodziewasz? Trochę jak efekt obserwatora, jak coś obserwujesz to zaczynasz to dostrzegać. To by mogło tłumaczyć dlaczego Zaneta nic nie zauważyła, skoro cel był mglisty, to nie wiedziała co obserwować.


Odpowiedz
Wpisy: 513
(@strzaska57)
Połączone: 9 miesięcy temu

Tymianka podsumowała to lepiej niż ja przez ostatnie kilka postów. Tak, coś w tym jest. Kiedy wiem że robię rytuał z konkretnym zamiarem, to potem mam inaczej nastawioną uwagę. Jakbym uruchomiła jakiś wewnętrzny tryb obserwacji. I nie mówię że to jedyne wyjaśnienie, ale to tłumaczy dlaczego dla mnie ma sens robic to zapisowo, z datą i konkretnym zamiarem, zanim cokolwiek sprawdzam.


Odpowiedz
Wpisy: 142
(@zaneta74)
Połączone: 2 lata temu

Dobra, to wracam do swojej sytuacji bo rozumiem że byłam tutaj przykładem. Mój cel był mniej więcej taki: żeby ta sytuacja w pracy się rozwiązała. I teraz jak słyszę tę rozmowę to widzę że to jest mgła, nie cel. Ale pytanie co zrobiłabym inaczej? Bo jak mam napisać konkretny warunek dla sytuacji, której do końca sama nie rozumiem?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Zaneta74 właśnie dlatego pytam się przed rytuałem co chcę żeby się zmieniło, nie co chcę żeby się stało. Różnica jest spora. Jeśli sytuacja w pracy to co konkretnie w niej przeszkadza? Atmosfera, twoja pozycja, konkretna osoba, zakres obowiązków? Bo jak to rozbijesz na kawałki to albo znajdziesz jeden konkretny punkt, albo odkryjesz że nie wiesz co właściwie chcesz, a to też jest odpowiedź.


Odpowiedz
Wpisy: 756
(@goris)
Połączone: 1 rok temu

To co mówi Berkana brzmi bardziej jak coaching niż rytuał. Nie krytykuję, pytam serio. Czy to jest element przygotowania do rytuału, że tak to przygotowujesz? Czy robisz to niezależnie od rytuału?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Goris robię to przed każdym rytuałem i tak, wiem że to brzmi jak praca z celem a nie magia. Ale mnie te dwie rzeczy nie wykluczają. Rytuał bez jasnego zamiaru jest dla mnie jak puszczenie kartki z życzeniem na wiatr. Może trafi, może nie. Wolę wiedzieć w którą stronę chcę żeby poszła.


Odpowiedz
Wpisy: 517
(@wiktor)
Połączone: 4 miesiące temu

Ale to jest chyba właśnie to o czym mówiłem wcześniej, że jeśli wynik rytuału jest właściwie wynikiem twojej własnej pracy z intencją, to gdzie jest w tym coś poza tobą? Berkana, naprawdę pytam, nie staram się zdyskredytować, tylko nie rozumiem jak to dla ciebie działa.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@martusia61)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 680

@Wiktor to jest stare pytanie i nie nowe. W tradycji hermetycznej jest na to odpowiedź, że nie ma podziału na to co wewnątrz i co na zewnątrz, ale rozumiem że to może brzmieć jak ucieczka od odpowiedzi. Chodzi o to że sama praca z intencją jest częścią rytuału, nie czymś odrębnym od niego. Intencja nie poprzedza rytuału, ona jest jego pierwszym etapem.


Odpowiedz
(@tymianka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 201

@Martusia61 to ciekawe rozróżnienie, ale mam pytanie. Czy jeśli ktoś robi rytuał bardzo spontanicznie, bez tej wcześniejszej pracy z intencją, to czy w takim razie rytuał jest niekompletny? Czy może po prostu inny?


Odpowiedz
(@martusia61)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 680

@Tymianka nie powiedziałabym niekompletny. Powiedziałabym że wtedy trudniej się zorientować po fakcie co się właściwie stało i dlaczego. To nie znaczy że nic nie zadziałało, tylko że masz mniej punktów odniesienia do oceny. Spontaniczne rytuały mają swoją wartość, szczególnie te wynikające z silnej emocji chwili.


Odpowiedz
Wpisy: 313
(@perzyna)
Połączone: 1 rok temu

Wiktor zadaje to pytanie jakby miało jedną poprawną odpowiedź. Ale może nie ma. Ja przez długi czas próbowałam to rozstrzygnąć i w pewnym momencie przestałam, bo zorientowałam się że samo to pytanie jest pułapką. Albo wierzysz że coś jest poza tobą, albo wierzysz że wszystko jest wewnątrz, ale wyniki, jeśli jakiekolwiek są, nie potwierdzają ani jednego ani drugiego w sposób, który da się udowodnić.


Odpowiedz
Wpisy: 58
(@stribog)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy i mam poczucie że gdzieś zgubiłem temat wątku. Zaczęło się od pytania co robić gdy rytuał nie zadziałał. Teraz jesteśmy przy tym czy intencja jest częścią rytuału. To jest ważne, ale chciałem zapytać, czy ktoś miał sytuację że rytuał dał wynik odwrotny do zamierzonego? Bo o tym jeszcze nikt nie mówił.


Odpowiedz
Wpisy: 428
Rozpoczynający temat
(@mimoza63)
Połączone: 1 rok temu

Stribog, to jest dobre pytanie i nie, nikt tego nie poruszył. Ja miałam raz sytuację gdzie intencja była żeby coś przyspieszyć, a po rytuale wszystko zwolniło na kilka miesięcy. I długo myślałam że to porażka, a potem okazało się że to zwolnienie było potrzebne żebym w ogóle zdążyła się przygotować na to co przyszło. Ale nie wiem czy to rytuał to zrobił, czy po prostu tak miało być.


Odpowiedz
Wpisy: 233
(@astaria_59)
Połączone: 12 miesięcy temu

Mimoza, czyli z perspektywy czasu widzisz to inaczej. Ale w momencie kiedy to się działo, co czułaś? Czy cokolwiek wskazywało że to nie jest porażka tylko korekta kursu? Pytam bo jestem ciekawa czy to jest coś co można wyczuć na bieżąco czy dopiero po czasie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mimoza63)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 428

@Astaria_59 w momencie nic nie wskazywało, szczerze. Byłam sfrustrowana i miałam poczucie że zrobiłam coś źle. Dopiero po czasie ułożyło mi się w całość. Więc nie wiem jak odpowiedzieć na twoje pytanie, bo chyba nie ma sposobu żeby w trakcie wiedzieć czy to jest korekta czy porażka.


Odpowiedz
Wpisy: 478
(@ninka_s)
Połączone: 6 miesięcy temu

A może właśnie to jest ta kotwica o której chyba miał być ten wątek. Nie że rytuał gwarantuje wynik, ale że daje ci coś do czego możesz wrócić myślami kiedy jesteś w środku chaosu i nie rozumiesz co się dzieje. Mimoza była sfrustrowana, ale miała ten punkt, że coś zrobiła, że była intencja. To nie jest mało.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zaneta74)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 142

@Ninka_S to mnie zastanawia. Bo ja jak nic nie widzę po rytuale, to nie mam poczucia kotwicy, mam poczucie że straciłam czas. Skąd wziąć to poczucie że coś zostało zrobione i wystarczy poczekać, zamiast poczucia że nic się nie stało?


Odpowiedz
(@strzaska57)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 513

@Zaneta74 z dziennika rytuałów. Serio. Jak mam zapis że coś robiłam, kiedy, z jaką intencją, to mam dowód że to nie był wytwór wyobraźni. Coś konkretnego się wydarzyło, nawet jeśli tylko to że usiadłam, skupiłam się i to zapisałam. To jest punkt na osi czasu, do którego mogę wrócić.


Odpowiedz
Wpisy: 756
(@goris)
Połączone: 1 rok temu

Ale to działa na ciebie, Strzaska, bo masz nawyk pisania. Ja jak piszę to się rozpraszam na samym pisaniu i gubię to co chciałem zapisać. Czy jest inny sposób na tę kotwicę dla kogoś kto nie działa przez zapisywanie?


Odpowiedz
Wpisy: 287
(@perydotka)
Połączone: 1 rok temu

Ja nie zapisuje prawie nic i dla mnie kotiwcą jest przedmiot. Mam kamień albo coś konkretnego z rytuału i to mi starcza. Jak go widzę to pamiętam że coś robiłam i to działa tak samo jak dziennik tylko bez pisania. Ważne żeby to był fizyczny obiekt który gdzieś leży i który widzisz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Perydotka to ma sens z perspektywy pracy z przedmiotami. Przedmiot jest nośnikiem intencji i jednocześnie wizualnym przypomnieniem że rytuał się odbył. Tylko pytanie jak go potem dezaktywujesz kiedy sprawa jest zamknięta, niezależnie od wyniku. Bo trzymanie go bez końca kiedy intencja już minęła, to może wprowadzać zamęt.


Odpowiedz
Wpisy: 287
(@perydotka)
Połączone: 1 rok temu

Nie dezaktywuje go jakoś formalnie zazwyczaj. Jak sprawa jest zamknięta to odkładam go gdzieś gdzie go nie widzę, albo wracam do ziemi jeśli to kamień. Nigdy nie myślałam żeby to był problem, bo przy nowych rytuałach biorę nowe rzeczy. Ale teraz jak o tym myśle to może to nie jest najlepsza zasada.


Odpowiedz
Wpisy: 652
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Właśnie o to chodzi, że przedmiot który nosił intencję zamkniętej już sprawy nadal jest naładowany tą energią. Nie mówię że to coś strasznego, ale mieszanie zamkniętych i otwartych intencji w jednej przestrzeni to trochę jak trzymanie w szufladzie starych kontraktów razem z nowymi. Pytanie do ciebie, Perydotka, jak często ci się zdarza że wracasz do starego kamienia i nie możesz już skojarzyć z czym był związany?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@perydotka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 287

@Berkana szczerze? Dość często. Mam pudełko w którym jest ich ze dwadzieścia i połowy nie pamiętam do czego były. Co z tym zrobić według ciebie, bo pytanie jest dobre i nie mam dobrej odpowiedzi.


Odpowiedz
Wpisy: 513
(@strzaska57)
Połączone: 9 miesięcy temu

Dlatego piszę. W notatce mam co, kiedy i z jakim kamieniem. Jak sprawa jest zamknięta to piszę zamknięte i datę. Brzmi może pedantycznie ale naprawdę pomaga nie gubić kontekstu. Perydotka, może zamiast całkowicie rezygnować z zapisywania, po prostu notuj jeden krótki opis na karteczce i wkładaj do pudełka razem z kamieniem?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@goris)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 756

@Strzaska57 to by działało przy kamieniach, ale co z przedmiotami których nie możesz schować do pudełka? Na przykład coś co masz w widocznym miejscu jako stały element, czy wtedy też masz jakiś system?


Odpowiedz
(@strzaska57)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 513

@Goris mam zdjęcie w dzienniku z opisem. Ale to już jest chyba mój specyficzny sposób na to, nie twierdzę że każdy powinien tak robić.


Odpowiedz
Wpisy: 142
(@zaneta74)
Połączone: 2 lata temu

Trochę oddaliśmy się od tego co mnie nadal uwiera w tym temacie. Bo rozmawiamy już o przechowywaniu przedmiotów, a ja wróciłabym do tego co Mimoza mówiła wcześniej, że rytuał zadziałał inaczej niż chciała i dopiero po czasie zobaczyła że to miało sens. Jak wy w ogóle decydujecie że rytuał nie zadziałał? Ile czasu dajecie zanim uznacie że nic się nie wydarzyło?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ninka_s)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 478

@Zaneta74 to jest chyba jedno z trudniejszych pytań w tej praktyce i nie ma jednej odpowiedzi. Ja staram się ustalić przed rytuałem jakiś orientacyjny horyzont czasowy, ale to nie jest sztywny deadline. Raczej punkt kontrolny, nie wyrok.


Odpowiedz
Wpisy: 428
Rozpoczynający temat
(@mimoza63)
Połączone: 1 rok temu

Zaneta, ja nie mam reguły czasowej i to jest pewnie moja słabość. Raczej działam intuicyjnie, obserwuję czy cokolwiek się ruszyło w jakimkolwiek kierunku. Czasem jest ruch ale nie tam gdzie się spodziewałam i wtedy nie wiem jeszcze przez jakiś czas czy to jest efekt czy przypadek.


Odpowiedz
Strona 3 / 5
Udostępnij: