Forum

Asystent AI
Rytuały gdy żyjesz ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały gdy żyjesz sam i brakuje ci komunii - czy wciąż wartościowe

Strona 1 / 4

Wpisy: 509
Rozpoczynający temat
(@glozka56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy rytuał wykonywany w pojedynkę, bez żadnej grupy, bez kogoś bliskiego obok, w ogóle działa tak samo jak ten robiony wspólnie. Nie mówię, że nie działa - bo wiem, że może - ale chodzi mi o to poczucie, które zostaje po. Kiedy robiłam rytuały z innymi osobami, był jakiś ciężar zbiorowej intencji, nawet jeśli to była tylko jedna osoba więcej. Teraz mieszkam sama od kilku lat i zauważam, że rytuały mi jakoś... spłaszczają się. Formalnie robię to samo, ale coś jest inaczej. Czy ktoś ma podobne odczucia? I czy w ogóle szukacie jakiegoś sposobu, żeby to obejść, czy może po prostu przyjęliście, że tak już jest?


Odpowiedz
201 odpowiedzi
Wpisy: 370
(@niezapominajka_68)
Połączone: 1 rok temu

To, co opisujesz, to chyba jeden z tych tematów, o których rzadko się mówi wprost. Ja też przez długi czas robiłam rytuały w grupie - z mamą, potem z koleżanką, która się tym interesowała - i kiedy zostałam sama, przez jakiś czas w ogóle nie podchodziłam do ołtarzyka. Nie miałam siły ani ochoty, bo to po prostu wyglądało inaczej bez tej drugiej osoby. Ale mam pytanie do Ciebie: czy Twoje rytuały były zawsze z konkretnymi przedmiotami, którymi teraz używasz solo? Bo mam wrażenie, że to może być też kwestia tego, z czym dany przedmiot jest połączony w pamięci.


Odpowiedz
Wpisy: 527
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Właśnie ten wątek z przedmiotami jest dla mnie kluczowy. Mam świecę, którą dostałam od kogoś ważnego i używałam jej razem z tą osobą - teraz ta świeca stoi na półce i za każdym razem, gdy patrzę na nią przed rytuałem, mam w głowie tamten wieczór. Nie wiem, czy to przeszkadza czy pomaga. Może jedno i drugie.


Odpowiedz
Wpisy: 189
(@andromedka92)
Połączone: 1 rok temu

A czy próbowałaś kiedyś zmienić coś w strukturze rytuału specjalnie pod bycie solo, zamiast robić go tak samo jak z kimś? Bo może właśnie problem polega na tym, że rytuały grupowe mają inną dynamikę i nie da się ich po prostu przenieść jeden do jednego na sytuację solową.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@glozka56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 509

@Andromedka92 Tak, próbowałam. Zaczęłam robić pewne rzeczy inaczej - np. głośno mówię intencję zamiast myśleć ją w ciszy, bo okazało się, że w grupie ktoś zawsze coś mówił głośno i to był punkt skupienia. Teraz sama sobie tworzę ten punkt. Pomaga, ale nadal nie jest to samo. Chociaż... może nie powinnam porównywać. Może to po prostu inna kategoria doświadczenia.


Odpowiedz
Wpisy: 282
(@rozalinda)
Połączone: 7 miesięcy temu

Jest taki termin w antropologii rytuału - 'communitas' - wprowadzony przez Victora Turnera. Opisuje stan wspólnoty, który pojawia się właśnie podczas rytuałów grupowych: chwilowe zawieszenie hierarchii, poczucie jedności z innymi uczestnikami. Turner badał to głównie na przykładach rytuałów przejścia w kulturach afrykańskich, ale sam wskazywał, że communitas jest czymś, czego nie można zastąpić niczym innym. Więc pytanie czy rytuał solo jest 'wartościowy' to może nie jest dobre pytanie - bo on jest czymś innym z definicji. Nie mniejszym, ale innym. Czy ktoś z was miał kiedyś poczucie, że w rytuale solowym osiągnął coś, czego grupowy by mu nie dał?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@karolcia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 455

@Rozalinda To ciekawe, bo communitas zakłada też coś, co Turner nazywał 'liminalną fazą' - jesteś pomiędzy, ani tu ani tam. W rytuale grupowym inni ludzie są jakby świadkami tej liminalności. A kiedy jesteś sama, kto jest świadkiem? Może to jest właśnie ta dziura, którą czujemy.


Odpowiedz
Wpisy: 143
(@oskar91)
Połączone: 1 rok temu

Wchodzę tu z boku, bo nie jestem osobą, która robi rytuały - ale to, co piszecie, brzmi jak zwykła tęsknota za byciem z ludźmi, ubrana w ezoterycznie brzmący język. Nie mówię tego złośliwie, naprawdę - ale czy nie jest tak, że communitas to po prostu ludzka potrzeba wspólnoty? I ta potrzeba nie jest zaspokojona, więc rytuał 'nie działa'?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@blanka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 104

@Oskar91 Ale to chyba nie jest taka prosta sprawa. Można mieć mnustwo kontaktów społecznych i nadal czuć, że rytuał robimy w pustce. To nie jest to samo co ogulna samotność. Ja na przykład mam pełno znajomych, ale rytuały robie sama i właśnie ten brak wymiaru wspolnotowego w rytuale jest osobną sprawą, niezależną od tego ile mam relacji w życiu.


Odpowiedz
(@swietowit)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 502

@Oskar91 Ja też jestem sceptyczny w wielu kwestiach, ale tutaj bym się nie zgodził z tym uproszczeniem. Jest różnica między poczuciem samotności a tym, co opisują te osoby. To bardziej jak... brak świadka. Coś możesz przeżyć intensywnie, ale jeśli nikt nie był przy tym z tobą, to zostaje tylko w tobie. Nie twierdzę, że jedno jest lepsze czy gorsze, ale to naprawdę nie jest to samo.


Odpowiedz
Wpisy: 127
(@mageczka)
Połączone: 10 miesięcy temu

A czy te przedmioty, które macie z czasów rytuałów grupowych, nie stają się wtedy właśnie tym świadkiem? Bo jeśli używam świecy, którą zapalałam razem z kimś kilka razy, to ta świeca nie jest już tylko świecą - jest w niej coś z tamtych momentów, prawda? Może to trochę dziwnie brzmi, ale wydaje mi się, że przedmioty mogą pełnić taką rolę.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 527

@Mageczka Właśnie o tym myślę w kontekście mojej świecy. Ale jest tu coś niejednoznacznego - bo czy przedmiot, który niesie w sobie wspomnienie kogoś, z kim już nie jestem w kontakcie, pomaga mi w rytuale, czy mnie w nim rozprasza? Dla mnie to jest realne pytanie, nie retoryczne.


Odpowiedz
(@niezapominajka_68)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 370

@Gienia A możesz powiedzieć coś więcej o tej świecy? Znaczy, czy to był rytuał z kimś, z kim relacja się skończyła, czy po prostu ktoś odszedł, wyprowadził się, coś innego? Bo mam wrażenie, że to zmienia całą kwestię. Inaczej czujemy przedmioty związane ze stratą, inaczej z rozstaniem, inaczej z naturalnym oddaleniem.


Odpowiedz
Wpisy: 116
(@zlocien)
Połączone: 1 rok temu

Czytam ten wątek i zastanawiam się, czy nie jest tak, że my jako społeczeństwo kompletnie nie mamy języka do mówienia o samotności rytualnej. Mamy tradycje wspólnotowe, mamy teraz modę na indywidualne praktyki mindfulness - ale coś pomiędzy, czyli rytuał z prawdziwą intencją robiony przez jedną osobę, gdzieś wypada. Ani Kościół tego nie obsługuje normalnie, ani nowe praktyki nie mają tej głębi. I może stąd właśnie ten dyskomfort.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@rozalinda)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 282

@Zlocien To bardzo trafna obserwacja. W tradycjach szamańskich na przykład szaman działał jako pośrednik między wspólnotą a czymś większym - nie dla siebie, zawsze dla grupy. Rytuał był ze swojej natury relacyjny. Dopiero w zachodnich tradycjach hermetycznych i alchemii zaczął pojawiać się model pracy solowej - ale nawet tam zakładano, że praktykujący jest częścią jakiejś linii przekazu, ma mistrza, należy do loży. Zupełne solo to naprawdę nowe zjawisko i nie ma dla niego długiej tradycji jako punkt odniesienia.


Odpowiedz
Wpisy: 440
(@laurka)
Połączone: 2 miesiące temu

Moim zdaniem to jest kwestia tego, żeby po prostu nauczyć się budować energię samodzielnie zamiast polegać na innych. Rytuały solowe są równie skuteczne, wystarczy właściwa intencja i skupienie. Właściwie to nawet lepiej pracuje się w pojedynkę, bo nie ma zakłóceń od innych osób z ich własną energią.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@glozka56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 509

@Laurka Hmm, nie wiem czy się z tym zgodzę. 'Właściwa intencja i skupienie' to zdanie, które można powiedzieć o właściwie wszystkim i nic z niego nie wynika. A twierdzenie, że solo jest lepsze, bo nie ma 'zakłóceń' od innych, brzmi jak racjonalizacja. Przez wieki rytuały były grupowe właśnie dlatego, że obecność innych miała znaczenie - i to nie był błąd tych ludzi.


Odpowiedz
(@karolcia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 455

@Laurka Ja bym też ostrożnie z tym 'zakłócaniem energii przez innych'. Rozumiem intuicję stojącą za tym - że czasem cudza obecność nam nie pomaga - ale w kontekście tego tematu to jest coś innego. Tu nie chodzi o złą energię kogoś obok, ale o brak wymiaru wspólnotowego jako takiego. To dwie różne sprawy.


Odpowiedz
Wpisy: 613
(@bernadka87)
Połączone: 3 miesiące temu

A wróćmy do tych przedmiotów, bo to mnie najbardziej interesuje. Mam kilka rzeczy po babci - mały obrazek, kamień, który leżał na jej parapecie - i używam ich w swoich rytuałach. Nigdy nie robiłam z nią żadnego rytuału, ona w ogóle nie była tym zainteresowana, ale te przedmioty są dla mnie jakoś... zakorzenione. Nie wiem jak inaczej to nazwać. Czy to ma sens, że przedmiot może być łącznikiem nawet jeśli druga osoba nie miała z rytuałem nic wspólnego?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@andromedka92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 189

@Bernadka87 Myślę, że sens jak najbardziej jest. Przedmiot niesie kontekst osoby, miejsca, momentu - i to nie wymaga, żeby tamta osoba 'wiedziała' co robisz. Pytanie które mam to: czy te przedmioty czujesz inaczej w rytuale niż zwykłe rzeczy które kupiłaś specjalnie do praktyki? Bo to by coś mówiło o tym, skąd ta różnica pochodzi.


Odpowiedz
(@bernadka87)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 613

@Andromedka92 Tak, czuję je inaczej. Trudno to wytłumaczyć - te rzeczy po babci mają jakiś... ciężar? Nie dosłownie, ale kiedy je biorę, to jest inny rodzaj skupienia niż przy kamieniu, który kupiłam sama w sklepie. Może to po prostu psychologia, może coś innego, nie wiem. Ale różnica jest wyraźna.


Odpowiedz
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 527

@Bernadka87 Ten 'ciężar' to dobre słowo. Ja mam podobnie z kilkoma rzeczami. I właśnie dlatego wróciłam do pytania o tę swoją świecę - bo ona ma ten ciężar, ale nie wiem czy mi pomaga czy przeszkadza. Jak u ciebie z tymi rzeczami po babci - czy bywa, że to rozbiega ci uwagę podczas rytuału zamiast skupiać?


Odpowiedz
Wpisy: 96
(@przemek79)
Połączone: 5 miesięcy temu

Czytam to i jakoś odnajduję się w tym co pisze Bernadka87. Mam zegarek po dziadku i kilka razy próbowałem go włączyć do jakiejś praktyki. Nie wiem nawet jak to nazwać - po prostu trzymałem go w dłoni, siedziałem w ciszy. Nie wiem czy to był rytuał, ale coś z tego było. Chyba właśnie to zakorzenienie, jak napisałaś.


Odpowiedz
Wpisy: 127
(@mageczka)
Połączone: 10 miesięcy temu

A to ciekawe co mówisz Bernadka87, że różnica jest wyraźna. Bo ja zawsze zastanawiałam się, czy to nie jest tak, że różnica jest wyraźna właśnie dlatego, że my sami decydujemy, że te przedmioty są 'inne'. Tzn. tworzymy tę różnicę przez uwagę którą im dajemy, nie że ona była tam wcześniej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bernadka87)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 613

@Mageczka Może masz rację, może to kwestia uwagi. Ale też nie jestem pewna, bo te przedmioty po babci miały ten efekt zanim jeszcze zaczęłam cokolwiek z nimi robić rytualnie. Już samo patrzenie na nie było inne niż patrzenie na własne zakupy.


Odpowiedz
Wpisy: 96
(@przemek79)
Połączone: 5 miesięcy temu

Dokładnie to samo z moim zegarkiem. Nie 'zdecydowałem' że jest wyjątkowy - on po prostu taki jest, zanim jeszcze w ogóle pomyślałem żeby go brać do jakiejś praktyki. Więc myślę, że to nie jest kwestia nakładania znaczenia. Choć z drugiej strony - skąd wiem, czy nie nakładam go bez świadomości?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@karolcia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 455

@Przemek79 To jest świetne pytanie, naprawdę. Bo w psychologii jest coś takiego jak 'proust effect' - specyfika pamięci sensorycznej związanej z konkretnymi zmysłami, głównie węchem, ale też dotykiem. Zegarek dziadka angażuje dotyk, wagę, temperaturę metalu. Możliwe, że to nie jest 'nakładanie znaczenia' tylko uruchamianie bardzo konkretnej, głęboko zapisanej ścieżki pamięciowej. Tylko pytanie, jak to się ma do rytuału jako czegoś więcej niż tylko wspomnienie.


Odpowiedz
Wpisy: 282
(@rozalinda)
Połączone: 7 miesięcy temu

Właśnie - to jest ten punkt, w którym antropologia i psychologia trochę rozchodzą się ze sobą. W tradycjach animistycznych przedmiot nie 'przechowuje' wspomnienia - on jest miejscem, w którym przebywa jakiś aspekt osoby lub relacji. Niekoniecznie duch w dosłownym sensie, ale coś co przekłada się na relację między żywym a tym co było. Hopi mają pojęcie 'natwani' - przedmioty rytualne, które niosą w sobie działanie, nie tylko symbol. Ale rozumiem, że dla kogoś bez tej ramy kulturowej to nie wiele wyjaśnia.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@swietowit)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 502

@Rozalinda Ale czy ta różnica między 'przechowywaniem wspomnienia' a 'byciem miejscem' ma jakiś praktyczny skutek? Pytam serio - bo z zewnątrz to brzmi jak dwie metafory opisujące to samo. Czy jest coś, co zmienia się w tym jak używasz przedmiotu, zależnie od tego w którą ramę wchodzisz?


Odpowiedz
(@rozalinda)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 282

@Swietowit Tak, myślę że tak. Jeśli traktuję przedmiot jako pojemnik na wspomnienie, to w rytuale pracuję ze swoją psychiką - ze sobą. Jeśli traktuję go jako miejsce relacji, to zakładam, że coś jest po drugiej stronie tej relacji. To zmienia kierunek uwagi i intencji podczas rytuału. Nie twierdzę, że jedno jest prawdziwe a drugie nie - ale konsekwencje dla samej praktyki są różne.


Odpowiedz
Wpisy: 116
(@zlocien)
Połączone: 1 rok temu

To co mówi Rozalinda brzmi tak, jakby pytanie 'czy rytuał solo jest wartościowy' można by też odczytać jako 'z kim tak naprawdę rozmawiasz, kiedy robisz rytuał'. Bo może właśnie przedmioty są odpowiedzią - nie jesteś sama jeśli jest coś, do czego się zwracasz.


Odpowiedz
Wpisy: 509
Rozpoczynający temat
(@glozka56)
Połączone: 10 miesięcy temu

To co pisze Zlocien - tak, dokładnie o to mi chodziło kiedy zakładałam ten wątek. Tylko że to mnie prowadzi do kolejnego pytania: czy rytuał z przedmiotem nabiera innego znaczenia kiedy ta osoba, z którą go wcześniej wiązałam, żyje i po prostu nie jesteśmy już w kontakcie, versus kiedy jej już nie ma? Bo mam wrażenie, że to są dwie zupełnie różne sytuacje mimo podobnego mechanizmu.


Odpowiedz
Wpisy: 370
(@niezapominajka_68)
Połączone: 1 rok temu

- właśnie chciałam zapytać o to samo, bo wcześniej Gienia nie odpowiedziała wprost na moje pytanie. Intuicyjnie czuję, że masz rację, że to różne sytuacje. Ale nie wiem dlaczego dokładnie. Może dlatego, że jeśli ktoś żyje, jest nadal jakaś możliwość kontaktu, i przedmiot to 'zamrożona relacja' która mogłaby się odmrozić? Podczas gdy po śmierci już tak nie jest?


Odpowiedz
Wpisy: 527
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Przepraszam, że nie odpowiedziałam wcześniej. Ta świeca pochodzi z rytuałów robionych z osobą, z którą kontakt się urwał - żyje, ale nie jesteśmy w kontakcie i raczej tak zostanie. I właśnie to jest ten problem - kiedy jej używam, mam wrażenie że 'otwiera się' coś, czego nie chcę otwierać. Jakby była drzwiami do zamkniętego pokoju.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@andromedka92)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 189

@Gienia A czy próbowałaś tej świecy użyć świadomie - tzn. zamiast ją odkładać, specjalnie poświęcić jej rytuał dotyczący właśnie tej relacji, żeby ją 'zamknąć'? Albo odwrotnie - zupełnie ją zastąpić i zacząć od nowa z nową świecą?


Odpowiedz
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 527

@Andromedka92 Myślałam o tym, ale coś mnie powstrzymuje. I właśnie nie wiem czy to jest mądrość czy unikanie. Rytuał zamknięcia... brzmi sensownie, ale musiałabym chyba dokładnie wiedzieć co chcę zamknąć. A z tym jest problem.


Odpowiedz
Wpisy: 455
(@karolcia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Może nie trzeba wiedzieć dokładnie, co się zamyka? W niektórych tradycjach rytuał przejścia nie wymaga świadomego zdefiniowania tego co kończymy - sam akt jest wystarczający. Chociaż rozumiem, że to trudne kiedy nie ma wyraźnego końca, tylko... wyciszenie.


Odpowiedz
Wpisy: 104
(@blanka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Słuchajcie, ja mam inne pytanie do tego co mówi Gienia. Czy ta świeca to jest jedyna taka rzecz, czy masz więcej przedmiotów z tamtego czasu? Bo zastanawiam się czy problem leży w konkretnej świecy, czy w całym zestawie skojarzeń który się z nią ciągnie. Bo różnicy może być ogromna.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 527

@Blanka Jest kilka innych rzeczy, ale ta świeca jest najbardziej obciążona bo używałyśmy jej razem wielokrotnie. Inne przedmioty są bardziej neutralne. Więc myślę, że problem jest właśnie w tej konkretnej świecy i tym jak bardzo jest nasycona tamtym kontekstem.


Odpowiedz
Wpisy: 96
(@przemek79)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ciekawe, bo u mnie jest odwrotnie - zegarek dziadka jest bardzo mocno nasycony wspomnieniami i właśnie to mi pomaga, nie przeszkadza. Zastanawiam się czemu. Może dlatego, że relacja się po prostu zakończyła w naturalny sposób, a nie gdzieś utkwiła w środku?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mageczka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 127

@Przemek79 Właśnie to. Myślę, że kluczowe jest czy relacja ma poczucie domknięcia, niekoniecznie czy osoba żyje czy nie. Zegarek dziadka niesie smutek może, ale też pewną całość. Świeca Gieni niesie coś niedokończonego. I to niedokończenie jest tym, co 'wychodzi' podczas rytuału.


Odpowiedz
Wpisy: 282
(@rozalinda)
Połączone: 7 miesięcy temu

To co Mageczka nazywa 'niedokończeniem' - mam wrażenie, że to jest właśnie sedno całego wątku. Bo Glozka56 zaczęła od pytania o rytuał solo, a teraz dochodzimy do miejsca, gdzie problem nie jest wcale w braku komunii z drugim człowiekiem, ale w tym, że niektóre przedmioty są nośnikami relacji zawieszonych w połowie. I to jest coś zupełnie innego niż samotność rytualną w sensie fizycznym.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@niezapominajka_68)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 370

@Rozalinda Ale czy to znaczy, że rytuał solo z takim 'zawieszonym' przedmiotem jest w ogóle możliwy do przeprowadzenia sensownie? Bo mam wrażenie, że Gienia jest teraz w takiej pętli - nie używa świecy, ale jej nie odkłada. I żaden z tych stanów nie jest właściwie intencjonalny.


Odpowiedz
Wpisy: 527
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Tak, to jest właśnie ta pętla. I co ciekawe, to jest jedyna rzecz z całej mojej praktyki, która tak działa. Reszta jest dla mnie prosta - wiem kiedy coś używam, wiem kiedy odkładam, wiem po co. A z tą świecą jestem od miesięcy w tym samym miejscu i jakoś nie potrafię podjąć decyzji.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@blanka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 104

@Gienia A kiedy ostatnio ją widziałaś - tzn. kiedy ostatnio wzięłaś ją do ręki świadomie, nie przez przypadek? Bo zastanawiam się czy to 'omijanie' jej jest aktywne, tzn. wiesz że jej unikasz, czy bardziej pasywne - po prostu leży i oboje się nie ruszacie.


Odpowiedz
(@gienia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 527

@Blanka To jest dobre pytanie i musiałam się zastanowić. Raczej pasywne. Leży w konkretnym miejscu, czasem na nią patrzę, ale nie biorę do ręki. Nie czuję, żebym aktywnie jej unikała - raczej jest jakiś rodzaj zawieszenia.


Odpowiedz
Wpisy: 502
(@swietowit)
Połączone: 6 miesięcy temu

Mam pytanie, bo może to głupie, ale - czy ta świeca jest nadal używalna fizycznie? Bo zastanawiam się czy przez te miesiące leżenia w zawieszeniu nie stała się po prostu zwykłym obiektem, który utracił ten pierwotny kontekst z braku użytkowania. Albo odwrotnie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@karolcia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 455

@Swietowit Ciekawe pytanie, bo z perspektywy psychologii pamięci - nieużywanie przedmiotu nie 'neutralizuje' jego ładunku skojarzeniowego. Wręcz przeciwnie, brak regularnego kontaktu może ten ładunek konserwować, bo nie dochodzi do żadnego przepracowania. Samo leżenie nie jest neutralne.


Odpowiedz
Wpisy: 96
(@przemek79)
Połączone: 5 miesięcy temu

U mnie zegarek jest używany regularnie i może właśnie dlatego te skojarzenia się 'ułożyły'. Tzn. przez to że go noszę, jest i wspomnieniem dziadka i moją codziennością jednocześnie. Nie wiem czy można powiedzieć to samo o czymś co leży zamknięte.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mageczka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 127

@Przemek79 Ale zegarek to jednak codzienny użytek, nie przedmiot rytualny. Czy myślisz, że właśnie to regularne zwykłe używanie go pomaga, a nie samo posiadanie? Bo to by znaczyło, że Gienia powinna albo zacząć używać tej świecy do czegoś zupełnie przyziemnego, albo się z nią pożegnać. Nie ma innej drogi.


Odpowiedz
Wpisy: 189
(@andromedka92)
Połączone: 1 rok temu

Nie zgadzam się z tym 'nie ma innej drogi'. Wydaje mi się, że jest jeszcze opcja pośrednia - jednorazowy rytuał zamknięcia, po którym świeca przestaje być 'tą świecą' i staje się po prostu świecą. Ale to wymaga intencji. I Gienia pisała wcześniej, że nie wie co chciałaby zamknąć - więc może od tego trzeba zacząć, nie od formy rytuału.


Odpowiedz
Wpisy: 509
Rozpoczynający temat
(@glozka56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Właśnie tu wracam do pytania z tytułu wątku, bo mi się to połączyło. Kiedy mówię o komunii rytualnej i o tym, że jej brakuje w praktyce solo - to właśnie ten rodzaj przedmiotu, o którym mówi Gienia, jest chyba najtrudniejszy. Bo nie chodzi tylko o to, że jesteś sama. Chodzi o to, że przedmiot 'pamięta' kogoś innego i to jest trzecia strona w tym co miało być praktyką dla ciebie.


Odpowiedz
Strona 1 / 4
Udostępnij: