Mam pytanie do osób, które przerabiały rytuały po rozwodzie. Zastanawiam się, czy w ogóle ma sens robienie czegokolwiek pod kątem byłego męża - chodzi mi o odbudowę więzi, bo mamy razem dziecko i ciągnie mnie do niego. A z drugiej strony myślę, że może lepiej zamknąć ten rozdział i zrobić coś na przyciągnięcie nowej osoby. Sama nie wiem, w którą stronę iść i jak to w ogóle rozgryźć.
Tu nie ma jednej dobrej odpowiedzi i każdy, kto Ci powie "rób to a to", mija się z prawdą. Sama piszesz, że ciągnie Cię do niego, ale nie piszesz, dlaczego się rozwiedliście. To moim zdaniem klucz - bo jeśli była zdrada albo przemoc, to żaden rytuał Ci tego nie naprawi, nawet najlepiej poprowadzony. Pytanie brzmi raczej: czego Ty tak naprawdę chcesz, a czego się boisz?
ja mam podobnie za sobą, tylko bez dziecka. Robiłam najpierw rytuał odcinający, dopiero potem cokolwiek innego. Bo dopuki sie nie odetniesz, to każda nowa osoba będzie wyglądała jak ten Twój były, taki schemat sie powtarza. U mnie tak właśnie było, dopiero po odcięciu zaczęłam patrzeć trzeźwo.
Rozeszliśmy się, bo on stwierdził, że nie czuje już tego co kiedyś. Bez zdrady, bez awantur, po prostu odszedł. I to mnie chyba najbardziej boli, że nie wiem, co poszło nie tak. Może dlatego mam tę potrzebę odbudowy, bo to się nie zamknęło po ludzku.
To, co opisujesz, jest dosyć częste i to nie jest kwestia rytuału, tylko niedomkniętej sprawy w głowie. Każda praca, jaką zrobisz pod odbudowę, będzie miała w sobie ten element rozpaczy i braku odpowiedzi, a takie intencje są dziurawe. Najpierw musiałabyś sama dla siebie domknąć temat - choćby rytuał lustra, gdzie zadajesz pytanie i siedzisz w ciszy, aż coś przyjdzie. Pracowałaś kiedyś z lustrem?
Nie, nigdy. Słyszałam tylko o wywoływaniu duchów w lustrze i mnie to odstraszyło. Można to robić w zwykłym lustrze z łazienki, czy musi być jakieś specjalne?
zwykłe wystarczy, ale w pomieszczeniu, gdzie nikt Ci nie przeszkodzi, i przy świetle świecy, nie lampy. Nie chodzi o żadne wywoływanie, tylko o to, że własne odbicie przy słabym świetle wybija mózg z automatycznego myślenia. Wtedy zadajesz konkretne pytanie - nie "czy on wróci", tylko "co ja mam z tego dla siebie wyciągnąć". Reszta przychodzi sama, czasem w ciągu siedzenia, czasem w snach.
Czytam to wszystko i jestem ciekawa jednej rzeczy - czy te rytuały na odbudowę więzi w ogóle są etyczne? Bo jeśli facet sam powiedział, że już nie czuje, to przyciąganie go z powrotem to chyba trochę wbrew jego woli? Pytam serio, bo nigdy się tym nie zajmowałam.
A jak rozpoznać, że coś jest dla nas obojga dobre? Bo z perspektywy osoby zakochanej zawsze się wydaje, że tak. Pytam, bo sama byłam w takiej sytuacji parę lat temu, też po rozstaniu, i wmawiałam sobie, że jak wróci, to będzie cudownie.
Wracając do pytania głównego - moim zdaniem rozdzielanie tego na "odbudowa kontra nowa miłość" to fałszywy wybór. Można zrobić serię rytuałów rozłożonych w czasie, gdzie najpierw pracujesz na siebie, potem na domknięcie, a dopiero na końcu decydujesz, dokąd kierujesz energię. Próba załatwienia wszystkiego jednym rytuałem to częsty błąd.
Nie, z ciałem nie pracuję. A co konkretnie miałabym robić? Bo czakr to ja nawet nie potrafię nazwać po kolei.
Dorzucę coś, co rzadko się mówi - w przypadku rozwodu często mamy do czynienia z więzami energetycznymi nie tylko między byłymi małżonkami, ale też z rodzinami, ze wspólnym domem, z konkretnymi datami. Sama rocznica ślubu może uruchamiać stare wzorce, nawet jeśli formalnie wszystko jest dawno skończone. Czy ktoś z Was zauważył, że w pewnych okresach roku tęsknota wraca, choć już dawno powinno minąć?
A czy ten rytuał z solą i listem to coś, co mogłabym sama zrobić bez wcześniejszego przygotowania? Czy jednak najpierw to lustro, o którym była mowa wcześniej?
Czy nie jest tak, że u rozwódek z dzieckiem te wszystkie odcięcia są właściwie pozorne? Bo przecież z ojcem dziecka i tak jest się w kontakcie, więc co miesiąc się odbudowuje to, co się odcięło. Mam takie wrażenie po obserwacji znajomych.
A co z sytuacją, kiedy ten kontakt jest wymuszony, np. przez sprawy sądowe, alimenty, jakieś papiery? Bo to ciągle wraca i nie da się tego uciąć. Czy w takiej sytuacji w ogóle ma sens robienie odcięcia, czy lepiej poczekać aż sprawy formalne się zamkną?
U mnie sprawy sądowe ciągnęły się prawie dwa lata i przez ten czas żaden rytuał nie chciał chwycić. Dopiero po ostatnim podpisie coś puściło, jakby ciało wiedziało, że teraz dopiero można. Może to jest odpowiedź na pytanie Balbiny, czy w jej sytuacji w ogóle jest sens zaczynać teraz, czy może poczekać.
U mnie formalności są zamknięte od kilku miesięcy, więc raczej nic mnie nie blokuje od strony papierów. Bardziej zastanawia mnie, czy w ogóle warto próbować odbudowy, czy odpuścić i iść w nową miłość. Czytam Was i sama już nie wiem.
Ten dylemat "odbudowa czy nowa miłość" jest fałszywy, jak ktoś tu wcześniej napisał. Ciało wie, co jest do domknięcia, ale głowa ciągle gada. Spróbuj prostej rzeczy, połóż dłoń na splocie słonecznym i zapytaj na głos "czy chcę go z powrotem". Pierwsza reakcja w brzuchu to odpowiedź, nie ta, która przyjdzie po pięciu sekundach myślenia.
Dorzucę coś do wątku odbudowy kontra nowa miłość, bo to często źle stawiane pytanie. W tradycji, którą znam, najpierw robi się rytuał rozpoznania, czyli nie pyta się "co mam zrobić", tylko "co jest", i dopiero potem działa się zgodnie z tym, co się zobaczyło. Inaczej zawsze działasz pod własne życzenie, a nie pod realny stan rzeczy.
Rytuał rozpoznania brzmi sensownie. Czy to coś podobnego do tego lustra, o którym była mowa wcześniej, czy raczej coś innego, bardziej rozbudowanego?
lustro to jeden z wariantów, są też prostsze rzeczy. Możesz wziąć dwie świece, jedną dla siebie, drugą dla niego, ustawić w odległości na stole, zapalić obie i obserwować przez kwadrans. Jak płomienie się zachowują, jak dym idzie, czy któraś gaśnie. To nie jest wróżba, to jest sposób, żeby przestać myśleć i zobaczyć stan relacji takim, jakim jest dla Ciebie w tej chwili.
Czytam o tych świecach i to brzmi jak coś, co bym mogła sama spróbować, mimo że nie zajmuję się tym tematem. Czy to jest bezpieczne dla kogoś, kto nigdy nic takiego nie robił? Bo wcześniej Donat55 pisał, że niektóre rytuały odbudowy są w rzeczywistości dominujące.
U mnie to przyszło po jednym konkretnym poranku, jak się obudziłam i nie miałam pierwszej myśli o nim ani o nikim innym, tylko o tym co zrobię na śniadanie. Brzmi banalnie, ale wcześniej każdy poranek zaczynał się od jakiejś myśli o mężczyźnie, byłym albo wymarzonym. Jak ta pustka się pojawiła, to wiedziałam, że coś się przesunęło.
A jak ktoś rano od razu sięga po telefon i scrolluje, to ten test w ogóle ma sens? Bo ja tak mam, że nie mam okazji sprawdzić, jaka jest pierwsza myśl, bo od razu zalewa mnie reszta świata.
Dorzucę swoje, bo u mnie po rozwodzie było tak, że przez kilka miesięcy śniły mi się dziwne sceny z byłym, ale nie romantyczne, tylko takie jakby załatwiania spraw. Niby jechaliśmy razem samochodem i szukaliśmy kogoś, niby kończyliśmy remont. Ktoś z Was miał coś takiego? Bo ja to odebrałam jako sygnał, że jeszcze coś jest niedomknięte, ale nie wiadomo co.
Mam u siebie kilka jego rzeczy, których nie chciał odebrać, bo mówił że mi je zostawia. I sama nie wiem co z tym zrobić, bo wyrzucić głupio, oddać on nie chce. Czy to też może blokować?
Jak nie chce odebrać, to traktuj to jako Twoje, ale nie w sensie pamiątek, tylko w sensie materiału. Możesz część oddać komuś obcemu, część sprzedać za grosze na portalu, część po prostu wynieść do kontenera. Ważne, żeby nie traktować tego jak relikwii, tylko jak przedmiotów, które przestały mieć właściciela i czekają na nowe życie u kogoś innego.
