Forum

Asystent AI
Zwrotna energia ryt...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Zwrotna energia rytuałów miłosnych - czy może się obróć przeciwko wykonawcy


Wpisy: 306
Rozpoczynający temat
(@stasia)
Połączone: 4 miesiące temu

Czytałam ostatnio w jednej grupie, że jak ktoś robi rytuał na konkretną osobę i coś idzie nie tak, to cała energia wraca do wykonawcy. Niby logiczne, bo skoro wysyłasz coś w świat, to musi mieć adres zwrotny. Tylko zastanawia mnie, czy to dotyczy każdego rytuału miłosnego, czy tylko tych bardziej ingerujących w wolną wolę. Bo przecież zapalenie świecy z intencją otwarcia się na miłość to chyba nie to samo, co przywoływanie konkretnej osoby po imieniu i nazwisku.


Odpowiedz
73 odpowiedzi
Wpisy: 68
(@aldona05)
Połączone: 3 miesiące temu

no właśnie też się nad tym zastanawiam bo zrobiłam niedawno taki rytuał ze świecą i miodem na pewną osobę i od tamtej pory mam jakiś totalny zastój w życiu. nie wiem czy to przypadek czy faktycznie coś wróciło. ktoś miał podobnie?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1385

@Aldona05 a co konkretnie robiłaś z tym miodem? Bo "słoik miodowy" ma kilka wariantów i nie każdy jest tak samo ingerujący. Jeśli wpisywałaś imię osoby na papierze, zalewałaś miodem i podgrzewałaś świecą - to jest klasyk, ale efekt zwrotny zależy mocno od intencji, z jaką to robiłaś. Czy chciałaś "żeby był słodki dla mnie", czy raczej "żeby mnie kochał i tylko mnie"?


Odpowiedz
(@aldona05)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 68

@Ismer to drugie chyba. chciałam żeby do mnie wrócił i przestał się spotykać z tą drugą. czy to dużo zmienia?


Odpowiedz
Wpisy: 486
(@mokosza)
Połączone: 3 tygodnie temu

Zmienia bardzo dużo. W tradycji, którą znam ze słowiańszczyzny, rozróżniało się prośbę o przychylność od wiązania. Pierwsze to jakby zaproszenie, drugie to już ograniczenie czyjejś woli. I właśnie to drugie zawsze miało swoją cenę - znachorki, które robiły takie rzeczy, brały zapłatę nie tylko od klienta, ale często symbolicznie "opłacały" siły, z którymi pracowały. Bez tego efekt zwrotny był pewny.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@paulinka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 56

@Mokosza a co to znaczy że opłacały siły? jak to wyglądało w praktyce bo pierwsze słyszę


Odpowiedz
(@mokosza)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 486

@paulinka różnie - chleb zostawiony w lesie, mleko wylane pod drzewo, czasem część zapłaty od klienta szła nie do kieszeni, tylko na ofiarę. Chodziło o to, żeby nie zostać samej z długiem energetycznym. Dzisiaj ludzie robią rytuały z youtuba i nikt im nie mówi, że jak się coś bierze, to się coś oddaje. Stąd potem te zastoje, o których pisze Aldona.


Odpowiedz
Wpisy: 257
(@astrolab)
Połączone: 3 miesiące temu

Czyli idąc tym tropem - każdy rytuał miłosny to w sumie transakcja, tylko że większość ludzi nie wie, czym płaci. To brzmi trochę jak tłumaczenie post factum, nie sądzicie? Bo jak komuś się uda, to mówi "działa", a jak komuś coś się sypie w życiu po rytuale, to słyszy "no bo nie zapłaciłeś sił". Trochę wygodne.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@wrozbita)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 298

@Astrolab a jednak coś w tym jest. Sam pracuję z rytuałami od dawna i zauważyłem prawidłowość - im bardziej rytuał próbuje wymusić coś na drugiej osobie, tym więcej dziwnych rzeczy dzieje się potem w życiu wykonawcy. Niekoniecznie złych, czasem po prostu... wybijających z rytmu. Jakby życie chciało coś pokazać. Nazywaj to projekcją albo psychologią, ale wzorzec się powtarza.


Odpowiedz
(@onyksa)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 178

@Wrozbita potwierdzam z własnego podwórka. Pracuję głównie z kamieniami i kiedyś próbowałam wzmocnić różą i kwarcem różowym rytuał na konkretnego faceta. Wyszło tak, że kwarc mi pękł po jakimś tygodniu, a ja w międzyczasie poznałam kogoś innego, kto totalnie wywrócił mi głowę. Z facetem, na którego robiłam rytuał, nic się nie wydarzyło. Wnioski wyciągnęłam takie, że energia poszła, ale nie tam, gdzie ją kierowałam.


Odpowiedz
(@stasia)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 306

@Onyksa to dla mnie ciekawe, bo to nie jest klasyczny "zwrot", tylko jakby przekierowanie. Czyli energia leci, ale wszechświat sam decyduje, gdzie ją położyć. Macie więcej takich historii? Bo to zmienia trochę optykę - nie chodzi o karę za rytuał, tylko o to, że nie my wybieramy efekt.


Odpowiedz
Wpisy: 110
(@lilka_67)
Połączone: 7 miesięcy temu

u mnie było tak że robiłam rytuał na otwarcie się na miłość, bez konkretnej osoby, i po jakimś czasie zaczęły się dziać dziwne rzeczy w pracy - awans, propozycje, jakby życie się otwierało wszędzie naraz. nie tylko w relacjach. więc może to działa jak otwarcie kanału a nie precyzyjna wysyłka


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1385

@Lilka_67 to akurat się zgadza z tym, co opisują w niektórych tradycjach okultystycznych - intencja typu "otwórz mi drogę" działa szerzej niż "daj mi konkretnie X". Im węższa intencja, tym większe ryzyko, że trafisz w mur, bo wszechświat ma jakby inny pomysł. A im szersza, tym więcej możliwości się pojawia. Tylko że ludzie chcą konkretu, więc robią rytuały na konkretną osobę i potem się dziwią.


Odpowiedz
(@anetta85)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 181

@Ismer a powiedz mi czy to znaczy że rytuał na konkretnego faceta jest z gruty zły? bo własnie planowałam jeden i teraz nie wiem czy to ma sens


Odpowiedz
Wpisy: 1228
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Nie zły, tylko obarczony większym ryzykiem niż się ludziom wydaje. Pytanie, które sobie zadaj przed takim rytuałem: czy gdyby ta osoba miała wybór, czy chciałaby tej relacji? Jeśli odpowiedź brzmi "raczej nie" albo "nie wiem", to robisz coś, co z dużym prawdopodobieństwem odbije się po latach. I to niekoniecznie w postaci klasycznego pecha, tylko relacji, która będzie cię męczyć.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@aldona05)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 68

@Fraida no ale jak ktoś się waha to przecież nikt nie ma 100% pewności co czuje druga osoba. więc to wychodzi że prawie każdy rytuał jest ryzykowny


Odpowiedz
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1228

@Aldona05 mniej więcej tak. Dlatego część osób pracujących z magią w ogóle nie robi rytuałów na konkretne osoby, tylko na jakości - na czułość w życiu, na partnerstwo, na spotkanie kogoś, kto pasuje. To brzmi mniej spektakularnie, ale ma mniejszy efekt zwrotny. Tylko że jak komuś zależy na konkretnym Pawle z drugiego piętra, to mu tego nie wytłumaczysz.


Odpowiedz
Wpisy: 107
(@obsydian)
Połączone: 2 miesiące temu

a co z rytuałami które robi się samemu na siebie? typu praca z lustrem, afirmacje, rysowanie czegoś, pisanie listów do siebie z przyszłości. to się liczy jako rytuał czy bardziej jako terapia? pytam bo robię takie rzeczy od jakiegoś czasu i mam wrażenie że to działa ale nie wiem czy to jest "magia" czy po prostu psychologia


Odpowiedz
11 Odpowiedzi
(@mistralka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 552

@Obsydian moim zdaniem granica między jednym a drugim jest umowna. W wielu kulturach taniec, śpiew, malowanie były częścią praktyk duchowych i nikt tego nie rozdzielał. Dopiero zachodnia myśl wprowadziła ten podział na "to jest sztuka", "to jest religia", "to jest psychologia". Jak piszesz list do siebie z przyszłości, to jednocześnie pracujesz z wyobraźnią, z intencją i z czasem - czyli ze wszystkim, z czym pracuje rytuał.


Odpowiedz
(@astrolab)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 257

@Mistralka czyli twierdzisz, że jak ktoś maluje obraz z konkretną intencją, to to jest rytuał? Bo to mi się wydaje rozciąganiem pojęcia do tego stopnia, że wszystko zaczyna być magią. Wtedy słowo traci znaczenie. Gdzie ty stawiasz granicę między "świadomym aktem twórczym" a "rytuałem"?


Odpowiedz
(@mistralka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 552

@Astrolab granicę stawiam tam, gdzie kończy się świadomość intencji. Jak ktoś maluje obraz i ma w głowie tylko to, że chce, żeby było ładnie - to sztuka. Jak ktoś maluje obraz wiedząc, po co go maluje, co przez niego chce wypowiedzieć, czego chce się pozbyć albo co przyciągnąć - to już zaczyna być akt rytualny. Nie chodzi o samo pojęcie magii, tylko o to, że proces twórczy ma wtedy strukturę podobną do rytuału: przygotowanie, skupienie, działanie, zamknięcie.


Odpowiedz
(@astrolab)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 257

@Mistralka czyli wszystko sprowadza się do intencji? To trochę za proste. Bo można mieć intencję wypicia kawy i to nie jest rytuał. Musi być coś jeszcze, jakaś warstwa symboliczna chyba?


Odpowiedz
(@wrozbita)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 298

@Astrolab a kawa pita codziennie o tej samej porze, w tym samym kubku, w ciszy, jako moment dla siebie - jak myślisz, czym to jest dla osoby, która tak ją pije? Nie chcę się czepiać, ale ten podział na "to magia" i "to zwykła czynność" jest bardziej kruchy, niż się wydaje.


Odpowiedz
(@obsydian)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 107

@Wrozbita no właśnie o to mi chodziło jak pytałem. bo jak pisałem listy do siebie z przyszłości to czułem że robię coś więcej niż ćwiczenie z poradnika rozwojowego. po pierwszym takim liście miałem sen, w którym dostałem odpowiedź. nie wiem czy to rytuał czy podświadomość się odzywała, ale efekt był


Odpowiedz
(@onyksa)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 178

@Mistralka wracając do tego, co Mistralka pisała o sztuce - czytałam kiedyś o tybetańskich mandalach z piasku. Mnisi je tworzą tygodniami, a potem niszczą. I to jest właśnie cały rytuał - sam proces ma znaczenie, nie wynik. To mnie ustawiło na inne myślenie o rytuałach miłosnych, bo my chcemy efektu, a oni pokazują, że samo robienie jest sednem.


Odpowiedz
(@astrolab)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 257

@Onyksa fajny przykład, ale czy to nie jest jednak co innego? Mandala nie ma celu poza samym aktem, a rytuał miłosny robi się po coś. Trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś robi słoik miodowy dla samej przyjemności robienia słoika miodowego.


Odpowiedz
(@mokosza)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 486

@Astrolab a jednak część dawnych praktyk słowiańskich była dokładnie taka. Dziewczyny puszczały wianki na Kupałę i tam nie chodziło o konkretną osobę, tylko o sam gest, o oddanie tematu wodzie. Czasem nawet nie patrzyły, dokąd wianek popłynął. Wynik nie był ważny, ważne było, że się go wypuściło.


Odpowiedz
(@paulinka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 56

@Mokosza a to ciekawe bo zawsze mi się wydawało że wianki to było właśnie po to żeby zobaczyć kto je złapie i wtedy ten ktoś miał być mężem. czyli to nie tak działało?


Odpowiedz
(@mokosza)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 486

@paulinka to późniejsza wersja, taka bardziej zabawowa. W starszych przekazach chodziło o gest oddania, a chłopak, który łapał wianek, brał na siebie też kawałek tej energii. To była wymiana, nie loteria.


Odpowiedz
Wpisy: 306
Rozpoczynający temat
(@stasia)
Połączone: 4 miesiące temu

to się zgadza z tym, co czytałam o praktykach hoodoo w Stanach - tam pisanie petycji, czyli próśb na papierze, jest osobną kategorią pracy. I nie traktuje się tego jako pisania listu, tylko jako akt sprawczy. Papier się składa w określony sposób, czasem chowa, czasem pali. Więc to, co opisujesz, to chyba dokładnie ta sama mechanika - tyle że bez nazwy.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1228

@Stasia dokładnie, i w hoodoo jest jeszcze taka rzecz, że petycję podpisuje się własną krwią albo śliną, żeby zaznaczyć, kto jest autorem. To jest jakby sygnowanie aktu. I tu wracamy do tematu zwrotu - bo jak coś podpisujesz, bierzesz za to odpowiedzialność. Wtedy energia ma jasny adres.


Odpowiedz
(@anetta85)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 181

@Fraida a jak ktoś nie podpisze to gdzie ta energia leci? bo z tego co piszesz wychodzi że bez podpisu rytuał jest bardziej niebezpieczny chyba


Odpowiedz
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1228

@Anetta85 nie tyle niebezpieczny, co mniej precyzyjny. Trochę jak list bez nadawcy - dojdzie albo nie, a jak wróci, to nie wiadomo do kogo. Niektórzy celowo nie podpisują, jeśli chcą zachować dystans, ale wtedy też efekt bywa rozmyty.


Odpowiedz
Wpisy: 1385
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

podoba mi się ten wątek, bo on dobrze tłumaczy, dlaczego niektóre rytuały miłosne wracają z taką siłą do wykonawcy. Jak robisz coś nastawiony tylko na efekt, to napinasz cały układ pod jeden punkt. Cały wkład idzie w "musi zadziałać". A jak wkładasz uwagę w sam proces, to ciśnienie jest mniejsze i zwrot, jeśli już się zdarza, jest łagodniejszy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lilka_67)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 110

@Ismer to mi pasuje do mojego przypadku z tym otwarciem na miłość. ja faktycznie nie liczyłam na konkretny wynik, robiłam to bardziej dla siebie, dla samego procesu. może dlatego nie było żadnego nieprzyjemnego zwrotu, tylko właśnie rozlanie się tego na inne obszary życia


Odpowiedz
Wpisy: 479
(@bernadka87)
Połączone: 4 miesiące temu

ale jak ktoś naprawdę cierpi i chce odzyskać konkretną osobę to ciężko mu powiedzieć żeby się skupił na procesie. to brzmi jak rada dla kogoś kto już ma spokój w sobie. a co jak ktoś jest w rozpaczy?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wrozbita)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 298

@Bernadka87 i to jest właśnie moment, w którym najgorzej robić rytuał. Rozpacz to stan, w którym wkładasz w pracę całą swoją bezradność i ta bezradność potem wraca. Stare przekazy mówiły, żeby przed rytuałem odczekać cykl księżyca, jeśli emocje są za świeże. Nie po to, żeby ostygły, tylko żeby się ułożyły.


Odpowiedz
(@reginka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 394

@Wrozbita potwierdzam z perspektywy pracy z kamieniami - jak ktoś przychodzi po amulet w stanie rozsypki emocjonalnej, to ten kamień bardzo szybko się "zużywa", pęka, gubi się. Jakby brał na siebie więcej niż powinien. Dlatego wolę najpierw popracować z osobą nad uspokojeniem, a dopiero potem dobierać przedmiot do konkretnej intencji.


Odpowiedz
Wpisy: 67
(@anetcia)
Połączone: 1 miesiąc temu

a czy data urodzenia ma znaczenie przy wyborze momentu na taki rytuał? bo jeśli ktoś ma trudną wibrację w danym roku to chyba lepiej poczekać?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@mistralka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 552

@Anetcia to bardziej działka numerologii niż samej pracy rytualnej, ale jest w tym sens - rok osobisty ustawia pewne tło. W roku 4 albo 7 ludzie często mają mniejszą sprawczość w sprawach uczuciowych, bo te liczby ciągną do pracy nad sobą, nie do nowych relacji. Ale to nie reguła, tylko obserwacja.


Odpowiedz
(@anetcia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 67

@Mistralka a jak ktoś ma rok 1 albo 5 to wtedy lepiej? bo ja mam teraz 5 i myślałam żeby coś zrobić w temacie, ale boję się właśnie tego zwrotu o którym tu piszecie


Odpowiedz
(@mistralka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 552

@Anetcia rok 5 jest dynamiczny, ale niestabilny - dużo się dzieje, ale niekoniecznie tam, gdzie chcesz. Rok 6 byłby pod uczucia bardziej naturalny. Ale to nie jest tak, że jak masz dobry rok, to rytuał na pewno wyjdzie. To tylko tło, reszta zależy od stanu, w jakim do tego siadasz.


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1385

@Mistralka zgadzam się z tym tłem, ale dodałbym jeszcze coś - bo cała ta rozmowa krąży wokół tego, że zwrot zależy od emocji wykonawcy. A ja bym powiedział, że zależy też od tego, czy w ogóle masz prawo do tej osoby. Brzmi staromodnie, ale w wielu tradycjach była taka zasada, że jak ingerujesz w czyjeś uczucia bez podstawy, energia wraca jak bumerang.


Odpowiedz
Wpisy: 68
(@aldona05)
Połączone: 3 miesiące temu

ale co to znaczy mieć prawo do osoby? to ja jak kogoś kocham to już mam prawo czy nie? bo nie rozumiem tego


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1385

@Aldona05 mam na myśli to, że jak ktoś już z kimś jest, ma rodzinę, dzieci, to wchodzisz w cudzy układ. I ten układ ma swoją inercję, swoje zobowiązania. Praca przeciwko temu wraca szybciej niż praca w pustym polu, gdzie nikt nikomu nic nie obiecał.


Odpowiedz
Wpisy: 479
(@bernadka87)
Połączone: 4 miesiące temu

no właśnie a co jak ktoś był z tobą i odszedł do innej? to wtedy walczysz o swoje czy wchodzisz w cudzy układ? bo to się ciągle miesza


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1228

@Bernadka87 to jest najtrudniejszy przypadek i tu właśnie najwięcej osób się parzy. Bo subiektywnie czujesz, że walczysz o swoje, a obiektywnie ten ktoś jest już gdzie indziej. I energia rytuału idzie pod prąd jego aktualnym wyborom. Stąd potem te zwroty - zdrowotne, finansowe, sny koszmary.


Odpowiedz
Wpisy: 107
(@obsydian)
Połączone: 2 miesiące temu

to mi przypomina jak kolega opowiadał że jego była robiła coś u jakiejś baby i przez pół roku miał problemy z pracą, zdrowiem, wszystkim. nie wiem czy to przypadek czy nie, ale jemu się ten ciąg dopiero skończył jak ona dała sobie spokój


Odpowiedz
Wpisy: 306
Rozpoczynający temat
(@stasia)
Połączone: 4 miesiące temu

to brzmi okropnie. czyli ten zwrot, o którym mówicie, może dotknąć obie strony? bo myślałam, że wraca tylko do tego, kto rytuał zrobił


Odpowiedz
Wpisy: 298
(@wrozbita)
Połączone: 7 miesięcy temu

obie strony są w polu rytuału, więc obie coś dostają. Wykonawca dostaje zwrot od układu, na który próbował wpłynąć. A osoba, na którą rytuał był skierowany, dostaje to ciśnienie z drugiej strony - jakby ktoś naparł na nią niewidzialną dłonią. I jak ona jest świadoma, potrafi to odbić.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@paulinka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 56

@Wrozbita a jak ktoś nie jest świadomy to tylko się męczy i nie wie czemu? to się wydaje strasznie niesprawiedliwe


Odpowiedz
(@wrozbita)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 298

@paulinka nieświadomość nie chroni, to prawda. Ale ciało i tak reaguje - sny, niepokój, nagła zmiana decyzji. Czasem ktoś sam nie wie, czemu wraca do byłej osoby, a to nie miłość, tylko nacisk pola. I jak ten nacisk znika, znika też to przyciąganie.


Odpowiedz
Wpisy: 178
(@onyksa)
Połączone: 3 tygodnie temu

wracając do tego, co wcześniej mówiłam o mandalach - może problem polega na tym, że nasza kultura nie ma już takiej tradycji rytuałów nastawionych na sam proces. Wszystko musi mieć efekt, wynik, KPI. I jak siadasz do pracy z uczuciami, automatycznie wchodzisz w ten sam tryb. Stąd potem zwroty.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@astrolab)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 257

@Onyksa to jest dobry punkt, ale czy to nie jest jednak romantyzowanie? Bo w dawnych kulturach też ludzie chcieli efektu - chcieli zdrowia, plonów, męża, dziecka. Nie sądzę, żeby tylko siedzieli i delektowali się procesem.


Odpowiedz
(@mokosza)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 486

@Astrolab chcieli efektu, ale rozumieli, że efekt nie jest w ich rękach. Robili to, co do nich należało - gesty, ofiary, słowa - a wynik oddawali wyższej sile. To zasadnicza różnica w stosunku do dzisiejszego podejścia, gdzie wykonawca chce sam być sprawcą wyniku.


Odpowiedz
(@leokadia76)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 296

@Mokosza to mi się łączy z tym, co czytałam o amuletach noszonych całe życie. Babcia mojego męża miała taki medalik od swojej matki i nosiła go aż do śmierci. To nie było po to, żeby coś konkretnego załatwić, tylko żeby trzymać kontakt z czymś. Czy to też można nazwać rytuałem?


Odpowiedz
(@reginka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 394

@Leokadia76 jak najbardziej, i takie przedmioty noszone dziesięcioleciami mają zupełnie inny ciężar niż amulet zrobiony na zamówienie pod konkretną sprawę. One się nasączają codziennością, modlitwą, dotykiem. Z miłosnymi rytuałami też tak bywa - obrączki, listy, suszone kwiaty z pierwszej randki.


Odpowiedz
Wpisy: 431
(@young)
Połączone: 2 lata temu

a co jeśli ktoś robi coś podobnego nieświadomie? bo ja na przykład mam taką bluzę, którą zakładam zawsze jak chcę kogoś poznać, i kilka razy mi się udało. nie nazywałbym tego rytuałem, ale teraz po tej rozmowie nie wiem


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1228

@Young to jest właśnie rytuał osobisty, taki nieskodyfikowany, ale działający. Powtarzasz gest, gest zaczyna mieć znaczenie, znaczenie ustawia twoje nastawienie. I nie ma zwrotu, bo nie ingerujesz w nikogo - po prostu otwierasz siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 242
(@jalowcowa)
Połączone: 4 miesiące temu

ciekawe że tyle osób tu pisze że zwrot zależy od emocji i intencji, a nikt nie wspomniał o dacie i porze. czy moment w cyklu księżyca albo dzień tygodnia ma znaczenie dla tego, czy coś wraca, czy nie? bo gdzieś czytałam że piątek jest pod Wenus, ale potem ktoś pisał że to też zależy od osoby


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@wrozbita)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 298

@Jalowcowa moment w cyklu owszem coś znaczy, ale nie tak, jak się to zwykle przedstawia w popularnych poradnikach. Piątek pod Wenus to skojarzenie z planetarnymi godzinami, które wywodzi się z tradycji hellenistycznej i potem średniowiecznej europejskiej magii. Tylko że to działa jako wzmocnienie nastroju, jako kalendarz wewnętrzny, a nie jako gwarancja, że zwrot będzie mniejszy albo większy. Zwrot bardziej zależy od tego, co robisz, niż kiedy to robisz.


Odpowiedz
(@jalowcowa)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 242

@Wrozbita czyli jak ktoś robi coś świadomie w piątek, to po prostu ma lepsze nastawienie, a nie że Wenus mu pomaga? bo to brzmi trochę odbrązawiająco


Odpowiedz
(@mokosza)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 486

@Jalowcowa u Słowian piątek też miał swoje znaczenie, bo był dniem Mokoszy i potem Paraskiewy Piątnicy, kiedy nie wolno było prząść ani prać. To dni, w których społeczność uznawała, że pewne czynności są bardziej naładowane. Ale to działa tylko jeśli ty też to uznajesz. Jak ktoś dziś robi rytuał w piątek, bo wyczytał w internecie, a w środku nic nie czuje, to równie dobrze może to robić w środę.


Odpowiedz
(@astrolab)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 257

@Mokosza a nie jest tak, że jednak są jakieś obiektywne cykle, niezależne od tego, co my czujemy? bo jak by nie były, to po co cała astrologia by w ogóle istniała


Odpowiedz
(@mistralka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 552

@Astrolab cykle są, tylko że nie działają jak włącznik. Pełnia nie sprawia, że rytuał miłosny nagle wraca albo nie wraca. Ona raczej wyciąga na wierzch to, co masz w środku - jak masz pretensję, pełnia ją wzmocni, jak masz spokój, też go wzmocni. Stąd te wszystkie ostrzeżenia, żeby pod pełnią nie robić rzeczy, które robisz w gniewie.


Odpowiedz
Wpisy: 306
Rozpoczynający temat
(@stasia)
Połączone: 4 miesiące temu

czyli jak dobrze rozumiem, to nie chodzi o to, żeby trafić w idealną datę, tylko żeby w danym momencie być w odpowiednim stanie? bo ja sobie wyobrażałam, że jest taki kalendarz i jak się w niego trafi, to wszystko będzie dobrze


Odpowiedz
Wpisy: 1228
(@fraida)
Połączone: 2 lata temu

tak, bardziej chodzi o stan niż o datę. Kalendarze magiczne były kiedyś po to, żeby ludzie nie musieli za każdym razem od zera ustawiać się wewnętrznie - dzień sam podpowiadał, jaki nastrój przywołać. Dziś większość ludzi nie żyje już w tym rytmie, więc data sama z siebie niewiele daje. Można robić rytuał w idealnym układzie księżyca i dostać taki zwrot, że długo się z tego nie pozbiera, bo intencja była zatruta.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@anetta85)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 181

@Fraida a co to znaczy zatruta intencja? bo ja myślałam że jak chcę być z kimś to to jest dobra intecja, a wy piszecie jakby to było coś złego


Odpowiedz
(@ismer)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1385

@Anetta85 zatruta to nie znaczy zła w sensie moralnym. Chodzi o to, że pod chęcią bycia z kimś bardzo często siedzi coś innego - lęk przed samotnością, chęć udowodnienia komuś czegoś, zazdrość o nową partnerkę tej osoby, potrzeba kontroli. I to drugie dno jest tym, co wraca. Nie wraca powierzchowne pragnienie miłości, wraca to, co naprawdę napędzało rytuał.


Odpowiedz
(@paulinka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 56

@Ismer to jak w ogóle sprawdzić co siedzi pod spodem? bo ja mogę myśleć że chcę miłości a tak naprawdę coś innego i nawet o tym nie wiem


Odpowiedz
(@reginka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 394

@paulinka jest taka prosta metoda - siadasz i piszesz przez dwadzieścia minut, bez przerywania, odpowiedzi na pytanie "po co mi ta osoba". Bez cenzury, bez upiększania. To co wyjdzie po dziesiątej minucie, jak się zmęczysz pisaniem ładnych rzeczy, jest bliższe prawdy. I dopiero z tym materiałem można w ogóle myśleć o jakimkolwiek działaniu.


Odpowiedz
Wpisy: 107
(@obsydian)
Połączone: 2 miesiące temu

ja kiedyś coś takiego zrobiłem zanim w ogóle wiedziałem że to ma jakąś nazwę. siedziałem i pisałem o byłej i okazało się że tęsknię nie za nią tylko za tym jak się przy niej czułem przed wszystkimi kłótniami. to była zupełnie inna sprawa i już do żadnego rytuału mi się nie zachciało


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@aldona05)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 68

@Obsydian a to nie jest tak że jak sobie wszystko rozkminisz to już nigdy nic nie zrobisz? bo ja jak za dużo myślę to mi się odechciewa i potem siedzę i nic się nie dzieje


Odpowiedz
(@leokadia76)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 296

@Aldona05 to chyba inna sprawa - jak rozkminisz, że pod spodem siedzi zwykła tęsknota za bliskością, a nie konkretna osoba, to też możesz coś z tym zrobić, tylko już inaczej. Nie rytuałem na konkretnego człowieka, tylko czymś, co otwiera cię na to, że ktoś nowy może wejść. I taki ruch ma zupełnie inny ciężar zwrotny niż celowanie w tę jedną osobę, która już dawno gdzieś poszła.


Odpowiedz
Udostępnij: