po angielsku jest sporo, na przykład 'Theoi Project' dla terminologii greckiej, 'Lacus Curtius' dla łaciny klasycznej, ale dla kontekstu hermetycznego i magicznego polecałbym raczej opracowania Franza Bardona albo fragmenty przekładów Picatrix, które są dostępne online. Picatrix to traktat magiczny z XI wieku, tłumaczony na łacinę w XIII, i zawiera konkretne wyjaśnienia intencji słów, nie tylko ich brzmienia. To nie jest lektura na wieczór, ale jeśli ktoś serio chce wiedzieć co mówi w rytuałach łacińskich, to tędy droga.
To zależy od jeszcze jednej rzeczy, którą dotąd pominęliśmy. Wezwanie kieruje rytuał, ale prośba go precyzuje. Jeśli prośba też jest po łacinie i ty jej nie rozumiesz w szczegółach, to możesz mieć bezpieczne wezwanie i jednocześnie prośbę sformułowaną niejednoznacznie. W magii miłosnej to akurat ważne, bo frazy o 'przyciągnięciu' i 'związaniu' brzmią podobnie ale robią co innego. Czy sprawdziłaś też prośbę, nie tylko wezwanie?
Właśnie tak zrobiłam ze swoim rytuałem, o którym pisałam wcześniej. I właśnie w prośbie były te dziwne frazy. Wezwanie było neutralne, piękne wręcz, do Afrodyty i sił wiosennych. Ale prośba miała w sobie coś co po przetłumaczeniu brzmiało bardziej jak nakaz niż jak prośba. To był ten moment kiedy zrozumiałam że nie chcę tego rytuału jako całości.
To jest ważna obserwacja. W magii grecko-egipskiej z papirusów, tak zwanych PGM, czyli Papyri Graecae Magicae, rzeczywiście mamy tryb rozkazujący nagminnie. Bogów wzywa się jak dżinów, niekiedy z groźbami. To inna filozofia niż późnośredniowieczna pokora wobec sił wyższych. Pytanie czy ten tryb był tam skuteczniejszy czy po prostu taki był styl.
To mnie zastanawia bo czytałam gdzieś że właśnie dlatego niektóre tradycje bardzo pilnują żeby nie mieszać elementów z różnych systemów. Że jak bierzesz słowa z jednej tradycji i intencję z drugiej, to wychodzi bełkot energetyczny. Nie wiem czy to prawda ale brzmi logicznie. Czy ktoś miał praktyczne doświadczenie z mieszaniem systemów?
Właśnie to jest mój problem w wersji mini. Mój rytuał jest podobno z jednej tradycji, ale nie wiem tego na pewno bo dostałam go bez źródła. Więc nie wiem czy on w ogóle jest spójny wewnętrznie, czy ktoś już wcześniej coś posklejał. I teraz jak mam go analizować słowo po słowie, to nie wiem nawet od czego zacząć.
A może zamiast analizować, po prostu zapytaj kogoś kto zna łacinę? Nie musi być to magik, wystarczy filolog który przetłumaczy dosłownie. Bo te teologiczne niuanse które tu omawiamy to jedno, ale najpierw trzeba wiedzieć co tam w ogóle jest napisane.
Przepraszam że się wtrącam, bo pewnie zaraz ktoś napisze że to oczywiste, ale czy te prośby w rytuałach muszą być skierowane do konkretnej osoby czy siły? Tzn. czy można powiedzieć po prostu 'proszę żeby miłość przyszła' bez wskazywania do kogo?
Słuchajcie, wróćmy do Thalii bo mi umknął ten wątek. Napisałaś że dostałaś ten rytuał bez źródła. Skąd go masz, z internetu, od kogoś, z jakiejś książki? Bo to ma znaczenie czy ktokolwiek brał za niego odpowiedzialność albo chociaż wiedział skąd pochodzi.
Neoplatońska tradycja miłosna to jest dość konkretne hasło, można z tym iść dalej. Neoplatonicy mieli swoje pisma o erosie, Plotyn pisał o miłości jako sile prowadzącej do jedności z Jednym, ale to jest bardzo filozoficzne. Rytuały miłosne w tym stylu to trochę inna bajka niż greckie zaklęcia z papirusów. Ciekawi mnie czy te słowa brzmiały filozoficznie czy bardziej jak magiczne formuły.
Brzmiały bardziej jak formuły. Krótkie zdania, rytmiczne. Nie jak filozofia. Ale może ktoś po prostu użył słowa neoplatońska jako ozdobnik, bo brzmi poważnie.
To jest bardzo częsta praktyka na tego typu stronach. Przypisuje się rytuałom szlachetną genealogię żeby brzmiały wiarygodniej. Spotykałem rytuały opisane jako 'z Grimoire of Armadel' albo 'inspirowane Kluczem Salomona' które miały z tymi tekstami tyle wspólnego co kotlet schabowy z haute cuisine. Nie mówię że twój jest taki, ale warto mieć z tyłu głowy że to się zdarza.
Nie ma tu prostej odpowiedzi. Skuteczność rytuału nie zależy tylko od jego historyczności. Ktoś mógł złożyć coś sensownego z różnych elementów i to może działać. Problem jest wtedy kiedy nie wiesz z czego składa się to co robisz i nie możesz tego zrozumieć ani zmodyfikować świadomie. Wtedy rytuał staje się trochę jak tabletka bez ulotki.
Myślę że tu wszyscy zbyt komplikujecie. Jeśli intencja jest czysta i skupisz się na niej podczas rytuału, język jest drugorzędny. Czytałam o tym w kilku miejscach, że energia intencji jest tym co napędza rytuał, a słowa to tylko forma. Thalia, po prostu skup się na tym czego pragniesz i język nie będzie miał znaczenia.
No właśnie, i temu służy ta cała analiza którą tu omawiamy. Nie żeby robić z rytuału dysertację doktorską, ale żeby wiedzieć że słowa i intencja idą w tym samym kierunku. Thalia, jak już podzielisz ten tekst na wezwanie, prośbę i podziękowanie, to napisz tu co masz, może razem coś z tego wyciągniemy.
Dobra, wzięłam ostatniosze sugestie na poważnie i usiadłam z tym tekstem. Podzieliłam go tak jak Edzio sugerował - wezwanie, prośba, podziękowanie. Wezwanie jest wyraźne, dwa zdania, jedno imię którego nie rozpoznaję. Prośba jest jedno zdaniowa, bardzo prosta, 'fac ut' plus to czego chcę. A podziękowanie w ogóle nie istnieje. Zero. Czy to normalne że rytuał nie ma podziękowania?
Brak podziękowania to nie jest błąd sam w sobie, ale mówi coś o charakterze rytuału. Stare formuły łacińskie często kończyły się na prośbie albo na pieczęci - czymś co zamykało formułę formalnie, ale nie było podziękowaniem w sensie relacyjnym. Natomiast nowsze kompozycje zwykle to dodają, bo zmienił się model - z transakcyjnego na bardziej partnerski. Thalia, to imię które nie rozpoznajesz w wezwaniu, czy jest po łacinie czy wygląda inaczej?
Też jestem ciekawa tego imienia. Bo jeśli to coś greckiego albo aramejskiego wmieszanego w łacińską formułę, to już samo to jest wskazówka skąd ten rytuał pochodzi albo raczej skąd ktoś sklejał.
Amoret to postać z poezji renesansowej, Spenser użył tego imienia w Faerie Queene jako uosobienie miłości romantycznej. Ale w kontekście rytuałów magicznych mógłby to być też zniekształcony zapis jakiegoś ducha lub bytu z późniejszych grimoire'ów, gdzie imiona często były przekształcane fonetycznie między kopiami. Żeby stwierdzić coś pewnego, trzeba by zobaczyć dokładny zapis. Masz możliwość sfotografować to jeszcze raz w lepszym świetle?
Zapisuję sobie ten trop z Ficinem, bo akurat temat miłości w jego pismach jest bardzo szczegółowo opracowany. W 'De amore' dosłownie analizuje mechanizm działania miłości jako siły kosmicznej. Ciekaw jestem czy ktoś kto składał ten rytuał Thalii korzystał z czegoś takiego jako bazy, czy to bardziej przypadkowe zestawienie.
Przepraszam, mogę zapytać - co to znaczy że coś jest 'neoplatońskie' w kontekście rytuału? Słyszę to słowo już kilka razy i rozumiem mniej więcej że to filozofia starożytna, ale jak to się przekłada na konkretny rytuał miłosny? Tzn. czy zmienia coś w tym jak się go wykonuje?
Ja tu czytam od jakiegoś czasu i mam pytanie może naiwne - czy jeśli człowiek nie zna imienia które wymawia w rytuale, to w ogóle jest sens go wymawiać? Tzn. czy samo wypowiedzenie słów coś robi, czy trzeba wiedzieć do kogo się mówi?
I właśnie dlatego to co robicie z tym rytuałem Thalii ma sens - żeby ona mogła zrozumieć co tam jest zanim zdecyduje czy w ogóle go użyć. To nie jest nadmierne komplikowanie, to jest po prostu podstawowa ostrożność. A co z tym zdjęciem, Thalia? Możesz zrobić lepsze?
To zależy od tego co rozumiesz przez 'ten rytuał'. Jeśli traktujesz go jako przepis który trzeba odtworzyć dokładnie, to zamiana elementu zmienia przepis. Jeśli traktujesz go jako strukturę, to podmiana wezwania tworzy nowy rytuał w tej samej strukturze. Żadne z tych podejść nie jest z góry złe, ale mają różne konsekwencje. Twój rytuał po zamianie nie będzie miał już genealogii którą próbujemy tu ustalić - będzie twój.
Mam w notatkach podobny dylemat sprzed jakiegoś czasu. Pracowałem z rytuałem gdzie nie rozumiałem jednego słowa w środku prośby. Zostawiłem je i wykonałem resztę z pełną świadomością. Efekt był, ale miałem wrażenie że niepełny - jakby coś w środku zostało nieaktywowane. Nie wiem czy to interpretacja po fakcie czy rzeczywiście coś pominąłem. Dlatego teraz wolę wiedzieć co wymawiam.
Dobra, zrobiłam to zdjęcie przy lepszym oświetleniu i wygląda że to może być 'Amoreth' - z th na końcu, nie et ani yn. Ale nie jestem pewna czy to ma znaczenie dla całej dyskusji o języku, bo wciąż nie wiem co to słowo robi w środku formuły po łacinie.
Amoreth z th na końcu to interesująca wersja. Th może sugerować anglosaskie lub staroangieski zapis, co by oznaczało że rytuał przechodził przez jakąś angielską kopię zanim do ciebie trafił. To by tłumaczyło dlaczego łacina wokół wydaje się niedopasowana - może była przepisywana przez kogoś kto nie rozumiał oryginału.
