Ale to że rytuał jest młodszy niż sugeruje forma, to chyba nie musi być problem? Pytanie do dyskusji ogólnej - czy wiek tradycji przekłada się na skuteczność, czy to raczej kwestia spójności wewnętrznej?
Nie bardzo rozumiem tego 'zakotwiczenia' - to znaczy że rytuał działa lepiej bo więcej osób go robiło? To trochę jak z modlitwą którą powtarzało milion ludzi?
Tylko że modlitwa to jednak inna kategoria, bo tam jest jasny adresat. Rytuał bez zrozumienia imienia które się wymawia to moim zdaniem trochę jak wysyłanie listu bez adresu. Możliwe że dotrze, ale nie wiadomo gdzie.
Ja bym się tu jednak zatrzymał. Jeśli to imię jest naprawdę bytu magicznego, a nie ozdobnikiem, to intencja mówiącej może być jedno, a to co to imię aktywuje może być zupełnie czym innym. Thalia chce miłości, ale nie wie z czyjej pomocy ma to dostać. To chyba warto rozdzielić.
No i właśnie to mnie najbardziej zastanawia po tej całej rozmowie. Jak mam to rozdzielić? Tzn. czy mogę wziąć strukturę tego rytuału, wyrzucić wezwanie do Amoreth i zastąpić czymś co rozumiem - powiedzmy ogólnym zwróceniem się do sił miłości bez konkretnego imienia? Czy to nadal będzie ten rytuał czy już coś zupełnie innego?
Szczerze? Będzie to inny rytuał. Ale niekoniecznie gorszy. Jeśli usuniesz element którego nie rozumiesz i zastąpisz go świadomą intencją, to możesz zyskać na spójności to co tracisz na tradycji konkretnej formuły. Pytanie tylko czy ta struktura - kolory, czas, materiały - ma sens bez tego wezwania, czy wezwanie jest właśnie tym co tę strukturę uruchamia.
