Szczerze nie myślałam o tym tak precyzyjnie. Dla mnie to brzmi jak coś, co wymaga dużo większej wiedzy niż mam. Jak w ogóle rozpoznać, które połączenia są dobre a które są tym problemem?
Regulacja to nie jest jedna technika, to raczej opis efektu, który chcesz osiągnąć. Można próbować różnych podejść. Część z nich jest do przeprowadzenia samodzielnie, ale trzeba wiedzieć co robisz, bo intencja tutaj naprawdę ma znaczenie. Zła intencja, nawet przy dobrej technice, daje złe rezultaty.
Słuchajcie, przepraszam że wchodzę w to, ale nikt mi nie odpowiedział wcześniej — czy jest coś konkretnego na sytuację, gdy ktoś obsesyjnie śledzi i próbuje kontrolować. Nie chcę teorii o korzeniach i połączeniach, chcę wiedzieć czy jest jakiś rytuał, tak czy nie.
Ja mam inne pytanie do Sigilnika, bo to co napisał o intencji mnie zatrzymało. Mówisz, że zła intencja przy dobrej technice daje złe rezultaty. Ale jak definiujesz złą intencję w kontekście ochrony? Bo jeśli chcę żeby ktoś zostawił mnie w spokoju, to moja intencja chroni mnie, ale tamtej osobie może to nie odpowiadać. To automatycznie czyni tę intencję złą?
Tak, jest coś takiego jak oczyszczenie emocjonalne przed rytuałem. Medytacja nie zawsze wystarczy, bo wycisza myśli, ale emocja może siedzieć głębiej. Znam kilka osób, które piszą listy — dosłownie opisują całą złość, pretensje, wszystko — a potem spalają ten list. Dopiero potem zaczynają właściwy rytuał. Podobno pomaga.
Ja robiłam coś podobnego przy innej okazji, nie przy rytuałach ochronnych, ale przy pracy z oczyszczaniem własnych emocji. Ten list i spalenie go rzeczywiście coś zmienia, ale to nie jest jak przełącznik. Byłam spokojniejsza, ale nie całkowicie czysta emocjonalnie. Pytanie czy wystarczy być spokojniejsza, czy trzeba być kompletnie bez emocji.
Kompletny brak emocji przy rytuałach ochronnych to raczej niemożliwe, szczególnie jeśli sytuacja cię aktywnie dotyczy. Według mnie ważniejsze jest żebyś wiedziała co ta emocja robi w rytuale — czy ją kierujesz jako paliwo intencji, czy pozwalasz jej przejąć kierownicę. To jest różnica.
To jest coś co zaczyna mi się układać w głowie. Chyba przez cały czas myślałam o rytuałach jak o czymś mechanicznym — robisz X, dostajesz efekt Y. A wy mówicie, że to trochę jak z lekarzem, który może znać technikę, ale jak jest nieobecny myślami, to coś się gubi. Mam rację?
To porównanie z kominkiemmi zostaje. Ale mam pytanie — jak ktoś ma dosłownie obsesję na twoim punkcie, to energetycznie co się tam faktycznie dzieje? Mówię o mechanizmie, nie o objawach. Bo słyszałam różne rzeczy i jedna teoria mówi o przyciąganiu, inna o pasożytnictwie energetycznym, a jeszcze inna o tym, że obsesja to po prostu zablokowana projekcja. Która z tych interpretacji jest według was najbliższa prawdy?
Tak, dokładnie. Zresztą to jest jeden z sygnałów, który pojawia się w wielu opisach takich sytuacji — nagłe myśli o osobie, która ci się wcześniej nie kręciła po głowie, niepokój bez powodu, budzenie się w nocy. Ludzie często tłumaczą to czymś innym, bo interpretacja energetyczna nie jest pierwsza w kolejce.
Przeczytałam to i zatrzymałam się. Bo dokładnie to miałam — budzenie w nocy, myśli o tej osobie w momentach, gdy kompletnie nie było powodu żeby o niej myśleć. Tłumaczyłam sobie, że to stres. Ale nie byłam pewna.
Ja zawsze mówię, że jak nie wiesz czy myśl jest twoja, to zacznij od oczyszczenia i patrz co zostaje. Jeśli po porządnym oczyszczeniu przestrzeni i siebie ten temat nadal wraca z taką samą intensywnością, to jest sygnał że źródło jest zewnętrzne. Przynajmniej u mnie tak to działa.
Mnie w tej rozmowie zastanawia jedna rzecz — mówimy dużo o tym jak się chronić, jak odciąć, jak rozpoznać. Ale właściwie nikt nie powiedział wprost: czy w ogóle robienie rytuału na kogoś, kto ma do ciebie obsesję, jest etycznie inne niż standardowy rytuał miłosny? Bo jedno to rytuał przyciągający, a drugie to praca z sytuacją, która już istnieje i działa na twoją niekorzyść.
Energetycznie rozróżnienie istnieje, ale intencja robi całą różnicę. Jeśli twój cel to zamknięcie swojego końca połączenia i odbudowanie własnej przestrzeni — to jest inna praca niż 'chcę żeby ta osoba przestała mnie chcieć'. Pierwsze dotyczy ciebie. Drugie próbuje zmienić kogoś innego. I to nie jest to samo, nawet jeśli efekt końcowy może wyglądać podobnie.
Dobra, ale ile to trwa? Mówię o realnym czasie. Bo siedzę w tej sytuacji od kilku miesięcy i chcę wiedzieć czy mówimy o tygodniach czy o roku.
No to jak mam to rozumieć — że mogę pracować i nie mieć żadnego efektu? Serio pytam, bo to trochę frustrujące jak ktoś mówi 'pracuj nad sobą' a tu wychodzi że to może nie wystarczyć.
To jest właśnie to co mnie zastanawia w tym temacie od początku. Bo mówimy o rytuałach miłosnych dla kogoś z obsesją, ale w praktyce te rozmowy zawsze schodzą na to jak się chronić, a nie jak ewentualnie odpowiedzieć na to uczucie. Może dlatego, że jak ktoś ma obsesję to miłosny rytuał w normalnym sensie po prostu nie ma tu zastosowania?
zmienia, i to znacząco. Jak między dwojgiem ludzi było coś realnego, to te połączenia energetyczne były budowane przez oboje, a nie tylko przez jedną stronę. Zamykanie czegoś takiego to inna praca niż odcinanie się od kogoś, kto cię zaczepił bez historii.
Właśnie i to jest moment gdzie wg mnie ten temat wątku nabiera sensu — 'kiedy to zbyt dużo'. Jak jest historia, to rytuał miłosny mógłby być rozumiany jako próba powrotu do czegoś co było, ale przy obsesji to już nie wraca do tamtego stanu tylko wchodzi w co innego. I to jest ta granica, o której Henryka pisała na początku, chyba.
Dokładnie o to chodzi. Jak między ludźmi było coś żywego, to po czasie oba końce się zmieniły. Ty już nie jesteś tą samą osobą co wtedy, ona też nie. Rytuał przyciągania próbuje odtworzyć coś, czego już nie ma w tej formie, więc przyciąga raczej intensywność wspomnienia niż rzeczywistą relację. A u kogoś z obsesją to wspomnienie jest i tak już nadmuchane, więc tylko to potęgujesz.
To jest bardzo trzeźwe i trochę trudne do przyjęcia, ale chyba prawdziwe. U mnie właśnie jest tak, że ta osoba trzyma się obrazu mnie sprzed kilku lat, który nie ma dużo wspólnego z tym jaka jestem teraz. I jakbym robiła cokolwiek co otwiera to połączenie, to ta osoba reaguje na tamtą wersję mnie, nie na obecną. Co jest dziwne i niekomfortowe.
Poczekajcie, bo chcę dobrze zrozumieć. To znaczy, że nawet jakby ta osoba miała szczere uczucia na początku, to teraz właściwie jest zakochana w czymś co sobie wymyśliła? I rytuał by wzmacniał to wymyślone, nie prawdziwe?
Ja bym tu dodał że czakra serca i czakra splotu słonecznego to miejsca gdzie takie zakotwiczenia siadają najczęściej. I pracując z nimi przy pomocy kamieni — turmalin czarny na splecie, różowy kwarc na sercu — można te miejsca stopniowo czyścić. Choć przy takiej obsesji drugiej osoby wróciłbym do kamieni kilka razy.
Właściwie to uważam, że tu kluczowe jest rozróżnienie między tym co dzieje się energetycznie a tym co dzieje się mentalnie. Bo te dwie warstwy nakładają się i ludzie często mylą pracę energetyczną z pracą mentalną. Jeśli nie zamkniesz tego drugiego, to pierwsze i tak zostanie otwarte. Medytacja z intencją odłączenia jest tu bardziej skuteczna niż jakikolwiek zewnętrzny element.
Dobra, słucham tego od kilku minut i mam pytanie dosyć konkretne — ile czasu to trwa? Bo mówicie o pracy warstwami, o zakotwiczeniach, o kilku podejściach. Czy jest jakiś orientacyjny czas w którym powinno być widać że coś się zmienia?
Ciekawi mnie jeszcze jedno w tym temacie bo nikt tego nie powiedział wprost — co jeśli ta osoba z obsesją ma też jakąś wiedzę ezoteryczną i sama robi rytuały? Pytam bo to by zmieniało sytuację, prawda? To by nie był jednostronny przepływ.
No właśnie, i w takim układzie czytam karty inaczej. Jak widzę że ktoś ma do czynienia z drugą osobą która też coś robi energetycznie, to często w rozkładzie pojawia się Wieża albo coś z Mieczów co pokazuje aktywne napięcie. To nie jest już spokojna sytuacja gdzie jedno pole jest bierne. Ciekawi mnie jak to wygląda w runach — Nikodem, ty masz jakieś obserwacje z tego?
