Temat, który od lat jest u mnie na szczycie listy "niedoceniane techniki". Prenatalna syzygia to u Ptolemeusza jedno z pięciu miejsc hyleg - razem ze Słońcem, Księżycem, ascendentem i Punktem Szczęścia. Czyli klasyk uważał to za miejsce życiodajne, nie za ciekawostkę duchową. Dopiero XX wiek zrobił z tego temat o duszy. Oba podejścia są uprawnione, ale warto wiedzieć, z którego się korzysta.
Bonatti szedł dalej niż Ptolemeusz - nazywał prenatalną syzygię "radix nativitatis", czyli korzeniem całego horoskopu. To nie był dodatek, tylko coś w rodzaju fundamentu, na którym dopiero rozciąga się kosmogram. U niego syzygia była "bazą radykalną" - i jeśli była uszkodzona, cała interpretacja nativitas traciła na sile.
Zanim dalej pójdziemy - zasada techniczna dla tych, którzy chcą sprawdzić u siebie. Jeśli Księżyc w twoim horoskopie jest przybywający (między nowiem a pełnią), bierzesz ostatni nów przed urodzeniem. Jeśli ubywający (między pełnią a nowiem) - bierzesz ostatnią pełnię. Nie mieszamy tego losowo. Każdy ma jedno albo drugie, nigdy oba.
Uwaga która wszystkim się przyda - prenatalna syzygia to NIE to samo co prenatalne zaćmienie. Zaćmienie jest szczególnym typem syzygii (nów przy węźle = zaćmienie Słońca, pełnia przy węźle = zaćmienie Księżyca), ale zwykła syzygia dzieje się co dwa tygodnie. Są szkoły, które traktują tylko zaćmienia jako znaczące, inne każdy nów/pełnię.
Mam pytanie z innej strony. Jeśli syzygia pokazuje "zadanie duszy", to jak pogodzić to z Ptolemeuszowym użyciem jej jako punktu hyleg (życiodajnego)? To dwie różne koncepcje - misja duszy i dawca witalności. Czy u klasyków to się jakoś łączyło?
Czytam was i zauważam, że wszyscy traktujemy syzygię prenatalną jako pewnik. A przecież są astrolodzy, którzy zupełnie jej nie używają i sensownie interpretują horoskopy bez niej. Pytanie więc - co ona dodaje, czego nie ma w natal? Konkretnie, w praktyce, nie w teorii?
