Temat, który wraca jak bumerang, ale nigdy nie widziałam go tu opisanego porządnie – jak Wy oczyszczacie i ładujecie swoje talie? Bo metod jest pewnie tyle, ile czytelników, a ja jestem ciekawa, co u kogo działa. Sama od lat trzymam się kilku sprawdzonych rzeczy, ale lubię słuchać, jak inni do tego podchodzą.
Mój podstawowy sposób to selenitowa płytka. Kładę talię na niej na noc po każdej sesji z klientem i rano jest jak nowa. Selenit nie wymaga sam oczyszczania, więc to taki bezobsługowy system. Do tego między odczytami – trzy pukania w talię i tyle.
Ja od lat okadzam. Ale nie szałwią białą – używam rozmarynu albo lawendy. Rozmaryn ma właściwości oczyszczające, a lawenda dodatkowo wycisza. Rozłożona talia, dym przechodzący nad każdą kartą, otwarte okno, żeby dym zabrał ze sobą to, co zebrały karty. Robię to po szczególnie ciężkich odczytach, kiedy temat był emocjonalnie trudny.
A ja mam pytanie – czy to pukanie w talię trzy razy naprawdę coś daje? Bo widziałam to w wielu poradnikach, ale nie bardzo rozumiem mechanizm. Co te trzy puknięcia mają robić?
Ja pukam raz i to mi wystarczy. Dla mnie ważniejsza jest intencja niż liczba puknięć. Mogłabym stuknąć pięćdziesiąt razy, ale bez intencji to tylko stukanie w karton.
