To rozdzielenie które próbujecie zrobić może być błędnie postawionym problemem. Napięcie emocjonalne, rytuał, sen — to nie są rozdzielne procesy ustawione kolejno. Rytuał często działa właśnie przez napięcie, skupia je i nadaje mu kierunek. Więc pytanie 'co to powoduje' zakłada że te rzeczy wykluczają się nawzajem, a one mogą po prostu być tym samym procesem opisanym z różnych stron.
dokładnie to samo bym powiedział. Rytuał nie jest oderwany od psychiki wykonującego — on ją angażuje celowo. Dlatego stan emocjonalny przed rytuałem jest ważny, większość tradycji mówi o przygotowaniu, poście, oczyszczeniu właśnie po to żeby to napięcie było ukierunkowane a nie chaotyczne.
przepraszam ale to brzmi jak filosofia dla samej filozofii. czy to ma jakiekolwiek przełożenie na to co się śni osobie docelowej? bo chyba o to w tym temacie chodzi?
to jest dla mnie ta część dyskusji gdzie mi zawsze robi się niewygodnie. Bo z jednej strony chcę żeby to był realny kontakt, a z drugiej strony jak Gwiazdarka to rozkłada to brzmi sensownie że po prostu nie wiemy. Czy ktoś próbował kiedyś porównać swoje sny z tym co faktycznie dana osoba czuła w tym czasie? Czyli zapytać wprost po czasie?
ja pytałam. i wiesz co? ta osoba też miała w tym czasie sny które opisała jako niepokojące, z poczuciem czyjejś obecności. ale nie wiem czy to nie było po prostu dlatego ze my oboje byliśmy w tym samym napieciu relacyjnym. nie ma jak to zweryfikować z zewnątrz.
czyli nigdy nie bedziemy wiedziec? serio nie ma zadnego sposobu zebrac to sprawdzic?
Są próby — Dean Radin robił badania nad wpływem obserwatora na sny w warunkach kontrolowanych, EEG, izolacja. Wyniki były niekonkluzywne ale nie były zerowe. To znaczy — nie udowodniono ale też nie obalono. Przy czym te badania są dość kontrowersyjne w środowisku naukowym i mało kto chce je powtarzać, bo to nie jest atrakcyjny temat grantowy.
Pytam bo ta kwestia naprawdę mnie zatrzymuje — czy ktoś próbował sprawdzić czy osoba docelowa w ogóle coś pamiętała ze snów z tego okresu? Bo to jest chyba jedyna droga żeby w ogóle zebrać jakieś dane, nawet czysto anegdotyczne. Nie mówię o weryfikacji naukowej, po prostu — czy ktokolwiek rozmawiał z tą osobą po czasie?
ja właśnie o tym myślałam czytając tę dyskusję. Sama nigdy nie miałam odwagi zapytać wprost, ale raz ta osoba sama powiedziała mi że miała dziwny okres ze snami, nie wiążąc tego ze mną w żaden sposób. Nie wiem co z tym zrobić analitycznie, ale jakoś zostało mi to w głowie.
a jak długo po rytuałe to było? bo mam wrazenie ze to moze miec znaczenie — te pierwsze dni to jest chyba inny mechanizm niz po tygodniu czy dwoch
ten wątek z czasem jest ciekawy. Z perspektywy pracy z energią — pierwsze dni po rytuale to etap kiedy intencja jest najświeższa, jeszcze nie obrośnięta wątpliwościami i korektami ze strony wykonującego. Stąd różne tradycje mówią żeby nie wracać myślami do rytuału po zakończeniu, bo ciągłe sprawdzanie czy działa właśnie ten efekt rozmiękczaa. Czy to przekłada się na sny osoby docelowej — szczerze nie wiem, ale logika by na to wskazywała.
ale jak to — nie wracać myślami? to jest chyba niemożliwe jeśli zależy ci na tej osobie. kto tak potrafi?
dobra ale mam glupie pytanie — skad ta osoba docelowa w ogóle miałaby 'odebrać' cokolwiek podczas snu? jej mózg spi, nie ma swiadomosci, co mialoby byc tym odbiornikiem?
to nie jest głupie pytanie, to jest właściwe pytanie. Odpowiedź zależy od tego w jakim paradygmacie siedzisz. Jeśli materialistycznym — żaden odbiornik, zero kontaktu, koniec tematu. Jeśli zakładasz że świadomość nie jest wyłącznie produktem mózgu — a to jest założenie całej ezoteryki — to wtedy sen jest momentem kiedy ta 'inna część' ma więcej przestrzeni bo cenzura umysłu świadomego jest wyciszona. I właśnie dlatego wiele tradycji traktuje sen jako moment największej podatności na kontakt.
hoodoo to ta tradycja afroamerykańska? słyszałam nazwę ale nigdy nie wchodziłam głębiej. i te olejki na poduszkę — to chodzi o poduszkę tej osoby czy o swoją?
to jest moment kiedy robi mi się trochę nieswojo z tym tematem. Rozumiem rytuał jako coś co robi się dla siebie, ze swoją energią. Ale wpływanie na sny kogoś — to już jest wchodzenie w czyjąś przestrzeń bez pytania, prawda?
właśnie to mnie gryzie od początku tej dyskusji i nie umiałam tego nazwać. Kiedy robiłam ten rytuał to myślałam o tym żeby 'ta osoba pomyślała o mnie' — czy to już jest naruszenie? czy to jest jeszcze życzenie? bo czuję że to ważne rozróżnienie ale nie wiem jak je zrobić
moim zdaniem intencja to jest klucz. 'niech pomyśli o mnie' a 'niech mnie pokocha' to są zupełnie różne energie i różne poziomy ingerencji. To pierwsze to bardziej jak wysłanie sygnału, to drugie to już próba zmiany czyjejś woli. przynajmniej tak to rozumiem.
to jest bardzo dobry punkt i właściwie nierozerwalny z całą dyskusją o snach. Bo jeśli zakładamy że rytuał może wpłynąć na sny osoby docelowej — nawet jeśli tylko przez wzmożone myślenie o niej z naszej strony, co może jakoś 'aktywować' jej własne ślady pamięciowe o nas — to i tak nie mamy kontroli nad tym co ona z tymi snami zrobi. Może je zignorować, może je zinterpretować jako sygnał żeby się odsunąć, może zadzwonić. Intencja i efekt to dwie różne sprawy.
a tu sie nie zgadzam. Miałam sytuacje gdzie osoba mnie prawie nie znała i mimo to po rytuale sama napisała ze miała coś w rodzaju snu o mnie. Nie wiem jak to wytłumaczyć ale to sie zdazylo. wiec albo ślad pamieci nie musi byc duzy, albo chodzi o cos innego niz pamiecia
słuchajcie, ja mam inne pytanie bo trochę zgubiłam się w tej dyskusji. znaczy rozumiem że sen może być jakimś kanałem, ale co ma w ogóle poczuć ta osoba w tym śnie żeby to cokolwiek znaczyło? bo jeśli śni o nas i jest to koszmar to chyba nie o to chodzi?
to jest pytanie do którego tradycje podchodzą różnie. W niektórych podejściach liczy się sam fakt pojawienia się — nieważne w jakim kontekście, bo obecność w snach ma wzmacniać myślenie o danej osobie na jawie. W innych podejściach jakość snu owszem ma znaczenie — sen nacechowany przyjemnością, bliskością, miał by zostawiać inny ślad emocjonalny niż sen lękowy. Ale to nie jest tak prosto binarne.
tak, właśnie to. I im dłużej czytam tę rozmowę tym mniej jestem pewna gdzie ta granica leży. Robię sobie rytuał, myślę intensywnie o tej osobie, wysyłam coś w jej stronę — i nie wiem czy to jest jak napisanie listu który ona może przeczytać albo wyrzucić, czy jak wejście do jej pokoju bez pukania.
ten obraz z listem i pokojem jest bardzo trafny i myślę że różne rytuały lokują się w różnych miejscach na tej skali. Praca z własnym polem energetycznym, ze swoją tęsknotą, z emocjami — to jest bardziej jak list. Praca z przedmiotami tej osoby, z jej imieniem w konkretnych formułach nakazujących działanie — to jest bliżej wchodzenia do pokoju. I nie chodzi mi o moralizowanie, tylko o precyzję.
to drugie brzmi naprawdę nieprzyjemnie. Nie wiedziałam że w ogóle istnieje taki podział. Myślałam że rytuały miłosne to zawsze coś w stylu afirmacji tylko z ceremoniałem, a tu wychodzi że to może być coś znacznie mocniejszego w sensie ingerencji.
no i wracamy do snów bo to jest właściwy temat. Jak ktoś używa tych twardszych formuł o których pisała Ludwinia to efekt w snach tej osoby musi być inny niż jak ktoś po prostu siedzi ze świeczką i myśli o kimś z czułością. Czy ktoś ma jakieś obserwacje w tej kwestii? bo to by coś wyjaśniało.
i to jest chyba najuczciwszy punkt w całej dyskusji. Nie ma sposobu żeby to zweryfikować niezależnie od tego ile mamy przekonań i doświadczeń. To nie znaczy że nic się nie dzieje — tylko że nie mamy dostępu do tej drugiej warstwy. Zostaje nam obserwacja własnych stanów, obserwacja co ta osoba ewentualnie mówi, i interpretacja. Każde z tych trzech jest subiektywne.
