Ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad czymś, o czym rzadko się mówi przy okazji rytuałów miłosnych — co tak naprawdę dzieje się ze snami osoby, na którą jest skierowany rytuał? Sama miałam taki okres, że śniłam intensywnie o kimś, z kim nie byłam w kontakcie od miesięcy, i dopiero później dowiedziałam się, że ta osoba robiła coś... niekoniecznie standardowego w tamtym czasie. Może to zbieg okoliczności, może nie. Ale zaczęłam szukać i okazuje się, że w różnych tradycjach jest coś takiego jak praca przez sny — celowe wejście do podświadomości drugiej osoby. Czy ktoś miał z tym doświadczenia albo wie, jak to działa od strony technicznej?
To ciekawy temat bo ja też miałam cos podobnego. Jak robiłam rytuał na połączenie to ta osoba napisała do mnie następnego dnia że śniłam jej się całą noc i nie wiedziała czemu. Nie twierdzę że jedno wywołało drugie ale zbieżność była uderzająca. Czytałam kiedyś że w tradycji hoodoo jest coś takiego jak dream work — celowe działanie przez sen, zazwyczaj przy użyciu specyficznych ziół pod poduszką albo olejków. Tylko że to bardziej chodzi o własne sny jako medium, nie o wysyłanie czegoś do drugiej osoby. Nie wiem czy to to samo o co pytasz.
Dream work w hoodoo to jednak trochę inna kategoria niż to, o czym piszesz. Tam chodzi głównie o divination przez sen albo o torowanie sobie drogi do własnej podświadomości. Natomiast sam pomysł, że rytuał może wpłynąć na sny konkretnej osoby, pojawia się w różnych systemach — od greckiej magii defixiones, przez abrahamiczne tradycje kabbalistyczne, po nowoczesną magię chaosu. Pytanie jest fundamentalne: czy sny są efektem ubocznym, czy celowym mechanizmem działania?
To co opisujesz, Glifia, ma sens z punktu widzenia tego jak działa podświadomość w ogóle — nie tylko w kontekście rytuałów. Podczas snu filtry racjonalne są wyłączone, więc jeśli cokolwiek pracuje na poziomie subtelnym, to sen jest naturalnym momentem gdzie to może się ujawnić. Natomiast mam wątpliwość do samego założenia wątku: czy rytuał działa na osobę docelową, czy raczej zmienia coś w wykonującym, co pośrednio wpływa na relację? To dwie zupełnie różne mechaniki.
Przepraszam że wchodzę z czymś podstawowym ale nie do końca rozumiem — jak rytuał miałby fizycznie wpłynąć na sen kogoś innego? Czy to chodzi o jakieś połączenie energetyczne między ludźmi, czy o coś innego? Czytałam o koncepcji pola morfogenetycznego Sheldrake'a i czy to ma coś wspólnego z tym?
No ale przecież w magii sympatycznej chodzi właśnie o to, że działasz na reprezentację czegoś i to przekłada się na oryginał. Jeśli pracujesz z imieniem, zdjęciem albo przedmiotem osoby — to jest połączenie bezpośrednie, nie pośrednie przez zmianę własnego zachowania. Tak to działa od tysiącleci.
To co opisujesz przypomina mi coś, z czym się spotkałam przy pracy z lustrami i projekcją. Czasem to co czujemy jako odbieranie czegoś z zewnątrz, jest w rzeczywistości naszym własnym materiałem, który w końcu doszedł do głosu. Sen jest w tym idealny — nie masz kontroli, nie możesz się bronić przed własną psychiką. Nie mówię, że tak było w twoim przypadku, ale warto to uwzględnić zanim przypisze się to rytuałowi.
Ale skąd w ogóle wiadomo ze sny mają cos wspolnego z rytuałem? Znaczy czy są jakies znaki że to nie przypadek? Pytam bo wydaje mi się że ludzie po prostu szukają wzorców tam gdzie ich nie ma, zwłaszcza jeśli bardzo chcą żeby coś zadziałało.
Właśnie to nie wiem jest dla mnie tu kluczowe. Miałam sytuację kiedy ktoś mi powiedział po kilku tygodniach że śniłam mu się w dziwnym kontekście, bardzo intensywnie, kilka razy. Ja w tamtym czasie myślałam o tej osobie bardzo mocno, codziennie. Czy to rytuał? Nie, żadnego nie robiłam. Czy to praca energetyczna? Może po prostu bardzo intensywne skupienie uwagi robi coś, co przekracza nasze standardowe wyobrażenia o tym jak działa umysł. I wtedy rytuał byłby tylko strukturą, która to skupienie organizuje i wzmacnia.
Ceremoniał ma kilka funkcji jednocześnie i nie wszystkie są oczywiste. Po pierwsze — wejście w stan zmienionej świadomości. Powtarzalność gestów, użycie zapachu, świecy, konkretnego czasu — to obniża aktywność kory przedczołowej i wprowadza w coś w rodzaju lekkiej transy. Po drugie — intencja staje się zakotwiczona, nie jest już tylko myślą, ale aktem. I po trzecie, o czym mało się mówi — rytuał narzuca tempo. Zmuszasz się do tego, żeby przez X minut naprawdę być przy tej jednej rzeczy. Czy to przekłada się bezpośrednio na sny tej drugiej osoby — nie wiem. Ale rozumiem dlaczego ludzie czują, że tak.
Most to dobre słowo, choć metafora kuleje jak każda. W tradycji goecji mówi się o sygilu jako bramie, przez którą intencja przechodzi — ale to nie jest brama do konkretnej osoby, tylko do pewnej możliwości. Że dana relacja w ogóle ma szansę zaistnieć. Widziałam podejście gdzie cały rytuał miłosny jest w gruncie rzeczy skierowany do samego siebie — do usunięcia własnych blokad, które uniemożliwiają zbliżenie. I wtedy sny osoby docelowej byłyby tylko potwierdzeniem, że relacja się otworzyła, nie że ktoś ją zaprogramował.
To co pisze Bylica w jakimś sensie mnie uspokaja, bo zawsze miałam pewien dyskomfort z myślą że rytuał może coś zrobić komuś bez jego wiedzy i zgody. Ale jeśli to bardziej otwieranie możliwości niż programowanie — to jest jakaś różnica etyczna. Choć nie wiem czy ta granica jest taka ostra w praktyce. Czy ktoś to w ogóle rozdziela kiedy robi rytuał, czy działa na zasadzie chcę żeby X do mnie wrócił i tyle?
Uczciwie? Większość osób które pytają o rytuały miłosne myśli konkretnie — chcę żeby ta osoba do mnie wróciła, napisała, zakochała się. To nie jest abstrakcyjne otwieranie możliwości tylko bardzo konkretny cel. I myslę ze to właśnie dlatego temat snów jest tak istotny — bo jeśli tamta osoba zaczyna śnić o tobie akurat wtedy, to jest coś co możesz zaobserwować i co czujesz jako dowód. Nie masz dostępu do energii ani do pola morfogenetycznego, ale wyobraź sobie że on pisze rano że cię śnił — to jest coś namacalnego. Czy to rytuał to zrobił, czy zbieg okoliczności — już nie ma znaczenia bo czujesz że coś działa.
To nie jest takie proste. Precyzja intencji nie przekłada się liniowo na precyzję efektu, zwłaszcza jeśli mówimy o czymś co dzieje się na poziomie podświadomości. Podświadomość nie przetwarza instrukcji jak komputer — ona tłumaczy to na własny język. I dlatego sen u osoby docelowej, jeśli w ogóle do niego dochodzi, rzadko kiedy jest dosłownym odwzorowaniem intencji wykonującego. Częściej jest metaforyczny, fragmentaryczny.
Mam wrażenie że ta dyskusja kręci się trochę wokół tego samego pytania — czy rytuał działa bezpośrednio na osobę czy przez wykonującego. Ale mnie bardziej ciekawi inna rzecz: czy jest jakas roznica kiedy osoba docelowa śpi głęboko a kiedy ma płytki sen? Bo podobno faza REM to jest moment kiedy mózg jest najbardziej aktywny i jednocześnie najbardziej otwarty na pewne rzeczy.
Czyli mówimy że wystarczy że ktoś nas zna i już może nam się śnić w REM bez żadnego rytuału? Nie rozumiem po co w takim razie rytuał w ogóle.
Właśnie, rytuał to nie jest samo życzenie. Jak pracujesz z sygil albo z imiennym zaklęciem, to budujesz coś konkretnego — ładujesz intencję w nośnik, który potem działa samodzielnie, nawet kiedy już o tym nie myślisz. To jest fundamentalna różnica. Sam fakt że ktoś cię zna nie wysyła żadnego sygnału — ty musisz ten sygnał nadać.
Wracam tu bo nie mogę przestać myśleć o tym co napisała Ludwinia wcześniej, o tym że to co odbieramy jako zewnętrzne może być naszym własnym materiałem który w końcu dochodzi do głosu. Miałam coś podobnego — po tamtym czasie kiedy miałam te intensywne sny zaczęłam zauważać że część z nich dotyczyła rzeczy, których się bałam w tej relacji, nie tylko osoby. Jakby sen przetwarzał moje własne obawy pod płaszczykiem czegoś innego.
Właśnie o to mi chodziło. I to nie deprecjonuje doświadczenia — sen przetwarzający twoje własne emocje wokół tej relacji jest równie ważny i realny jak cokolwiek innego. Ale zmienia interpretację. Zamiast pytać 'czy ta osoba coś do mnie wysyła' warto zapytać 'co mój sen mówi o tym jak ja tę relację przeżywam'. To drugie pytanie jest zawsze odpowiedzią, bez względu na to co robiła lub nie robiła ta druga osoba.
hej, moge zapytac co to jest model nielokalny? czytam od jakiegos czasu i nie do konca rozumiem co przez to macie na mysli w tym kontekście
Ale żeby nie odpłynąć za daleko — wróćmy do snów bo to jest temat. Mnie zastanawia jedna praktyczna rzecz: czy ludzie którzy robią rytuały miłosne prowadzą jakiś dziennik snów? Bo to jest chyba jedyna metoda żeby w ogóle zacząć cokolwiek analizować. Bez zapisu to wszystko jest tylko wrażenie po fakcie.
Ja prowadziłam przez jakiś czas dziennik snów i to naprawdę zmienia perspektywę. Zaczęłam dostrzegać powtarzające się motywy, które w ogóle nie kojarzyłam z konkretnymi sytuacjami na jawie, a po jakimś czasie widziałam że były powiązane. Nie mówię że to cokolwiek dowodzi, ale daje materiał do pracy. Ciekawa jestem czy ktoś z was prowadził dziennik właśnie w okolicach rytuału i co z tego wynikało.
ja probowałam pisac dziennik snów ale zawsze zapominałam w poowie zanim zdążyłam wszystko zapisac 🙂 ale ostatnio jak miałam bardzo vivid sen to zapisałam od razu na tel i to pomogło, czy chodzi wlasnie o cos takiego?
Szczerze? Nie wiem jak to rozróżnić i to jest właśnie to co mnie od początku zastanawia. Tamte sny miały coś czego nie potrafię do końca opisać — jakieś poczucie że są 'gęstsze' niż normalnie. Ale zdaję sobie sprawę że to jest bardzo subiektywne i prawdopodobnie nie da się tego zweryfikować. Dlatego ten temat mnie od tak długo kręci w głowie — bo nie ma tu żadnego czystego punktu odniesienia.
'gęstsze' to akurat całkiem trafne słowo, nie deprecjonuj się za to. W literaturze onirycznej pojawia się pojęcie 'hypervivid dreams' — sny z podwyższoną intensywnością sensoryczną, często z poczuciem obecności innej osoby jako realnej, nie wyobrażonej. Niektórzy badacze wiążą to z podwyższonym poziomem acetylocholiny w fazie REM, co wzmaga właśnie tę jakość 'realności'. Czy te twoje sny miały też jakiś specyficzny ładunek emocjonalny po przebudzeniu?
a jak mozna odroznic ten hiper-vivid sen od zwyklego? znaczy co konkretnie jest inne, chodzi o intensywnosc kolorow, czy o cos jeszcze?
no tak, ale to tez moze byc efekt tego ze po prostu byłas w silnym napieciu emocjonalnym przed snem. ja jak mam gorszy okres to mam bardzo wyraziste sny bez zadnych rytuałów i bez zadnej osoby docelowej. skad wiemy ze to rytuał a nie po prostu twoj własny stres?
