Zastanawiam się nad czymś, co trochę chodzi mi po głowie. Mam na myśli rytuały miłosne wykonywane na kogoś, kto nie ma pojęcia, że coś do niego czujemy. Nie mówię o żadnym konkretnym przypadku, po prostu czytałam różne rzeczy i nie wiem, co o tym myśleć. Czy to w ogóle działa inaczej, kiedy ta druga osoba nic nie wie? Czy jej nieświadomość ma jakieś znaczenie dla rytuału?
To jest właśnie jedno z tych pytań, przy których różne tradycje dają zupełnie różne odpowiedzi. W magii sympatycznej zakładano, że połączenie energetyczne między ludźmi istnieje niezależnie od tego, czy ktoś o nim wie. Ale to już zależy od tego, z jakiej perspektywy na to patrzymy.
Mnie bardziej interesuje, czy to po prostu działa czy nie. Filozofia jest okej, ale jeśli ktoś ma doświadczenie z takim rytuałem zrobionym na kogoś, kto nic nie wiedział, to chętnie posłucham co było.
Dodam do tego, co napisała Magicystka. W tradycji hoodoo, którą całkiem nieźle opisuje Catherine Yronwode w swojej książce o magii ludowej z południa USA, rozróżniano rytuały come to me od tzw. love binding. Te pierwsze miały działać jak zaproszenie, otwarcie kanału. Te drugie już były kontrowersyjne nawet wewnątrz tej tradycji, bo zakładały narzucenie woli. I to rozróżnienie pojawia się w bardzo wielu różnych systemach, niezależnie od siebie.
nie tyle o świadomość, co o intencję rytuału. Come to me teoretycznie otwiera przestrzeń, żeby coś zaistniało, jeśli po obu stronach jest potencjał. Binding bardziej próbuje zmusić konkretny wynik. Ale świadomość osoby jest powiązana z tym pośrednio, bo skoro ktoś nie wie o rytuale, to na pewno nie wyraził zgody, co siłą rzeczy przesuwa go bliżej tego drugiego rodzaju.
Przy runach jest podobnie zresztą. Gebo oznacza równowagę w dawaniu i braniu, i jak ktoś używa run do rytuałów miłosnych, to właśnie ta runa jest kluczowa. Bez wzajemności rytuał nie ma solidnej podstawy energetycznej. Przynajmniej tak to rozumiem.
Mam pytanie do całego wątku, bo może schodzę trochę na bok, ale zastanawiam się czy astrologia w ogóle ma tu coś do powiedzenia. Znaczy, są aspekty w synastrii, które pokazują naturalne przyciąganie między dwiema osobami. Czy to nie jest trochę podobne, czyli próba odczytania czegoś, co istnieje niezależnie od świadomości obydwu stron?
To co mówi Ferdek to klasyczna debata w teorii magii, opisywana m.in. przez Dolores Ashcroft-Nowicki. Ona wyróżniała magię jako torowanie drogi dla tego, co mogłoby się wydarzyć naturalnie, kontra magię jako tworzenie czegoś wbrew prądowi. Ta pierwsza miała być znacznie mniej obciążająca dla wykonującego. Ale żeby wiedzieć, do której kategorii należy konkretna sytuacja, trzeba bardzo uczciwie ocenić, czy to przyciąganie naprawdę istnieje czy jest tylko projekcją z naszej strony.
Boże, to jest właśnie to co mnie zawsze blokuje. Skąd w ogóle wiadomo, czy to jest prawdziwe przyciąganie, czy my to sobie tylko wyobrażamy? Pytam serio, bo to chyba najtrudniejsza część całej tej układanki.
w pewnym sensie tak, choć intensywność i intencja mają znaczenie. To nie jest tak, że każda myśl o kimś coś zmienia, ale silne, powtarzalne emocje skupione na jednej osobie, owszem, zostawiają ślad. Dlatego zresztą są oczyszczenia energetyczne i różne metody na odcinanie powiązań.
Wchodzę w temat, bo czytałem trochę o rytuałach i mam wrażenie, że ta dyskusja miesza dwie osobne kwestie. Jedno to czy rytuał zadziała, drugie to czy powinniśmy go robić. Te pytania są powiązane, ale nie są tym samym. Można uznać, że coś działa, i jednocześnie że nie warto tego robić.
a czy ktoś wie coś o tym, że podobno rytuał miłosny odbija się potem na wykonującym? słyszałam o tym ale nie wiem czy to prawda czy legend miejska 🙂
Mam pytanie może podstawowe, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Jak robi się rytuał na kogoś, kto nie wie o naszych uczuciach, to czy ta osoba musi mieć jakiś przedmiot tej osoby? Zdjęcie, włos? Czy to jest konieczne, czy można zrobić bez tego?
No dobra ale wróćmy do sedna. Ktoś w tym wątku na pewno miał jakieś doświadczenie praktyczne z rytuałem na kogoś, kto nic nie wiedział. Cała teoria jest spoko, ale co z prawdziwymi przypadkami? Bo mam wrażenie, że gadamy w kółko o zasadach a nikt nie mówi co faktycznie było.
To co piszecie o dzienniku jest naprawdę ciekawe, nie wiedziałam że to taka stara praktyka. Ale wracając do pytania Romualdy, bo mnie też to interesuje, chodzi mi o to czy ta osoba musi chociaż raz być blisko nas fizycznie żeby rytuał miał jakikolwiek sens? Czy można robić coś na kogoś, kogo widzi się tylko przez internet?
Wróżenie i rytuał to jednak dwie różne kategorie działania. Przy tarocie zadajesz pytanie i interpretujesz to, co jest, rytuał ma coś zmienić. Ta różnica jest moim zdaniem kluczowa jeśli chodzi o kwestię świadomości osoby. Kogoś można czytać bez jego wiedzy i to etycznie mieści się w większości tradycji. Ale czy można go zmieniać bez wiedzy, to jest całkiem inne pytanie.
dobra, to jest właśnie to pytanie, które trudno jednoznacznie rozstrzygnąć. Z perspektywy pracy z energią powiedziałabym, że granica leży w intencji i skupieniu. Luźna myśl o kimś to jak szept. Silna emocja to głośniejszy dźwięk. Rytuał to już świadome wzmocnienie sygnału z konkretnym celem. Natężenie i intencja razem robią różnicę, nie sam fakt że o kimś myślisz.
mam pytanie może troche z innej beczki ale czy jak sie śni o kimś bardzo intensywnie to tez moze byc takim linkiem? pytam bo ostatnio śnilo mi sie kilka razy z rzędu o jednej osobie i czytalam gdzies ze to moze znaczyc ze ta osoba tez o nas mysli
Czytam ten wątek od początku i właściwie jedno mnie zastanawia. Wszyscy mówią o tym czy rytuał zadziała albo czy jest etyczny, ale nikt nie powiedział wprost, od czego w ogóle zacząć jeśli ktoś chciałby spróbować. Czy jest jakaś tradycja, którą polecacie jako pierwszy krok, żeby to nie było zrobione byle jak?
No dobra, ale żeby być konkretnym, bo pytam o coś praktycznego, nie filozoficznego. Jeśli ktoś zaczyna od zera i chce coś zrobić w kierunku przyciągnięcia konkretnej osoby, to od czego w ogóle się to robi? Jaka tradycja ma jakiś sensowny wstęp dla kogoś, kto nie ma pojęcia o ceremonializmie ani runach?
Runy są akurat całkiem dostępne jeśli chodzi o rytuały miłosne. Gebo to runa wzajemności i połączenia, Wunjo to radość i harmonia w relacji. Można je wyryć albo narysować na papierze, skupić się na intencji i to jest jakiś punkt startowy bez skomplikowanych ceremonii.
Ale to jest właśnie odpowiedź na pytanie Czarodzieja62, choć może nie wprost. Zanim w ogóle robimy cokolwiek, sensowny punkt startowy to nie rytuał, tylko odczytanie sytuacji. Tarot, runy jako wyrocznie, cokolwiek, czym ktoś umie pracować. Żeby najpierw zobaczyć co jest, a nie od razu zmieniać.
A jak już mamy ten odczyt i wychodzi coś niejednoznacznego, to co wtedy? Bo tarot rzadko mówi tak albo nie wprost. Czy rytuał ma w ogóle sens kiedy sytuacja jest niejasna, czy lepiej poczekać?
Dobra, ale wracam do pytania Czarodzieja bo mnie też interesuje ta konkretna strona. Skoro runy mają swoje niuanse jak to Gebo, a tarot to najpierw odczyt, to co jest najprostszą tradycją, w której można zacząć od czegoś namacalnego? Magia świecowa? Zioła? Coś, co nie wymaga miesięcy nauki zanim się w ogóle cokolwiek zrobi?
Właśnie to mnie zastanawiało od początku, odkąd zaczęłam ten wątek. Bo pytanie w tytule jest o osobę, która nie wie o uczuciach. A coraz więcej wychodzi mi z tej rozmowy, że samo targetowanie kogoś bez wiedzy to już jest punkt sporny, niezależnie od tradycji.
Ale serio, ile czasu trzeba na taką magię świecową żeby cokolwiek zobaczyć? Bo czytałam że jedni mówią trzy dni, inni że pełen cykl księżycowy, a jeszcze inni że trzy miesiące. To w końcu jak to jest?
No dobra, ale ktoś tu wspominał wcześniej o tym, że rytuał może przyciągnąć uwagę osoby. Czy jest jakaś różnica między rytuałem na przyciągnięcie uwagi a rytuałem na uczucia? Bo to brzmi jak dwa różne cele.
