U mnie w domu mama robiła zawsze w piątki, mówiła że to dzień Wenus i pod miłość najlepszy. Trzy piątki pod rząd. Numerologicznie też się to spina, bo szóstka piątku to liczba związków i harmonii. Może to też trop dla Klimci - sprawdzić w jakie dni tygodnia babcia to robiła, jeśli ktoś z rodziny pamięta.
Niestety nikt już nie pamięta, babcia nie żyje od dawna, a mama mówi tylko że babcia robiła i tyle. Mam tylko ten zapisek w zeszycie i opowieść cioci, która coś tam widziała jako dziecko. Piątek brzmi sensownie, ale czy mogę połączyć - trzy piątki z rzędu zaczynając od pierwszego po nowiu?
Można, tylko pamiętaj że wtedy całość rozciąga się na trzy tygodnie i musisz utrzymać skupienie przez ten cały czas. Nie chodzi o to żeby codziennie myśleć o rytuale, ale żeby nie robić w międzyczasie rzeczy które temu przeczą - awantury, zalewanie się alkoholem, ostre kłótnie z rodziną. To rozjeżdża intencję.
Słuchajcie, a czy nikomu nie przyszło do głowy, że Klimcia może po prostu źle zinterpretowała ten zeszyt babci? Może tam wcale nie chodziło o rytuał miłosny, tylko o zwykłe oczyszczanie domu po zimie albo coś takiego? Babcie zapisywały różne rzeczy razem.
A czy to prawda, że jak się robi taki rytuał z zeszytu po babci, to ona jakby z drugiej strony pomaga i dlatego działa lepiej niż schemat z internetu? Tak słyszałem od znajomej.
Woda ze studni i kranowa to dwie różne historie, ale da się to obejść. Najprościej - przelej wodę do szklanego naczynia, zostaw na noc pod oknem, najlepiej tam gdzie dochodzi światło księżyca, choćby pośrednio. Rano przecedź przez czystą tkaninę. To nie zastąpi studni, ale odbiera tej wodzie ten taki techniczny charakter.
Czekajcie, a po co w ogóle to całe kombinowanie z księżycem skoro Klimcia ma przepis babci? Jak babcia używała wody ze studni i nie bawiła się w przelewanie pod oknem, to może po prostu wziąć kranową i tyle? Komplikujecie.
A czy to prawda, że woda z chlorem w ogóle nie nadaje się do rytuałów, bo chlor zabija nie tylko bakterie ale i jakąś subtelną warstwę wody? Czytałem coś takiego na innym forum.
A czy nikomu nie wydaje sie dziwne, że w jednych tradycjach woda do takich rzeczy musi być bieżąca, a w innych stojąca? Czytałam o rytuałach gdzie konkretnie chodzi o wodę z rzeki, która płynie, a tu mówicie o stojącej w misce pod oknem. To są zupełnie różne energie chyba.
To bardzo mi rozjaśnia, bo właśnie miałam mętlik dlaczego w jednych miejscach czytam o rzece a w innych o misce. A jeśli chodzi o mycie podłogi - to woda do tego ma być ta naładowana, czy świeża? Bo logicznie myślę że naładowana, ale chcę się upewnić.
Naładowana, na pewno. Tylko nie wlewaj całej, bo szkoda. Babcie robiły tak - mały dzbanek nasyconej wody, a do wiadra z resztą wlewały tylko trochę tej naładowanej. Reszta to zwykła, czysta. Ta odrobina niesie intencję na całość, jak zaczyn do ciasta.
Dziękuję wam wszystkim bardzo za te wyjaśnienia, dla mnie też cenne mimo że nie ja pytam. A mam takie pytanie - co się robi z tą wodą po umyciu? Wylewa się do kanalizacji jak zwykłą, czy ma być jakoś inaczej?
Ojej, dziękuję że to napisałeś, bo nigdy mi to nie przyszło do głowy i pewnie bym wylała do zlewu. A czy z tą wodą po umyciu można jeszcze coś dodatkowo zrobić, np. zostawić trochę w słoiczku na pamiątkę albo to już bez sensu?
A czy mozna te wode wylac na trawnik pod blokiem, czy to za bardzo publiczne miejsce? Nie mam ogrudka ani dzrewka owocowego, a w doniczce mam tylko kaktusa i sansewierie.
A jeszcze jedno pytanie do was - babcia w zeszycie miała dopisek "do wody dodać co serce każe". Nie wiem czy to chodziło o zioła konkretne czy o coś innego. Może ktoś z was spotkał się z takim sformułowaniem w starych przekazach? Bo brzmi jakby zostawiła wybór, ale boję się że coś za tym stoi czego nie rozumiem.
Ten dopisek babci to chyba najpiękniejsza instrukcja jaką można dostać. Stare zielarki często tak pisały, bo wiedziały, że przepis to baza, a reszta zależy od tego co masz pod ręką i co czujesz w danym momencie. "Co serce każe" może oznaczać i zioło, i kropelkę miodu, i płatek z kwiatu który ci się akurat trafi. To zaproszenie do tego, żebyś dołożyła coś od siebie, nie kopiowała ślepo.
Mam w doniczkach na balkonie miętę, melisę i bazylię. W szufladzie suszone kwiaty lipy po babci jeszcze zostały, ale nie wiem czy nie za stare. I rumianek w torebkach z apteki, ale to chyba nie to samo.
Lipa po babci to skarb, nawet jeśli leżakuje. Suche zioła nie tracą wszystkiego, tylko zapach słabnie. Do takiej wody do mycia podłogi melisa i lipa będą bardzo na miejscu - obie ciągną w stronę spokoju i łagodności w domu. Mięta bardziej oczyszcza, więc jeśli chcesz żeby coś zostało wyrzucone z mieszkania, dorzuć też listek.
A czy nie jest tak, że jak się miesza za dużo ziół to się znoszą nawzajem? Słyszałam kiedyś, że lepiej jedno-dwa niż całe popourri, bo intencja się rozjeżdża.
Bardzo wam dziękuję za to wyjaśnienie z ziołami, bo właśnie miałem dopytać czy można dorzucić co kto ma, czy są jakieś żelazne pary. A co z solą - była już wspomniana, ale czy każda się nadaje, czy musi być konkretna?
A czy to nie jest tak, że sól w wodzie do mycia podłogi zostawia osad i niszczy panele? Bo intencja intencją, ale jak mi się podłoga rozejdzie to babcia z zaświatów się zdziwi.
A próg to konkretnie który - wejściowy do mieszkania, czy każdego pokoju? Babcia w domu miała tylko jeden, ale ja mam blok i drzwi do trzech pokoi.
Mam pytanie trochę z boku - czy ta naładowana woda traci moc z czasem? Bo Klimcia robi to teraz, ale jakby chciała sobie zrobić zapas na pózniej, to ile to wytrzyma? U mnie w słoiku stała tydzień i nie wiem czy to juz była zwykła woda czy nadal coś niosła.
A czy słoik ma być zakręcony czy przykryty czymś przewiewnym? Bo czytałam gdzieś, że woda musi "oddychać", a u mnie stoi szczelnie zakręcony i może dlatego mi szybko mętnieje.
Gaza albo lniana ściereczka na wierzchu, przewiązana sznurkiem. Zakręcony słoik to faktycznie problem - woda zaczyna pachnieć stęchlizną po kilku dniach. Pod oknem na parapecie z gazą wytrzymuje spokojnie te trzy doby o których Zielarz pisze.
A jak mam kota który chodzi po parapetach to gdzie postawic tę wode? Bo jak postawie pod oknem to mi ją zaraz przewruci albo wypije.
Czekajcie, a co z tym że kot wypije - to dla niego szkodliwe energetycznie czy nie? Bo mam dwa koty i nieraz mi wypiły z miski kwiatów, a tu mówicie że może być problem.
