Mam pytanie do tych co regularnie robią rytuały miłosne. Znalazłam w starym zeszycie babci schemat z myciem podłóg wodą z różą i solą, podobno na "odświeżenie uczuć w domu". Tylko że ja mieszkam sama, w bloku, a babcia miała dom z drewnianymi deskami i męża obok. Czy taki rytuał w ogóle ma sens, jak się go żywcem przepisze, czy trzeba pod siebie przerobić? Bo szczerze - lanie wody z różą na panele wygląda mi trochę kuriozalnie i nie wiem, czy to nie zabije całej intencji.
Sens ma, tylko nie w takiej formie 1:1. Schemat babci był osadzony w jej kontekście - dom, mąż, podłogi, które wchłaniały wodę. U ciebie woda spłynie po panelach i tyle. Pytanie zasadnicze: co ty chcesz tym rytuałem zrobić? Przyciągnąć kogoś, naprawić relację, czy oczyścić przestrzeń po kimś? Bo to są trzy różne rzeczy, a babcia miała w głowie czwartą.
Chodzi mi bardziej o przyciągnięcie, nie mam aktualnie nikogo. Czyli rozumiem, że samo mycie podłogi tu nie zadziała tak jak u babci?
jeśli celujesz w przyciąganie, to mycie podłóg jest słabym wyborem na start. To raczej rytuał oczyszczający - bardziej do zamykania niż otwierania. Babcia prawdopodobnie używała tego, żeby utrzymać to, co już miała. Do przyciągania lepiej działa woda, którą się myjesz sama - skóra, włosy, nie deski.
Kierunek? Czyli mam myć od progu do środka? A jak mam korytarz, kuchnię i pokój w trzech różnych stronach, to jak to ogarnąć?
zaczynasz od drzwi wejściowych i pracujesz po kolei w głąb każdego pomieszczenia, w którym sama bywasz. Łazienki i toalety pomijasz albo zostawiasz na koniec ze zwykłą wodą. Nie chodzi o geometrię mieszkania, tylko o gest - wciągasz coś do środka.
A co do samej wody, to nie wszysko jedno jaką weźmiesz. Babcie często używały deszczówki albo wody ze studni, bo to było codzienne. Kran to inna sprawa - przeszła przez rury, chlor, ciśnienie. Niektórzy odstawiają wodę na noc pod księżyc, niektórzy gotują i studzą. Sama wolę przegotowaną wystudzoną, bo czuję róznicę.
A jaką dokładnie różnicę? Pytam serio, bo dla mnie woda to woda i nigdy bym nie pomyślała, że ma znaczenie czy z kranu czy spod księżyca.
Czyli wychodzi na to, że woda w domu to coś więcej niż czyszczenie, tak? Bo ja zawsze myślałem, że całe to mycie podłóg z ziołami to taki pretekst, żeby przy okazji posprzątać i poczuć się lepiej.
A czy te zmywki da się łączyć z myciem siebie? Pytam, bo Krysztal wyżej napisał, że do przyciągania lepsze jest mycie ciała, a Lipka, że floor wash też działa. Można robić jedno i drugie w tym samym cyklu, czy się gryzie?
Czyli mam już sporo do przerobienia w tym schemacie babci. A co z solą? U niej była sól w wodzie razem z różą, ale czytałam gdzieś, że sól w rytuałach miłosnych to błąd, bo sól odpędza, a nie przyciąga. Macie z tym jakieś doświadczenie? Bo nie wiem, czy ją wywalić, czy babcia wiedziała coś, czego internet nie wie.
sól w rytuałach miłosnych to temat sporny i nie ma jednej odpowiedzi. W tradycji ludowej u nas sól bardzo często pojawiała się razem z różą, bo miała chronić to, co się przyciąga, przed psuciem. W hoodoo rzeczywiście sól częściej odpędza, ale tam działa inny zestaw skojarzeń. Jeśli babcia używała soli, to nie znaczy, że robiła błąd - znaczy, że pracowała w innym systemie. Nie wywalałbym jej bez zastanowienia.
To teraz nie wiem co robić. Jedna osoba mówi wywal, druga zostaw. Może jest jakiś sposób, żeby sprawdzić samej, czy sól mi pomaga czy przeszkadza?
Najprościej zrobić dwa cykle. Pierwszy z solą, według schematu babci, trzy dni z rzędu. Potem przerwa, obserwacja jakieś dwa tygodnie. Potem drugi cykl bez soli, też trzy dni. I porównaj, co się działo wokół ciebie, kogo spotykałaś, jakie sny miałaś. Nie ma sensu wierzyć w to, co mówią inni, jak masz okazję sprawdzić to na sobie.
Dagma trochę trafiła. Ja chcę zrozumieć, ale jak czytam to wszystko, to coraz mniej wiem co robić. Może faktycznie spróbuję raz tak, jak miała babcia, dokładnie, i zobaczę co się stanie. Bez kombinowania.
To też droga. Tylko jeden warunek - zrób to z taką samą uwagą, jaką ona temu poświęcała. Nie szybko, nie między praniem a obiadem. Jeśli ona to robiła w konkretnym dniu, o konkretnej porze, ze skupieniem, to ty też tak zrób. Wtedy nawet nie wiedząc dokładnie czemu sól tam jest, dasz temu schematowi szansę zadziałać.
Czytam was od godziny i tyle się dowiedziałem o samej wodzie i soli, że aż głowa boli. Bardzo wam dziękuję za to, bo nigdy bym nie pomyślał, że to wszystko ma znaczenie. A można się dopytać, czy ta woda do mycia musi być ciepła, czy zimna ma znaczenie?
A jak długo taka woda jest dobra? Bo babcia robiła wieczorem, a myła rano. Czy to ma sens, żeby tak odstawić, czy lepiej od razu?
Odstawienie na noc to częsta praktyka. Woda się układa, zioła oddają więcej, niektórzy mówią że łapie wtedy księżyc, jeśli stoi przy oknie. Babcia pewnie to robiła z tego powodu, że i tak nie miała czasu rano gotować. Ale efekt jest realny - rano ta woda jest inna niż świeżo zaparzona.
Czyli jeśli teraz jest po pełni i księżyc maleje, to nie ma co zaczynać? Mam czekać prawie trzy tygodnie do nowiu? Bo szczerze mówiąc, najchętniej zaczęłabym już, jak mi się tak wszystko poukładało w głowie.
Ja bym poczekała. Wiem, że trudno, jak jest się nakręconą na działanie, ale start nie w tej fazie to potem dodatkowa frustracja, że nic się nie dzieje. Możesz w międzyczasie zrobić sobie oczyszczenie domu, posprzątać, wywietrzyć, ewentualnie raz przejść solą z wodą bez ziół, żeby zdjąć to, co mogło zostać po poprzednich relacjach albo po dawnych próbach.
Czyli sprzątanie, wietrzenie i przejście solą po podłogach jako przygotowanie - traktować to jako część rytuału, czy raczej oddzielnie, żeby nie pomieszać intencji?
Oddzielnie, ale świadomie. Sprzątanie ma robić miejsce, nie przyciągać. Jak będziesz myć podłogę solą teraz, w głowie miej: zamykam, odprowadzam, oczyszczam. Bez myślenia o facecie, bez wyobrażania sobie kogoś konkretnego. Dopiero po nowiu zmieniasz nastawienie i wtedy ta druga woda już ma inną pracę do wykonania.
A czy to nie jest tak, że jak się myje tylko swój pokój, to się odcina od reszty domowników i potem są kłótnie? Słyszałam coś takiego, że oczyszczanie częściowe robi nierówność energii i to wraca.
Bardzo dziękuję za wyjaśnienie z tym progiem, bo akurat u mnie żona by mnie zabiła gdybym jej powiedział że myję całą podłogę z solą. A swoją drogą, czy mężczyzna w ogóle może coś takiego robić dla siebie, czy to bardziej kobiece sprawy?
Wracając do mojej sytuacji - jak już zrobię to oczyszczenie teraz na ubywającym, to po nowiu zaczynam dokładnie jak babcia? Trzy poranki z rzędu? Czy lepiej rozłożyć to na trzy konkretne dni tygodnia?
Trzy z rzędu daje większą ciągłość, bo intencja nie wystygnie między dniami. Jak rozciągniesz na tydzień, to za każdym razem musisz się od nowa wprowadzać w ten stan skupienia. Babcia pewnie robiła z rzędu właśnie dlatego, że tak działa najprościej.
