Mam pytanie, które chodzi za mną od dłuższego czasu i nie wiem, czy to dobre miejsce, ale spróbuję. Czytam tu o różnych rytuałach miłosnych i zastanawiam się, czy one w ogóle mają sens w przypadku osób aseksualnych. Mam kuzynkę, która określa się jako aseksualna, ale chciałaby mieć bliską relację z kimś, kogo pokocha emocjonalnie, bez wątku seksualnego. Czy taka praca z energią miłosną w ogóle do niej trafi? Druga sprawa: mieszkam w kawalerce 24m i nie mam gdzie rozkładać świec, ziół, kręgów. Czy da się to wszystko zmieścić w wersji mini, czy odpadam z gry?
Te dwa pytania to właściwie dwa osobne wątki, ale dobrze, że razem, bo jedno z drugim się trochę łączy. Co do aseksualności: rytuały miłosne to nie są rytuały seksualne, to rozróżnienie ginie ludziom. Praca jest na poziomie więzi, przyciągania osoby, otwierania się na drugiego człowieka. Seks to tylko jeden z aspektów relacji, nie sedno. A mieszkanie w bloku to dziś standard, więc nie ty jedna kombinujesz.
Strasznie dziękuję za te wyjaśnienia, dużo mi to porządkuje, bo też nie rozumiałem, czemu jedne rytuały są od pożądania, a inne od uczuć i czy to nie to samo. A wracając do pytania autorki, to jak by miał wyglądać taki rytuał pod osobę aseksualną? Pomijamy wszystko, co dotyczy ciała?
Pytam o kuzynkę, bo z nią rozmawiałyśmy i ona sama jest ciekawa, ale wstydzi się tu pisać. U mnie sytuacja jest inna, ja mam męża, więc to nie o mnie. Tylko ona ma 31 lat, czuje się samotna emocjonalnie i nie wie, czy takie praktyki są dla niej, czy raczej nie.
to powiedz jej, że adresatem rytuału jest zawsze ten, kto stoi nad miską ze świecą, nie ktokolwiek inny. Intencja musi wyjść od niej, jej słowami, jej językiem. Jeżeli ona powie sobie głośno, że szuka osoby, z którą zbuduje dom, bliskość, codzienność, bez aspektu erotycznego, to rytuał na to pracuje. Magia nie ma sztywnego cennika, że za różowy kwarc dostajesz seks, a za ametyst rozmowy do rana.
A można zapytać, jak to w ogóle działa od strony technicznej? Bo ja zupełnie nie czaję, na jakiej zasadzie zapalenie świecy ma sprawić, że ktoś się pojawi w czyimś życiu. Dla mnie to brzmi jak magiczne myślenie, ale skoro tylu ludzi to robi, to coś musi być na rzeczy.
Dorzucę się od strony kamieni, bo to mój rejon. Jeżeli mówimy o pracy nad bliskością bez popędu, to różowy kwarc faktycznie pasuje, ale ostrożnie z dużymi okazami, bo on potrafi otwierać też stare zranienia. Rodonit zdecydowanie bym polecił, on jest spokojniejszy, bardziej o leczeniu serca niż o ściąganiu kogoś. Morganit też, jeżeli da się dostać, choć drogi.
Wracając do tej kawalerki, bo mnie to też dotyczy. Mam 28m z aneksem i naprawdę nie ma jak rozłożyć niczego większego. Robicie te rytuały w wersjach mini czy macie jakieś tricki na małe metraże?
Taca w szafce to genialne, nie pomyślałam o tym. A czy taka taca powinna być z jakiegoś konkretnego materiału, czy obojętnie? I czy ona sama z czasem zaczyna trzymać energię i lepiej się na niej pracuje, czy to bez znaczenia?
Drewno najlepiej, jakieś jasne, lipa, brzoza, byle nie lakierowane na grubo. Mosiądz też dobrze trzyma, ale jest cięższy w obsłudze, bo zostawia ślady. Co do tego, czy taca się ‘nasiąka’ - u mnie tak, po pół roku regularnej pracy czuję różnicę, jak biorę ją do ręki. Ale to może być też kwestia tego, że ja mam z nią skojarzenia i wiem, do czego służy.
Wracam jeszcze do tej kawalerki, bo mnie te wasze tace zaciekawiły. A jak macie współlokatora albo partnera, który nie wie, że to robicie? Bo u mnie chłopak by się uśmiał, gdybym wyciągnęła tacę ze świecami przy nim.
Mojej kuzynce też to pasuje, ona mieszka z siostrą i nie chce się tłumaczyć. Czyli rozumiem, że można zrobić taki rytuał na bliskość emocjonalną w kompletnej dyskrecji, bez żadnego rozkładania tego po pokoju?
Spokojnie da się. Świeca w słoiku, kilka ziół w woreczku, kartka z intencją i tyle. Cała rzecz w tym, czy ona ma czas i głowę, żeby się przy tym zatrzymać na te kilkanaście minut, a nie czy ma metr kwadratowy ołtarza.
A czemu nie można wskazać konkretnej osoby? Bo w filmach i książkach zawsze ktoś robi rytuał na sąsiada albo kolegę z pracy.
Z mojej strony runicznej dorzucę, że jeśli intencja jest na bliskość, partnerstwo bez wątku popędu, to Gebo pasuje najlepiej. To runa wymiany, daru, równowagi między dwiema osobami. Nie ma w niej nic z popędu, jest czysto relacyjna. Można ją wyciąć na świecy albo narysować na kartce pod świecznikiem.
A czy taka praca przez runy nie wymaga jakiegoś tła, jakiegoś przygotowania? Bo ja bym się bała wziąć obcy symbol i go używać, nie wiedząc, skąd dokładnie pochodzi.
Dorzucę jeszcze, że jak ktoś pracuje w małym mieszkaniu i nie chce świec z powodu czujki dymu albo zwierząt, to można zamiast świecy postawić kamień jako punkt centralny. Rodonit, o którym wcześniej mówiłem, sprawdza się w takiej roli. Nie ma ognia, nie ma zapachu, a punkt skupienia jest.
Czyli z tego co czytam, dla mojej kuzynki najlepszy byłby zestaw: kamień zamiast świecy, kartka z intencją własnymi słowami i ewentualnie woreczek z ziołami. Dobrze rozumiem? Bo chciałabym jej to przekazać w miarę zwięźle, a nie przepisywać dwadzieścia stron.
w skrócie tak, tylko jeszcze dopowiedziałbym, żeby ten kamień miała dla siebie, nie pożyczała nikomu i nie kładła w miejscu, gdzie ktoś go bierze do ręki bez pytania. Reszta to już kwestia tego, czy ona w ogóle ma chwilę dla siebie w tym mieszkaniu z siostrą.
Mięta na klarowność rozmów to ciekawy trop, bo mi się to spina z tym, co mówiła wcześniej Malgosia o tym, że relacja bez popędu opiera się głównie na komunikacji. Czyli zioła dobiera się pod to, co ma być fundamentem, a nie pod ogólne hasło "miłość"?
A jak ta kartka z intencją ma długo leżeć? Bo nie wiem, czy się ją pali po jakimś czasie, czy chowa, czy nosi przy sobie. Spotykam różne wersje w necie i każdy pisze co innego.
Podpisuję się pod tymi notatkami. U mnie podobnie, tylko ja jeszcze raz na tydzień przeglądam to, co napisałam i zaznaczam, co się powtarza. Często okazuje się, że ta sama osoba wraca w zapiskach kilka razy, a wcześniej w ogóle nie miałam jej w głowie.
Czytam was od początku i mam wrażenie, że dla osób starszych, które już mają relacje za sobą i nie szukają romansów, ten model bez popędu też by pasował. Czy ktoś robił takie rytuały dla siebie samej, na bliskość z dorosłymi dziećmi albo z przyjaciółkami?
To jest ciekawe, bo do tej pory myślałam o rytuałach miłosnych tylko w kontekście pary. A wychodzi na to, że ta sama logika nadaje się do każdej bliskiej relacji, nie tylko romantycznej. Moja kuzynka pewnie też to doceni, bo ona generalnie ma problem z bliskością, nie tylko z brakiem partnera.
Dorzucę jeszcze, że jeśli ktoś pracuje z czakrami, to przy takich intencjach bliskości bez popędu skupiamy się na czakrze serca, a nie sakralnej. To zmienia trochę dynamikę pracy - inne kolory na świecy lub kamieniu, inne dźwięki, jeśli ktoś dodaje muzykę. Zielony, róż, czasem złoto. Ciekawi mnie, czy ktoś z was łączył to z konkretnymi praktykami oddechowymi przy układaniu intencji?
Czytam to wszystko i mam pytanie z innej beczki. Czy taki rytuał na bliskość bez popędu można robić, jeśli się nie wie, czy się jest aseksualnym, czy po prostu się aktualnie nie interesuje nikim? Bo nie chcę sobie czegoś zablokować na przyszłość.
A czy ktoś z was robił taki rytuał w bloku, w małej kawalerce? Bo czytam o tych kamieniach, świecach, woreczkach i myślę sobie, gdzie ja to mam wszystko porozkładać, jak mam jeden pokój i kota, który zżera wszystko, co leży.
