Mam dylemat i chcę to z kimś przegadać, zanim zrobię głupotę. Rozstaliśmy się jakieś trzy miesiące temu, on się wyprowadził, kontakt urwany prawie całkowicie, raz na jakiś czas lajk na story i tyle. Chodzi mi po głowie rytuał na powrót, konkretnie na niego, z imieniem i datą urodzenia. I teraz pytanie - czy to już ten moment, czy jeszcze za wcześnie? Bo czytałam, że jak się robi w emocjach, to się odbija. Ale jak długo właściwie trzeba czekać, żeby te emocje opadły na tyle, żeby intencja była czysta?
Trzy miesiące to nie jest mało, ale i nie dużo, zależy co tam u ciebie w głowie siedzi. Sama miałam podobnie i zrobiłam za szybko, efekt był taki, że wróciło, ale w formie której nie chciałam - telefony po nocy, sceny zazdrości i totalny chaos. Zapytaj siebie szczerze: czy chcesz jego, czy chcesz przestać czuć ten ból? Bo to są dwie różne rzeczy i rytuał je inaczej rozegra.
ja bym czekał minimum pół roku. Wcześniej to nie ma sensu, bo sama nie wiesz czego chcesz, a energia idzie w błoto. Poza tym Wenus teraz jest w nieciekawym układzie, więc i tak bym się wstrzymał z czymkolwiek miłosnym do końca tranzytu.
z mojego punktu widzenia istotniejsze niż liczba miesięcy jest to, co piszesz między wierszami. Mówisz "zanim zrobię głupotę" - to już sygnał, że sama masz wątpliwości. Rytuał wykonywany z założeniem, że to może być błąd, działa jak strzał w mgłę. Co u ciebie się dzieje teraz emocjonalnie na co dzień, nie tylko jak myślisz o nim?
to co piszesz o lekach i o tym że dawka była zwiększana, to jest ważna informacja i dobrze że ją podałaś. Nie mówię tego, żeby cię zniechęcić do praktyki, tylko żeby dało się to wszystko poukładać w odpowiedniej kolejności. Rytuał na konkretną osobę w stanie, kiedy płaczesz po wieczorach, to mocno ryzykowne dla ciebie samej. Nie chodzi o efekt na nim, chodzi o to co to zrobi z tobą.
Nie zgadzam się z tym co Heniek pisze. Jak ktoś jest w dołku, to właśnie rytuał potrafi pomóc, bo daje sprawczość, daje poczucie że coś robisz, a nie tylko siedzisz i czekasz. Sam tak miałem i akurat zadziałało. Oczywiście trzeba uważać, ale demonizowanie tego, że ktoś bierze leki, to przesada.
Wtrącę się, bo to jest temat który mi się przewija od lat na różnych forach i ludzie wciąż się rozjeżdżają w odpowiedziach. Tak naprawdę pytanie nie brzmi "jak długo czekać", tylko "po czym poznać, że już można". I tu jest kilka konkretów które sprawdzałem na sobie i innych: brak fantazjowania o scenariuszach powrotu przez minimum dwa tygodnie, umiejętność powiedzenia na głos czego dokładnie chcesz bez zaczynania od słowa "chcę żeby on", oraz brak fizycznych objawów typu ścisk w żołądku na widok zdjęcia.
a robiłaś coś w międzyczasie dla siebie, nie na niego? Pytam, bo czasem ludzie idą od razu do rytuału na powrót, a wcześniej nie zrobili nic na własne oczyszczenie, na odcięcie tego co bolesne, na uspokojenie. To trochę jakby próbować malować na brudnej ścianie. Są łagodne rzeczy z ziołami, kąpiele z melisą, lawendą, majeranek pod poduszkę na sen - to nie są rytuały na kogoś, tylko na siebie.
zanim Werbena odpowie z konkretami, chciałam jeszcze do jednego wrócić. Napisałaś że jesteś na lekach i że dawka rośnie. Czy ty o tej myśli o rytuale rozmawiałaś z kimkolwiek poza forum? Z terapeutą, z bliską osobą? Pytam, bo ezoteryka i terapia nie wykluczają się, ale jak jedno jest robione w tajemnicy przed drugim, to często wychodzi gorzej.
wracając do twojego konkretu - jak ten kontakt wygląda teraz dokładniej? Bo piszesz, że lajki na story raz na jakiś czas. To z jego strony jakieś sygnały są, czy raczej cisza i tylko te lajki? Bo to jest istotne dla tego co chcesz dalej robić, niezależnie od tego kiedy.
to są jakieś sygnały, niezerowe. Tylko teraz pytanie co z tym zrobić, bo można na to odpowiedzieć po ludzku, a można od razu skoczyć w rytuał. Sama widzisz, że ta sytuacja nie jest totalnie zamknięta. Czy ktoś z was robił coś na powrót w sytuacji, kiedy druga strona dawała takie drobne sygnały? Bo to chyba inaczej trzeba podejść niż przy totalnej ciszy.
wracam do tych kąpieli, bo zapytałaś. Robię najczęściej tak: garść melisy, łyżka róży płatków, szczypta majeranku, zalewam wrzątkiem w dużym słoiku, zostawiam na godzinę pod przykryciem. Potem cedzę i wlewam do wanny z letnią wodą. Bez mydła, bez niczego dodatkowo. Siedzę w tym 20 minut i nie wycieram się ręcznikiem, tylko schnę sama. To nie jest rytuał na niego, to jest na ciebie, żeby uspokoić głowę i zdjąć z siebie te wieczory o których pisałaś. Robi się to raz w tygodniu przez miesiąc, nie codziennie.
Czytam to wszystko od początku wątku i mam pytanie może głupie, ale jak rozróżnić rytuał oczyszczający od rytuału na konkretną osobę? Bo dla mnie to się wszystko zlewa, a widzę że tu są jakieś istotne różnice.
Czytam was i robi mi się trochę nieswojo, bo zaczynam widzieć tę sytuację z boku. Jak to opisaliście, to faktycznie te lajki to nie jest jakaś inwestycja z jego strony, tylko gest na poziomie znajomego z liceum. Ale jednocześnie nie chcę z tego zrezygnować, bo czuję że jeszcze nie wszystko zostało powiedziane między nami. Czy ktoś robił coś, co nie jest rytuałem na powrót, tylko bardziej na to żeby ta sprawa miała szansę się domknąć w jakąś stronę, czy to powrót, czy ostateczny koniec?
To o czym piszesz nazywa się czasem rytuałem otwarcia drogi i ja akurat robiłem coś podobnego po swoim rozwodzie. Intencja nie była wróć do mnie, tylko niech to się rozstrzygnie tak jak ma być, żebym mógł żyć dalej. Używałem białej świecy, nie czerwonej, i zamiast pisania imienia pisałem sytuację, czyli moją relację z tą osobą. Spaliłem to przy świecy i odpuściłem. Po dwóch miesiącach było jasne że nie wracamy i to było bolesne, ale do zniesienia. Polecam takie podejście bardziej niż rytuał celowany w powrót.
Mam pytanie do Werbeny o te kąpiele, czy zamiast majernaku można uzyć czegos innego? Bo nie mam go w domu i nigdy go nie kupowałam.
Ten road opener brzmi sensownie, ale czy to nie jest trochę uciekanie od odpowiedzialności? Bo jak robisz rytuał na konkretną osobę, to przynajmniej masz odwagę powiedzieć czego chcesz. A jak robisz otwarcie drogi, to się asekurujesz że niech się dzieje co chce. Ja wolę jak ktoś jasno mówi o co mu chodzi.
Wracając do pierwotnego pytania o moment wyboru, to po tym co tu padło widzę że pytanie kiedy zrobić rytuał na konkretną osobę i pytanie kiedy zrobić cokolwiek miłosnego to są dwie różne rzeczy. Bo na otwarcie drogi czy na oczyszczenie chyba można zdecydować się szybciej niż na celowany powrót?
tak bym to ułożyła. Kąpiel raz w tygodniu przez jakieś trzy, cztery tygodnie, bez pośpiechu. Nie traktuj tego jak odhaczanie z listy, tylko jak normalny rytm dbania o siebie. Dopiero jak poczujesz, że nie myślisz o nim codziennie z tym ściskiem w żołądku, dopiero wtedy bierzesz się za otwarcie drogi. Bo inaczej w otwarcie drogi włożysz dokładnie tę samą tęsknotę, co w rytuał na niego, tylko pod inną etykietą.
A skąd właściwie mam wiedzieć, że jestem gotowa? Bo czuję, że sama sobie nie ufam w tej ocenie. Jak teraz odpowiem że tak, to wiadomo że to będzie tylko dlatego, że chcę szybciej.
są takie konkretne sygnały, na które można patrzeć. Czy potrafisz spędzić cały dzień bez sprawdzania jego profilu. Czy jak ktoś o nim wspomni, to nie ściska cię w gardle. Czy potrafisz wyobrazić sobie scenariusz, w którym on jest szczęśliwy z kimś innym i nie boli to fizycznie. To nie są testy do zdania w tydzień, to są stany do których się dochodzi powoli.
Dodałbym jeszcze jeden sygnał, czy potrafisz wyobrazić sobie siebie za rok bez niego i widzisz tam jakieś życie, a nie pustkę. Bo dopóki widzisz pustkę, dopóty każdy rytuał będzie próbą wypełnienia tej pustki nim, a nie sobą.
Skoro już o tym mowa, to mam pytanie z innej strony. Czy są jakieś rytuały, które same w sobie pomagają w takim długoterminowym dołku, niezależnie od tematu miłosnego? Bo czytam ten wątek i widzę, że dużo się mówi o tym żeby najpierw się ogarnąć, a mało o tym jak konkretnie.
Ten głos to nie jest zły doradca, to jest po prostu lęk. On nie informuje cię o rzeczywistości, tylko o tym, że jesteś w trudnym stanie. Jak nauczysz się go słuchać bez wykonywania jego poleceń, to dużo się zmieni. To zresztą jest praca, która sama w sobie jest formą oczyszczenia, choć nie ma świecy ani kadzidła.
Czytam to wszystko i mam pytanie troche z boku, czy te same zasady tyczą się sytuacji gdy ktoś chce kontaktu z bliską osobą która zmarła? Bo to nie jest dokładnie ten temat ale mechanizm podobny, czekanie aż się ogarniesz emocjonalnie.
Wracajac do Karolci, to mnie ciekawi czy zamierzasz jakos sprawdzac swoj stan po tych kapielach? Bo bez tego trudno bedzie ocenic czy jestes gotowa na kolejny krok.
Myślałam żeby pisać sobie krótkie notatki wieczorem, jak się czuję, czy myślałam o nim, ile razy zajrzałam na jego profil. Nie wiem czy to ma sens, ale przynajmniej będę miała jakieś dane do porównania za miesiąc.
