to bardzo dobry pomysł i akurat zgodny z tym co terapeuci nazywają monitorowaniem nastroju. Tylko nie rób z tego śledztwa, tylko trzy zdania, krótka notka. Inaczej samo pisanie stanie się obsesją na jego punkcie, tylko w nowej formie.
Jest jeszcze jedna kwestia, której tu chyba nie poruszaliśmy. Co jeśli w trakcie tych tygodni przygotowań on sam się odezwie? Bo to się zdarza częściej niż ludzie myślą, a wtedy cały plan się sypie i człowiek nie wie czy to znak, czy przypadek, czy może właśnie kąpiele już coś zrobiły.
i własnie dlatego nie można planować rytuału pod jego ewentualne ruchy. Bo jeśli twój plan się sypie od jednej wiadomości, to znaczy że plan nie był twój, tylko był reakcją na niego. A reakcja to nie jest decyzja.
U mnie kiedyś było tak, że odezwał się dokładnie wtedy gdy zaczynałam się porządkować. I długo myślałam że to znak od wszechświata, a po latach widzę że to po prostu on wyczuł że przestaję być dostępna i chciał sprawdzić czy jeszcze może wrócić jak będzie chciał.
A jak rozróżnić czy ktoś faktycznie wrócił bo chce, czy tylko rzuca te okruszki? Pytam bo sam jestem teraz w sytuacji gdzie była dziewczyna pisze raz na dwa tygodnie i nie wiem czy to coś znaczy.
Czyli rozumiem, że gdybym zaczęła rytuał i on by się odezwał w trakcie, to powinnam nie odpowiadać? Bo to mi się wydaje strasznie sztuczne, jakby udawanie.
Nie chodzi o nieodpowiadanie z zasady, tylko o to żeby najpierw odczekać. Daj sobie dobę zanim cokolwiek napiszesz. W tym czasie zrób kąpiel, wyjdź z domu, zadzwoń do kogoś. Jeśli po dobie nadal chcesz odpisać i wiesz po co, to odpisz. A jeśli okaże się że chciałaś odpisać tylko z paniki, to sama zobaczysz.
Mnie zastanawia jeszcze coś innego. Karolcia, czy ty w ogóle wiesz po co miałby on wrócić? Bo z tego co piszesz wynika że chcesz żeby wrócił, ale nie napisałaś ani razu co miałoby być inaczej niż było.
To wcale nie jest naiwne, to jest bardzo typowe myślenie po rozstaniu. Tylko że bez konkretnej zmiany u obu stron wraca się dokładnie do tych samych dynamik po kilku tygodniach. I dlatego część osób na tym forum mówi że rytuał na powrót bez pracy nad relacją to jest jak zaproszenie tej samej awantury jeszcze raz.
Zmieniać siebie, swoje wzorce, sposób reagowania. To nie jest pusty slogan. Jeśli w poprzednim związku zawsze ustępowałaś gdy się złościł, to teraz masz miesiące żeby przerobić ten mechanizm. Jeśli wracaliście do siebie zawsze po jego inicjatywie, możesz sprawdzić co cię trzyma w tej pozycji.
Wracając do pytania o czekanie, czy są jakieś znaki że już naprawdę można zaczynać? Bo same kąpiele i notatki to jest proces, a ja bym chciał wiedzieć kiedy zapala się zielone światło.
Mam pytanie czy ten moment spokoju nie jest paradoksalnie momentem kiedy już rytuał nie jest potrzebny? Bo jak ktoś dochodzi do takiej stabilizacji to często odpuszcza temat.
U mnie tak było po rozstaniu sprzed lat. Przygotowywałem się trzy miesiące, robiłem wszystko porządnie, a dwa tygodnie przed planowaną datą stwierdziłem że już mi przeszło i nie chcę tego robić. I do dziś nie wiem czy to porażka czy najlepsza decyzja w życiu.
a dlaczego szkoda? Jeśli po trzech miesiącach pracy nad sobą dochodzisz do wniosku że już nie chcesz, to znaczy że te trzy miesiące były dokładnie tym, czego potrzebowałaś. Nie zmarnowane, tylko spożytkowane na coś innego niż pierwotny plan.
Nie zgadzam się trochę z tym co tu pada. Bo wychodzi na to że rytuał ma sens tylko wtedy gdy go nie zrobisz. To trochę bez sensu, bo wtedy po co w ogóle ta cała kategoria na forum? Są ludzie którzy świadomie chcą wykonać konkretny obrzęd i to też jest okej.
U niego nie ma na razie nikogo nowego z tego co wiem przez wspólnych znajomych, więc tym się akurat nie martwię. Bardziej mnie zastanawia czy mam czekać aż będę tą spokojną osobą o której pisał Lurisk, czy mogę zacząć przygotowania wcześniej i sama praca mnie do tego doprowadzi.
Można zacząć przygotowania wcześniej i to nawet ma sens, bo same czynności porządkujące pomagają dojść do tego spokoju. Tylko rozdziel etap przygotowawczy od głównego obrzędu. Pierwszy możesz robić od zaraz, drugi dopiero jak będziesz wiedziała że twoja decyzja nie pochodzi z paniki.
Ten opis pasuje też do mojej sytuacji z tymi wiadomościami raz na dwa tygodnie. Bo czasem mam ochotę napisać natychmiast jak coś przyjdzie, a czasem patrzę na to spokojnie i myślę że odpiszę albo nie odpiszę i nic się nie dzieje. Te dwa stany to są zupełnie różne ja.
Z mojego doświadczenia najlepiej jest mieć dwa równoległe procesy. Jeden czysto twój, gdzie ta osoba w ogóle nie istnieje, i drugi gdzie świadomie kierujesz uwagę na relację. Jeśli ten pierwszy zaczyna ci zanikać i wszystko sprowadza się do drugiego, to znak że coś poszło nie tak.
To akurat naturalna sprawa jak żyjesz w trybie tęsknoty, mózg zaczyna filtrować rzeczywistość pod kątem jednej osoby. Nazywa się to selektywną uwagą i nie ma w tym nic mistycznego, choć łatwo to pomylić ze znakami. Najprostszy test to spytać samą siebie czy widziałabyś ten sam znak gdyby chodziło o kogoś innego.
Test brzmi rozsądnie, bo jak teraz myślę o tym to faktycznie kilka tych znaków byłabym w stanie podpiąć pod dowolną osobę. Tylko jak odróżnić to od sytuacji gdzie naprawdę coś przychodzi z zewnątrz? Bo nie chcę też wpaść w drugą skrajność i wszystkiego racjonalizować.
A co jeśli ktoś ma takie nastawienie że spodziewa się najgorszego? Bo ja mam tak że zazwyczaj zakładam czarny scenariusz i wtedy wszystko mi się układa pod katastrofę. To też jest projekcja?
Wracając do pytania o moment wykonania, czy ten okres obserwacji znaków powinien być częścią przygotowań? Bo z tego co tu pada wynika że jak ktoś widzi znaki wszędzie, to nie jest gotowy żeby przejść do głównej części.
Mam takie pytanie, bo u mnie znaków było mnóstwo przez pierwsze tygodnie i potem mi się to wszystko uspokoiło samo. Czy to znaczy że teraz jest dobry moment, czy raczej że emocje przeszły w drugą fazę i powinienem jeszcze poczekać?
To brzmi na stan w którym można zacząć rozważać konkretną decyzję, ale nie mylić tego z byciem stuprocentowo gotowym. Spokojna myśl nie znaczy że nie masz już żadnego oczekiwania, tylko że oczekiwanie cię nie zżera.
A czy to nie jest tak że jak dochodzisz do takiego spokoju to obrzęd już nie jest potrzeby? Bo skoro nie cierpisz to czego chcesz od magii?
To dla mnie ważne rozróżnienie, bo gdzieś po drodze pomyślałam że może rzeczywiście jak będę spokojna to po co mi to robić. A tu chodzi o coś innego, o to czy wybór wynika z chęci czy z bólu.
