Mam taki dylemat i ciekawa jestem, co myślicie. Robię rytuał na zbliżenie z osobą, na której mi zależy, ale ta osoba totalnie nie wierzy w żadną magię, śmieje się z tego, mówi że to bujda. Czy w takim wypadku rytuał w ogóle ma sens? Bo gdzieś czytałam, że jak ktoś jest zamknięty na energię, to się odbija jak od ściany. Z drugiej strony jakby tak było, to po co robić cokolwiek na osoby, które nie są w temacie, a przecież większość ludzi nie jest.
U mnie w domu nikt nigdy nie wierzył w nic takiego i robiłam różne drobne rzeczy bez ich wiedzy. Świece, zioła pod poduszkę, taka prosta domowa robota. I powiem szczerze, że nie zauważyłam, żeby to działało gorzej tylko dlatego, że ktoś się śmieje z magii. Bardziej liczy się to, co Ty masz w głowie, kiedy to robisz.
to pytanie wraca tu chyba co miesiąc i odpowiedź nie jest taka prosta jak by się wydawało. Sceptycyzm drugiej osoby nie jest takim murem, jak ludzie myślą. Rytuał działa na pole emocjonalne, na połączenie między wami, a nie na świadome przekonania tej osoby. Ktoś może racjonalnie mówić, że to bujda, a jednocześnie podświadomie reagować zupełnie inaczej.
Czyli sugerujesz, że to, co on mówi na temat magii, jest właściwie bez znaczenia? Bo on naprawdę głośno się z tego śmieje, jak coś takiego wypłynie w rozmowie.
Mnie ciekawi co innego. Czytałam kiedyś, że jak ktoś nie wierzy, to nie wie nawet że coś się dzieje i przez to jest bardziej podatny, bo nie stawia oporu. To prawda czy bzdura?
Wracając do pytania Eweliny, mam wrażenie że mieszamy dwie rzeczy. Jedno to czy rytuał zadziała na osobę niewierzącą. Drugie to czy on sam musi w to wierzyć, żeby było efekt. To nie to samo. Bo on może nic nie wiedzieć i nadal coś poczuje, np. że ciągnie go do Ciebie bez powodu.
z mojego doświadczenia, jak osoba nie wie, że coś jest robione, to jej deklarowane przekonania są naprawdę drugorzędne. Inaczej jest, gdy ktoś wie, jest świadomie nastawiony przeciw i celowo blokuje. Wtedy to jest aktywne odpychanie i wtedy faktycznie jest trudniej. Ale śmianie się z magii przy piwie z kumplami to nie to samo co świadoma blokada.
Też mam podobny problem, mój partner powiedział wprost, że jakby się dowiedział, że robię cokolwiek na niego, to by zerwał. To dla mnie taki sygnał ostrzegawczy, żeby najpierw się zastanowić nad relacją zamiast od razu kombinować z rytuałami.
Z tego co tu czytam, dyskusja zaczyna pokazywać, że samo pytanie czy on wierzy, jest źle postawione. Bo to nie jest tak, że niewiara wyłącza magię, ani że wiara ją włącza. Bardziej chodzi o to, co Ty robisz, z jaką intencją i czy nie próbujesz przepchnąć czegoś przez kogoś wbrew jego woli.
Wchodzę tu bo mnie zaciekawiło, choć sam nic z tego nie praktykuję. Ale taka myśl mi przyszła do głowy czytając was. Jak ktoś sobie zapala świeczkę i myśli o drugiej osobie z dobrą intencją, to czy to się różni od modlitwy za kogoś? Bo w sumie mechanika wygląda podobnie z mojej perspektywy.
Mnie się przypomniała sytuacja z koleżanką, która robiła coś na swojego męża, on totalnie nie wierzył w te rzeczy, śmiał się z wróżek w telewizji. A po jakimś czasie zaczął sam z siebie kupować jej kwiaty, czego wcześniej nie robił latami. Pytanie tylko, czy to było działanie rytuału, czy on i tak by w końcu się ogarnął, bo był pod presją żony.
A mogę zapytać o coś bardziej praktycznego w tym kontekście? Czy jak partner nie wierzy, to lepiej robić rytuały kiedy go nie ma w domu, czy nie ma to znaczenia gdzie i kiedy? Bo czytałam sprzeczne rzeczy.
Wchodząc w to z innej strony, w starszych źródłach europejskich, np. u Agrippy, rozróżniano działanie na osobę przez sympatię i przez antypatię. Sympatia działała bez względu na to, co adresat sądził o magii, bo bazowała na podobieństwie i więzi. Antypatia wymagała pewnego napięcia, więc tam świadomość ofiary grała większą rolę. Stąd w temacie miłosnym kwestia wiary partnera jest mniej istotna, niż się powszechnie sądzi.
A jak to jest, kiedy ktoś nie tyle nie wierzy, co po prostu nigdy się nad tym nie zastanawiał? Mój chłopak nie powie ci ani że wierzy, ani że nie. Jak go zapytasz, wzrusza ramionami. To go traktować jak sceptyka czy jak osobę otwartą?
Z perspektywy run też się to ładnie układa. Jak rysujesz Kenaz na świecę, żeby coś rozjaśnić w relacji, to ona działa na ciebie i na sytuację, a nie wprost na drugą osobę. Gebo, ruga partnerstwa, też ciekawie wchodzi, ale ona zawsze wymaga jakiejś wymiany, nie wymusza. Stąd przy partnerach sceptycznych runy są dość bezpieczne, bo nie próbują niczego nikomu narzucić.
Przepraszam, że tak z boku pytam, ale jak to działa technicznie z tą runą na świecy? Rysuje się ją nożem na wosku czy się ją wypala? I czy to musi być konkretna świeca?
Ja chciałabym wrócić do mojego pytania o blokowanie, bo coś mi nie pasuje. Jeśli mój facet jest sceptyczny i tego nie nazwał, a jednak czuje napięcie w okolicach rytuału, to czy on blokuje, czy odbiera? Bo to chyba dwie różne sprawy.
Czytam was i mam wrażenie, że im dłużej tu jestem, tym mniej chodzi o samego partnera i jego stosunek do magii, a coraz bardziej o to, co dzieje się ze mną. Kabalistka wcześniej dobrze to nazwała, że problemem jest mój obsesyjny mechanizm. Ale jednocześnie nie umiem tego po prostu wyłączyć. Czy ktoś przechodził przez taki etap i jakoś z niego wyszedł, czy to się ciągnie miesiącami?
To co opisujesz to klasyczny moment, w którym praca rytualna przestaje być o drugiej osobie, a staje się lustrem dla wykonawcy. Stare teksty hermetyczne mówiły wprost, że operator zmienia się bardziej niż obiekt operacji. Nie znaczy to, że rytuał nie działa na zewnątrz, tylko że jego pierwszy efekt jest zawsze wewnętrzny. Pytanie do ciebie, czy umiesz to obserwować bez oceniania siebie, że niby coś robisz źle?
Obsesyjne sprawdzanie po rytuale to nie jest cecha twojego charakteru, tylko skutek tego, że pole jeszcze nie domknęło intencji. Im mocniej trzymasz, tym dłużej trwa rozładowanie. Mam pytanie, czy ty po rytuale robisz coś, co fizycznie zamyka pracę, czy zostawiasz sprawę otwartą bez gestu kończącego?
Nie robię nic specjalnego na zamknięcie. Gaszę świecę, sprzątam i tyle. Nie wiedziałam, że to ma znaczenie. Co konkretnie miałoby być takim gestem?
U mnie zamknięcie to zawsze jakieś krótkie zdanie wypowiedziane na głos, że to co miało się stać, niech się dzieje swoim trybem, a ja odpuszczam. Czasem mycie rąk pod bieżącą wodą, fizycznie i symbolicznie. Bez tego faktycznie zostaje się w trybie czekania i samemu sobie psuje robotę.
Tylko że ten gest zamykający też jest psychologiczny, prawda? Bo on służy tobie, nie świecy ani odbiorcy. Czyli znowu wracamy do tego, że cała ta robota dzieje się głównie w głowie wykonawcy.
Wracając do pytania o sceptyków i to czy ich nastawienie ma znaczenie, mnie ciekawi co innego. Czy ktoś próbował robić rytuał na osobę, która deklaratywnie nie wierzy, ale była na nim obecna fizycznie, np. w tym samym mieszkaniu? Bo to chyba zmienia układ.
Mnie z kolei zastanawia, czy jeśli ktoś nie wierzy, to czy rytuał na pojednanie w ogóle ma szansę zadziałać tak, jak chcemy. Bo pojednanie wymaga jakiejś otwartości z obu stron, a jak druga osoba zamyka się na cokolwiek niewytłumaczalnego, to może rytuał wraca do nas niezrealizowany?
Pytanie być może głupie, ale czy są jakieś rytuały, które robi się we dwoje świadomie, kiedy oboje wierzą? Bo czytam tu cały czas o jednej osobie, która coś robi po cichu. Ciekaw jestem czy istnieje wersja jawna.
U mnie tak właśnie jest, partner toleruje ale nie wchodzi. Robiłam kiedyś rytuał i poprosiłam żeby tylko siedział obok i nic nie mówił. Zgodził się, siedział, i potem powiedział że czuł się dziwnie spokojny. Czy to się liczy jako udział czy bardziej jako bierna obecnnośc?
