No ale ta wewnętrzna spójność to jest właśnie coś co odróżnia tradycję od zestawu przypadkowych przepisów, nie? W hoodoo jest logika, nawet jeśli z zewnątrz wygląda inaczej.
To mnie troche przywraca do pytania o wody mineralne które też były w tytule. Bo one też mają chyba rożne zastosowania zleżnie od składu? Czy tu też jest taka logika jak z ziemiami, czy to bardziej dekoracja?
Że przez skład mineralny? To znaczy magnez ma inne znaczenie niż żelazo czy coś takiego? Nie słyszałam o tym podejściu.
Czyli znowu wracamy do tego samego dylematu co z ziemiami - czy liczy się fizyczny skład, czy historia miejsca, czy może jedno i drugie naraz?
Mam wrażenie że to nie jest dylemat tylko dwa różne systemy myślenia, które ludzie mieszają bez świadomości że je mieszają. Jedno to magia sympatyczna gdzie symbol i substancja są nierozłączne od miejsca i historii. Drugie to coś bliższego myśleniu o właściwościach fizycznych jako nośnikach energii. I te dwa podejścia dają różne odpowiedzi na pytanie czy można zastąpić wodę z Buska butelką z apteki.
No ale w praktyce chyba rzadko kto jeździ po wodę do konkretnego źrodła przed rytuałem? Coś musi zastępować takie rzeczy w codziennej praktyce.
A wracając do samych kryształów bo tam skończyłyśmy - czy jest jakaś różnica między kryształem naturalnym a szlifowanym pod kątem rytuału? Bo w sklepach to teraz sprzedają głównie te szlifowane kulki i serca i nie wiem czy to ma znaczenie.
Hej, trochę się zgubiłam w tym wątku - więc rozumiem że nie ma jasnej odpowiedzi na pytanie z tytułu i każdy robi jak mu pasuje?
Dobra ale konkretnie - różowy kwarc przy rytuałach miłosnych, to działa czy nie? Bo tyle się o nim czyta że trudno nie odnieść wrażenia że jest jakimś standardem, a tu się okazuje że może być tylko marketingiem z lat 80.
Różowy kwarc ma za sobą historię sięgającą starożytnej Grecji i Egiptu, gdzie był kojarzony z Afrodytą i Izydą. To nie jest wymysł New Age, choć New Age zdecydowanie go spopularyzował na masową skalę. Pytanie co to znaczy 'działa' - bo jeśli chodzi o rytuały miłosne to kamień rzadko działa sam z siebie, jest częścią większej układanki intencji, czasu, słów, działań. Wyrzucenie różowego kwarcu z przepisu i zastąpienie go niczym pewnie coś zmieni, ale nie wiem czy to kamień jest kluczowy.
A co jest kluczowe? Jak rozumieć 'większą układankę'?
Właśnie, bo jak to się słyszy to brzmi jak 'wszystko jest ważne i nic nie jest ważne', co jest mało pomocne jeśli ktoś faktycznie chce coś zrobić.
No i właśnie to jest mój główny problem z całą tą dyskusją. Rozmawiamy o składnikach które 'działają' ale nie mamy żadnego sposobu żeby to sprawdzić poza subiektywnymi odczuciami. Jak można twierdzić że coś działa lub nie bez kontrolowanego testu?
Może nie ma jednej odpowiedzi niezależnej od kontekstu. Jak ktoś pracuje w konkretnej tradycji, to składniki z tej tradycji mają znaczenie bo cały system jest spójny. Jak ktoś miesza, to trudniej powiedzieć co 'działa' bo nie ma jednej logiki która spinałaby całość.
Ale to jest właśnie ta odpowiedź która nic nie mówi - 'zależy od kontekstu', 'zależy od intencji'. Rozumiem że to skomplikowane, ale czy naprawdę nie da się powiedzieć czegoś konkretniejszego o samych składnikach bez owijania w bawełnę?
A wracająć do ziemi bo chyba nikt tego tematu nie rozwinął porządnie - jakie rodzaje ziemi są używane i czym się różnią? Bo słyszałam że ziemia z cmentarza to zupełnie inna kategoria niż ziemia ze skrzyżowania, a to niby oba składniki w niektórych rytuałach.
A ziemia z konkretnego miejsca gdzie działy się ważne rzeczy między ludźmi - powiedzmy z miejsca gdzie para się spotkała - to ma jakieś znaczenie przy rytuałach miłosnych czy to już zbyt duże rozciąganie logiki?
To jest logika impregnacji miejsca, i tak, pojawia się w różnych tradycjach. Założenie jest takie że miejsca 'pamiętają' co się w nich wydarzyło, szczególnie jeśli emocje były intensywne. W praktyce hoodoo i niektórych nurtach magii ceremonialnej zbiera się ziemię, piasek lub wodę z miejsc znaczących dla relacji. Czy to działa? Nie wiem, ale wewnętrznie jest spójne z logiką magii sympatycznej.
To jest spójna logika, ale mnie zastanawia jedno - czy ta impregnacja miejsca to coś obiektywnego, czy to raczej my sami nadajemy znaczenie przez to że wiemy skąd pochodzi składnik? Bo jeśli ktoś nie wie że ziemia pochodzi z konkretnego miejsca, czy ona nadal 'działa' tak samo?
Hej ale czy to nie wychodzi poza skłądniki do dyskusji o tym kto wykonuje rytuał i jaka ma wiedzę? Bo brzmi jakbyśmy mówili że składnik sam w sobie nie ma znaczenia, tylko osoba.
Dobra ta analogia gotowania znowu wraca. Ale jednak w gotowaniu złej mąki nie zastąpi dobry piekarz, a dobra mąka bez umiejętności da niejadalny chleb. Który czynnik jest ważniejszy przy rytuałach - składnik czy osoba?
Na to pytanie różne tradycje odpowiadają inaczej. W magii ceremonialnej i hermetycznej nacisk jest bardziej na wiedzę i precyzję operatora. W hoodoo i tradycjach ludowych składniki mają bardzo konkretną wagę i bywa że przekazuje się je z instrukcją użycia bez szczegółowego wyjaśnienia 'dlaczego'. Obie tradycje mają długą historię praktyki, więc nie ma jednej odpowiedzi.
Patrząc na to z boku - ta dyskusja krąży wokół pytania czy coś działa, ale nie uzgodniliście co znaczy 'działa'. Dla jednych to zewnętrzna zmiana sytuacji, dla innych wewnętrzna zmiana nastawienia, dla jeszcze innych poczucie że coś zostało zrobione. I te definicje dają kompletnie inne odpowiedzi na pytanie które składniki są potrzebne.
A ja sie zapytam inaczej - czy ktoś próbował porównać dwa rytuały, jeden z 'pełnym wyposażeniem' a drugi z ograniczonymi składnikami i miał jakieś obserwacje? Niekoniecznie dowód, ale własne doświadczenie?
No to ja opowiem bo Runiarka_57 pytała. Robiłem dwa razy coś w podobnym temacie - raz z wszystkim czego wymagała instrukcja którą znalazłem, drugi raz dosłownie z tym co miałem pod ręką bo nie mogłem zdobyć konkretnych składników. Szczerze? Nie potrafiłem ocenić czy efekty się różniły, bo nie wiem jak by wyglądała sytuacja bez żadnego rytuału. To chyba nie jest odpowiedź jakiej szukałaś, ale tyle mogę powiedzieć z ręką na sercu.
Ta kwestia okrojonych rytuałów jest ciekawa bo pojawia się w wielu tradycjach jako osobny temat. W niektórych nurtach mówi się wprost że lepiej zrobić prostszy rytuał ze skupieniem niż rozbudowany bez niego. Ale to znowu wraca do pytania Perzyny o definicję - co znaczy że coś zadziałało. Jeśli kryterium jest wewnętrzne, to okrojona wersja może dać podobny efekt. Jeśli zewnętrzne, to już trudniej ocenić.
To jest chyba kluczowe napięcie w tym wątku - dwie różne filozofie składnika. Jedna mówi że składnik niesie własną jakość niezależnie od osoby, druga że składnik to tylko punkt skupienia dla operatora. I obie mają swoich obrońców w różnych tradycjach. Zastanawiam się czy da się je w ogóle pogodzić czy to są naprawdę dwa różne systemy przekonań.
