wtrącę się bo czytam i myślę o tym z runami. przy pracy z runami jest dosłownie zakorzenione w tradycji odwracanie lub niszczenie kompozycji po zakończeniu pracy. to nie jest tylko symboliczne, to jest zamknięcie cyklu. czy przy rytuałach miłosnych jest coś analogicznego?
no i właśnie. jak szukałem informacji to wszędzie było co dodać, jak zapalić, co powiedzieć. o zamknięciu ni ma prawie nic. gdyby nie ta rozmowa to bym dalej nie wiedział że to ważne
a jak długo może być to opóźnienie? pytam serio bo nie wiem czy miesiąc to dużo czy mało w tym kontekscie
to drugie to ja. robiłem kolejne bo myślałem że pierwsza nie zadziałała. teraz to rozumiem inaczej
Ale tu jest też kwestia tego jak w ogóle definiujemy 'zadziałało'. Bo część osób robi kolejne rytuały nie dlatego że poprzedni nie zadziałał, tylko dlatego że nie wiedzą jak ocenić czy cokolwiek się dzieje. Brak widzialnej zmiany nie znaczy że nic się nie porusza, ale skąd ktoś ma to wiedzieć?
Jest jeszcze inny wymiar tego problemu. Skupienie uwagi na jednej osobie przez rytuał nie jest obojętne dla postrzegania wszystkich pozostałych. Psychologicznie to trochę działa jak kontrast, im bardziej myślimy o jednym człowieku jako o celu, tym bardziej wszyscy inni stają się niewyraźni. To nie jest tylko metafora energetyczna.
mogę się wtrącić? czytam tę rozmowę od początku i mam pytanie które mnie nurtuje. mówicie o blokowaniu możliwości i zamknięciu, ale jak to wygląda od środka? znaczy jak ktoś to czuje na co dzień?
a czy mozna to sprawdizc na kartach albo przez numerolgie? czy jakies liczby moga wskazywac ze cos jest zablokowane emocjonalnie
Nekromanta, to ważne pytanie. Sama się nad tym zastanawiałam. Jeśli ktoś nie pamięta dokładnie jak wyglądała praca, to czy w ogóle można coś z tym zrobić sensownie? Bo intuicja mówi mi że zamknięcie czegoś niepełnego to trochę jak zszywanie rany bez wiedzy gdzie jest.
Tu jest pewien paradoks który warto rozważyć. Z jednej strony forma rytuału jest nośnikiem intencji. Z drugiej, intencja jest tą pierwotną warstwą. Można by zapytać, co pozostaje dłużej, forma czy intencja? Moje obserwacje mówią że intencja i emocja która jej towarzyszyła zostawiają głębszy ślad niż konkretne składniki użyte przy pracy.
ale czekajcie, bo może głupio zapytam, jak w ogóle ktoś ma ocenic z perspektywy czasu jak bardzo byl emocjonalnie zaangazowany skoro czuc inaczej jak sie cos robi niz jak sie o tym mysli pozniej
Wracam do wątku który Agnisia zaczęła na początku tej dyskusji. Ona opisywała że nowe osoby po prostu nie przykuwają uwagi, jakby coś się wyłączyło. I to jest według mnie coś innego niż blokada energetyczna rozumiana klasycznie. Bardziej przypomina to co w psychologii nazywają zawężeniem uwagi, kiedy system działa tylko w jednym paśmie i filtruje resztę.
a czy to wyłaczenie może sie dziać nawet jak rytuał był bardzo dawno i właściwie człowiek już o nim nie myśli? bo czytam tę rozmowę i trochę mnie to niepokoji
to mnie zastanawia jedna rzecz, czy to działa tak samo jeśli rytuał nie był w pełni ukończony? mam na myśli sytuację kiedy ktoś zaczął pracę i przerwał ją w połowie, albo nie domknął ceremonii tak jak powinien. bo przy runach niedokończona praca potrafi zostawić coś otwartego w nieoczekiwany sposób
to skad w ogole mozna wiedziec ze praca jest domknieta? znaczy jak sie to powinno czuc albo co powinno sie zrobic zeby miec pewnosc ze tak jest?
a wracajac do tego co Agnisia pisała o wyłaczeniu, mnie sie wydaje ze sama nie zawsze wiemy ze cos sie wylaczylo, bo jak jestes w tym stanie to po prostu myslisz ze wszyscy mężczyźni/kobiety sa nieciekawi albo ze to ty masz zły gust, nie ze energetycznie cos nie gra
Dokładnie to miałam. Przez długi czas myślałam że po prostu nie trafiałam na odpowiednich ludzi. Albo że jestem za bardzo wymagająca. I dopiero jak ktoś z zewnątrz to zauważył, że coś jest nie tak ze sposobem w jaki reaguję na nowe osoby, to coś zaczęłam łączyć w całość.
a ten ktos z zewnatrz to byl ktos bliski czy jakas osoba ktora sie zajmuje tymi tematami? pytam bo sam bym nie wiedzial do kogo z czyms takim sie zwrocic
to jest w ogóle ważna kwestia, bo z moich obserwacji wynika że osoby które siedzą głębiej w tych tematach są czasem ostatnie które to u siebie widzą. zbyt blisko własnej pracy żeby być obiektywnym
Jest tu jeszcze jeden element który do tej pory nie pojawił się w rozmowie. Mam na myśli to, że rytuał miłosny ukierunkowany na konkretną osobę tworzy pewien rodzaj stałego porównania. Każda nowa osoba jest nieświadomie mierzona tym wzorcem i po prostu wypada słabiej, bo nie jest tym na kogo pracowaliśmy. To nie jest blokada energetyczna, to jest poznawcze zawężenie pola.
Zastanawiam się czy w tym wszystkim nie jest też tak, że sam fakt zrobienia rytuału zmienia stosunek do sprawy. Znaczy, człowiek jakby oddał coś w ręce czegoś większego i podświadomie przestaje aktywnie szukać, bo czeka. I ta postawa czekania może być tym co blokuje otwieranie się na inne osoby.
mnie w tej rozmowie uderzyło jedno, nikt do tej pory nie zapytał ile tych rytuałów jest za dużo. bo może problem polega nie na jednej pracy ale na tym że ktoś robił je wielokrotnie, za każdym razem nakładając kolejną warstwę
to pytanie o ilość jest dla mnie ważne bo sama kiedyś robiłam kilka rzeczy jedna po drugiej i w pewnym momencie już nie wiedziałam co z czego wynika. nie pytam teraz o metodę tylko o to, czy w ogóle ktoś się zatrzymał i policzył ile warstw ma za sobą
wracając do pytania Rydwana, bo mi też to siedzi w głowie. Ile to za dużo zależy chyba od tego czy ktoś między pracami robił jakiekolwiek zamknięcia. Bo sam rytuał otwarty bez domknięcia to już jest jedna otwarta pętla, a dwie otwarte pętle to coraz większy bałagan.
słucham tej rozmowy i myślę że właśnie to mnie spotkało. Robiłam raz, może ze dwa razy, ale za każdym razem byłam w tym bardzo emocjonalnie. I teraz jak próbuję myśleć o kimś nowym to jest taki rodzaj wewnętrznego oporu którego nie umiem dobrze nazwać.
To co opisuje Agnisia brzmi jak stan w którym punkt odniesienia jest utrwalony. Nie chodzi o konkretną osobę, tylko o wzorzec energetyczny który się zakodował jako standard. Nowe osoby są oceniane przez ten filtr i automatycznie wypadają.
nie zgadzam się z tą analogią. Rozluźnienie nie musi oznaczać że się nie idzie do przodu, może oznaczać że się obniża intensywność tego wzorca, nawet stopniowo. Nie każde przepracowanie musi być radykalne.
