Wracam do Konstancji, bo ta kwestia ze snami mi nie wychodzi z głowy. Mówiłaś że teraz ich nie masz, ale mam pytanie, czy masz spokój w dzień? Bo czasem kiedy sny znikają, to nie dlatego że sprawa się domknęła, tylko dlatego że coś przeniosło się głębiej i zamiast śnić się przetwarza gdzieś na poziomie który nie jest dostępny w snach.
to 'bardziej intensywnie niż powinno być' jest ważne. Czy to jest natłok myśli, emocje, czy bardziej fizyczne, coś w klatce piersiowej, w gardle? Pytam bo to może wskazywać na to gdzie energetycznie to siedzi.
Słucham tej rozmowy o Konstancji i mam wrażenie że warto byłoby sprawdzić czwartą czakrę zanim zrobi się cokolwiek z papierem. Splątania miłosne bardzo często siedzą właśnie tam, i jeśli jest coś w okolicach mostka co pojawia się nagle i bez oczywistego powodu, to może być warto zacząć od pracy z tym obszarem, niekoniecznie od rytuału z ogniem.
Mam wrażenie że w tym wątku trochę miesza się kilka różnych sytuacji. Konstancja chce zamknąć coś co poszło na złą osobę, Chaber nie pamięta co zrobiła, Elina98 w ogóle nic nie robiła. To są trzy różne sprawy i rozwiązania mogą być zupełnie inne. Czy nie powinniśmy może te wątki rozdzielić?
Ja do togo dodam że po takim czymś warto sie zagruntować. Trzymać kamień, na przikład czarny turmalin albo obsydian, chociaż przez chwile. Nie żeby coś odpychać tylko żeby enerja nie latała dalej bez kontroli. Przynajmniej tak mi radzono i mi to pomagało.
Czytam i mam pytanie może naiwne, ale czy zamknięcie rytuału bez zgody drugiej osoby nie jest trochę tak samo jednostronne jak sam rytuał? Znaczy jeśli problematyczne jest robienie rytuału bez wiedzy kogoś, to czy cofanie go też nie wymaga jakiegoś porozumienia?
dokładnie o to mi chodziło. W pracy z czakrą serca gwałtowne działania rzadko przynoszą trwały efekt, bo to obszar który reaguje na intencję bardziej niż cokolwiek innego. Jeśli podchodzisz z nastawieniem 'muszę to wyrwać', to ciało czyta stres, nie spokój, i splątanie może się wręcz zacieśniać jako odpowiedź ochronna. Masz wrażenie że to wracanie w ciągu dnia jest połączone z jakimiś konkretnymi sytuacjami, czy raczej przychodzi znikąd?
Właśnie ta nieregularność może być wskazówką. Gdyby był wyraźny wyzwalacz, to by był jakiś ślad warunkowania, coś asocjacyjnego. Brak wzorca sugeruje że to coś głębszego niż zwykła pamięć emocjonalna. Konstancja, czy to wracanie ma podobną 'fakturę' za każdym razem, tak samo intensywne, tak samo rodzaj emocji, czy zmienia się?
Ten spokój który nie pasuje do kontekstu to coś co mnie zatrzymało. Czy to spokój ogólny, że po prostu jesteś w spokojnym nastroju, czy spokój skierowany do tej konkretnej osoby, jakbyś czuła że wszystko jest dobrze niezależnie od okoliczności?
To jest naprawdę osobliwe. Jeśli te momenty pokrywają się z kontaktami z jego strony, to albo masz jakiś rodzaj percepcji jego stanów, albo on sam odbiera to połączenie i reaguje. Jedno i drugie mówi to samo, że coś jeszcze między wami działa.
Wstrzymajmy się chwilę. To może być zbieżność i każdy z nas pewnie znajdzie w pamięci przykład kiedy ktoś napisał po długiej ciszy i było to po jakimś naszym wewnętrznym stanie. Selektywna pamięć robi swoje, zapominamy wszystkie razy kiedy był ten spokój i nic się nie wydarzyło. Nie mówię że tak jest w tym przypadku, ale zanim pójdziemy w stronę 'połączenie działa w obie strony', warto to sprawdzić przez jakiś czas zamiast wnioskować z jednego przykładu.
A czy to ma znaczenie kiedy, znaczy czy jest jakiś czas który jest lepszy na takie zamknięcie? Pytam bo gdzieś czytałam o fazach księżyca w kontekście kończenia spraw, że zanikający księżyc jest lepszy na domykanie niż pełnia.
Nie, to nie jest zbyt proste. Słowo wypowiedziane z pełną intencją to właściwie jądro każdego rytuału, reszta to tylko rama która pomaga skupić uwagę. Jeśli naprawdę czujesz co mówisz i jesteś w tym obecna, to jest wystarczające. Pytanie do Konstancji, czy masz jeszcze fizyczne ślady tego rytuału, jakieś przedmioty, świecę, zdjęcie, cokolwiek co było częścią tego?
Właśnie te przedmioty są według mnie ważniejsze niż słowne zamknięcie. Trzymasz w szufladzie coś co było nośnikiem intencji i ta intencja nadal w tym siedzi. Nie znaczy to że te rzeczy same z siebie coś robią, ale są takim fizycznym kotwiczeniem całej sprawy. Metek, jak ty to robiłeś, miałeś też jakieś przedmioty czy to był czysto werbalny gest?
Wróćmy na chwilę do tej karteczki z imieniem, bo to mnie bardziej zastanawia niż świeca. Imię to coś osobistego, to bezpośredni element który łączy rytuał z konkretną osobą. Jak się zamyka rytuał to co z nią zrobić, spalić, zakopać, coś innego?
Hmm. Trochę smutno jeśli mam być szczera. Ale też ulga. Taki dziwny miks. Smutek jest bardziej na wierzchu ale ulga jest gdzieś pod spodem. Chyba odpowiedziałam sobie samej na pytanie czy rzeczywiście chcę to zamknąć.
To jest coś co mnie zawsze uderza przy takich rozmowach. Ludzie analizują, szukają logicznych połączeń, wzorców, i nic. A jedno bezpośrednie pytanie o odczucie i od razu jest jasność. Sabineczka, czy to jest jakiś świadomy zabieg z twojej strony, to pytanie o co czujesz zamiast co myślisz?
Mam pytanie może trochę z boku. Powiedzmy że Konstancja to zrobi, spali świecę i karteczkę, powie co chce powiedzieć. I co dalej? Czy te momenty spokoju o których mówiła wcześniej znikną od razu, czy to jest bardziej stopniowe? Bo to chyba jest miernik czy to zadziałało czy nie.
Sam tak robiłem przy jednym zamknięciu i nie wiem do końca czy ta faza cokolwiek zmieniła, czy po prostu przez te kilka dni czekania sam byłem lepiej nastawiony. Nie da się oddzielić jednego od drugiego.
A co jeśli ta właściwa chwila nigdy nie nadejdzie bo cały czas coś nie gra? Pytam bo znam osobę która odkładała zamknięcie pewnej sprawy przez długi czas i zawsze był jakiś powód żeby jeszcze poczekać. W końcu nie zrobiła nic.
Jak Wrzosianka to ujęła, to mi przypomniało coś z tarotowych układów. Jest taka karta, Śmierć, która w odwróconej pozycji często oznacza właśnie to, opieranie się przejściu. I ta karta nie mówi że jesteś zła albo słaba, tylko że coś się zaczepiło i nie chce puścić. Nie wiem czy analogia jest trafna, ale jakoś pasuje.
Zdanie a nie życzenie, to mi się jakoś mocno zatrzymało w głowie. Bo faktycznie jak myślę o tym co bym powiedziała przy tej świecy, to wychodzi mi coś w stylu 'chciałabym żeby to się skończyło'. I to nie jest zamknięcie, prawda?
Nie jest. To jest opis stanu, nie działanie. 'Kończę to' albo 'puszczam' jest działaniem. Widziałem takie rozróżnienie opisane w kontekście pracy z intencją i rzeczywiście jak się zastanowisz nad tym jak mówisz, to jest spora różnica między chcieć a robić.
Też tak miałam, przez długi czas wszystkie moje intencje przy rytuałach były formułowane jako życzenia. I się zastanawiam teraz czy to nie jest jeden z powodów dla których te rytuały nie robiły tego czego chciałam. Może samo przeformułowanie na zdanie twierdzące coś zmienia.
A czy ktoś miał tak że powiedział właściwe zdanie, zrobił wszystko jak trzeba, a i tak czuł że coś zostało? Pytam bo zastanawia mnie czy jest jakiś sygnał który daje znać że zamknięcie było naprawdę skuteczne, a nie tylko wykonane.
Chyba wiem o co chodzi. Teraz jak myślę o nim to jest taki ciężar w klatce. Ciekawi mnie czy po zamknięciu tego rytuału ten ciężar zniknie, czy tylko zmieni formę. I czy to w ogóle jest powiązane z rytuałem, czy raczej z całą sytuacją jako taką.
To jest ważne rozróżnienie. Spotkałem się z opisami gdzie ktoś był mocno zaskoczony że po zamknięciu rytuału nadal myśli o tej osobie i uznał to za dowód że zamknięcie nie zadziałało. A to niekoniecznie o tym mówi.
