Mam taki problem i nie wiem do końca jak to ugryźć. Zrobiłam kilka tygodni temu rytuał przyciągania miłości, wszystko według tego co znalazłam, świece, intencja, woda różana, full wypas. I teraz zaczęły się dziać rzeczy, ale... nie z tą osobą na którą liczyłam. Dosłownie odezwał się do mnie były, z którym skończyłam dwa lata temu i to nie było dobre zakończenie. Czuję jakby coś się nakręciło, tylko w złą stronę. Czy w ogóle da się coś takiego zatrzymać kiedy już idzie?
To nie jest rzadka sytuacja, szczerze mówiąc. Rytuały przyciągania miłości rzadko kiedy są tak precyzyjne jak byśmy chciały, szczególnie jeśli intencja była ogólna, czyli coś w stylu 'przyciągnij miłość do mnie' zamiast konkretnej osoby. Wtedy energia idzie tam gdzie jest najmniej oporu, a były to klasyczny przypadek, bo jest jakaś historia, jest jakaś energia między wami. Ale żeby coś doradzić, to musiałabyś napisać więcej. Jak formułowałaś tę intencję?
Zgadzam się z Agathą co do mechanizmu, ale tu jest ważniejsze pytanie, czy w ogóle chcesz to zatrzymać, czy tylko przekierować. Bo to są dwa różne zabiegi. Zatrzymanie to jedno, a cofnięcie czy neutralizacja to drugie. Co czujesz, że się dzieje? Tylko ten były się odezwał, czy coś jeszcze?
Sny to ciekawy sygnał w tym kontekście. Jak to wygląda, są to sny neutralne, czy coś się tam konkretnego dzieje? Pytam bo sny podczas aktywnego rytuału to nie zawsze efekt samego rytuału, czasem to po prostu twój umysł przetwarza emocje, które i tak gdzieś tam były. Nie twierdzę że tak jest w tym przypadku, ale warto to rozróżnić zanim wrzucimy wszystko do jednego worka 'rytuał działa na złą osobę'.
Żeby cokolwiek tu zatrzymać trzeba wiedzieć co dokładnie zrobiłaś. Nie pytam o każdy krok, ale czy zostawiłaś jakieś przedmioty, czy spaliłaś świece do końca, czy jest coś co wciąż 'trzyma' ten rytuał otwarty. Bo jeśli świeca stoi niedopalna albo gdzieś leży zapisana intencja to jest sens od tego zacząć.
Ten papier to dobry trop. W wielu tradycjach zapisana intencja traktowana jest jako aktywny nośnik, coś co 'pracuje' póki istnieje w tej formie. Różne szkoły mają różne podejścia do zamykania rytuału, jedne mówią o spaleniu po spełnieniu, inne o zakopaniu, jeszcze inne zostawiają jak jest. Problem zaczyna się kiedy nie mamy jasnej procedury zamknięcia. Nie mówię że to przyczyna tego co się dzieje, ale to sensowny punkt startowy. Najprościej będzie spalić ten papier z wyraźną intencją zakończenia, nie w złości, spokojnie, z poczuciem że świadomie zamykasz ten rozdział.
Powiem szczerze, jestem sceptyczna wobec całej tej narracji o tym że rytuał 'przyciągnął złą osobę', ale rozumiem dlaczego to tak odczuwasz. Mam pytanie bardziej przyziemne, czy ten były miał jakiś powód żeby się odezwać? Rocznica, coś się stało, wspólni znajomi? Zastanawiam się czy nie nakładamy na to interpretację ezoteryczną czemuś co mogło się i tak wydarzyć.
Czytam to i też mam podobną sytuację z kilka tygodni temu, więc bardzo mi zależy na tym wątku. Mam pytanie do Sabineczki albo Ismerka, czy jest jakaś różnica w podejściu do neutralizacji zależnie od tego, jakie materiały były użyte? Pytam bo widziałam gdzieś że przy rytuałach z ziołami sprawa wygląda inaczej niż przy samych świecach.
Dziękuję że w ogóle ten temat powstał, bo ja też nie wiedziałem że rytuał można w ogóle zatrzymać albo cofnąć. Myślałem że jak się robi to jest to nieodwracalne. To trochę zmienia moje podejście do tematu, serio.
Nieodwracalne to jest dobre słowo do omówienia, bo napędza dużo niepotrzebnego strachu. Większość rytuałów miłosnych które robią amatorzy, nie w złym tego słowa znaczeniu, to są rzeczy które mają datę ważności i które można domknąć. Inaczej sprawa wygląda przy rzeczach robionych wielokrotnie z tą samą intencją, bo wtedy ta energia się kumuluje. Ale jednorazowy rytuał, papier pod świecą, to jest coś z czym da się pracować.
To jest ważna informacja. Dwa rytuały z podobną intencją w krótkim czasie, bez świadomego zamknięcia pierwszego, to klasyczna sytuacja gdzie energia nie ma jasnego kierunku i szuka ujścia tam gdzie może. Nie chcę tego dramatyzować, bo to nie jest żadna katastrofa, ale rozumiem dlaczego efekt jest chaotyczny. Myślę że zanim spalisz ten papier warto po prostu usiąść spokojnie i świadomie cofnąć też to pierwsze zamówienie, nawet jeśli nie masz już żadnego fizycznego śladu po tamtym rytuale. Intencja cofa intencję.
To jest bardzo możliwe. I właśnie dlatego pytałam wcześniej o te sny, bo jeśli dwa rytuały się nakładają, to sygnały mogą być chaotyczne, nie linearne. Znaczy nie będzie tak, że 'działa na złą osobę', tylko po prostu otworzyłaś coś szerokiego i każdy kto ma z tobą jakiś emocjonalny węzeł może wejść w to pole. Czy ten były to jest ktoś z kim masz niedomknięte sprawy emocjonalne, poza samym kontaktem?
No właśnie, i tu jest sedno. Rytuał nie działa w próżni, on operuje na tym co już istnieje między ludźmi energetycznie. Jeśli jest stary węzeł emocjonalny, niezamknięta sprawa, to rytuał miłosny może po prostu pójść po tej ścieżce, bo ona już istnieje. To nie jest błąd wykonania, to jest kwestia tego że intencja nie była dość precyzyjna albo że materiał był podatny. Masz gdzieś zapisane jak dokładnie brzmiała ta intencja na papierze?
I tu jest problem, bo otwarta intencja to jest ryzyko. Brzmi pięknie, 'przyciągam miłość której szukam', ale twój umysł i twoja energia nie zawsze wiedzą czego szukasz. Często idzie do tego co zna, a nie do tego co by było dobre. Dlatego część tradycji bardzo mocno zaleca intencje opisowe, z konkretnymi cechami, nie z imieniem bo to jest naruszenie wolnej woli, ale z jakościami. Co do papieru, naprawdę powinnaś go albo spalić z intencją zakończenia, albo zakopać. Leżenie w szufladzie to jest najgorszy scenariusz bo ani nie zamknięte ani nie otwarte.
Sorki że wchodzę, ale chciałam zapytać, czy to zakopanie to musi być dosłownie w ziemi? Bo mieszkam w bloku i nie mam ogrodu, trochę głupio mi iść zakopywać coś do parku.
Doniczka jest jak najbardziej akceptowana w wielu podejściach, ziemia to ziemia, kontakt z materią wystarczy. Choć jeśli Konstancja chce zamknąć akurat ten rytuał, to spalenie papieru wydaje mi się bardziej wskazane niż zakopanie, bo spalenie to bardziej ostateczne domknięcie, zakopanie to bardziej rozproszenie i oddanie. Pytanie co chcesz osiągnąć, zakończenie czy odpuszczenie?
To rozróżnienie ma znaczenie i to spore, przynajmniej z perspektywy snów. Zakończenie to jest aktywne cofnięcie, a odpuszczenie to bardziej zwolnienie uchwytu. Przy snach, jeśli on się pojawia, może to być znak że twój własny umysł jeszcze coś trzyma niezależnie od rytuału. I żaden papier tego nie naprawi jeśli emocje są nadal aktywne.
Przy dwóch rytuałach bez zamknięcia pierwszego trudno odróżnić co jest naturalną emocją po zerwaniu a co jest efektem energetycznym. Szczerze, to jest jeden z powodów dla których zawsze zalecam robić przegląd tarotowy przed i po rytuałach miłosnych. Nie jako wróżbę, tylko jako swego rodzaju lustro co się dzieje. Bez tego to jest trochę jak leczenie czegoś bez diagnozy.
To jest dobre pytanie, bo mi się kiedyś przydarzyło coś podobnego, papier nie chciał się palić normalnie, gasł, tlił się, musiałam używać zapalniczki kilka razy. Nie wiem czy to był jakiś sygnał czy po prostu mokry papier.
Trochę mnie ta wasza rozmowa przestraszyła, bo teraz nie wiem co zrobię jeśli ten papier nie będzie chciał się palić. Czy wtedy po prostu próbuję dalej, czy odpuszczam i robię coś innego?
Nie panikuj z góry, naprawdę. Jeśli papier nie chce się palić to po prostu upewnij się że jest suchy, że masz dobry ogień, że robisz to spokojnie a nie w pośpiechu. Techniczne warunki najpierw, interpretacja potem. Zdecydowanie nie rzucaj wszystkiego jeśli coś nie pali się od razu.
A mam pytanie do Konstancji, bo czytam cały ten wątek, czy ty w ogóle od tamtej rozmowy spałaś spokojnie? Pytam bo wspominałaś o snach i zastanawiam się czy coś się zmieniło zanim jeszcze cokolwiek zrobiłaś z papierem.
Może tak, może nie, ale to jest interesujące. Czy to nastąpiło po tej rozmowie tutaj, po tym jak zaczęłaś świadomie myśleć o zamknięciu sprawy? Bo czasem sama intencja domknięcia już coś przestawia, jeszcze zanim zrobi się cokolwiek fizycznego.
Ja to słyszę i myślę o sobie, bo u mnie to myślenie o tej osobie po zerwaniu trochę zelżało ostatnio. Nie wiem czy to naturalny proces czy efekt tego że po prostu czytam ten wątek i gdzieś podświadomie coś się zmienia.
Przyznam szczerze, że jestem w tym sceptyczna. To brzmi trochę tak jakby każda zmiana nastroju po zerwaniu mogła być interpretowana jako efekt rytuału albo jego zamknięcia. Skąd wiadomo że to nie jest po prostu upływ czasu i normalne gojenie się?
Czytam ten cały wątek od początku i mam jedno pytanie, może głupie, ale czy jeśli ktoś zrobił rytuał miłosny ale zupełnie zapomniał co w nim było, nie ma żadnego fizycznego śladu, nic nie zapisał, to czy można w ogóle coś z tym zrobić? Pytam bo u mnie jest taka sytuacja że coś robiłam, ale dawno temu i teraz w sumie nie pamiętam szczegółów.
To mnie ciekawi, bo jeśli rytuał może działać bez żadnego fizycznego śladu i można go zamknąć też bez fizycznych śladów, to pytanie skąd w ogóle wiadomo że cokolwiek działa. Nie mówię złośliwie, naprawdę pytam, bo to brzmi jakby wszystko było interpretacją.
