Chyba jedno i drugie szczerze mówiąc. Jest przestraszona, ale też czuje się winna. Mówiła że gdyby wiedziała że to może tak wpłynąć na kogoś, nigdy by nie zaczęła. I teraz nie wie w ogóle co robić, bo nie ma z nim kontaktu, zerwał wszystkie relacje z jej otoczeniem.
to jest chyba najgorsza czesc tej historii, ze ona nie ma jak nawet sprawdzic jak on sie ma. i to tez moze byc skutek tego przelanego ryt, ze on sie odizolowal od jej srodowiska konkretnie. nie od wszystkich, tylko od tych co sa zwiazani z nia
Jest takie pojęcie w niektórych tradycjach, że ciało zaczyna unikać źródła napięcia. Jeśli energia była kierowana przez konkretne otoczenie, przez miejsca i ludzi z nią związanych, to możliwe że na poziomie instynktownym ta osoba zaczęła omijać to co kojarzy się z presją. Nie musi tego rozumieć, to może być czysto fizyczna odpowiedź na dyskomfort.
ale to troche brzmi jak zwykly mechanizm psychologiczny, nie? jak kogos boli temat to unika wszystkiego co go o nim przypomina. nie trzeba od razu zakładac energetyki
Mówiła że gdzieś w środku trwania tych rytuałów on był bardziej obecny, jakby się bardziej odzywał, szukał kontaktu. A potem jak ona przestała, to coś się złamało i zaczął się wycofywać. Jakby ta nić najpierw przyciągała, a potem po prostu... nie wiem jak to opisać, zwiotczała?
To jest bardzo ciekawy opis, bo pasuje do tego co niektórzy opisują jako efekt odsunięcia zaklęcia wiążącego bez domknięcia. Najpierw przyciąganie, potem cisza i dezorientacja. Jakby ktoś naciągnął gumkę i zamiast ją zwolnić kontrolowanie, po prostu puścił.
przepraszam że wchodzę, ale czy to co opisujecie nie może być po prostu naturalnym rytmem relacji? że ktoś na chwilę sie zbliża, potem odpycha, bez żadnych rytuałów? mój były robił tak przez pół roku i nikt nie robił na nim żadnych rytuałów na pewno
mnie zastanawia jedna rzecz, czy ta kobieta ktora robiła te rytuały sama czuje jakies skutki? bo jak jest niezamknieta petla to podobno obie strony moga odczuwac cosik, nie tylko ten na kogo bylo skierowane
Ona... tak, właściwie tak. Stała się bardziej obsesyjna na jego punkcie niż przed rytuałami. Mówi że myśli o nim cały czas, o wiele bardziej niż kiedy to wszystko zaczęła. Nie wiem czy to związek, ale to co opisałaś mnie trochę przestraszyło.
no wlasnie, bo to jest ta czesc ktorej ludzie nie przewiduja jak zaczynaja. ze moga sami wpasc w to co chceli na kims wywolac. ona chciala zeby on o niej myslal caly czas, a teraz ona myśli o nim cały czas. to jest jakas symetria
Jest nawet termin na to w niektórych źródłach anglojęzycznych, spell rebound albo backlash, choć nie wszyscy to rozróżniają. Część tradycji mówi że intencja wraca w proporcji do siły i czasu trwania, zwłaszcza jeśli nie było ochrony dla siebie. Czy znajoma w ogóle robiła cokolwiek żeby chronić własną energię podczas tych miesięcy?
Nie wiem, ona chyba nie robiła żadnej ochrony dla siebie, bo to były jej pierwsze próby czegokolwiek w tym kierunku. Robiła to z opisów znalezionych w internecie, bez żadnego prowadzenia. Teraz mówi że czuje się jakby siedziała w bańce, nie może myśleć o niczym innym.
To co opisujesz z tą bańką, to jest dość charakterystyczny objaw. Nie musi to być oczywiście od razu coś energetycznego, ale przy długotrwałej intencji skierowanej na jedną osobę, uwaga zaczyna się zawężać i ciężko ją potem odciągnąć. Czy znajoma próbowała w ogóle czegoś żeby to przerwać, czy skupia się tylko na tym co stało się z nim?
to jest wlasnie ten problem ze samoukami, nie ma sie kto zapytac o podstawy. ona pewnie nie wiedziala ze jak sie cos zaczyna to trzeba tez wiedziec jak skonczyc. a internet daje przepisy bez kontekstu
a skąd w ogóle wiadomo że to był rytuał wiążący? Dziewanna pisała wcześniej że znajoma robiła coś ze świecami i zdjęciem, czy to automatycznie kwalifikuje się jako wiążący?
ale jak ta granica jest płynna to w sumie jak mozna stwierdzic po fakcie co sie robiło? jezeli sama osoba nie jest pewna intencji w danym momencie?
Ona mówiła że na początku chciała żeby on ją zauważył, a potem stopniowo chciała żeby był z nią, żeby ją wybrał, żeby nie mógł się od niej oderwać. Sama przyznała że z tygodnia na tydzień chciała coraz więcej. Jak to mówisz, to faktycznie widać tę zmianę.
to brzmi bardziej jak obsesja własna tej kobiety niż skutek rytuału. jak ktoś codziennie myśli o jednej osobie i robi coraz więcej żeby ją mieć, to ta escalacja jest u niej, nie u niego
chetnie bym zapytała, czy on w ogóle mógł poczuć coś takiego fizycznie? jak bóle głowy, zle sny, cos w tym stylu? bo słyszałam ze niektorzy ludzie odczuwają to somatycznie nawet jeśli nic nie wiedzą o rytuale
właśnie, i to jest chyba to co mnie najbardziej zastanawia w tej całej historii. Że wszystko co wiemy pochodzi od jednej strony, od znajomej Dziewanny. Jego perspektywa jest kompletnie nieznana. On może zerwał kontakt z zupełnie innych powodów i nigdy się nie dowiemy.
no tak, ale to nie zmienia pytania z tytulu watku. nawet gdyby u niego akurat nic sie nie stalo, to pytanie czy takie rytualy moga wywolac zaburzenia nadal jest otwarte. historia Dziewanny jest tylko przykładem, nie dowodem
i to jest chyba ważne żeby to rozdzielić. bo możemy rozmawiać o mechanizmach i teoriach niezależnie od tego czy ten konkretny przypadek jest jednoznaczny. Mnie np. ciekawi co mówią tradycje, które mają długą historię pracy z rytuałami wiążącymi, czy w ogóle zakładają takie skutki uboczne.
a czy nie ma czegoś takiego jak zaklęcie z powrotem do nadawcy? bo słyszałem o takim pojęciu że jak ktoś zrobi coś złego to wraca do niego. czy to jest oficjalnie uznana teoria w magii czy tylko ludowe powiedzenie
wracając do pytania Karolki, bo to mnie też interesuje, w tradycji hoodoo na przykład jest dość wyraźne rozróżnienie między tym co nazywają crossing a tym co jest love work. Przy crossing zakłada się że skutki mogą być poważne dla obu stron jeśli nie ma właściwej izolacji. Nie wiem czy ktoś tu zna to podejście lepiej?
I właśnie tu jest pytanie, czy to jest objaw tego co zaczęła, czy raczej ona by tak czuła bez żadnego rytuału, bo jest po prostu silnie przywiązana emocjonalnie do kogoś kto ją odrzucił. Ciężko to rozdzielić.
ale jak mozna czuć sie odpowiedzialna za połączenie z kimś kto w ogóle o nim nie wie? to trochę tak jakby ktoś wyobraził sobie relację i czuł sie zobowiązany ją utrzymywać
to przypomina mi troche to co sie mowi w kontekście zaklec złego oka, ze czesto bardziej szkodzi temu kto rzuca niz temu kto jest celem, bo uwaga i intencja zostaje powiązana z obiektem i sie nie rozwiązuje. czy ktos to zna z jakiejs tradycji?
