A nie jest tak ze czasem rytuał otwiera ludzi na to żeby powiedziec prawde? Bo moze on sie wcześniej bał powiedziec co czuje i dopiero teraz doszło do głosu. Gdzieś czytałem że magia miłosna może działac jak katalizator i wyciągac na powierzchnie to co jest ukryte, niekoniecznie to co chcemy.
Ale jak to rozróżnić? Czy to co teraz mówi jest prawdą którą wyciągnął rytuał, czy może jest jakaś jego własna blokada energetyczna która mówi mu żeby uciekał zamiast zostać? Bo te dwie rzeczy wyglądają z zewnątrz bardzo podobnie.
Nie wiem jak to odróżnić. Dla mnie to wygląda jakby uciekał. Ale może po prostu tak interpretuję bo chcę żeby to była ucieczka a nie jego prawdziwe zdanie.
To co właśnie powiedziałaś jest ważniejsze niż cała reszta tej rozmowy. Masz świadomość że możesz to koloryzować pod siebie. Niewielu ludzi to przyznaje.
Dokładnie. I tu wracam do tego o czym mówiłam wcześniej, że karty nie kłamią ale my kłamiemy sami sobie przy czytaniu. Romcia, gdybyś miała powiedzieć bez owijania w bawełnę, czy przed tym całym rytuałem byłaś szczęśliwa w tej relacji? Nie w sensie czy go kochałaś, ale czy byłaś szczęśliwa?
Myślę że to pytanie jest kluczowe do całej tej układanki. Bo jeśli przed rytuałem nie byłaś szczęśliwa, to może energia zadziałała, tylko że nie tak jak myślałaś że powinna.
No i właśnie to jest sedno. Rytuał miłosny skierowany do kogoś z kim nie jesteś szczęśliwa to jest bardzo ryzykowna intencja. Bo co dokładnie ciągnie? Osobę, uczucie, wyobrażenie o tym jak mogłoby być?
Ale przecież każdy w trudnym momencie ma wątpliwości. To nie znaczy że relacja jest zła.
Właśnie. Bo rytuał operuje na tym co mu dajesz. Jeśli dajesz mu mieszankę miłości, lęku i nadziei jednocześnie, to wszystkie trzy rzeczy mogą dostać swój wyraz. I może dlatego najpierw było to ostrożne chodzenie po lodzie, potem pozorna normalność, a teraz to.
Dobre pytanie ale trochę odchodzimy od tego co przeżywa Romcia. Może wróćmy do sedna, bo ona ma teraz konkretną sytuację, a nie pytanie teoretyczne.
Mam takie pytanie do Romci, sorry że wchodzę w środek. Mówiłaś że chodziliście po lodzie i milcząco omijaliście trudne tematy. A on kiedy powiedział że chce odejść, czy to było dla ciebie zupełne zaskoczenie czy gdzieś w środku czułaś że coś się szykuje?
To jest ta najtrudniejsza rzecz. Kiedy intuicja ci mówi jedno a ty ją zagłuszasz bo nie chcesz żeby miała rację.
I tu mam pytanie, które mnie nurtuje od początku tej rozmowy. Romcia, czy po rytualne miałaś jakieś sny albo takie momenty kiedy coś ci wyraźnie sygnalizowało jak sytuacja naprawdę wygląda? Coś czego nie potrafiłaś zracjonalizować?
Ten sen mnie zatrzymał. Spokojna, nie smutna. To jest bardzo specyficzne uczucie jak na sen o rozstaniu.
To że byłaś spokojna w tym śnie to nie jest przypadek. Sny w takich momentach rzadko kłamią, szczególnie te które mają ten konkretny, wyraźny charakter. Dworzec to bardzo klasyczny symbol przejścia, i to że on wsiadał a ty stałaś, i byłaś przy tym spokojna... to brzmi jakby jakaś część ciebie już wiedziała i już się z tym pogodził.
Po tym śnie zostało mi to spokojne uczucie. Nie od razu się przestraszyłam, ale jak w ciągu dnia zaczęłam o tym myśleć, to dopiero wtedy przyszedł lęk. Jakby głowa zaczęła nadrabiać to czego serce nie czuło w nocy.
To jest bardzo znaczące, że spokój był pierwszy, a lęk przyszedł dopiero z analizowaniem. Znaczy że coś w tobie to wiedziało i było z tym w porządku, zanim umysł zdążył się wtrącić.
Mam wrażenie że to jest wątek który tu się przewija od dłuższego czasu, że rytuał nie sprowadził go z powrotem tylko otworzył jakąś prawdę, do której oboje nie byliście gotowi. I teraz pytanie czy to jest porażka rytuału czy wręcz odwrotnie.
Nie wiem czy to kwestia porażki czy sukcesu. To są kategorie które niespecjalnie tu pasują. Rytuał zadziałał na poziomie energii, zbliżył ich, ale pod tym był materiał którego żadne zaklęcie nie usunie. I to wyszło.
Dobre pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Tyle mogę powiedzieć że jeśli po rytuale coś wychodzi na powierzchnię, coś czego wcześniej nie było widać, to rzadko jest przypadek. Energia nie produkuje problemów, ona je wydobywa.
Sny w takim kontekście działają jak rodzaj wglądu który przychodzi gdy dzienne filtry przestają działać. Nie trzeba temu przypisywać niczego nadnaturalnego, to może być po prostu to co wie ciało gdy głowa śpi. I chyba właśnie dlatego ten spokój był prawdziwszy niż lęk który przyszedł rano.
Czytam to i nie wiem co o tym myśleć. Z jednej strony coś we mnie mówi że macie rację. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie żeby to co czuję do niego było tylko przywiązaniem albo strachem przed samotnością. To naprawdę go kocham.
Ale chyba nie można sobie tak po prostu powiedzieć okej i puścić. To nie jest kwestia decyzji. Jak człowiek kocha, to kocha i tyle.
Nie wiem czy jestem gotowa. Ale ta rozmowa mi dużo dała, naprawdę. Choć to boli, to jest jakieś inne bole niż wcześniej. Bardziej takie czyste, jakby nareszcie wiem o co chodzi nawet jeśli nie wiem co dalej.
To co powiedziałaś na końcu, że 'wiesz o co chodzi nawet jeśli nie wiesz co dalej', to jest chyba najbardziej uczciwa rzecz jaką można powiedzieć w takim miejscu. I myślę że to jest ważniejsze niż żadna technika ani interpretacja.
I tu wróciłbym jeszcze do jednej kwestii bo myślę że wątek nie jest zamknięty. Co z intencją do przodu? Romcia, czy ty w ogóle zastanawiałaś się czy chcesz robić cokolwiek dalej w tej sprawie, czy pozwolić żeby to co wyszło miało swój naturalny bieg?
Też chciałam zapytać o to samo. Romcia, czy ty w ogóle wiesz teraz czego chcesz od tej relacji? Bo przez cały wątek mówiłaś co czujesz do niego, ale nie za bardzo mówiłaś co chcesz żeby się stało. To nie jest to samo.
