Nie wiem jak to powiedzieć żeby nie brzmiało głupio, ale chcę żebyśmy byli razem i jednocześnie czuję że może nie powinniśmy. I te dwie rzeczy siedzą we mnie równocześnie i to jest najgorsza część tego wszystkiego.
To nie brzmi głupio, to brzmi bardzo uczciwie. Ale właśnie to jest moment gdzie warto się zatrzymać zanim zrobi się cokolwiek dalej. Bo jeśli sama nie wiesz czego chcesz, to żaden kolejny rytuał tego nie rozstrzygnie za ciebie.
Czasem tak. Szczególnie kiedy przestaję analizować. Jak jestem sama i po prostu siedzę, to pojawia się coś spokojnego. Ale jak zaczynam myśleć o tym co dalej to od razu panika.
To co opisujesz to klasyczna różnica między umysłem a czymś głębszym. Panika jest umysłowa, ten spokój nie jest. I to nie jest żadna mistyka, to po prostu dwa poziomy które u ciebie w tej chwili idą w różne strony.
To dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Tyle że panika prawie zawsze reaguje na wyobrażony scenariusz, a spokój pojawia się w chwili bez scenariusza. To jest jedna z różnic którą warto brać pod uwagę, choć nie jako regułę.
Właśnie. I tu jest sedno tego całego wątku, bo rytuał nie stworzył tego rozdźwięku, tylko sprawił że Romcia go teraz wyraźnie czuje. To jest inaczej niż niewidzenie go wcale.
Zastanawiam się czy on też coś czuje z tej energii która wyszła przy rytuale. Czy Romcia w ogóle wie jak on to przeżywa, czy rozmawiała z nim o tym co się dzieje między nimi?
Rozmawialiśmy, ale bardzo po wierzchu. On mówi że coś się zmieniło, że czuje się jakby był obserwowany albo oceniany, ale nie wie skąd to. Nie wiem czy to efekt rytuału czy po prostu jego własny lęk. On nie wierzy w to co ja.
To co powiedziałaś że on czuje się obserwowany jest dość charakterystyczne. Nie przypisywałabym temu od razu czegoś konkretnego, ale to że coś czuje nawet jeśli tego nie nazywa, to mówi trochę o tym że energia rzeczywiście coś poruszyła.
To co mówił o obserwowaniu zaczęło się wcześniej, przed tym jak powiedział że chce odejść. Jakiś czas przed tym. Wtedy myślałam że to dobry znak bo był bardziej obecny, bardziej uważny. Potem to wróciło ale inaczej, bardziej jako dyskomfort.
To jest bardzo interesująca sekwencja. Obecność zamieniona w dyskomfort. Energia podbija to co jest, a nie tworzy nowego. Jeśli on miał w sobie ambiwalencję do tej relacji, rytuał mógł tę ambiwalencję po prostu wzmocnić i uczynić ją nie do zignorowania.
Właściwie tak to działa w większości tradycji. Nie ma magii która stworzy uczucie od zera jeśli go nie ma. Jest magia która wzmacnia to co istnieje. Dlatego intencja i stan osoby zanim się zacznie pracę jest tak istotna, bo pracujesz z tym co jest, nie z tym co chcesz żeby było.
To jest uczciwe pytanie. Ale nie wiem czy to jest pułapka, czy raczej ryzyko które jest w każdej pracy energetycznej. Nie masz pełnej wiedzy przed. Masz intencję i to z czego wychodzisz. Pełna wiedza o tym co siedzi w drugiej osobie rzadko jest dostępna zanim coś poruszy.
Słucham tego i myślę że właśnie tego się bałam żeby to usłyszeć. Że może robiłam rytuał mając tylko swój fragment układanki. Jego część była mi nieznana i teraz wyszła, ale nie tak jak chciałam.
Nie wie. I nie powiem mu. To nie jest coś co mogłabym mu powiedzieć, on by tego nie przyjął dobrze, już na podstawie tego jak reaguje kiedy gdzieś coś o tym słyszy. Mam wrażenie że to zamknęłoby rozmowę zupełnie.
A czy w ogóle jest sens mu mówić? Nie rozumem co by to dało poza tym ze sie pokłocicie o cos czego on i tak nie rozumie. Niektóre rzcezy są własne i nie trzeba ich tłómaczyć.
Kwestia etyki w rytuałach skierowanych na inne osoby to osobny rozdział i długa rozmowa. Ale w kontekście tego wątku bardziej interesuje mnie co Romcia z tym teraz robi. Bo ta rozmowa krąży wokół tego co było i dlaczego, a Romcia jest w momencie kiedy on chce się rozstać i ona ma dwie odpowiedzi w sobie równocześnie. Co teraz.
Właśnie to jest moje pytanie do siebie od tygodni. Co teraz. Nie puściłam go, on jeszcze nie odszedł, jesteśmy w tym zawieszeniu. I nie wiem czy to zawieszenie jest dobre bo daje czas, czy złe bo przedłuża coś co i tak się skończy.
Zawieszenie ma swoją energię. Nie jest neutralne. Czytałam gdzieś że taki stan niezdecydowania między dwiema osobami potrafi utrzymywać napięcie które oboje czują i żadne z nich nie potrafi wtedy jasno myśleć. Czy jest coś co pomogłoby wam w ogóle wyjść z tego zawieszenia, nie decydując od razu o wszystkim?
To zawieszenie jest chyba wszystkich trzech naraz i to jest właśnie ten problem. On nie odchodzi bo nie jest do końca zdecydowany, ja nie puszczam bo nie chcę, i razem tkwimy w czymś co nie jest ani związkiem ani rozstaniem. Oleandra, masz rację że ta rozmowa jeszcze nie była. Boję się jej bardziej niż samego końca chyba.
